fot. Sławek Wąchała

Wytykanie błędów jest git

Przestrzeń, w której tworzymy jest naszą przysłowiową „pieczarą”, do której uciekamy przed trudnymi sprawami. Tak naprawdę sami nie wiemy, co gramy. Ale to sekret… – mówią Julia „Toffi” Krawczyńska, Kuba Lewek, Max Śliwiński i Stanisław Rajek z poznańskiego zespołu Dnonie.

Sebastian Gabryel: Próbowałem domyślić się genezy nazwy waszego projektu, ale poległem… (śmiech) Jaka jest jej historia?

Julia „Toffi” Krawczyńska, Kuba Lewek, Max Śliwiński, Stanisław Rajek*: To forma zaprzeczenia stanu, w którym się znajdowaliśmy. I odwołanie do negatywnego aspektu poprzedniej nazwy (śmiech). Wymyślił ją Max, bo było mu przykro, że skład się kruszy. Dnonie – narzekamy z pasją.

 

SG: Dnonie to dawny Negativ. To dość odważny ruch – mając na względzie choćby fakt, że projekt pod pierwszym szyldem przez wielu słuchaczy był już dość dobrze kojarzony.

JK, KL, MŚ, SR: I tak, i nie. W naszym odczuciu rozwój wymaga podejmowania odważnych decyzji.

 

Od czasu wydania płyty pod szyldem Negativ w naszych życiach dużo się zmieniło, a co za tym idzie, muzyka również rozwinęła się w trochę innym kierunku.

Dnonie fot. Sławek Wąchała

Do tego doszły zmiany w składzie. W pewnym sensie czuliśmy się zobowiązani do zostawienia za sobą poprzedniej nazwy i ruszenia naprzód. Wierzymy w to, że słuchacze popłyną razem z nami, niezależnie od loga czy nazwy.

SG: Muszę przyznać, że kiedy przeczytałem o alternatywnym rocku z elementami elektroniki, to obawiałem się, że wasz projekt niczym mnie nie zaskoczy – zespołów próbujących łączyć te dwa światy jest tyle, ile grzybów po deszczu. Jednak już po pierwszych odsłuchanych numerach odkryłem, że akurat w waszym przypadku ta mieszanka naprawdę działa. Co zwykle jest punktem wyjścia, głównym bodźcem w waszej twórczości?

JK, KL, MŚ, SR: Chyba nostalgia, która siedzi w każdym z nas oraz emocje, które nie mogą znaleźć innego ujścia.

 

Dnonie fot. Sławek Wąchała

Przestrzeń, w której tworzymy i ćwiczymy jest naszą przysłowiową „pieczarą”, do której uciekamy przed trudnymi sprawami.

A co do twojej opinii, to jest nam nieziemsko miło słyszeć taki feedback. Naszą muzykę nazywamy alternatywnym rockiem z elektroniką tylko dlatego, że kategoryzacji wymagały od nas różne zgłoszenia lub nie najlepsze próby autoprezentacji. Tak naprawdę sami nie wiemy, co gramy. Ale to sekret…

 

SG: „Gramy koncerty i też próby, dobrze się bawimy. Rozwijamy się, bo o to chodzi, człowieku” – napisaliście na swoim Facebooku, a ja zastanawiam się, co słowo „rozwój” oznacza w waszym przypadku. Dla jednych będzie to większe grono słuchaczy, dla drugich po prostu lepsze piosenki… Co jest waszym priorytetem?

JK, KL, MŚ, SR: Dla nas rozwój to takie panta rhei – nie ma, że jest lepiej czy gorzej, po prostu „płyniemy” i staramy się lepiej rozumieć. Jeśli zaś chodzi o nasz priorytet, to jest nim utrzymywanie i poprawa jakości naszej muzyki. Słuchacze, jesteście dla nas ważni, dzięki wam nie czujemy się sami, a feedback z waszej strony jest supersprawą! Wytykanie błędów jest git.

SG: Czy można powiedzieć, że każdy z was wnosi do projektu inny rodzaj energii? Często w wywiadach członkowie różnych zespołów przyznają, że to właśnie kontrast pomiędzy nimi – choćby osobowości czy muzycznych gustów – czyni ich muzykę „lepszą”. Jak to wygląda w Dnonie?

JK, KL, MŚ, SR: Kiedyś również tak uważaliśmy…

 

Dnonie fot. Sławek Wąchała

Kontrasty między członkami zespołu poniekąd wymuszają nietuzinkowe rozwiązania w muzyce.

Jednak teraz czujemy trochę inaczej. To dzięki kompromisom i wspólnemu zrozumieniu siebie, swoich partii i ogólnie całości kompozycji, osiągamy pełne zadowolenie z pracy.

 

SG: Pandemia sprawiła, że premier płyt jest jak na lekarstwo, a już na pewno jest ich mniej niż przewidywał to kalendarz na początku ubiegłego roku. Jedni twierdzą, że to po prostu zły moment na jakiekolwiek premiery – głównie z uwagi na obostrzenia związane z koncertami. Są jednak i tacy, zdaniem których „kulturalny lock-down” jest najlepszym momentem dla szeroko pojętych debiutantów – arena jest opustoszała, dzięki czemu łatwiej „pokazać się” ze swoją muzyką, zwłaszcza online. Jaka jest wasza opinia na ten temat?

JK, KL, MŚ, SR: Naszym zdaniem sytuacja na świecie pozwala na skupienie się na dotarciu do większej ilości ludzi, dzięki promocji w mediach. Sprawia jednak, że o wiele ciężej zatrzymać słuchacza na dłużej.

 

Dnonie fot. Sławek Wąchała

SG: Jak na razie Spotify przekierowuje mnie jedynie do waszych utworów nagranych pod starym szyldem. Kiedy możemy liczyć na pierwszy album Dnonie?

JK, KL, MŚ, SR: Trudno podać dokładny termin, ale na pewno w tym roku wydamy EP-kę. Jesteśmy na etapie jej kompletowania, a zajawkę można znaleźć na nagraniu z koncertu „Scena nad Rusałką” oraz na naszym Facebooku – facebook.com/dn0nie.

 

*Dnonie – poznański zespół tworzony przez Julię „Toffi” Krawczyńską, Kubę Lewka, Maxa Śliwińskiego i Stanisława Rajka. Dawniej kapela działała pod nazwą Negativ, wówczas funkcjonując w składzie: Dobromir Czerski, Max Śliwiński, Wojtek Zawieja, Kuba Lewek i Julia „Toffi” Krawczyńska. Ich muzyka to głównie rockowe, alternatywne brzmienia z dodatkiem elektroniki. W tym roku ma ukazać się pierwsza EP-ka projektu pod nową nazwą.