fot. Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu

Wodny świat opery

Od września na nowej platformie VOD poznańskiego Teatru Wielkiego można zobaczyć operę „Solastalgia” skomponowaną przez Rafała Zapałę do libretta Michała Krawczaka.

 

 

To kolejne dzieło poznańskiego kompozytora reagujące na rzeczywistość, wchodzące z nią w dialog, próbujące przepracować pojawiające się trudne kwestie i problemy. W zapowiedzi czytamy między innymi:

 

„Technologiczne utopie końca XX w. zamieniły się dystopie. Doświadczamy «roztapiania» kluczowych i stabilnych dotąd pojęć takich jak: człowiek, życie, świadomość, natura, kultura, sztuka, doświadczamy kryzysu demokracji, kryzysu wiary, w tym wiary w naukę. Ludzka cywilizacja znalazła się w stanie niepewności. Zanurzamy się, rozpuszczamy, a może nawet toniemy w oceanie informacji.”

 

Tytuł odwołuje się do niedawno stworzonego pojęcia, które oznacza

 

„zespół dolegliwości psychicznych i fizycznych, zaburzenia depresyjne i lękowe wywołane zmianami klimatycznymi, poczuciem bezradności wobec zachodzących przemian oraz przytłoczeniem globalnymi narracjami medialnymi na ich temat.”

 

Istotne jest też skojarzenie z „Solaris” Stanisława Lema i przypomnienie tytułowego „świadomego wodnego bytu ożywionego”.

Biorąc pod uwagę wagę poruszanej w tym utworze problematyki, postanowiłem zapytać kompozytora, nieco prowokacyjnie: czy sztuka, a w szczególności opera, może uratować świat albo chociaż go zmienić?

 

fot. Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu

fot. Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu

„Jasne, że tak. Odpowiem oczywistościami, które jednak są warte przypominania. Widzę to tak, że dzieje się społeczna dyskusja – nie kończący się polityczny proces negocjacji, przewartościowywania, opowiadania na nowo, przekonywania do swoich racji, zwracania uwagi na problem, albo chociaż zadawania nowych, lepszych pytań. Dotyczy to wszystkich aspektów społecznego życia, a efektem jest rozwój, realna zmiana czasem na lepsze, czasem nie. To się po prostu dzieje. Można oczywiście próbować być poza tym, wewnętrznie emigrować, projektować kunsztowne konstrukcje z dźwięków, przymykając oczy na społeczny kontekst swoich akcji. Ale ten kontekst istnieje i każde publiczne działanie jest w nim zanurzone. A sztuka jest po prostu jednym z aktorów tej dyskusji. Aktorem ważnym i wyjątkowym, bo wyposażonym w specjalne supermoce (śmiech).

 

Szczególną siłą sztuki jest potencjał pozawerbalnego komunikowania treści oraz możliwość odwoływanie się do wszystkich kanałów poznawczych: intelektu, emocji i zmysłów.

Szczególnie opera wydaje się być potężnym narzędziem. W «Solastalgii» są takie momenty, które komunikują wprost różne hasła, manifesty i opinie.  Np. scena chóralna #KarmicieleSieci, która jest formą ulicznego lamentu, jest takim współczesnym śpiewem żałobnym, który może się zdarzać w przypadkowych miejscach i do którego mogą się dołączać słuchacze, jeśli czują związek z wyśpiewywanymi zdaniami. Ale poza przedstawianiem argumentów, byciem głosem w dyskusji, sztuka ma też inne możliwości. Dla mnie istotnym celem jest próba uchwycenia, zmapowania wspólnych emocji, często bez nazywania ich, próba odzwierciedlenia ich dźwiękiem, scenografią, dramaturgią. Tak myślę o transowej, przesadnie długiej scenie Terrapii, w której próbujemy uchwycić pewien rodzaj zawieszenia i rezygnacji. To scena, w której publiczność może obserwować zdarzenia, ale może też wychodzić i wracać, lub np. drzemać na leżakach (śmiech). Myślę, że każdy komunikat w przestrzeni publicznej zmienia ją, choćby w mikroskopijnym stopniu. Ale multimedialne zdarzenie, jakim bywa operowy spektakl, to już jest większy kaliber.”

 

Ciesząc się z tych wniosków, powstanowiłem to pytanie zadać innym zaangażowanym w to przedsięwzięcie. Występujący po raz pierwszy w roli librecisty Michał Krawczak, dyrektor programowy HAT Research Center, widzi to tak:

 

„Sztuka powinna skutecznie brać udział w dyskusji na temat zmian, których obecnie doświadczamy. Praktyki artystyczne w ostatnich kilkunastu latach bardzo się zmieniły, w obliczu kryzysu ekologicznego wielu twórców zaczęło myśleć o swojej działalności w sposób bardziej sprawczy i odpowiedzialny społecznie. Według mnie to ważne, by w sztuce nie uciekać w narracje o światach wyobrażonych (a w tym opera dość dobrze się odnajduje), ale mocno trzymać się rzeczywistości, w której funkcjonujemy.”

 

Inaczej do sprawy podchodzi jedna z solistek, znana z Siksy wokalistka Alex Freiheit:

 

„Nie uważam, że sztuka, a już w szczególności opera ma szansę zmienić świat. To bardziej tematyka, którą obierają dani twórcy czy twórczynie ma szansę zmienić choć na chwilę, a często tylko pozornie, dany obszar sztuk poprzez poszerzenie pola zainteresowań.

 

Dla mnie sztuka niekoniecznie powinna nosić znamiona zmiany świata, w każdym razie nie musi.

Nie wiem, w jaki sposób opera mogłaby zmienić świat w kwestii klimatu. Wydaje mi się, że może jedynie dotykać emocji i lęków z tym związanych, wyrażać się o współczesności, ale jej funkcją jest dla mnie, jako dla odbiorczyni zupełnie inna. Sztuka jest jedną z form przetrwania i radzenia sobie z wieloma problemami na świecie.”

 

Blisko tych rejonów lokują się wątpliwości drugiej z solistek, śpiewaczki Aleksandry Klimczak, która z Zapałą i Krawczakiem współpracowała już przy transoperze „Anaesthesia”:

 

fot. Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu

fot. Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu

„Nie wiem, nie wiem też czy ktokolwiek to wie z nas, twórców, artystów, czy sztuka, czy opera może zmienić, a tym bardziej uratować świat. Raczej byłoby to utopijne, wierzyć w to. A z drugiej strony na pewno nadzieja na to, że choć w pewnej mierze, troszeczkę jest to możliwe, powoduje nami i jest naszym motorem do działania w ogóle. Na to liczę, to jest moje marzenie, żeby moja twórczość w jakimś stopniu wpłynęła na odbiorcę, a przez to na świat, ponieważ to jednak człowiek w głównej mierze odpowiada za kształt tego świata.

 

Niemniej są dni, że kompletnie tracę w to wiarę i mam wrażenie, że to co robimy, ta «sztuka» czy twórczość, bo to słowo bardziej odzwierciedla moje podejście do artystycznej działalności, że ona jest odbierana w takiej bańce ludzi zainteresowanych, a do tego świata, który potrzebuje zmian, nie dotrzemy nigdy i to jest bezsens mówienia rzeczy do ludzi, którym tych rzeczy mówić nie trzeba, bo są świadomi.

Na pewno tworzenie sztuki, która przekracza granice gatunków i wychodzi po nowego odbiorcę stwarza pewien potencjał dotarcia do tych przestrzeni i to budzi nadzieję, że może jednak coś może ona w tym świecie zmienić. A czasem może wystarczy dać słuchaczowi, widzowi jakieś piękne odczucia czy wrażenia i przez to jego świat na chwilę uczynić lepszym, przyjemniejszym…”

 

Z kolei odpowiedzialna za scenografię i reżyserię świateł Julia Kosek zaznacza:

 

„Myślę, że może, chociaż nie potrzebuję tego weryfikować, żeby chcieć ją współtworzyć. Pamiętam, że kiedy usiadłam na próbie sceny Terrapia kręconej na basenie i było to pierwsze podejście do zagrania tej sceny w całości bez przerywania (trwa dwie i pół godziny), to wpadłam w trans. «Solastalgia» jako stan jest bardzo sugestywna, można się w niej nawet utopić. Wydaje mi się, że każdy reaguje trochę inaczej w zetknięciu ze sztuką, na każdego może działać inaczej. Opera okazała się bardziej kontrowersyjna niż sądziłam, gdy pierwszy raz powiedziałam znajomym, czym się zajmuję. Sądzę, że wszystko, co wywołuje skrajne emocje ma szansę wywołać też trwałą zmianę.”

 

Dla części osób współtworzących spektakl, teatr operowy nie jest środowiskiem naturalnym, dlatego dopytywałem, jak postrzegają tę formę, zarówno w wydaniu historycznym, jak i współczesnym. Reżyserka Magda Szpecht, która pracowała przy dwóch najdłuższych scenach (Terrapia i Meltdown) przyznaje, że:

 

„Klasyczna opera ze względu na swoją konserwatywną formę i elitarną widownię jednocześnie mnie nudzi i onieśmiela. Nie mam wielkiego doświadczenia w reżyserowaniu oper: to moje drugie spotkanie z tą formą, poprzednio pracowałam na festiwalu Opera Rara nad spektaklem, w którym połączyłam utwór Monteverdiego z kompozycją Teoniki Rożynek. Propozycja Rafała spodobała mi się przede wszystkim dlatego, że «Solastalgia» to nie tylko przedstawienie, ale szereg interakcji z odbiorcą, aplikacja i kilka różnych wydarzeń. Takie interdyscyplinarne myślenie jest dużo bliższe wymaganiom współczesnego widza niż dopasowywanie się do tradycyjnej estetyki medium.”

 

Dla Michała Krawczaka była to też wyprawa na nie do końca znany ląd:

 

„Zawodowo zdecydowanie bliżej mi do wszelkich współczesnych form sztuki mediów, które eksperymentują z interakcją i mają charakter krytyczny. Opera z kolei jest bardzo dużą formą, do tego sceniczną, mocno też powiązaną z tradycją muzyczną i kontekstem instytucjonalnym. Stojąca za nią tradycja mocno wpływa na jej społeczne postrzeganie i modusy odbiorcze. W klasycznym tekście o intermediach Dick Higgins przeciwstawiał operę eksperymentalnym formom intermedialnym – czyniąc z niej ikonę porządku opartego na hierarchii. Zatem wydaje się, że jest to forma, która oporna jest na większe eksperymenty.”

 

Podobne nuty da się wyłapać z opinii Alex Freiheit:

 

„Tak naprawdę o operze wiem mało, ale nie zdziwiło mnie zaproszenie Rafała, a jedynie trochę rozśmieszyło w kontekście tego ile się w życiu nasłuchałam – także od profesjonalistów, że nie umiem śpiewać. Umiem za to używać głosu i ciała w sposób, który dla wielu śpiewaków czy tancerzy klasycznych jest tak niewykonalny jak dla mnie niewykonalna jest wokalnie partia Komandora w «Don Giovannim» na przykład (śmiech) i w tym sensie uważam, że mogliśmy się wzajemnie z pozostałymi solistami dopełnić, stworzyć coś mniej perfekcyjnego, a jednocześnie to dzięki nim to było utrzymane w ryzach opery. Rafał zaprosił mnie jakby w ostatnim momencie, bo trochę nie mam już ochoty na działanie w instytucjach teatralnych, bo po prostu uważam, że pewne rzeczy są tam nie do przeskoczenia dla mnie, moja psychika źle działa w takich hierarchicznych jednak sytuacjach. Aczkolwiek muszę przyznać, że tutaj miałam pełną swobodę i nikt z twórców czy osób zaangażowanych w produkcję nie patrzył na mnie krzywo, bo nie mam wykształcenia muzycznego. Wydaje mi się, że nie jest to niczym nowym, że zaprasza się performerów do opery, a śpiewaków i śpiewaczki na koncerty noisowe. Słyszałam wiele opowieści o operze i teatrze, sama mogłabym opowiedzieć kilka, ale skoro nasza opera porusza temat zdrowia psychicznego, wolałabym tego nie robić.”

 

Jak się jednak okazuje, jest jeszcze przestrzeń na eksperymenty i szansa na zmianę, co potwierdzają słowa Aleksandry Klimczak, mającej zarówno spore doświadczenie operowe, jak i liczne projekty alternatywne na koncie:

 

fot. Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu

fot. Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu

„W skrócie mówiąc, opera jako gatunek jest dla mnie najpełniejszym i najbogatszym medium, ze względu na to, że jest syntezą muzyki, słowa, teatru, sztuk wizualnych i performatywnych, ale oczywiście takie stwierdzenie nie jest niczym odkrywczym. Dla mnie jako śpiewaczki, opera czy współczesna, czy tradycyjna jest jednym z najorganiczniejszych środków wyrazu, dlatego też nawet w swoich solowych pracach zawsze angażuję te elementy operowe, czy to wykorzystania warsztatu w zakresie głosu, czy też czegoś, co nazwałabym operową ekspresją. Pracowałam z Rafałem już przy jego antyoperze –  «Anaesthesia» w Instytucie Teatralnym i niezwykle ucieszyła mnie propozycja udziału w jego nowej operze, byłam pewna, że będzie to świetna rzecz i że bardzo chciałabym móc współtworzyć to dzieło, bo już na etapie opisów i projektu wydawało mi się to niezwykłe, nowatorskie, a przede wszystkim aktualne i ważne.

 

Problem w świecie opery w tej chwili jest taki, że powstaje relatywnie mało dzieł, które mówią o aktualnych sprawach dla dzisiejszego widza.

Opery w historii oczywiście często podejmują tematy ponadczasowe, tematy ludzkich emocji, ludzkich dramatów, uniwersalnych czy mitologicznych wręcz. To jest zawsze potrzebne, niemniej widzę wciąż próby uwspółcześniania Mozarta czy Haendla. I w mojej ocenie jest to niebywale trudna i często skazana na porażkę droga, bo kłóci się to z kontekstem historycznym, społecznym czy umysłowym ludzi, którzy te dzieła pisali. Szkoda, że wciąż sięgamy po te stare dzieła próbując je uwspółcześniać, zamiast zamawiać i wystawiać dzieła u żyjących kompozytorów, o dzisiejszych tematach. Ja upatrywałabym w tym sposobu na rewitalizację opery jako gatunku, który przez wieki był jedną z najpopularnieszych sztuk, dziś traktowaną jako anachroniczną czy muzealniczą wręcz. Dlatego też zachwyciła mnie koncepcja «Solastalgii», jako dzieła powstającego tu i teraz o szalenie aktualnym problemie i niezmiernie się cieszyłam, że to właśnie do mnie odezwał się Rafał i że to właśnie będzie moim debiutem w Teatrze Wielkim w Poznaniu.”

 

Współpracę bardzo dobrze wspomina Adam Frankiewicz, muzyk i wydawca prowadzący Pionierska Records:

 

„Wrażenie z pracy w terenie przy wspaniałym moim koledze Rafale, jest ciepłe i pełne spokoju. Czułem się bardzo na miejscu i pierwszy raz w teatrze poczułem moc współpracy nie zachwianej żadnym ego. Pomoc, wzajemny szacunek, otwartość. Jakby nie polski teatr. Zajmowałem się bardzo małym elementem tej opery. Dbałem o oryginalne brzmienie 8-bitowców, nagrywałem tłumaczenia na kasety przy pomocy starych syntezatorów mowy, programowałem Gameboye. Byłem malutki, ale bardzo pomocny. Myślę, że poznałem nowych przyjaciół. A to dla mnie  najważniejsze w sztuce. By prócz ważnych tematów, zjednywać sobie ludzi i czuć miłość do innych. Dziękuję przyjaciołom, których dzięki tej sztuce zyskałem.”

Nowatorstwo przedsięwzięcia wynika między innymi ze sporej interaktywności, co niestety umyka, kiedy obcuje się w sieci z dziełem zarejestrowanym. Mechanizmy wciągania odbiorców opracowywał Michał Krawczak:

 

„Właściwie to libretto sprzężone jest z projektem interakcji, w wielu miejscach jest po prostu scenariuszem interakcji – nad tymi częściami pracowaliśmy często wspólnie z Rafałem i Michałem Szotą, który wszystko kodował i sprowadzał do postaci technologicznej implementacji. Sam tekst w kilku miejscach ma charakter permutacyjny, w jednej części konstruowany jest w czasie rzeczywistym z konfesji pozyskanych wcześniej poprzez aplikację mobilną od widzów, znaczenie mają także gesty, zachowania grupowe i ruch publiczności, mierzenie się z ekstremalnymi doświadczeniami dźwiękowymi i dyskomfortem odbiorczym. Klucz tkwił w takiej strukturze interakcji, która tożsama jest z katastrofą ekologiczną – każde nasze zachowanie pozostawia ślad. Sam tekst libretta powstawał także w specyficzny sposób. Wszystkie teksty zebrałem w internecie – w takich miejscach jak Telegram, Twitter, Reddit, Facebook, TikTok, YouTube – teksty te są niejako wycięte z mediów społecznościowych, przez co otwierają się na nowe formy i eksperymenty komunikacyjne z publicznością. Niestety pandemia pokrzyżowała możliwość zrealizowanie opery w takiej formie.”

 

Udostępniony w streamingu zapis można potraktować jako swego rodzaju teaser i czekać na ponowne wystawienie utworu, już z publicznością.

 

Szczególnie że, jak zaznacza Zapała dzieło:

 

fot. Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu

fot. Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu

„nie jest ekologiczną agitacyjną akcją o kryzysie klimatycznym. To znaczy – zmiany klimatu są tu oczywistym kontekstem, w którym wszystko jest zanurzone. Ale dla mnie własciwe tematy są dwa: rozpuszczanie – rzecz jest o entropii (życia i kultury). Estetyczno-sensualną metaforą tej entropii jest tu rozpuszczanie. Równie dobrze mogłaby to być każda inna metafora rozkładu (parowanie, gnicie, spalanie, rozpad osobowości, rozpuszczanie ego, jakieś matematyczne analizy, np. Fouriera, itp itd ). Ale rozpuszczanie jest bardzo plastyczne, skuteczne wizualnie, łatwe do wyobrażenia sobie, jest pięknym, powolnym, mrocznym procesem, który jest jakiś taki nieunikniony…

 

Bardzo ważne dla mnie, że jest też potężną metaforą dla obecnego stanu kultury ludzi.

Jest super pojemnym workiem obejmującym wszystko, co ma entropiczyny kierunek w kulturze, tu może nam przychodzić do głowy dziesiątki procesów typu: płynna nowoczesność, cyfryzacja wszystkiego, rozpuszczanie fundamentalnych pojęć (człowiek, życie, świadomość, natura, kultura, sztuka, sensorium), rozkład kapitalizmu, kryzys demokracji, kryzys wiary, w tym wiary w naukę – wszystko tu jest na miejscu. Odruchowo piszę rozkład – ale właśnie rozpuszczanie jest znacznie lepszym słowem: bo są to procesy płynne raczej niż gwałtowne. No i rozpuszczanie traktowane bezpośrednio jest po prostu faktem ekologicznym. Daje nam spójność, duch przenikający wszystko, azymut, punkt odniesienia. To jest taki meta-temat, meta-kontekst: życie jako projekt świadomej, podmiotowej materii – wody, który teraz rozpuszcza się w oceanie który wyewoluował dzieki nam w ocean-sieć, świadome hipermorze (śmiech). Drugim tematem jest przybliżenie perspektywy do tu i teraz i dostrzeżenie tego rozpuszczania w procesach emocjonalnych młodzieży. To solastalgia i inne zaburzenia psychologiczne, które rozpuszczają im poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. To też zwrócenie uwagi na toksyczną rolę nowych mediów, które podkręcają, karmią się i kapitalizują te młodzieżowe lęki.”

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
1
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0