fot. redakcja

Września głodna klasyki

Wrzesiński koncert Orkiestry Polskiego Radia Amadeus pokazał jak wielki jest głód muzyki klasycznej w mniejszych miejscowościach. W poniedziałkowy wieczór Wrzesiński Ośrodek Kultury szczelnie wypełnił się publicznością, a koncert zakończyła owacja na stojąco. Poznańscy kameraliści, pod batutą Anny Duczmal-Mróz, bisowali aż dwa razy.

Koncert odbył się w ramach II Wrzesińskiego Tygodnia Seniora. Na jego program złożyły się trzy utwory: Sonata cis-moll op.27 nr „Księżycowa” Ludwiga van Beethovena, Introdukcja i Rondo capriccioso op.28 Camilla Saint-Saensa oraz Kwartet smyczkowy nr 12 op. 96 „Amerykański” Antonina Dvoraka.

Sonata Beethovena w aranżacji na orkiestrę smyczkową Jakuba Kowalewskiego wprowadziła słuchaczy w nastrój pełen zadumy i tęsknoty. Wszystko za sprawą pierwszej części Adagio sostenuto, muzyki skąpanej w wolnym tempie, bogatej w długie i niespieszne frazy, z niewielkimi kontrastami dynamiki. Tak podany Beethoven tylko wzmógł oczekiwania publiczności na kolejne utwory.

Po klasycystycznym wstępie przyszła pora na utwór utrzymany w iście romantycznej stylistyce – „Rondo capriccioso op. 28 Camilla Saint-Saensa”. To dzieło niezwykłej urody z efektowną partią solową skrzypiec, o dość wyraźnym, wirtuozowskim charakterze. Z rolą solisty znakomicie zmierzył się koncertmistrz Jarosław Żołnierczyk, z dużą swobodą pokonując trudne figuracje w szybkich tempach. Żołnierczykowi znakomicie akompaniowała orkiestra pod czujną i pełną finezji batutą Anny Duczmal-Mróz. Publiczność przyjęła tę interpretację z dużym aplauzem.

Dla mnie najcenniejszą interpretacją okazał się Kwartet smyczkowy „Amerykański” Antonina Dvoraka. Po pierwsze, niezmiennie pozostaję pod wrażeniem bardzo dobrej transkrypcji na orkiestrę smyczkową, autorstwa Agnieszki Duczmal. Po drugie, wykonanie radiowych kameralistów było, bez cienia przesady, wysokiej próby. Muzykom udało się wydobyć to, co w tej muzyce najcenniejsze – lokalny koloryt amerykańskiego folkloru, który silnie i wielokrotnie inspirował Dvoraka. Imponowała przy tym rytmiczna dyscyplina, która nie jest łatwa do zachowania przy tak częstych, nagłych i krótkich zmianach.

Koncert przyjęty został głośną owacją na stojąco, w ślad za czym poszły dwa bisy. Usłyszeliśmy dodatkowo niezawodny i popisowy utwór Amadeusa, czyli uwerturę do opery „Wilhelm Tell” Gioachino Rossiniego. Drugi bis okazał się być pełnym muzycznego dowcipu utworem Andersona „Plink, Plunk, Plank”.

Niestety, fatalna okazała się akustyka sali Wrzesińskiego Ośrodka Kultury, która w żaden sposób nie jest przystosowana do tego rodzaju koncertów. Płaski i ekspresowo wybrzmiewający dźwięk, pozbawił publiczności wielu pięknych doznań. Mimo największych wysiłków dyrygentki Anny Duczmal-Mróz, wiele momentów nie udało się obronić. Oto przykład, jak fizyka zabija poezję muzyki! Może warto, aby na przyszłość organizatorzy pomyśleli o zorganizowaniu koncertu we wnętrzach bardziej sprzyjających, wszak we Wrześni mamy piękną Farę z doskonałą akustyką. Myślę, że warto wziąć to pod uwagę, tym bardziej, że publiczność licznie zgromadzona na koncercie, sprawiała wrażenie wygłodniałej tego typu muzyki. Nie mam wątpliwości, że jest dla kogo grać we Wrześni klasykę.

Koncert odbył się 26 czerwca we Wrzesińskim Ośrodku Kultur.

 

 

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0