fot. archiwum prywatne

Ziemia pożarła wieś

Kiedyś było to miejsce dostatnie. Z kopalni żyły całe rodziny. Ludzie kupowali ziemię, budowali domy. Szkoła dla siedmiuset dzieci, dwa amatorskie teatry, sala widowiskowa na 450 miejsc, nowoczesne kino… – o wielkopolskiej wsi Wapno, która zniknęła z powierzchni ziemi opowiada Przemysław Semczuk, autor reportażu ze zbioru „Wielkopolska poza Poznaniem”.

KUBA WOJTASZCZYK: Było miasto, nie ma miasta. Historia Wapna to opowieść godna filmu katastroficznego… Co takiego się wydarzyło?

PRZEMYSŁAW SEMCZUK: Doszło do katastrofy przemysłowej. Woda zalała kopalnię, spływając na niższe poziomy zniszczyła filary pomiędzy wyrobiskami. W efekcie wysokie na kilkanaście metrów komory, zaczęły się walić jak domek z kart. A na powierzchni powstały ogromne zapadliska, które pochłonęły domy, garaże, budynki gospodarcze. Ziemia dosłownie pożarła wieś. Ogromną wieś, liczącą ponad 3 tys. mieszkańców. Pozbawiając ludzi dachów nad głową i pracy.

Jak pan wpadł na ślad miejscowości, której już nie ma?

Kilka lat temu pisałem dla Newsweeka cykl reportaży o katastrofach. Lotniczych, kolejowych, górniczych i przemysłowych. Sporo się tego zebrało. Od 1945 do 1989 roku ponad dwieście zdarzeń, z łączną liczbą ofiar przekraczającą dwa tysiące osób. Tyle udało mi się odnaleźć, ale to z pewnością nie jest pełny bilans okresu PRL-u. Wśród wielu katastrof było też Wapno. Dla mnie było to zaskoczenie, że gdzieś w Wielkopolsce mieliśmy kopalnię soli. Zanim trafiłem na Wapno sól, chyba jak wszystkim, kojarzyła mi się z Wieliczką i Bochnią.   

Pana reportaż, „Wapno tylko dla wapniaków”, który znaleźć można w zbiorze „Wielkopolska poza Poznaniem”, to też opowieść o walce – ratownicy walczyli z powiększającym się wyciekiem wody. Jednak polegli. Czy ta historia mogła potoczyć się inaczej?

To pytanie powtarza się w wielu sprawach dotyczących PRL-u. Nie da się na nie odpowiedzieć jednoznacznie. Musimy pamiętać, że wtedy była inna technologia, inne maszyny, inne możliwości. Walka z wyciekiem trwała wiele lat. Od początku zdawano sobie sprawę, że woda wygra. Zakładano tylko, że nastąpi to kilka lat później. Kopalnia od pierwszej chwili gdy wykryto przeciek była stracona. Nikt jednak nie przewidział, że pociągnie za sobą Wapno.  

W znikające na oczach mieszkańców miasteczko trudno uwierzyć. Tym bardziej, że z ich wspomnień wyłania się obraz Wapna jako uroczej krainy dostatku. Idealizują?

Rzeczywiście było to miejsce dostatnie. Z kopalni żyły całe rodziny. Ludzie kupowali ziemię, budowali domy. Szkoła dla siedmiuset dzieci, dwa amatorskie teatry, sala widowiskowa na 450 miejsc, nowoczesne kino, klub sportowy, ośrodek zdrowia oraz kilka doskonale zaopatrzonych sklepów. Ludzie przyjeżdżali na zakupy z Wągrowca, który był miastem powiatowym. Organizowano spotkania z literatami, artystami i sportowcami. W Barbórkę budziła mieszkańców orkiestra górnicza, potem były akademie, kwiaty, odznaczenia i gratulacje. Nie mogło się obejść bez piwa i kiełbasy.

Czy coś z Wapna pozostało?

Teraz jest to wieś, jak wiele innych. Z urzędem gminy, szkołą, ośrodkiem zdrowia. I problemami. Obecny wójt boryka się nie tylko z napiętym budżetem. Musi nadal likwidować skutki katastrofy. Od czasu do czasu powstają nowe zapadliska. Można powiedzieć, że dzisiejsze pokolenie ponosi koszty poprzednich. Wtedy ludzie korzystali z tego, co dawała ziemia. Dzisiaj inni płacą rachunek.

Filip Springer swoją „Miedzianką” zrobił wiele dobrego dla miejscowości, która również zniknęła, choć z zupełnie innych przyczyn. Co reportaż może zdziałać na rzecz Wapna? Czy pamięć o miejscowości jest kultywowana?

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego wszyscy zachwycili się Miedzianką. Takich miejsc było wiele. Choćby wieś Wigancice w Worku Turoszowskim. Podczas budowy kopalni odkrywkowej powstała hałda. I nikt nie przewidział, że ta kupa ziemi to żywy twór, który się porusza. Tak jak wydmy. Hałda ruszyła i wchłonęła Wigancice. Tak samo jak w Wapnie, ziemia pożarła domy. Podobne przykłady można mnożyć. W przyszłości będzie ich wiele. W 2050 roku ludność Bytomia ma się zmniejszyć o połowę. A co będzie z liczącym dzisiaj 10 tys. mieszkańców Ciechocinkiem? Obecne pokolenie bumersów (czterdziestolatków) nie pojedzie do sanatorium, w którym rozrywką są wciąż dancingi. A dla milenialsów sanatorium w takim kształcie będzie abstrakcją.

W niedalekiej przyszłości będą umierały wsie, miasteczka, a nawet duże aglomeracje. Nie wiem czy to będzie katastrofa. Raczej znak czasów. Reportaż Springera przypomniał o miejscu, które zniknęło. Dzięki zainteresowaniu narodził się Browar Miedzianka. Ale Miedzianka jest inna niż Wapno. Wapno wciąż żyje, ma nadal ponad tysiąc mieszkańców i historia kopalni jest ciągle przypominana. Moim zdaniem Wapniacy potrzebują tylko jednego. Dobrej drogi do Wągrowca i Piły. To dobre miejsce do życia. Można tam mieszkać i odpoczywać. A pracować w mieście.     

PRZEMYSŁAW SEMCZUK – dziennikarz, publicysta zajmujący się głównie historią PRL. Publikował na łamach tygodników „Newsweek” i „Wprost”, obecnie współpracuje z miesięcznikiem „Wysokie Obcasy Extra”. Autor książek:  „Czarna wołga. Kryminalna historia PRL”, „Maluch. Biografia”, „Zatajone katastrofy PRL”, „Magiczne dwudziestolecie” i najnowszej – „Kryptonim Frankenstein”.

 

 

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0