fot. Gen. Józef Dowbor-Muśnicki przyjmuje delegację francuskich sojuszników, Wielkopolskie Muzeum Niepodległości

Zwycięskie, choć uratowane

Gdyby nie rozejm zawarty 16 lutego 1919 roku w Trewirze – powstanie wielkopolskie mogło zakończyć się tak samo jak większość polskich zrywów w historii.

Powstanie wybuchło 27 grudnia 1918 roku i – wykorzystując zaskoczenie w szeregach Niemców – z impetem rozprzestrzeniało się poza Poznaniem. W styczniu 1919 roku walki toczyły się już w całej Wielkopolsce. Powstańcy opanowali Oborniki, Kościan, Ostrów, Śrem, Wągrowiec, Wronki, Jarocin, Krotoszyn, Mogilno, Strzelno, Kruszwicę, Nowy Tomyśl, Czarnków i Wolsztyn. Linia frontu przebiegała na Noteci – na północy, na kanale Obry – od zachodu i wzdłuż granic ze Śląskiem na południu.

Mimo silnych kontrataków Niemców dowodzącemu siłami powstańczymi majorowi Stanisławowi Taczakowi udało się utrzymać zdobyty teren i zorganizować zalążki jednostek taktycznych. 10 stycznia 1919 roku siły wielkopolskie tworzyło już około 9 tysięcy żołnierzy (nie licząc Straży Ludowej), tydzień później ich liczebność zbliżyła się do 14 tysięcy.

NIEMCY SIĘ OTRZĄSNĘLI

W lutym 1919 roku stosunek sił na frontach powstania zmienił się jednak na niekorzyść powstańców. Niemcy otrząsnęli się w końcu z paraliżu spowodowanego rewolucją i przystąpili do prób odzyskania terenu. Od tej pory posiadali przewagę liczebną i sprzętową. 

Powstańcom było coraz trudniej, bo Niemcy przystąpili do ofensywy z północy, trwały zacięte walki m.in. pod Chodzieżą, Szubinem, Rynarzewem. Warto pamiętać, że Polacy walczyli zarówno z oddziałami Heimatschutzu (obrony krajowej), jak i z regularnymi oddziałami niemieckiej armii. Te drugie, wyposażone w artylerię i broń maszynową, miały przewagę nad uzbrojonymi zwykle w mauzery powstańcami.

 

Presja Niemców zarysowała się na wszystkich trzech powstańczych frontach, rosło więc ryzyko, że nastąpi kryzys.

Przeciąganie walk ponad miarę mogło zakończyć się klęską – tłumaczy specjalista od dziejów powstania dr Marek Rezler, autor m.in. książki „Nasze powstanie”. Przypomina też, że w styczniu i lutym 1919 roku armia powstańcza liczyła tylko nieco ponad 20 tysięcy żołnierzy. A do stanu 72 tysięcy dobrze wyekwipowanych żołnierzy rozrosła się dopiero wiosną 1919 roku.

Zimą 1919 roku armia wielkopolska nie byłaby więc w stanie przeciwstawić się dobrze zorganizowanej ofensywie niemieckiej, przeprowadzonej przez regularne jednostki niemieckiej armii, ściągnięte z dawnego frontu wschodniego I wojny światowej.

GRA O WYGRANE POWSTANIE 

Marszałek Ferdynand Foch, Narodowe Archiwum Cyfrowe

Dlatego równolegle z intensywną rozbudową siły zbrojnej, kontynuowaną przez gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego, politycy Naczelnej Rady Ludowej wykorzystali polską delegację na konferencję pokojową w Paryżu, starając się doprowadzić do osadzenia prawnego powstańców wielkopolskich w strukturze państw ententy. Gra szła o to, by zarządzenia dotyczące armii państw ententy zaczęły również obejmować żołnierzy armii powstańczej.

Sprawę ułatwiał fakt, że od momentu notyfikacji państwa polskiego przez Józefa Piłsudskiego (16 listopada 1918 roku) Wojsko Polskie stało się sprzymierzeńcem aliantów. Jeżeli Wielkopolska miała wejść w granice odrodzonego państwa polskiego, Wielkopolanie powinni byli być traktowani jako część Wojska Polskiego. Francuzi liczyli na to, że państwo polskie stanie się buforem przeciwko bolszewizmowi. W interesie Francji leżało więc popieranie spraw polskich, w tym wielkopolskich, i wzmacnianie odrodzonej Polski.

W lutym 1919 roku w Warszawie działała aliancka Komisja Międzysojusznicza. Jej również zależało na uspokojeniu sytuacji w Wielkopolsce.

17 lutego 1919 roku upływał kolejny termin ważności rozejmu między ententą a Niemcami, zawartego w listopadzie 1918 roku w Compiègne. Dlatego politycy NRL wywierali nacisk na Francję, a marszałek Ferdynand Foch – na ententę i na kierownictwo polityczne sprzymierzonych.

 

Udało się. Między 14 a 16 lutego 1919 roku w wagonie kolejowym marszałka Focha na dworcu w Trewirze wynegocjowano m.in. zaprzestania walk w Wielkopolsce. Francuzi – a pośrednio też Wielkopolanie – osiągnęli swój cel.

Historycy nie mają złudzeń, że Foch „przycisnął” Niemców, bo w pierwszej kolejności leżało to w interesie Francji. Tym samym jednak zasłużył się dla uratowania Wielkopolski w lutym 1919 roku. 

Choć zawarto rozejm, walki na linii frontów w Wielkopolsce nadal trwały. Niemcy utrzymywali bowiem, że w Trewirze ustalono linię demarkacyjną, ale nie zapisano, od kiedy konkretnie rozejm obowiązuje. Aż do końca 1919 roku trwały więc prowokacje i starcia ze strony niemieckiej. Kosztowały życie około 120 żołnierzy.

GROŹNE „WIOSENNE SŁOŃCE”

Przysięga powstańców na pl. Wilhelmowskim, 26 stycznia 1919, Wielkopolskie Muzeum Niepodległości.

Niebezpieczeństwo niemieckie pojawiło się znowu w maju 1919 roku. Alianci postawili wtedy Niemcom tak twarde warunki traktatu pokojowego, że ci uznali je za upokarzające i nie do przyjęcia. I zaczęli przygotowania do akcji wojskowej w wielkim stylu na wschodzie. 

Znowu zrobiło się groźnie, bo można było przewidzieć, że 70–100 tysięcy powstańców wielkopolskich nie powstrzyma ataku pół miliona zaprawionych w boju żołnierzy niemieckich. Niemcy chcieli udowodnić, że nadal odgrywają decydującą rolę we wschodniej części kontynentu. Liczyli na to, że szybko zmiażdżą Polaków, wymuszając na aliantach lepsze warunki traktatu pokojowego. Zamierzali wykorzystać do tego regularne, pełnowartościowe siły m.in. dawnego Ober-Ostu. 

Rozmieszczono je wzdłuż granic polskich i linii demarkacyjnej w Wielkopolsce, przede wszystkim w Prusach Wschodnich, na Pomorzu Zachodnim i na Górnym Śląsku. A w Kołobrzegu naczelne dowództwo niemieckie z marszałkiem Paulem Hindenburgiem na czele zajęło się planowaniem operacji. Niemieckie uderzenie o kryptonimie „Wiosenne Słońce” miało nastąpić w drugiej połowie maja 1919 roku.

Polska tego uderzenia by nie odparła. Byliśmy za słabi. Na szczęście spisał się polski wywiad, który w porę zaalarmował, co się święci.

 

27 maja 1919 roku w Kaliszu doszło do „zjazdu trzech Józefów”: Piłsudskiego, Hallera i Dowbora-Muśnickiego, którzy skoordynowali przygotowania obronne.

Przyspieszono też integrację armii wielkopolskiej z Wojskiem Polskim. I poproszono o pomoc ententę.

Artyleria powstańcza na froncie, okolice Międzychodu, Wielkopolskie Muzeum Niepodległości.

I wtedy Foch znowu zareagował. Ponownie nacisnął na Niemców, dając im do zrozumienia, że jeśli podejmą działania zaczepne przeciw Polsce, on ruszy wojska francuskie na zachodniej granicy Niemiec. Ta groźba poskutkowała.

28 czerwca 1919 roku podpisany został traktat pokojowy w Wersalu (uprawomocnił się dopiero w styczniu 1920 roku), w którym Wielkopolska określona została jako część składowa państwa polskiego.

Marszałek Foch słusznie uchodził więc w międzywojennym Poznaniu za wybawcę. W maju 1923 roku był tu wspaniale podejmowany. A po jego śmierci jedna z najważniejszych ulic miasta – dzisiejsza Głogowska – otrzymała jego imię. Warto pamiętać o zasługach Francuza dla utrzymania zdobyczy powstania wielkopolskiego. W żaden sposób nie umniejszają one przecież dokonań samych powstańców.

PIOTR BOJARSKI – pisarz, autor m.in. powieści „Cwaniaki”, „Biegacz”, „Ściema” i „Juni” oraz książek reporterskich: „1956 Przebudzeni” czy „Poznaniacy przeciwko swastyce”.

CZYTAJ TAKŻE: Katedra na celowniku

CZYTAJ TAKŻE: „Powstanie´18. Opowiadania Wielkopolan”

CZYTAJ TAKŻE: Hasła, o których nam się nie śniło. Rozmowa z redaktorami „Encyklopedii Powstania Wielkopolskiego”