fot. Archiwum stowarzyszenia WFEH.pl

Z ziemi wyjęte fakty

Nazywają siebie strażnikami historii. Każdy z nich łączy w sobie mola książkowego i Indianę Jonesa. Mówią historii „sprawdzam” poprzez badanie przeszłości i rewidowanie opisanych w literaturze fachowej zdarzeń. Mowa o poszukiwaczach zrzeszonych w Stowarzyszeniu Wielkopolskiego Forum Eksploracyjno-Historycznego.

Jego członkowie - jako pionierzy wzorcowej współpracy, łączącej dwa z pozoru wykluczające się środowiska -  od 2010 roku ściśle współdziałają z Muzeum Okręgowym w Koninie. Od ośmiu lat wspólnie prowadzą badania nad projektem „1863”, w ramach którego eksplorują pola bitewne powstania styczniowego w regionie konińskim.

Wcześniej, ci poszukiwacze posługujący się wykrywaczami metali, byli uważani za osoby, które niszczą stanowiska archeologiczne. Teraz mają na swoim koncie ponad sto przeprowadzonych z konińskim muzeum projektów, które w dużym stopniu przyczyniły się do sporządzenia nowych opracowań historycznych.

Współcześni poszukiwacze skarbów

WFEH powstało 13 lat temu jako miejsce skupiające ludzi o wspólnej pasji. W swoich szeregach zrzesza ono około 50 poszukiwaczy skarbów. Ich praca zawsze przebiega w określony sposób.

 

Najpierw podejmowana jest decyzja dotycząca konkretnych badań, mających na celu weryfikację przekazów pisemnych i historycznych wzmianek, które często są bardzo ogólnikowe. Następnie trzeba wystąpić o pozwolenie od Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. A później rozpoczynają się wielogodzinne poszukiwania, okupione ciężką pracą fizyczną, często w trudnych warunkach atmosferycznych. Wartościowe znaleziska są przekazywane do Muzeum Okręgowego w Koninie, gdzie są opisywane i katalogowane.

Przedmioty, które nie są cenne dla muzeum, tworzą prywatne kolekcje poszukiwaczy, które najczęściej składają się z medalików lub monet. Taka współpraca jest bardzo istotna, również dlatego, że rzeczy wykopane z ziemi bez opracowania i odpowiedniego kontekstu nie przedstawiają wartości naukowej.

 

Dzięki temu, że te akcje są legalne i możemy je przeprowadzać zgodnie z obowiązującym prawem, znaleziska nie idą w niepamięć. Wszystko, co odnajdujemy, jest katalogowane i opisywane i ma swoje miejsce w publikacjach naukowych. To jest fajne hobby, ale wymaga wielu poświęceń. Trafiają do nas osoby ze słomianym zapałem i my się z tym liczymy. Czasem kiedy jestem w terenie i odmarzają mi ręce i nos, rozważam przerzucenie się na znaczki, ale tak naprawdę człowiek rodzi się z tą pasją. Nie zamykamy się oczywiście na własne grono. Czekamy na nowych ludzi, którzy przynoszą nowe tematy. Zapraszamy na otwarte spotkania i spotkania w terenie. Przy okazji apelujemy do osób niezrzeszonych lub takich, które nie chcą współpracować, żeby nie niszczyły naszej pracy. Uzyskać pozwolenie może naprawdę każdy, obojętnie, czy jest to osoba fizyczna, czy członek stowarzyszenia, ale bardzo łatwo jest zrazić rolników i właścicieli ziemskich. Dlatego prosimy, chociaż zapytajcie. Nie idźcie na żywioł i nie niszczcie cudzej własności – mówi Artur Chojnacki z WFEH.

 

Pierwszy obóz, fot. z Archiwum stowarzyszenia WFEH.pl

Pierwszy obóz, fot. z Archiwum stowarzyszenia WFEH.pl

WFEH i Muzeum Okręgowe w Koninie prowadzą od ośmiu lat szeroko zakrojone badania na polach bitewnych, związanych z powstaniem styczniowym w regionie konińskim. Dzięki pracy poszukiwaczy skarbów udało się zweryfikować lub potwierdzić dotychczasowe przekazy pisemne. Ponadto można było precyzyjnie zrekonstruować przebieg walk. Dzieje się tak dzięki metodzie dokładnego nanoszenia na mapy wszystkich odnalezionych przedmiotów, kul i guzików. Po analizie daje to pełen obraz przebiegu bitwy, ustawienia wojsk i ich manewrów. Pierwsze próby takiej analizy zostały wykonane w 2013 roku w Olszowym Młynie. Ta bitwa była już wcześniej bardzo dobrze opisana, więc badania potwierdziły wcześniejsze wersje historyków.

Kto i dokąd kule nosi

Sytuacja wyglądała inaczej podczas badań nad bitwą pod Łączewną koło Przedecza. Historycy dysponowali ograniczonymi źródłami dotyczącymi tego starcia. Znali jedynie przybliżoną lokalizację i liczbę uczestniczących w nim osób. Dzięki pracom z wykrywaczami i precyzyjnemu nanoszeniu znalezisk na mapy udało się zrekonstruować dokładny przebieg wydarzeń.

 

Z układu kul jasno wynika, gdzie rozpoczęła się bitwa. Po zagęszczeniu kul w jednym miejscu wywnioskowano, w którą stronę przenosiły się siły. Wiadomo też z całą pewnością, w którym miejscu stał rosyjski dowódca, ponieważ odnaleziono tam pozłacany guzik od munduru oficerskiego i gwizdek oficerski.

Z dalszych analiz wynika, że powstańcy podzielili się na dwie grupy. Tym, którzy kierowali się w stronę lasu, udało się uciec, natomiast członkowie mniejszej grupy, która ruszyła w stronę wsi, nie zdołali się uratować. Ich mogiła została dokładnie zlokalizowana podczas tych samych badań, dzięki użyciu georadaru.

Archeolodzy wraz z poszukiwaczami zajęli się również nierozwiązaną wcześniej kwestią pola bitewnego pod Mieczownicą. Według przekazów historycznych część starcia odbywała się przy cmentarzu w tej miejscowości. Jednak w Mieczownicy nigdy nie było cmentarza. Dzięki wspólnym analizom i badaniom Krzysztofa Gorczycy z Muzeum Okręgowego w Koninie i Stowarzyszenia WFEH udało się potwierdzić, że sytuacja miała miejsce nieopodal cmentarza przy pobliskim Kochowie.

 

Tam zostały znalezione kule zarówno rosyjskie, jak i powstańcze. Ponownie przystąpiono do analizy układu odnalezionych kul, w tym bardzo charakterystycznych rosyjskich, wyjątkowo dużych pocisków kalibru 15,2 mm o wadze 34 gramów.

Taka kula wystrzelona z karabinu prochowego z odległości ośmiu kroków przebijała osiem calowych desek. Pocisk tego rozmiaru mógł więc urwać kończynę przeciwnika, co tłumaczy wielkie straty podczas walk odbywających się w tym czasie. Rosjanie jako regularna armia, mieli jeden kaliber i jeden rodzaj pocisku. Polacy natomiast strzelali tym, co mieli pod ręką: pociskami typu pruskiego, wirtemberskiego, okrągłymi kulami muszkietowymi. Dzięki temu jasnemu podziałowi można takie pole bitwy rozpracować, określić układ i rozkład sił oraz przebieg walki.

Po kulach ustala się też rodzaje karabinów, którymi dysponowali walczący. Niektóre z nich były wyborowe i bardzo trudne do zdobycia, ich posiadanie wiązało się też ze znacznym kosztem. Pod Mieczownicą odnaleziono między innymi pocisk od bardzo rzadkiego karabinu angielskiego whitwortha, produkowanego w małych nakładach.

Pozwala to wysnuć teorię, że odział walczący na tym terenie był finansowany przez kogoś zamożnego, być może w tym przypadku był to Tytus Działyński z Kórnika, który na rzecz powstańców opróżnił własną zbrojownię.

Nie tylko powstańcze historie

Badania przyczyniają się do zweryfikowania historii nie tylko powstańczej, ale też dotyczącej innych bitew. Często okazuje się, że miejsca przedstawiane jako historyczne, nigdy nie były polami bitewnymi. Bywa, że udaje się zlokalizować miejsce bardzo ogólnie wzmiankowane w literaturze. Tak było z obozem powstańczym pod Kleczewem które zidentyfikowano dzięki odnalezieniu miejsca, w którym odlewano kule.

Szukając śladów powstańców, udało się też wykopać zestaw artefaktów z okresu II wojny światowej, nazywany skarbem Puszczy Bieniszewskiej. Prawdopodobnie był to dobytek osoby, która musiała uciekać ze swojego miejsca zamieszkania. Składało się na niego ponad sto monet z całego świata, między innymi z Chin, a także ozdoby, wisiorki, widelce, noże, a nawet złote zęby.

 

 

Grup działających legalnie i opracowujących jakieś zagadnienia jest obecnie wiele. Żeby jednak rozebrać dany temat, tak jak w naszym przypadku „1863”, trzeba się ukierunkować i jednoznacznie poświęcić. Wiele odkryć oczywiście następuje przypadkowo. My często wychodząc w poszukiwaniu śladów po powstaniu, odnajdujemy artefakty z epoki brązu. Najczęściej są to siekierki. Teraz żartujemy, że powstańcy używali tych siekierek z brązu – mówi Szczepan Ciechalski z WFEH.

 

Zdjęcie obozu z drona, fot. z Archiwum stowarzyszenia WFEH.pl

Zdjęcie obozu z drona, fot. z Archiwum stowarzyszenia WFEH.pl

Poza projektem „1863”, WFEH od 10 lat współpracuje z muzeum w trakcie wykopalisk związanych z różnymi epokami. Międzynarodowe Obozy Archeologiczne, w których uczestniczą archeolodzy z Polski, Białorusi, Ukrainy i Rosji, organizowane są przez Muzeum Okręgowe w Koninie i Stowarzyszenie Współpracy Polska-Wschód. Przez ostatnie cztery sezony obóz zlokalizowany był w Rękawczynie, gdzie badania dotyczyły szerokiego zakresu dziejowego, od epoki brązu poprzez późne średniowiecze i XIX wiek.

 

Przed pracami archeologów poszukiwacze wstępnie sprawdzają teren, co pozwala już na tym etapie zabezpieczyć znaleziska. Następnie podczas wykopów dyżurni z wykrywaczami badają cały czas stanowiska tak, aby niczego nie przegapić. Dzięki temu udaje się zdobyć informacje, które w inny sposób byłyby nie do uzyskania.

Za przykład mogą posłużyć tu badania w gródku z XIV wieku w Przewłoce. Po naniesieniu na plan precyzyjnego układu znalezionych gwoździ okazało się, że ułożyły się one w określony sposób, który pozwolił stwierdzić, w którą stronę przewróciła się drewniana wieża w gródku. Natomiast naniesione na plan groty od strzał kuszy, a było ich ponad 60, pokazały, skąd szedł atak.

 

Ta wzajemna współpraca jest owocna i przede wszystkim pożyteczna. Są całe rzesze poszukiwaczy, którzy chodzą po polach i jeśli coś znajdują, nic z tego nie wynika. Jeżeli ktoś trzyma w domu słoiki z kulami i monetami, nikt do tego nie dotrze. Taka informacja historyczna przepada raz na zawsze. To co my robimy zostaje. Jest to wkład w naukę i historię. Nasze badania i kontakty nabyte przez Międzynarodowe Obozy Archeologiczne powodują, że zaczynają się do nas zwracać inni. W maju odbędzie się międzynarodowa konferencja dotycząca badań pól bitewnych, nie tylko w Polsce, ale również na Ukrainie, w Rosji i Białorusi. Będą podejmowane zagadnienia związane z różnymi epokami od XVII do XIX wieku. Będzie również poruszona kwestia bitwy powstania styczniowego, która odbyła się na terenie dzisiejszej Białorusi, pod Władykami – mówi archeolog Krzysztof Gorczyca.

 

Ostatnio badacze z WFEH  zajmowali się głównie oddziałem generała Kazimierza Mielęckiego, który stoczył bitwy pod Bieniszewem, Pątnowem, Dobrosołowem. Teraz planują wydanie publikacji podsumowującej te badania i opisującej działania oddziału. Następnie zajmą się badaniem terenów Ignacewa. Jednak to nie koniec planów. Przed nimi nowe, interesujące wyzwanie – projekt „Sprawdzamy historię”, w ramach którego zajmą się badaniem podań i legend.