fot. Mariusz Forecki

Władysław Nielipiński: Fotografia powinna nas łączyć

Nie wiem, jak to wygląda gdzie indziej, ale w Wielkopolsce możemy mówić o swoistym fenomenie lokalnych grup, kół i stowarzyszeń fotograficznych – mówi Władysław Nielipiński, jeden z największych popularyzatorów fotografii w regionie.

SEBASTIAN GABRYEL: Fotografią zajmuje się pan od prawie 40 lat. Znalazłem wypowiedź, w której to doświadczenie porównuje pan do miłości. Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia? Jaki był ten przełomowy moment, w którym poczuł pan, że to właśnie z fotografią chce związać swoje życie?

WŁADYSŁAW NIELIPIŃSKI*: Moja miłość do fotografii rozwijała się powoli. Zakiełkowała w momencie, w którym zacząłem sobie uświadamiać, że jeśli chcę robić w życiu coś, co będzie nadawać mu prawdziwy sens, musi być to związane właśnie z fotografią. Aparat fascynował mnie od dziecka, ciemnia zawsze była dla mnie miejscem pełnym magii i tajemnicy. Proszę pamiętać, że za moich czasów fotografia była dziedziną o wiele bardziej wymagającą, niż jest obecnie. Wymagała większej wiedzy i umiejętności technicznych, więc kiedy już udało się wykonać jakieś w miarę dobre zdjęcie, wiązało się to z ogromną satysfakcją i taką szczerą, dziecięcą radością. To może i śmiała analogia, ale proszę mi wierzyć, że to uczucie – kiedy siedziało się w ciemni przy czerwonej żarówce i nagle przed oczami zaczynało ukazywać się zdjęcie – było jedyne w swoim rodzaju, porównywalne chyba tylko z orgazmem. To jest właśnie tego rodzaju doświadczenie, po którym chce się tylko więcej, i więcej [śmiech].

 

Jest pan nie tylko fotografem, ale również – a może dziś przede wszystkim – animatorem działań fotograficznych. Przez cztery dekady zrealizował pan tyle cennych przedsięwzięć związanych z fotografią amatorską, że aż trudno wskazać te najważniejsze. Które z nich wspomina pan z największym sentymentem?

Z każdego okresu swojej działalności zapamiętałem wiele bezcennych chwil. Dobrze wspominam początki – lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte – kiedy po raz pierwszy poczułem, że w jakiś realny, namacalny sposób mogę oddziaływać na innych poprzez swoją twórczość. Pamiętam zwłaszcza rok 1979, w którym założyłem Fotoklub Format [w 2001 roku przekształcony w Gnieźnieńskie Towarzystwo Fotograficzne – przyp. red.] inicjujący wiele wspaniałych wspólnych działań, a do którego czasów wracam pamięcią z dużym rozrzewnieniem.

 

WŁADYSŁAW NIELIPIŃSKI – popularyzator fotografii w Wielkopolsce., pracuje w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu

W kolejnych latach działał pan z powodzeniem jako kierownik gnieźnieńskiego Zakładowego Domu Kultury Wielkopolskich Zakładów Obuwia „Polania”, który przy pana udziale stał się ważnym punktem na fotograficznej mapie Wielkopolski. Później przyszedł czas na pracę w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, z którą związany jest pan już ponad 15 lat.

Można powiedzieć, że podejmując pracę w WBPiCAK, zacząłem osiągać fotograficzną dojrzałość. Poczułem się tam jak ryba w wodzie. Dziś ze wzruszeniem myślę o pierwszych warsztatach fotograficznych, które w iście spartańskich warunkach organizowałem w 2003 roku w Margoninie. Kierownikiem tamtejszego Domu Kultury, a jednocześnie komendantem Ochotniczej Straży Pożarnej, był wówczas Wojciech Burzyński – nieoceniony partner do współpracy. Z jego osobą wiąże się zresztą dość zabawna historia, ponieważ do złudzenia przypominał wtedy komendanta Ochotniczej Straży Pożarnej w Kopydłowie, z popularnego niegdyś programu kabaretowego „Spotkanie z Balladą”, którego grał aktor Leszek Benke. Nie dość, że był do niego podobny fizycznie, to na dodatek, identycznie jak bohater cyklu, pracę w pożarnictwie łączył z działalnością na rzecz kultury [śmiech]. Można powiedzieć, że za jego czasów Margonin był takim drugim Kopydłowem [śmiech].

 

Jakim projektom w ramach WBPiCAK poświęca pan obecnie największą uwagę?

Na pewno jednym z najważniejszych przedsięwzięć jest tegoroczna edycja Wielkopolskiego Festiwalu Fotografii im. Ireneusza Zjeżdżałki, do której właśnie się przygotowujemy. To wielopoziomowy przegląd twórczości wielkopolskich fotografów, a zarazem swego rodzaju podsumowanie wszystkich moich dotychczasowych starań o ścisłą integrację środowiska fotograficznego w naszym regionie. Warto podkreślić, że ta impreza ma na celu nie tylko współdziałanie, ale również staranne dokumentowanie tego, co dzieje się w wielkopolskiej fotografii, a co z pewnością będzie ważnym świadectwem dla przyszłych pokoleń. Ten bogaty dorobek warto przechowywać, o czym czasem się zapomina. Bywa, że po twórczości jakiejś ciekawiej grupy fotografów z małej miejscowości nie pozostaje nawet ślad! Nie ma o niej jakichkolwiek informacji w kronikach, a materiały archiwalne są znikome. Do dziś się z tym spotykam, dlatego tym bardziej zależy mi, abyśmy jako Wielkopolanie nauczyli się zachowywać pamięć o swojej spuściźnie.

 

Czy potrafiłby pan wskazać najciekawsze obecnie zjawiska w wielkopolskiej fotografii amatorskiej? Pytam nie tyle o Poznań, ile o resztę regionu.

Dużo dzieje się choćby w Środzie Wielkopolskiej, która jest miastem o bardzo bogatych tradycjach fotograficznych. Aktywne jest Koło – pełne młodych i ambitnych ludzi, którzy z pasją kontynuują dzieło swoich poprzedników, w większości działając przy Kolskim Klubie Fotograficznym „FAKT” im. prof. dra Tadeusza Cypriana, który podobnie jak ja świętuje w tym roku swoje 40-lecie. Nie można też zapominać o Obornikach czy Książu Wielkopolskim, a raczej o wywodzącej się z niego nieformalnej grupie fotograficznej, organizującej plenerowe warsztaty i wystawy. Równie prężnie działa Września, w której fotografia profesjonalna świetnie koegzystuje z działaniami o charakterze amatorskim. Mógłbym wymieniać kolejne miejscowości: Ostrzeszów, Wągrowiec, Piła, Trzcianka, Trzemeszno… Nie wiem, jak to wygląda w innych regionach kraju, ale w Wielkopolscemożemy mówić o swoistym fenomenie działających tu lokalnych grup, kół i stowarzyszeń fotograficznych.

 

Jaki jest największy mit dotyczący fotografii amatorskiej?

Często fotografia amatorska jest niesłusznie utożsamiana z fotograficzną amatorszczyzną, tymczasem to są dwa różne pojęcia! Właściwie jedyna niepodważalna różnica pomiędzy fotografem profesjonalnym a fotografem amatorem jest taka, że działalność hobbystyczna tego drugiego nie jest jednocześnie jego działalnością zarobkową. Kiedy przychodzi czas, że fotografia jako pasja przestaje przynosić mu satysfakcję, wówczas zaczyna z nią wchodzić na ścieżkę zawodową. Stara się ją „sprofesjonalizować”, co może robić na wiele sposobów – zatrudniając się w zakładzie fotograficznym, świadcząc usługi lub podejmując studia na kierunku artystycznym. Czy Wielkopolanie odnoszą sukcesy na drodze „od amatora do zawodowca”? To pytanie, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Oczywiście, mógłbym teraz wymienić parę nazwisk wybitnych fotografów wywodzących się z naszego regionu, którzy odnieśli sukces w Polsce czy za granicą. Ale sukces jest też pojęciem względnym. Kiedy fotograf z zagranicy, któremu chciałbym zrobić wystawę, dzwoni do mnie i mówi, że właścicielem wszystkich jego prac jest agencja, która nakazuje mu zniszczyć negatywy i pozostawić tylko jeden egzemplarz fotografii do jej użytku – to czy to jest sukces?

 

Z wielu artykułów na temat dzisiejszej kondycji fotografii można wysnuć wniosek, że obecnie fotograf jest narażony przynajmniej na dwa kryzysy: twórczy i finansowy [śmiech]. Jak poradzić sobie z tym pierwszym?

Problem twórczy, o którym pan mówi, bierze się z prostego faktu, że praktycznie nie ma już możliwości zrobienia w fotografii czegoś naprawdę odkrywczego, nowatorskiego od początku do końca. Niestety, prawdą jest, że wszystko – lub prawie wszystko – zostało już sfotografowane. Teraz można już tylko powielać, ewentualnie udoskonalać znane nam rozwiązania i kreować mody. Tyle że wymyślanie nowych trendów też oznacza sięganie do przeszłości, zwracanie się w stronę minionych dekad. W fotografii wszystko wraca – zupełnie jak w modzie odzieżowej. Nie mówię w tym momencie o technologii, bo ta wciąż nas zaskakuje. Mam na myśli to, co dzieje się na poziomie idei. Kryzys twórczy dotyka przede wszystkim tych, którzy nie mają przed sobą jasno sprecyzowanego celu artystycznego. Problem jest też gdzieś po stronie edukacji. Młody twórca, będąc pod presją „bycia oryginalnym”, sili się na rozwiązania przypominające wymyślanie koła. A przecież istotą fotografii jako twórczości jest wolność i ekspresja, a nie robienie czegoś na siłę.

 

Czy polski rynek fotograficzny rzeczywiście staje się coraz bardziej zepsuty, jak twierdzi część funkcjonujących na nim osób? Niektórzy uważają, że młodzi ludzie niszczą go, zgadzając się na coraz mniejsze, by nie powiedzieć głodowe stawki…

Korzystna cena zawsze będzie przeważać nad jakością. Tak jest zresztą od wieków – jeśli szlachcic chciał mieć portret na wzór podobizny magnata, który mu się spodobał, ale nie było go stać na dobrego autora, to wynajmował kogoś, kto namalował go po taniości. Ten problem istnieje do dziś, również w fotografii, jednak osobiście nie wysuwałbym go na pierwszy plan. Owszem, dla kogoś, kto chce uczynić z niej swoje główne źródło dochodu, to może być ważne. Jednak sztywne stawki, jakie swego czasu narzucał Związek Polskich Artystów Fotografików, też nie były dobrym rozwiązaniem. Przez lata marzył nam się „wolny rynek” – no to jest.

 

Jest pan jednym z największych popularyzatorów fotografii amatorskiej w Wielkopolsce. Ma pan jakieś marzenia związane z regionem?

Przede wszystkim chciałbym, żeby tutejsi fotografowie szanowali się, żeby pomiędzy nimi nie było jakiejś zupełnie nieuzasadnionej rywalizacji, która bardziej ich dzieli, niż łączy. Ona prowadzi wyłącznie do negowania dokonań innych, sprawia, że odnosimy się do nieswojej twórczości z jakąś dziwną dozą lekceważenia. Odnoszę wrażenie, że wciąż nie potrafimy doceniać prac, których nie jesteśmy autorami. Pamiętam czasy, kiedy wystawa fotograficzna integrowała całe środowisko artystyczne w danej miejscowości. Dzisiaj tworzą się małe, hermetyczne grupki wzajemnej adoracji, które nie interesują się tym, co poza nimi. Jakby każda z nich żyła w przekonaniu, że ma monopol na „wielką sztukę”. Jako fotograf i animator bardzo nad tym ubolewam, ale nie wiem, co trzeba zrobić, żeby to zmienić.

WŁADYSŁAW NIELIPIŃSKI– popularyzator fotografii w Wielkopolsce. Obecnie pracuje w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej i Centrum Animacji Kultury w PoznaniuW 2016 roku otrzymał nagrodę Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie twórczości artystycznej, upowszechniania i ochrony dóbr kultury w kategorii „Animacja i upowszechnianie kultury”. Członek Honorowy Stowarzyszenia Twórców Fotoklub Rzeczpospolitej Polskiej.

 

ZOBACZ TAKŻE: Wielkopolski Festiwal Fotografii
CZYTAJ TAKŻE: Moja Wielkopolska 2018: Imigranci, tradycje i codzienność
CZYTAJ TAKŻE: Wielkopolska/Teraz – jak połączyć stare z nowym?