fot. Wydawnictwo WBPiCAK

Zbliżenia i oddalenia

Najnowszy tom wierszy Zdzisławy Gierszal przypomina dziennik lub pamiętnik: niespieszne zapiski gdzieś na marginesie mijających wieczorów i dni. Poznańska poetka bierze na warsztat przede wszystkim siebie, choć to tylko jedna strona monety. Rewersem jest czułość wobec codzienności.

Subtelność erotyku

Przyjęło się, że wiersze o miłości nazywamy wdzięcznym synonimem amorów: erotykami. Taka to fachowa nazwa na wiersz, w którym seks występować nie musi (choć rzecz jasna – może!).

 

Czego zatem w takim utworze szukać? Bliskości, relacji, silnej więzi, nie tylko pocałunków, pieszczot i muśnięć.

Taki wiersz i taką książkę poniekąd proponuje nam właśnie poznańska poetka w najnowszej książce wydanej przez wielkopolską oficynę, Wydawnictwo Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu (WBPiCAK). Mowa o „Punktach zaczepienia”: to tytuł wspólny dla całej publikacji i pojedynczego utworu. Na tę chwilę przyjąć możemy, że to również instrukcja obsługi rozpakowywania znaczeń tomu Zdzisławy Gierszal.

 

 

Punkty zaczepienia

wszystkie twoje pieprzyki

to krople kawy

od której jestem uzależniona

 

spragnionymi ustami

spijam krople

 

punkty

zaczepienia

po których

skrada się

każdy

mój

dzień

 

Zdzisława Gierszal "Punkty zaczepienia", Wydawnictwo WBPiCAK

Zdzisława Gierszal „Punkty zaczepienia”, Wydawnictwo WBPiCAK

Wiersz, choć pojawia się niemal na końcu książki, pozwala przyjrzeć się wrażliwości poetyckiej Gierszal. I chociaż samo napomknięcie o „wrażliwości” niechybnie i bynajmniej niezbyt prawidłowo kieruje w stronę rzewności i kłopotliwego sentymentalizmu, wiersze poetki nie ulegają tej pokusie (a przynajmniej ich większa i doskonalsza część).

 

Lepszym słowem kluczem byłaby eksploatowana już na wszystkie sposoby „czułość”.

Rzeczywiście jednak poetce bliżej do postulowanego przez Olgę Tokarczuk „czułego narratora” niż wzdychającej do przeszłości i żyjącej w rezerwacie wspomnień bohaterki-podmiotki. I oczywiście: chwała jej za to.

Co robi poetka? Skupia się na codzienności, ogląda ją niespiesznie, z pietyzmem odnotowuje zachodzące zmiany, chłonie wydarzenia: ważne, nieważne, wszystkie, które przyciągną jej uwagę.

To poezja sensualnego opisu, bliska epifanii: zachwytu najmniejszą cząstką. Teksty, w których Gierszal udaje się wytworzyć napięcie wynikające z nagłego olśnienia i przełamać je w końcowych partiach, są wystarczającym zaproszeniem do śledzenia rozwijającego się idiomu poetki.

 

Garść truskawek

Zabierz tylko to co niezbędne

Trochę chmur

Najlepszy pocałunek

Poranny seks

Garść świeżych truskawek

Zachód słońca nad morzem

 

Zabierz tylko to co niezbędne

Gdy pakujesz się w kłopoty

 

Tacy całkiem sami we wszechświecie

To my nie jesteśmy

 

O bliskości i końcu świata

Nie mniej ważna od czułości jest bliskość. Bo:

 

„czas/ Na planecie Ziemia/ Należy tylko do planety/ Ja należę do Ciebie”.

 

Subtelnej relacji dwóch zakochanych w sobie lub po prostu silnie związanych ze sobą osób towarzyszy jednak poczucie nadchodzącego finału. Końca, mety, śmierci lub jakiegokolwiek synonimu klamry, który przychodziłby nam tu do głowy. Mimo tego, że teksty osadzone są w „tu i teraz”, ciąży nad nimi wizja katastrofy lub ostrożniej: skończoności.

 

 

Wróble

dla Piotra

u Ciebie na balkonie

życie wydaje się spokojniejsze

słońce jest bliżej kręgosłupa

 

wróble liczą nasze wypalone papierosy

 

nikt nikomu nie przeszkadza

 

tylko drzewa wiedzą że to się kiedyś skończy

 

 

Moment końca i początku, ale też chwile samej zmiany, przepływania jednego stanu w drugi, skupiają uwagę Gierszal. Bohaterka poezji przyjmuje pozycję obserwatorki: nie zawsze wzruszonej okolicznościami, często obojętnej, czasem jednak dotkniętej melancholijnym nastrojem.

Kobieta siedzi, obserwuje, mówi:

 

„piję nudną herbatę”, a „góry wypiętrzają się/ i nic z tym nie zrobisz”.

 

Jest w tym nastawieniu podmiotki-bohaterki pochwała niespieszności. A nawet pewna przekorność, która wobec ekonomii kapitalistycznej i prawideł rynku urasta do rozmiaru buntu.

 

 

Zdzisława Gierszal, fot. A. Baszko

Zdzisława Gierszal, fot. A. Baszko

Nudna herbata

piję nudną herbatę

 

powietrze łyka

nasze szepty

 

góry się wypiętrzają

i nic z tym nie zrobisz

 

wszelkie

moje

gotowe

na

twoje

 

 

Globalne ocieplenie

Ogień trawi ale nie parzy

Kładziesz głuche anteny po sobie

 

Co to za strach który nie przychodzi znienacka

 

Lodowce topnieją z bólu

 

Nurkowanie w „ja”

W jaki sposób opisywać rzeczywistość zewnętrzną, żeby nie uchybić najmniejszego detalu? Gierszal zaczyna od introspekcji: uważności skierowanej do siebie. Do obserwowania swoich zachowań, klasyfikowania własnych nawyków, uczynienia siebie obiektem analizy. Bohaterka wierszy jest nie tylko podglądaczką tego, co ją otacza. Równie wiele w „Punktach zaczepienia” tekstów osnutych wokół prób zrozumienia własnych ścieżek poznania czy ironicznego rozprawienia się ze stereotypowym pojmowaniem kategorii „kobiecości”.

 

***

przede mną budzi się budzik

przede mną kładzie się dywan

 

nigdy pierwsza

 

za mną

ponadtrzydziestoletnie meble

szafa gra

komoda tańczy

 

tak się nad sobą rozczulam

 

raz w miesiącu

 

jak prawdziwa kobieta

 

„Punkty zaczepienia” są drugą książką w poetyckim dorobku Zdzisławy Gierszal, ale pierwszą wydaną nakładem wielkopolskiej oficyny WBPiCAK. Czułość i niespieszność to bez wątpienia silna strona najnowszego tomu.

Wiersze bardziej pośpieszne, gdy zbieżność słów aż nazbyt łatwo napędza metaforę, przez co wiersz pisze się „sam”, wpadają w pułapkę nieco zbyt prostych metafor i powiązań (kiedy „kit w oknach/ wykitował / jak uczucia mieszkańców” lub kiedy „I powtarzalność kodu DNA / który nie lubi się powtarzać”). Co pozostaje? Czekać na jeszcze jedną książkę, na jeszcze bardziej czułe wiersze.

Podziel się kulturą!