fot. Sławomir Radziejewski

„Wyszło z użycia za naszego życia”

Było, przeszło, przeminęło. Zmienił się świat, a jednak wciąż pamiętamy tak wiele rzeczy, których już nie ma, które dawno już wyszły z użycia. Czasem nam ich brakuje.

Pamiętamy je, wspominamy, tęsknimy, chociaż w większości zniknęły już z naszych domów, strychów, szaf i szuflad. Ustąpiły miejsca nowym, do których zdążyliśmy się nawet przyzwyczaić.

A jednak nam żal…

Zaplamionych atramentem książek i zeszytów. Dużego, nieporęcznego i ciężkiego pudła magnetofonu szpulowego, dzięki któremu można było rozszerzyć repertuar muzyki do słuchania, „rozmnożyć” przywiezioną z zagranicy płytę Beatlesów, czy Rolling Stonesów, posłuchać przegranych z radiowej Trójki, czy radia Luksemburg piosenek z zagranicznych list przebojów.

 

Magnetofon nie był jednak powszechnie dostępny, dlatego też trzeba się było zadowalać adapterem Bambino lub jego następcami.

Kto jeszcze pamięta niezwykły czas spędzony w łazienkowych ciemniach fotograficznych i oczekiwanie na wyłaniający się powoli obraz, biało-czarny oczywiście? A samochody: Warszawy, Syrenki, Fiaty? Czarno-białe telewizory, luksusowe dobro lat 60.? I te emocje towarzyszące zdobywaniu w latach 70. pierwszych kolorowych telewizorów – radzieckich Rubinów. Łza się w oku kręci.

 

To wszystko jest już historią, nieodległą ale równie ważną, jak wielkie wydarzenia. Bo to właśnie takie przedmioty tworzyły w minionych latach naszą codzienność. Dzisiaj opowiadają o nie tak znów zamierzchłej przeszłości, pokazują fragmenty czasów, które odeszły. Mówią o rzeczach ważnych, zdarzeniach które przechowujemy w pamięci. 

Druga edycja

Na wystawie pt. „Wyszło z użycia za naszego życia” prezentujemy przedmioty i rzeczy codziennego użytku. Dajemy im głos. To już druga edycja wystawy. Od poprzedniej minęło 12 lat. Tym razem zorganizowana została w nowej, dużej sali, na której zmieściło się 367 eksponatów. Zostały policzone!!!

 

fot. Sławomir Radziejewski

fot. Sławomir Radziejewski

Większość pochodzi z prywatnej kolekcji. Najbardziej cieszy jednak to, że udało się włączyć do współorganizacji ponad 30 osób, mieszkańców Śremu, którzy przynieśli na wystawę rzeczy wyszukane we własnych piwnicach, strychach i pawlaczach.

Wernisaż wystawy odbył się w niedzielę 8 sierpnia. Ci, którzy zdecydowali się przyjść do Muzeum Śremskiego tego popołudnia, mogli też usiąść wygodnie przy stolikach na dziedzińcu, wypić kawę, czy kompot z papierówek. Zjeść blok czekoladowy, karpatkę, miodownik i szarlotkę przygotowane przez zaproszoną uliczną kawiarenkę. Posłuchać przebojów z lat 60., 70., 80. i 90. Wszyscy nucili piosenki Piotra Szczepanika, Marii Koterbskiej, Sławy Przybylskiej, Heleny Vondrackowej, Ałły Pugaczowej, Danuty Rinn i innych.

 

Niektórzy zdecydowali się nawet na tańce.

Pod wieczór pojawiły się konkretniejsze przekąski – sałatka jarzynowa, „galacik”, śledzik, chleb ze smalcem no i małe jasne.

Wystawa

Wchodzących wita pokój z lat 60. -70. Dywan, wygodne fotele Chierowskiego, kawowy trójkątny stolik, kryształy, parująca herbata i sypana kawa w szklance w metalowym koszyczku, przykryta spodeczkiem. Jest czarno biały telewizor, paprotka i stojąca lampa z abażurem z frędzlami. I obraz „Słoneczniki” Van Gogha – popularny element dekoracyjny mieszkań w latach 70.

 

Im dalej, tym eksponatów jest więcej. Banknoty 10.000 zł, 5.000 zł, bony dolarowe, kartki na mięso i cukier, bańki lekarskie, żyletki, brzytwa, wielorazowego użytku strzykawki, karty telefoniczne, książeczka walutowa, zapomniane już marki perfum – „Soir de Paris”, „Być może”, „Gazela”, „Masumi”.

 

Do wspomnień skłaniają też okazały czerwony skuter Osa, motorowery Komar i Ogar, rowery składaki.

„Marzyłem kiedyś o Osie, ale niestety kosztowała chyba siedemnaście tysięcy. Więcej niż motor SHL. To był sprzęt dla bogatych”- mówi ze smutkiem zwiedzający wystawę pan Jan.

 

 

fot. Sławomir Radziejewski

fot. Sławomir Radziejewski

Przechodząc dalej, zatrzymujemy się przy stole, na którym królują butelki do mleka i śmietany, kultowe syfony, butelka Żytniej ze srebrną etykietką, oryginalne nieotwarte wina Windemia, Egri Burgundi, Tokaj Aszu, siatki na zakupy, sokowirówki, malaksery, prodiże, młynki, miksery.

A potem kącik turystyczny – polowe łóżko, stolik turystyczny z rozkładanymi, rurkowymi fotelikami, kocher , łyżwy figurowe, dwumetrowe narty Heady, plecak Atlas z aluminiowym stelażem, kultowe kozaki Relaxy.

Z drugiej strony niezapomniana pralka Frania z wyżymaczką, szczotka Kasia, rakietowy odkurzacz, emaliowane miski i oryginalne płatki mydlane z 1972 roku. No i pierzyna!!!

 

I jeszcze radia, telewizory, wagi, telefony z tarczami, magnetofony szpulowe, adaptery, rzutniki slajdów, aparaty fotograficzne, radia tranzystorowe. Nie sposób wszystkiego wyliczyć. To trzeba zobaczyć!!!

Na ścianie wiszą mapy polityczne – Europy, świata, Afryki. Na mapie Europy z 1963 roku widzimy jeszcze NRF, NRD, Czechosłowację, Jugosławię, Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Były kiedyś takie państwa.

Całości dopełniają gazety z lat 70. – „Trybuna Ludu”, „Polityka”, „Sztandar Młodych”, „Na przełaj”, „Szpilki”, „Film”, „Miś”, „Motor” i wiszące na wieszaku ubrania – spodnie „szwedy”,minispódniczka z czerwonej „ceraty”, ortalion, puchowa kurtka Warmia, kolorowe męskie koszule, szerokie krawaty, watowane marynarki, kreszowy dres, okazały kołnierz z lisa.

 

Zwiedzający mogą też usiąść i obejrzeć stare kroniki filmowe.

 

„To świetny pomysł z taką wystawą.”- mówi pani Halina, która przyszła na wystawę z mężem i wnukami – „Opowiadam wnukom, co jest co i do czego służyło.”

 

Wystawa podoba się też młodszym:

 

„Z przyjemnością oglądamy te różne rzeczy – nie zawsze wiemy, do czego służyły, ale są opisy. Najbardziej rozśmieszyły nas te stare podkolorowane ślubne portrety. U mojej babci taki był. I jeszcze obrazy religijne”.

 

Wystawa „Wyszło z użycia za naszego życia” czynna będzie do końca września.