fot. Katarzyna Jankiewicz

Ucieczka od życia

Spektakl wyreżyserowany przez Adama Ziajskiego jest zbiorem autentycznych historii osób, które pewnego dnia zdecydowały się zniknąć. Konsekwencje tych decyzji ponoszą ich najbliżsi i to właśnie im – tym, którzy zostali – przyglądamy się podczas przedstawienia.

Wiele lat temu poznałam osobę, której ojciec wyszedł pewnego dnia z domu i nigdy nie wrócił. Opowiadała mi o dniach, miesiącach, latach czekania, obezwładniającej niepewności, niezrozumieniu, złości, żalu i, bardzo szczerze, o pojawiającym się w końcu pragnieniu, żeby to wszystko już się skończyło, nawet za cenę najgorszych wiadomości. Mówiła, jak przypatruje się bezdomnym na dworcu, próbując rozpoznać twarz swojego taty, a także o trudności funkcjonowania w codziennym życiu z wielką niewiadomą w tle. Oglądając spektakl „Chciałbym nie być” w Teatrze Nowym w Poznaniu, przypomniałam sobie tamte rozmowy i moje myśli, że zniknięcie jednej z najbliższych osób jest ponad ludzkie siły.

AUTENTYCZNE HISTORIE

Spektakl wyreżyserowany przez Adama Ziajskiego jest zbiorem autentycznych, ludzkich historii, które łączy jedno – decyzja o odejściu, rezygnacji z dotychczasowego życia. Konsekwencje tych decyzji ponoszą najbliżsi osób, które zdecydowały się zniknąć i to właśnie im – tym, którzy zostali – przyglądamy się podczas przedstawienia.



Kolejne historie opowiadane są w prosty, nienachalny sposób. To ten typ teatru, gdzie temat jest tak mocny, że nie potrzeba wyolbrzymiać scenicznych gestów, co doskonale czują aktorzy poznańskiego Teatru Nowego.

Poszczególne historie przekazują widzom w skupieniu, w poruszający sposób, bez niepotrzebnego ogrywania i efekciarstwa. Stwarzają intymną przestrzeń dla niełatwych emocji, których doświadcza publiczność podczas spektaklu.

 

Kolejne historie pokazują, że pytania o zniknięcie najczęściej pozostają bez odpowiedzi i mogą dotyczyć bardzo różnych osób. Pewnego dnia brat, syn, siostra, partner po prostu znikają. Zostają po nich przedmioty codziennego użytku, których nikt nie ma odwagi zabrać, przesunąć, odwiesić do szafy, z nadzieją, że dana osoba jutro, pojutrze, najpóźniej za kilka dni odnajdzie się, wróci. Rozpoczyna się dramat poszukiwań, walka z biurokracją, podejmowanie działań na własną rękę, nawet tych, które niewiele mają wspólnego z racjonalnością i z których wcześniej prawdopodobnie nie raz się kpiło, oglądając podobne sytuacje w telewizji. 

Co ważne, spektakl nie tylko opisuje losy kolejnych walk o odnalezienie zaginionych, ale dużo uwagi poświęca emocjom i stanom psychicznym osób, które zostały opuszczone przez najbliższych i przechodzą przez piekło obwiniania się, niezrozumienia, żalu, udręki, gniewu i bezsilności. W medialnych relacjach takie osoby często pokazywane są przez kilka sekund, w spektaklu Ziajskiego ich ból i niemoc wybrzmiewa ze sceny z całą mocą.

 

SIŁA OPOWIEŚCI

Z opowiadanych historii każdy z widzów zapamiętał prawdopodobnie co innego. Wszystkie są poruszające. Opisują wiele trudnych, zaskakujących momentów, jak choćby ten, w którym aktorka grająca matkę zaginionego syna opowiada o jego poszukiwaniach. Po czasie okazuje się, że podczas nich wielokrotnie przechodzono obok ówczesnej kryjówki uciekiniera od życia, ale nikt z poszukujących do niej nie zajrzał. W końcu linie matki i syna przecinają się, niedaleko domu, po dniach pełnych beznadziei. Tym razem syn wraca, ale pytanie o odejście i niepewność pozostają.

Chciałbym nie być, Adam Ziajski, Teatr Nowy w Poznaniu

Spektakl „Chciałbym nie być”, reż. Adam Ziajski, Teatr Nowy w Poznaniu, fot. Katarzyna Jankiewicz

Ciekawym zabiegiem jest, że historie zaginionych słyszymy z ust bardzo różnych świadków – starszego ojca, zatroskanej matki, młodych kobiet, krewnego współpracownika. Raz głos oddany zostaje również temu, który decyduje się odejść, a raczej wielokrotnie znika. Ze sceny płynie niezwykle smutna historia o ubezwłasnowolnieniu – próbie ucieczki od życia, które nie jest własnym życiem, i o systemie, który stanowi pole do nadużyć i nie wspiera osób przechodzących przez podobne doświadczenia.



Każda z historii ma swoją, odmienną dynamikę, dzięki czemu postaci stają się wiarygodne. Spektakl pokazuje wyraźnie, że nie ma „recepty na niebycie” – może ono dotknąć każdego, w najmniej spodziewanym momencie jego życia.

W przedstawionych historiach osobie, która decyduje się nie być, czasami towarzyszy choroba czy zły stan psychiczny i w tym aspekcie wielką wartością przedstawienia jest otwartość, z jaką kwestie te poruszane są na scenie i pokazane jako część naszego codziennego, społecznego funkcjonowania – coś, co nie powinno być lekceważone czy przeoczane, szczególnie przez najbliższych, ale też przez szerzej rozumiane otoczenie danej osoby.

ZŁUDNE POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA

„Chciałbym nie być” nie jest jednak tylko zbiorem historii, które ogląda się, siedząc bezpiecznie wśród innych widzów. Jednym z najmocniejszych momentów przedstawienia jest rozpisana na trzy kobiece głosy scena, będąca opowieścią o chwilowym zaginięciu dziecka. Naładowana emocjami, świetnie zagrana, wgniatająca w fotel każdego, kto kiedykolwiek na chwilę stracił z oczu własne dziecko lub bliską osobę w tłumie. Publiczność ma przez chwilę okazję w odniesieniu do swojego świata doświadczyć ułamka trudnych emocji, towarzyszących niespodziewanemu zniknięciu bliskiej osoby, co pozwala lepiej zrozumieć ogrom cierpienia i zagubienia, z którym borykają się ci, których najbliżsi decydują się zniknąć.    

Chciałbym nie być, Adam Ziajski, Teatr Nowy w Poznaniu

Spektakl „Chciałbym nie być”, reż. Adam Ziajski, Teatr Nowy w Poznaniu, fot. Katarzyna Jankiewicz

Ziajski kieruje też w stronę widzów bezlitosne statystyki dotyczące zaginięć i niewygodne pytanie, czy może raczej przypuszczenie, że wielu z nas przeżywa w życiu chwile, kiedy choćby na krótko chciałoby zniknąć, oderwać się od otaczającej rzeczywistości, zobowiązań, obciążeń, a nawet bliskich. I że choć większość z nas ostatecznie nie podejmuje tak radykalnych kroków, to czasami od tej myśli do prawdziwego zniknięcia dzieli nas naprawdę niewiele.

 

W spektaklu zabrakło mi jednak refleksji nad tym, dlaczego niektórzy ludzie decydują się pewnego dnia wyjść z domu i nigdy nie wrócić.

Rozumiem, że punkt ciężkości z założenia stanowiły emocje osób, które zmagają się ze zniknięciem bliskich. Zapewne jest to również jedno z tych pytań, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ale wydaje się, że przyjrzenie się motywacjom osób, które podejmują tak radykalne decyzje, również mogłoby stanowić ciekawy materiał dla teatru. W finale przedstawienia, w którym co najmniej trzy sceny mogłyby być tą ostatnią, utracony został również rytm towarzyszący wcześniejszemu opowiadaniu historii. Jakby ostatnie chwile spotkania z publicznością miały być próbą poruszenia jeszcze kilku ważnych kwestii, na które nie starczyło już czasu.

 

„Chciałbym nie być” to prosty, mocny teatr oparty na emocjach, których nikt z własnej woli nie chciałby poczuć. Doświadczenie ich w teatrze może się jednak przyczynić do rozmowy na ważny temat, który w debacie publicznej pojawia się najczęściej przy okazji kolejnych, medialnych sensacji. Zdecydowanie zbyt rzadko obecny jest w codziennych rozmowach i myśleniu o tym, co robić i jak ze sobą żyć, żebyśmy jednak naprawdę „chcieli być”. 

 

„Chciałbym nie być”, reż. Adam Ziajski, premiera: 9.11.2019, Teatr Nowy w Poznaniu

Obsada: Gabriela Frycz, Maria Rybarczyk, Martyna Zaremba-Maćkowska, Bartosz Buława, Paweł Hadyński, Mariusz Puchalski, Adam Ziajski (gościnnie)