fot. Mariusz Forecki

Wtajemniczenie w świat. Dzieci i nauka

Współczesne zdobycze neurobiologii, które pozwalają sięgać tam, gdzie wzrok nie sięga, odkrywają tajniki naszego centrum dowodzenia – mózgu.

W ciągłym starciu pozostają dwa mity: dzieciństwa jako krainy błogiej niewiedzy oraz jego wizji jako czasu niepowtarzalnej chłonności poznawczej. Nowoczesna pedagogika chce je pogodzić. Zabawy dziecięce mają być kształcącym doświadczeniem, a nauka fascynującą przygodą. Jak to zrealizować?

Dziecko i naukowiec – dwa oblicza tego samego bytu. Każdy rodzic powie wam, że jego potomek od niemowlęctwa był zapalonym badaczem eksplorującym przestrzeń domową. Poczytajcie wywiady z naukowcami. Znajdziecie tam liczne świadectwa dotyczące paraleli między doświadczeniem pobudzenia poznawczego a dziecięcą ekscytacją światem („Gen ciekawości” Prószyński i Spółka 2004).

 

Piotr Słonimski, pionier badań nad genetyką, bratanek słynnego poety, mówi, że do problemów naukowych trzeba podchodzić z naiwnością dziecka, ale techniką wyrafinowanego szulera. 

„CZTERY K”

W wieku totalnego przyspieszenia, o którym Yuval Noah Harari pisze, że jego „Jedyną stałą jest zmiana („21 lekcji na XXI wiek”, Wydawnictwo Literackie 2018) – gruntownej transformacji musi ulec system edukacji, bo nie liczba bitów informacji jest ważna, ale ich rozumienie w wielowymiarowym kontekście.

 

Jeśli chcemy, aby nowe pokolenia były w stanie odnaleźć się w otaczającym je świecie, trzeba postawić na uczenie „Czterech K”: krytycznego myślenia, komunikacji, kooperacji, kreatywności.

W Wielkopolsce co najmniej dwie instytucje świetnie realizują ten plan − Laboratorium Wyobraźni, działające od 2015 roku w Poznańskim Parku Naukowo-Technologicznym oraz Akademia Młodego Inżyniera, funkcjonująca od pięciu lat przy Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Gnieźnie. Jak to robią?

LABORATORIUM WYOBRAŹNI

Laboratorium Wyobraźni w Poznaniu, fot. Mariusz Forecki

To poznański odpowiednik warszawskiego Centrum Nauki Kopernik. Jego koordynatorka, dr Joanna Kiersztejn wyjaśnia:

„Podstawową zasadą organizacji naszych wystaw jest interdyscyplinarność. Eksponaty powiązane są ze sobą myślą przewodnią. Każdy obiekt opatrzony został tabliczką wyjaśniającą, o jakie zjawisko chodzi, oraz instrukcją działania. Edukatorami są pasjonaci, młodzi naukowcy i studenci. Demonstrują, komentują i stawiają pytania, uruchamiając w zwiedzających krytyczne myślenie”.

Interaktywną Wystawę Zieloną zwiedzam z czwartoklasistami. Przygoda zaczyna się od rytuału wtajemniczenia. Wchodzimy przez wrota, które układają się w kształt dziurki od klucza. Metafora trafia w sedno. Wystawa „Kątem oka”, związana ze złudzeniami optycznymi, uświadamia nam, jak zmysł wzroku może nas kantować. Widzimy nadnaturalnej wielkości kran zawieszony w powietrzu, a mimo to leci z niego woda. Na stole stoi patelnia, a na niej (o zgrozo!) ukazuje się głowa naszej koleżanki. Długa kolejka chętnych ustawia się do lustrzanej Krainy Nieskończoności. Okupowane jest też „stanowisko lewitacji”. Wszystkie te i inne osobliwości znalazły swoje naukowe wyjaśnienie w interesującej opowieści dra Tomasza Kubiaka, biofizyka z UAM.

Na Wystawie Czerwonej spotykam ósmoklasistów. Próbują wyjaśnić zjawisko magnetyzmu i rozwikłać zagadkę hydrodynamiki przy rurach z cieczą o różnej gęstości. Obserwuję wysiłki przy podłączeniu układu elektronicznego. Dużo zabawy jest przy szczelnie połączonych półkulach magdeburskich. Klasowe osiłki próbują je rozerwać, nie wiedząc, że potrzeba do tego siły 16 koni. W Experymentarium przyglądam się, jak pod okiem edukatora, dra Tomasza Zgoły młodzież buduje z kartonów piramidę troficzną, a później gra nią w jengę. Zburzenie modelu staje się sugestywną wizualizacją dewastacji ekosystemu.

Z Laboratorium Wyobraźni wychodzę w przekonaniu, że wiedzę konstruuje się w młodych umysłach poprzez regułę: POKAŻ, ZAINTRYGUJ, POMÓŻ ZROZUMIEĆ.

AKADEMIA MŁODEGO INŻYNIERA

W Gnieźnie trafiam na zajęcia warsztatowe „Jak rozdzielić barwę?”. „Studenci” (dzieci w wieku 7–10 lat) mają na sobie białe laboratoryjne uniformy. Prowadząca zajęcia mgr inż. Agnieszka Tunak-Grześkowiak wyjaśnia, że rekrutacja małoletnich adeptów wiedzy i praktyki inżynieryjnej odbywa się na początku roku akademickiego. Dzieci w 12-osobowych grupach uczestniczą w cyklicznych wykładach i zajęciach laboratoryjnych. Program jest corocznie modyfikowany. Chłopcom najbardziej podobały się warsztaty prowadzone przez mgr inż. Karola Ciesielskiego – „Samochód – jak to działa, że jedzie, skręca i hamuje?”.

Rozdzielanie barw też okazuje się świetną zabawą, choć niektórych trzeba zmotywować: „Nawet największym naukowcom zdarzały się nieudane eksperymenty”. Zadanie twórcze polega na ozdabianiu toreb i koszulek własnymi ilustracjami. Królują bohaterowie gier komputerowych. Przyszli inżynierowie skwapliwie wyjaśniają wykładowcom atrybuty swoich idoli. Transfer wiedzy działa tu w dwie strony i jest ponadpokoleniowy.

Na zakończenie zajęć „studenci” zdobywają zaliczenie. W indeksie czytam tekst ślubowania, który zobowiązuje ich do odkrywania sekretów świata, zadawania pytań, przeprowadzania eksperymentów bez powodowania awarii i wybuchów.

Prowadząca zdradza:

„W czasie zajęć laboratoryjnych najbardziej oczekiwanym przez dzieci efektem jest wybuch, choć doświadczenia są bezpieczne i mogą być powtórzone w warunkach domowych”.

Zainspirowana tą myślą wracam do domu i konstruuję według otrzymanej instrukcji „Pyroliczydło”, czyli kalkulator podłączony do ziemniaków. Eureka! To działa! Cieszę się jak dziecko. I jak naukowiec.

 

Tekst ukazał się 1 czerwca w dodatku Kultury u Podstaw do „Głosu Wielkopolskiego”.

 

CZYTAJ TAKŻE: Spotkanie – oswajanie świata przez sztukę. Rozmowa z Jerzym Moszkowiczem 

CZYTAJ TAKŻE: Z dzieckiem do teatru

CZYTAJ TAKŻE: Niech ta muzyka trwa! Rozmowa z Piotrem Kulką i Pawłem Zawadzkim z Zespołu Folklorystycznego „Wielkopolanie”