fot. Mariusz Forecki

Wariacje z folkiem

„Kołomyja”, projekt pianisty i aranżera Jacka Skowrońskiego oraz aktorki Oksany Hamerskiej, to mozaika nastrojów i stylów. Aranże z jednej strony zaskakują pomysłowością, zwłaszcza w sferze zabaw z rytmem, z drugiej – prostotą, wynikającą z samego folkloru. Hamerska jest wulkanem energii, w filigranowym ciele skrywa się piękny, jasny sopran.

Folk to gatunek, który od lat przybiera na znaczeniu, jego publiczność (ciągle rosnąca) ceni sobie połączenie tego, co autentyczne i tradycyjne, przekazywane od pokoleń z dzisiejszą fantazją muzyków i zdobyczami techniki.

Folk nie jest wcale łatwym chlebem, by go uprawiać, trzeba poznać i zrozumieć specyfikę folkloru, a także być bardzo dobrze wykształconym muzykiem, potrafiącym znajdować właściwe proporcje, żeby nie utracić z kompozycji, tego co najważniejsze.

Z koncertu Oksany Hamerskiej wracałem z jak najlepszymi wrażeniami. Sama Oksana jest wulkanem energii, w filigranowym ciele skrywa się piękny, jasny sopran, o całkiem imponującej skali, pięknej średnicy i mocnych górach. Artystka ma duszę liryczną i nie kryje tego przed publicznością, co jest dodatkowym atutem. Hamerska w swoich interpretacjach jest przede wszystkim naturalna, z folklorem zaprzyjaźniona od dziecka, co słychać. Jej śpiew nie jest wystudiowany, ani w żaden sposób zmanierowany współczesnymi trendami sceny rozrywkowej.

U podstawy projektu „Kołomyja” legła muzyka ludowa z Ukrainy, Polski i Bałkanów. Tradycyjne melodie wzbogacono o współczesne brzmienia.

Aranże Jacka Skowrońskiego z jednej strony zaskakują pomysłowością, zwłaszcza w sferze zabaw z rytmem, z drugiej – prostotą, która wynika z samego folkloru. Wielkim odkryciem tego koncertu był dla mnie aranż pieśni „Oj u wisznewomu sadoczku” [W wiśniowym sadzie].

Pieśń w oryginale, z reguły śpiewana w szybkim tempie, w odsłonie Skowrońskiego zyskuje zupełnie inny charakter. Linia wokalna zostaje pozbawiona szeroko oddechowej frazy, na rzecz wyciszonego i bardzo lirycznego brzmienia. Mnóstwo zupełnie fantastycznych rzeczy dzieje się w akompaniamencie, począwszy od wyraźnie dysonujących współbrzmień fortepianu i akordeonu, idealnie podkreślonych przez ostinatowe motywy kontrabasu i perkusji. Bardzo ciekawy efekt daje wprowadzenie polirytmii między zespołem a wokalistką, przez co utwór zyskuje na nowoczesności. Mówiąc krótko, ten aranż to muzyczny majstersztyk.

Świetnie zaprezentowali się pozostali członkowie zespołu, akordeonista Michał Gajda, kontrabasista Marcin Chenczke (bardzo dobra improwizacja!) i perkusista Andrzej Mazurek.

Koncert premierowy 25 marca zgromadził komplet publiczności na Scenie Wspólnej, jestem przekonany, że kolejne powtórzą artystyczny i frekwencyjny sukces „Kołomyi”. W tym programie każdy może znaleźć coś dla siebie, gwarantuje to szeroki wachlarz nastrojów i prawdziwa mozaika stylów. W programie znalazł się wątek polityczny, który przypominał o obecnej sytuacji Ukrainy, był to także symboliczny gest oddania hołdu poległym w walkach. Gdyby z tego koncertu powstała płyta, byłbym pierwszy w kolejce po jej kupno.

 

Zdjęcia z próby „Kołomyi”, Scena Wspólna. 

 

CZYTAJ TAKŻE: Tulipany na cześć bohaterów

CZYTAJ TAKŻE: Szczepan Kopyt laureatem Nagrody im. Stanisława Barańczaka

CZYTAJ TAKŻE: Wiersze o rukoli. Rozmowa z Mają Jagielską