fot. Bartosz Seifert

Z poznańskiej płytoteki: Maksymilian Święch

Trzecia już solowa płyta młodego poznańskiego klawesynisty Maksymiliana Święcha („de Lyublyn”) daje okazję do zapoznania się z wyborem utworów z najcenniejszego zbioru nut z połowy XVI wieku, jaki zapisano w Polsce.

Jest to muzyka i polska, i europejska zarazem, kolekcja tradycyjnie nazywana „Tabulaturą Jana z Lublina” zawiera bowiem około pół tysiąca utworów zapisywanych na kształt sylwy, o bardzo różnorodnym pochodzeniu. Święch gra je z dużym wyczuciem i formy, i stylu, jednocześnie czyniąc z surowego zapisu (niemalże notatek kopisty) muzykę świetnie brzmiącą i interesującą, a przy tym stanowiącą – dzięki autorskiemu opracowaniu o charakterze improwizacyjnym – prawdziwe dzieła sztuki.

MUZYKOLOG I DETEKTYW


Kiedy w ubiegłym roku słuchałem pierwszych dwóch krążków Maksymiliana Święcha z muzyką włoską, a więc „Clavicembalisti XVII” oraz „Sprezzatura nuova”, na których zabrzmiała włoska muzyka klawesynowa z przełomu XVI i XVII wieku, miałem wrażenie, że są to nagrania muzyka nie tylko młodego, ale już w pełni pod względem artystycznym ukształtowanego, potrafiącego przy tym skomponować interesujący i zrozumiały sam przez się repertuar. A przy tym sięgającego po utwory z nurtu zdecydowanie mniej znanego niż francuska czy niemiecka twórczość na cembalo.



Zwrot ku muzyce polskiej (niech będzie dla precyzji – zanotowanej na ziemiach polskich) nie zaskoczył mnie oczywiście. Tu wciąż przecież wiele nazwisk i dzieł pozostaje nieznane nawet specjalistom. Święch sięgnął jednak po zbiór, którego brzmienie na klawesynie nie wydaje się oczywistością. Po pierwsze z tego powodu, że nie do końca wiemy, o jakim instrumencie myślał zbieracz-kopista, bo jako takiego wypada traktować Jana z Lublina. Korzystali z jego zbioru klasztorni organiści w Kraśniku, stąd zapewne zwano go przez długie lata „Tabulaturą organową”, aczkolwiek muzykolodzy zwracają uwagę na klawikordową fakturę części utworów. Ważne jest też to że, „Tabulatura” rejestruje repertuar grywany i popularny w połowie wieku XVI, a więc o stulecie wcześniejszy niż powszechnie dziś grywany repertuar klawesynowy.

 

Dodajmy, że Święch gra na współczesnej kopi wykonanej przez niedawno Michała Koszela (2017) według neapolitańskiego instrumentu Honforia Guarracina, co dodatkowo koryguje stylistykę nagrania.

To zaś wydane zostało przez własną oficynę Święcha – Chordis. Zwracam też Państwa uwagę na inspirujący esej Mateusza Borkowskiego zamieszczony w broszurze. Krakowski muzykolog pisze: „Świadomy i wrażliwy artysta nie będzie […] ignorantem, który z dezynwolturą odrzuci zastany stan badań, ale postara się połączyć zdobytą wiedzę posiadaną o dziele z artystyczną wizją i chęcią podzielenia się żywą materią ze światem. Taki człowiek jest po trochu muzykologiem, archeologiem i detektywem, umiejętnie wykorzystującym w swych interpretacjach szeroką i dogłębną wiedzę. Jest też oczywiście i artystą, który działa czasami intuicyjnie, trochę po omacku, nonszalancko, by na koniec uzyskać pożądany przez siebie efekt”.

PRECYZJA POLIFONII

„de Lyublyn” to niemal sześćdziesiąt minut muzyki bardzo różnorodnej, ułożonej – jak choćby „Fraszki” Jana Kochanowskiego – wedle zasady varietas, stanowiącej o atrakcyjności i ciekawości. Warto docenić odwagę Święcha, nikt bowiem przed nim nie zdecydował się na zestawienie programu płyty wyłącznie z utworów zapisanych przez Jana z Lublina.

Są tu i formy zamknięte, i tańce, transkrypcje pieśni (zwłaszcza intryguje ich niekiedy surowe, a czasem ludowo-taneczne brzmienie), tańce – w sumie 27 utworów, a rzec chciałoby się – miniatur, skoro trwają od minuty do trzech. Każdy wybór z „Tabulatury”, liczącej około pół tysiąca utworów, z konieczności byłby subiektywny i zrazem bezdyskusyjny. Nie wahałbym się go nazwać fantazją, wyraża bowiem gust i osobowość dokonującego go artysty. W przypadku omawianego nagrania, jest nim muzyk o dużej i fantazyjnej (słowo to powtarzam celowo) zdolności improwizacyjnej, niezbędnej do przekucia surowego zapisu, także dzięki stosowanej z umiarem repetycji, w prawdziwą muzykę.

Wystarczy posłuchać „Haÿduczkÿ” (nr 26 na płycie), by się o tym przekonać – zwłaszcza że pewnie i części słuchaczy temat wyda się znajomy… Osobiście mam wrażenie, że w dawnych czasach melodia ta pojawiała się w podręcznikach do wychowania muzycznego. Warto zderzyć tę miniaturę choćby z otwierającym płytę „Preambulum N.N.” (z 1546 roku) jako przykładem muzyki najbardziej przez Jana z Lublina wypracowanej pod względem stylistycznym i formalnym, z zachwycającą swą precyzją polifonią.

WYRAZIŚCIE I ATRAKCYJNIE

Niewątpliwie precyzja artykulacji i umiar w stosowaniu charakterystycznych dla epoki i instrumentu dyminucji oraz ozdobników nadają prezentowanemu nagraniu spójne i wyraziste brzmienie. Jest to muzyka i polska, i europejska zarazem, kolekcja zawiera bowiem około pół tysiąca utworów zapisywanych na kształt sylwy, o bardzo różnorodnym pochodzeniu, o czym świadczy i stylistyka, i nazwiska kompozytorów, jakie udało się do tej pory zidentyfikować.

Otrzymaliśmy płytę bardzo smakowitą, zarówno pod względem repertuarowym, jak i wykonawczym. Święchowi udało się dokonać dwóch istotnych rzeczy. Po pierwsze, pokazać, że klawesyn nawet dla słuchaczy mniej obeznanych z tym instrumentem, może być atrakcyjny i ciekawy, właśnie ze względu na pewną „oswojoną obcość” brzmienia. Po drugie, zaakcentować ważną cechę kultury muzycznej w XVI-wiecznej Polsce, która – podobnie jak w stuleciu następnym – rozwijała się w nieustannym dialogu z Europą. Cieszy także fakt, że jako swego traktuje Jana z Lublina jego rodzinne miasto, które przyczyniło się do wydania płyty.

Maksymilian Święch (klawesyn), „de Lyublyn. Wybrane utwory z Tabulatury Jana z Lublina”, Chordis 2018.