fot. Mariusz Forecki

Winna Góra – rozdział 31

W którym poznajemy zawartość walizki.

Halszka Nowicka z przerażeniem patrzyła na leżącego na jej łóżku Napoleona Ochockiego.

– Co pani zrobiła? – dopytywała Izabellę, która była już wyraźnie znudzona tłumaczeniem się.

– Mówiłam już – westchnęła, wywracając oczami. – Dałam mu swoje tabletki nasenne. Według mojego, zdaje się już byłego, męża – podkreśliła z wdzięcznym uśmiechem – najlepsze. A on się na tym zna.

– Ale dlaczego? – Halszka załamywała ręce.

– To nie mój pomysł – stwierdziła i jak na zawołanie do pokoju wszedł Mariusz Wejman. Gdy tylko go zobaczyła, chciała wykrzyczeć jakieś pretensje, ale powstrzymał ją palec na ustach detektywa.

– Ciszej – szepnął. – Niektórzy się już zorientowali, że wrócił. Zaraz będą go szukać.

– Śpi jak zabity – machnęła ręką Izabella.

– Właśnie! Czy to mu nie zaszkodzi? – dopytywała się Halszka.

– Nie zaszkodzi – zapewnił ją detektyw.

– Dostaję to codziennie, od dłuższego czasu – dodała Izabella. – Mówiłam już, ale ona mnie nie słucha.

– Ale tak nie wolno – protestowała Halszka, patrząc, jak Mariusz Wejman podchodzi do walizki. – Tego też nie wolno! – dodała, widząc, jak wkłada drucik do starych zamków w zapięcie.

– Ciii. – Detektyw przystawił palec do ust i trzasnęły dwa zatrzaski naraz. Halszka cofnęła się o krok. Potknęła się i o mało nie przewróciła na łóżko, na którym leżał Napoleon. Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale spojrzała na Mariusza Wejmana, który odwrócił walizkę z otwartą klapą, pokazując zawartość. – Tak jak myślałem.

– Ulala – westchnęła Izabella z uznaniem, a Halszka musiała zakryć ręką usta, żeby nie krzyknąć. W walizce były pliki powiązanych gumką banknotów. Pojęcia nie miała, ile tego jest.

– Musimy zawiadomić policję – wydukała po chwili.

– A co, nie wolno mieć pieniędzy przy sobie? – żachnęła się Izabella.

– Już ich powiadomiłem – wyjaśnił detektyw. – Przyjadą, jak tylko dostaną znak.

– A kto im go da? – zapytała Halszka.

– Pani – oznajmił Wejman. – Jak tylko ktoś po te pieniądze przyjdzie. Napoleon przywiózł je, żeby się rozliczyć. Jak poczekamy, dowiemy się, z kim i za co.

– A do tego czasu…

– Do tego czasu pani będzie ich pilnować.

– Ja?! – zaprotestowała Halszka.

– Raczej nie ja. – Izabella pokręciła głową. – Ja nie umiem upilnować pieniędzy, ciągle mi ich ubywa. Z każdym mężem coraz więcej. – Rozłożyła bezradnie ręce.

– Ja będę czuwał.

– Gdzie?

– W pobliżu – skwitował Mariusz Wejman.

– Ale po co?

– Jeśli pani go nie upilnuje, to ktoś go z tych pieniędzy ograbi. Nim policja zdąży coś z tym zrobić.

– Ale kto?

– Tego się właśnie dowiem. Mam swoje typy… Obstawiam… Albo nie, nie powiem.

 

Zgodziła się, a gdy wyszli, przykryła Napoleona Ochockiego kocem w kratę. Nie odważyła się zdjąć mu butów, wystawały spod koca.

– Co to za zwłoki? – Marianka, która po chwili wparowała do pokoju, przestraszyła się, patrząc na łóżko ciotki.

Wyjaśniła jej, że pan Napoleon gorzej się poczuł i musi odpocząć. Po niej przyleciała kucharka. Załamującą ręce Krysię Dzięglową uspokoiła i poprosiła, by zajęła się siostrzenicą, a najlepiej zabrała ją do siebie. Roman Kowal, który również usiłował dowiedzieć się, co się dzieje, zadeklarował się, że je odwiezie. Obie się ucieszyły. Później musiała wyprosić z pokoju wpychającego się ułana, dopytującego się de Brigarda. Wszystkim powtarzała, że pan Napoleon osłabł i pozostaje pod jej opieką.

 

Joanna Jodełka, fot. P. Kosicki

Joanna Jodełka, fot. P. Kosicki

Gdy była już sama, zaczęła przeglądać pocztę. Wreszcie dostała odpowiedź z Muzeum Wojska Polskiego. Odpowiedź była lakoniczna, ale kurator z pełnym przekonaniem stwierdzała, że na oryginalnym obrazie nie było żadnej agrafy.

Nie wiedziała, co o tym myśleć. Popatrzyła na upity do połowy kieliszek. Na przykrytego kocem w zieloną kratę Napoleona, potem na walizkę pełną pieniędzy. W końcu przymknęła oczy. Próbowała jeszcze podnieść wzrok, ale bezskutecznie. Powieki przykleiły się do siebie. Łokcie podtrzymujące głowę powoli zaczęły rozjeżdżać się na boki. Wreszcie czoło opadło na toaletkę, a policzek przylgnął płasko do marmurowego blatu.

Zasnęła.

 

Nie obudził jej cichy zgrzyt wkładanego od zewnątrz klucza. Nie drgnęła również, gdy opadła w dół delikatnie naciskana mosiężna klamka…

Nie wstała w momencie, gdy ktoś wszedł na palcach i posuwał się w kierunku łóżka. Obudził ją dopiero niezwykły harmider, gdy do pokoju wpadł komisarz Bobko.

– Ręce do góry! – wrzasnął.

Halszka poderwała się na równe nogi.

– Ręce do góry! – powtórzył na tyle groźnie, że Halszka, nie wiedząc, o co chodzi, uniosła je, rozglądając się nieprzytomnym wzrokiem. Budzić się zaczął również Napoleon. Dopiero wtedy zauważyła ułana Zbyszka Wieczorka z walizką w ręku.

– Ale ja… chciałem tylko… – próbował się tłumaczyć, widząc wpatrzone w niego oczy. – Chciałem tylko uratować jego pieniądze. – Pokazał ręką na przekręcającego się na drugi bok Napoleona i postawił walizkę na ziemi. Historyk zupełnie nie zareagował na rozgrywającą się nad jego głową scenę. Spał dalej, mrucząc coś pod nosem.

– Chciałeś je ukraść – z drwiącym uśmiechem stwierdził Marco de Brigard, który również wparował do pokoju.

– Proszę się rozejść – rozkazał komisarz Bobko. Ale nie zdążył. W kierunku Kolumbijczyka rzucił się Zbyszko. Marco de Brigard uniósł jedną rękę, by zasłonić posiniaczoną już twarz, drugą próbował odparować cios Zbyszka. Niestety niefortunnie między nich wkroczył komisarz i pięść Kolumbijczyka wylądowała na jego policzku. Bobko zachwiał się i upadł na łóżko, na którym leżał historyk. Staruszek jęknął i tym razem zaczął się budzić na dobre. Komisarz wstał, czerwony z wściekłości. – To jest czynna napaść na policjanta w trakcie wykonywania obowiązków służbowych! Jest pan aresztowany. Obaj jesteście aresztowani! – Pokazywał palcem to na jednego, to na drugiego. – Do samochodu z nimi. Pomóż mi – zwrócił się do stojącego w drzwiach detektywa Mariusza Wejmana, który miał dość zakłopotany wyraz twarzy.

– Powinienem zostać – fałszywy malarz próbował oponować.

– To ja wydaję tu rozkazy i decyduję, kto idzie, a kto zostaje! Wystarczy, że się tu naczekałem, żeby w gębę dostać – warknął komisarz Bobko wyciągając z kieszeni kajdanki.

 

Bez większych trudów uciszył protesty ułana i usiłującego się tłumaczyć Kolumbijczyka. Następnie ich zakuł i wyprowadził w dość niechętnej asyście detektywa. Mariusz Wejman oglądał się jeszcze kilka razy w stronę oszołomionej Halszki i ledwie przytomnego Napoleona. Dał znak ręką, jakby nad wszystkim panował, ale Halszka nie miała zupełnie pojęcia o co może mu chodzić.

– Co się stało? – spytał Napoleon Ochocki, gramoląc się z łóżka, gdy zostali już sami.

– Chyba ten Wieczorek chciał pana okraść – stwierdziła Halszka, a historyk zaczął się rozglądać nerwowo za swoją walizką. – Jest tu – uspokoiła go, wskazując na torbę porzuconą przed chwilą przez ułana.

– Och, niepotrzebnie. – Staruszek załapał się za głowę.

– Słucham? – zapytała z niedowierzaniem. Reakcja okradanej osoby była naprawdę zadziwiająca.

– Przecież ja bym mu wszystko zostawił. – Halszka patrzyła dalej na Napoleona.

– Ale teraz… w takiej sytuacji… Pomyślę później… Jak się wyśpię. Ale co właściwie robię na tym łóżku?

– Zasnął pan – wyjaśniła, nie chcąc zbyt wiele tłumaczyć. Staruszek wyglądał na nieco zdezorientowanego. W sumie cel został osiągnięty, przekonywała samą siebie. Napoleona nikt nie okradł – to najważniejsze. Ale przecież nie wszystko się wyjaśniło – kołatało się jej po głowie. Za oknem zobaczyła migające światła policyjnego samochodu. Odjeżdżał. Zupełnie nie miała pojęcia, co dalej robić. W tym momencie w drzwiach stanęła Koralia Brączkowska.

– Och, przepraszam. Chyba nie obudziłam? Takie tu hałasy wszędzie. – Zatrzęsła głową, odgarniając rude loki.

– Teraz już będzie spokój – oświadczyła Halszka i próbowała przymknąć drzwi. Nie udało się, animatorka skutecznie je tarasowała.

– Panie Napoleonie, a ja pana tyle szukam.

– Mnie? – zapytał z niedowierzaniem historyk.

Tak, pan de Brigard coś u mnie dla pana zostawił. – Napoleon Ochocki najpierw szeroko otworzył oczy potem zaczął nimi mrugać. 

– Miałam poczekać do rana, ale może to dla pana bardzo ważne. Pomyślałam, że i nie ma co zwlekać – oświadczyła, trzepocząc rzęsami.

 

Historyk wykonał kilka chaotycznych ruchów zrywając się z łóżka. Ruszył do przodu ale zatrzymał się przecierając zaspane oczy. Wrócił się i chwycił walizkę.

– Dobranoc – powiedział Halszce. – Przepraszam, to wino. Ale teraz pójdę już do siebie. Jeszcze raz przepraszam za kłopot – powtarzał, próbując wyminąć Halszkę zagradzającą mu drzwi.

– Może pan u mnie zostać…

– Nie, dziękuję – bronił się, pospiesznie opuszczając pokój. Animatorka pokazała mu swoje drzwi.

Halszka udała, że zamyka się u siebie. Detektyw z policjantem odjechali, aspirant Śmierzchalski w ogóle się nie pojawił, a tymczasem historyk nie był wcale bezpieczny. Gdy tylko zrobiło się cicho, wychyliła głowę i wyszła na korytarz, chowając się za rogiem. Nie musiała długo czekać. Po paru minutach Napoleon Ochocki wyszedł z pokoju animatorki bez walizki, za to z małym zawiniątkiem, trzymanym w obu rękach.

O nie! – pomyślała Halszka i już zamierzała ruszyć w kierunku historyka, gdy ktoś od tyłu uruchomił ją, w dodatku zatykając jej ręką usta. Nie była w stanie drgnąć ani się obrócić. Dopiero gdy historyk zamknął się u siebie w pokoju, ktoś trzymający ją w uścisku pozwolił jej obrócić głowę. Za plecami miała Mariusza Wejmana, który kazał jej być cicho. Nie czekali zbyt długo. Z pokoju wyszła animatorka Koralia Brączkowska, rozglądając się dookoła siebie. Za nią po chwili ruszył Roman Kowal z walizką w ręku. Poszli schodami w dół. Z drugiej strony skrzydła schodził z piętra malarz – detektyw, za nim Halszka.

 

Wyszli bocznym wyjściem. Gestem wskazał parking. Zbliżyli się do niego, ale nie wyłonili na otwartą przestrzeń.

– Uciekną – przestraszyła się Halszka. Mariusz Wejman pokazał jej stojącego w krzakach za samochodami aspiranta Śmierzchalskiego.

– Cii – kazał jej być cicho. – Teraz będzie najlepsze.

Patrzyli, jak Roman Kowal próbuje pilotem uruchomić kabriolet. Próbował z każdej strony, ale samochód nie reagował.

– Chodź, pojedziemy moim. – Animatorka pokazała stojące obok cinquecento.

- Oszalałaś – syknął Roman Kowal przez zaciśnięte zęby i szarpał się z klamką auta.
Nagle dach kabrioletu zaczął się otwierać. Animatorka i winiarz odskoczyli jak oparzeni. Nim dach w aucie się otworzył do końca, już można było zobaczyć Izabellę Kowal owiniętą grubym szalem.
– Kochanie – zwróciła się do Romana Kowala. – Zdaje się, że to ty oszalałeś.

 

 

Wszystkie rozdziały książki Joanny Jodełki pt. "Winna Góra" znajdziecie: tutaj