fot. Mariusz Forecki

Władysław Czarnecki zrobiony w jelenia

W Bramie Poznania trwa właśnie wystawa poświęcona wybitnemu urbaniście Władysławowi Czarneckiemu i jego żonie architektce – Janinie. Świetny pomysł, nigdy za wiele przypominania o najważniejszych poznaniakach – pomyślałem, wybierając się na wystawę i spotkanie poświęcone Poznaniowi Władysława Czarneckiego.

Nie zraził mnie pocięty na kawałki, nieczytelny plakat i banały w informacji organizatora. „Miasto jest organizmem żywym”, „więcej lasów Poznaniowi” – wyrwane z wypowiedzi Czarneckiego mogłyby sugerować, że profesor pisał odezwy lub hasła na banery Zielonym. Chciałem zobaczyć te „wartości, jakie przyświecały w działalności na rzecz”.

 

Świetna architektura śluzy katedralnej to wspaniałe miejsce na prezentację dorobku najważniejszego planisty w dziejach Poznania.

Trochę się zdziwiłem, że ta maleńka przestrzeń okazała się za duża na pokazanie gigantycznego dorobku architektonicznego, urbanistycznego, pedagogicznego Władysława Czarneckiego i licznych projektów jego żony, Janiny Czarneckiej.

Wystawa zajmuje raptem trzy salki – i to nie całe. Zwiedzający wpada co chwilę w ciemność pustych miejsc i zalicza te same plansze i teksty powielone po parę razy. Dołączone na siłę współczesne projekty studenckie potwierdzają tylko bezradność twórców wystawy wobec ważnego tematu.

JELEŃ ZAMIAST REFLEKSJI

Pomysłodawcy widać stwierdzili, że pokazywanie architektury i miasta jest strasznie niefotogeniczne i nudne. Zapragnęli dodać coś od siebie dla rozbawienia widzów. Niestety ustawienie jako głównego motywu wystawy wielkiego, pomalowanego na biało plastikowego jelenia urąga bohaterom ekspozycji. Podobnie infantylne są różne wesołe, kolorowe karteczki, przyczepiane raz poziomo, raz pionowo i wysuwane szufladki z obrazkami w środku.

 

Mało czytelne opisy projektów umieszczono na takiej wysokości, że trzeba kucać, by je przeczytać. Zapewniam, że ich treść, czasem bardzo ciekawa, to nie rymowanki dla przedszkolaków.

 

Samo zestawienie twórczości Janiny Czarneckiej, architektki praktyka i jej męża Władysława, który w swej działalności wyszedł daleko poza architekturę, jest wątpliwe.

Janina i Władysław Czarneccy, Brama Poznania

„Dom. Miasto ogród. Twórczość Janiny i Władysława Czarneckich”, Brama Poznania ICHOT, 28.9.2019 – 2.2.2020. Fot. Mariusz Forecki

Janina zaprojektowała w Poznaniu wiele obiektów, głównie modernistycznych willi o spokojnej, niewyróżniającej się formie. Nowej w momencie powstawania w konserwatywnym mieście, ale nie specjalnie nowatorskiej. Budynki te, zwłaszcza zachowane w zespole, w rejonie ulicy Grunwaldzkiej warte są przypomnienia. Ale sugerowanie, że to Janina projektowała „układ miasta” jest niczym nieuprawnione. Podobnie jak teksty, że „niektóre projekty sygnowane przez Władysława były w rzeczywistości dziełem Janiny Czarneckiej”.

Ukazywanie postaci Władysława Czarneckiego głównie przez jego realizacje architektoniczne obniża jego zasługi. Owszem, jego realizacje są widoczne w dzisiejszym Poznaniu. Ale jako architekt był Czarnecki tylko solidnym rzemieślnikiem, balansującym między formami tradycyjnymi a nowoczesnymi. Jego wielkość jest zupełnie gdzie indziej.

CZARNECKI WIZJONER

Władysław Czarnecki był największym w historii miasta twórcą planów jego rozwoju. W latach 30. stworzył plan przyszłego Poznania. W oparciu o dogłębne studia warunków naturalnych, zastaną substancję architektoniczną i naukowe prognozy demograficzne, wytyczył główne kierunki rozwoju aglomeracji.

Jego wizja, tworzona w mieście dwustutysięcznym, przewidywała osiągnięcie progu pół miliona mieszkańców po trzydziestu latach i ośmiuset tysięcy po pięćdziesięciu latach, czyli w latach 80. XX wieku.

 

Dla takiej populacji opracował zwarty, koncentryczny plan miasta – szanującego swoją przeszłość i z nowymi ramami komunikacyjnymi.

Włączone do miasta na początku XX wieku peryferyjne wsie miały stać się pełnoprawnymi dzielnicami, z lokalnymi centrami, parkami i miejscami pracy. Towarzyszyło temu nowatorskie podejście do zieleni, wchodzącej do środka miasta szerokimi klinami, z zaplanowanym sposobem przewietrzania całej aglomeracji i wykorzystaniem rzeki.

 

Plan ten – choć nigdy oficjalnie niezatwierdzony – był realną podstawą działań miasta w okresie międzywojennym. Traktowano go w sposób elastyczny, plan rósł i ewoluował wraz z miastem.

Władysław Czarnecki był ostatnim urbanistą mającym realny wpływ na konkretne decyzje urbanistyczne i architektoniczne w skali całej aglomeracji. Później, po II wojnie światowej decyzje te rozmyły się między różnymi pracowniami, miejskimi, wojewódzkimi czy regionalnymi. Decydujący wpływ na planowanie miasta zdobyli politycy, urbanistyczni analfabeci, uwielbiający utopijne obrazki pozbawione planistycznego sensu.

Po II wojnie światowej Władysław Czarnecki objął stanowisko naczelnika wydziału budownictwa i architektury w Zarządzie Miasta Poznania. Wydawało się, że ma świetne koneksje i duże możliwości realizacji swoich koncepcji. To on projektował przecież prestiżowy budynek komitetu wojewódzkiego rządzącej partii komunistycznej. Zakładał też w 1950 roku Wydział Architektury w poznańskiej Szkole Inżynierskiej, został profesorem i dziekanem tej uczelni.

Ta wspaniała powojenna koniunktura trwała bardzo krótko, nadzieje na normalność w socjalistycznej Polsce rozwiały się jak dym. W roku 1954 Wydział Architektury rozwiązano. Profesor Czarnecki popadł w niełaskę, został odstawiony na boczny tor. Wysłuchiwano jego krytyki, ale nikt nie brał pod uwagę analiz kolejnych planów rozbudowy miasta.

 

Jeszcze w 1953 roku Czarnecki ubolewał, że nie prowadzi się podstawowych studiów poprzedzających rozwiązania planistyczne, że zrezygnowano z pierścienia zewnętrznych zalesień i myślenia o systemie zieleni miejskiej. Oburzał go nieracjonalny plan przebudowy komunikacji dla urojonych pochodów robotniczych i manifestacji politycznych. Już wtedy domagał się, by planowano strefę podmiejską i rozwój okolicznych miast i wsi, łącznie z Poznaniem.

 

Na oczach Władysława Czarneckiego miejskie planowanie stało się jedną wielką porażką. Decydenci pogrążyli Poznań w chorych, futurystycznych i całkowicie nierealnych wizjach.

Janina i Władysław Czarneccy, Brama Poznania

„Dom. Miasto ogród. Twórczość Janiny i Władysława Czarneckich”, Brama Poznania ICHOT, 28.9.2019 – 2.2.2020. Fot. Mariusz Forecki

Bo czym innym było przystąpienie do zniszczenia całego przedwojennego centrum, z planowanym wyburzeniem prawie wszystkich kamienic XIX- i XX-wiecznych. Uczniowie profesora Czarneckiego nic się nie nauczyli, twierdząc, że stara, kapitalistyczna przeszłość miasta to coś do wymazania. Nawet miejski konserwator zabytków rysował plany wycięcia przez środek miasta szerokich arterii komunikacyjnych, z czterech stron, na granicy Starego Miasta.

Za godne ochrony uważano tylko obiekty powstałe przed 1850 rokiem, wszystkie późniejsze – za zamortyzowane i przeznaczono do usunięcia. Kolejne plany, np. paranoiczna wizja miasta pasmowego ciągnącego się na północ jak kiełbasa – aż do Murowanej Gośliny – były jeszcze gorsze.

Gdy w roku 1972 przywracano w Poznaniu kształcenie architektów na Politechnice Poznańskiej, udawano, że profesora Czarneckiego i jego planów nie ma i nigdy nie było. A on mieszkał kilka ulic dalej, potem jeszcze przez lata w Pniewach. Jego uczniowie rysowali w tym czasie kolejne, pozbawione walorów prawdziwego miasta blokowiska i usuwali z centrum uniwersytet.

„PLANOWANIE MIAST I OSIEDLI”

Po profesorze Czarneckim zostało jego monumentalne dzieło, prawie cztery tysiące stron, sześć tomów „Planowania Miast i Osiedli”. Gdyby wydał je w Anglii, gdzie zaczął je pisać zaraz po wojnie na użytek wykładów w założonej przez niego Liverpoolskiej Szkole Architektury, byłby to studiowany na całym świecie podręcznik dla przyszłych urbanistów i architektów. Wydawano by go do dzisiaj, w kolejnych, aktualizowanych edycjach.

Janina i Władysław Czarneccy, Brama Poznania

„Dom. Miasto ogród. Twórczość Janiny i Władysława Czarneckich”, Brama Poznania ICHOT, 28.9.2019 – 2.2.2020. Fot. Mariusz Forecki

Niestety w Polsce autor nie mógł przez dziesiątki lat doprosić się wydrukowania tego wyjątkowego w skali światowej podręcznika. Ostatnie tomy wydano w 1970 roku. Dzisiaj to bibliofilski rarytas, a nie niezbędny podręcznik studentów architektury. Nie jest potrzebny, bo nasze miasta tworzą pazerni deweloperzy, a nie profesjonalni planiści.

Szkoda, bo wracamy właśnie do idei planistycznych głoszonych już dawno temu przez profesora Czarneckiego. Do haseł o zrównoważonym rozwoju, poszanowaniu historycznego kontekstu i życiu w zgodzie z otaczającą miasto naturą. Tak jak on chcemy miasta przyjaznego dla mieszkańców. Wszystko już było.

 

„Dom. Miasto ogród. Twórczość Janiny i Władysława Czarneckich”, Brama Poznania ICHOT, 28.9.2019 – 2.2.2020.

 

Scenariusz: Michał Pszczółkowski

Aranżacja: Joanna i Marcin Markowscy

Koncepcja: Michał Kępski