fot. Marta Konek, na zdjęciu Agnieszka Krawczyk i Beata Bilska-Zaleska

Fascynujący świat grzybów

W Polsce występuje około 3600 grzybów wielkoowocnikowych. Zazwyczaj zbieramy kilka gatunków. Do koszyka przeciętnego Polaka trafiają podgrzybki, borowiki, koźlarze, kurki, kanie i na tym nasza wiedza na temat grzybów się kończy.

Tymczasem świat grzybów jest fascynujący. Barwy, kształty i struktura grzybów potrafią przyprawić o zawrót głowy. Trzeba tylko szeroko otworzyć oczy.

Agnieszka Krawczyk


Agnieszka Krawczyk ze Złotowa swoją przygodę z grzybami zaczęła pięć lat temu. Zaczęło się od spaceru z pewnym mężczyzną. Podczas owego spaceru w brzozowym zagajniku natrafili na całą kolonię koźlarzy pomarańczowożółtych. To był ten moment, o którym po latach się mówi, że to było spotkanie z przeznaczeniem.

 


Po tym spacerze był kolejny, potem jeszcze następny i Agnieszka zupełnie wsiąkła. 

 

Zaczęła kupować atlasy grzybów. Czytać o grzybach. Zrobiła kurs grzyboznawcy. Chodzi po lesie, wyszukuje kolejne gatunki. Ma swoje „pewniaki” czyli miejsca, w których na pewno w odpowiedniej porze znajdzie określone grzyby.

Żagiew łuskowata, fot. Agnieszka Krawczyk

Żagiew łuskowata, fot. Agnieszka Krawczyk

 

Lasy wokół Złotowa nie mają przed nią tajemnic. Zdeptała leśne ścieżki pod Kujanem, Śmiardowem, Nowinami. Jeździ pod Krępsko i Brokęcino.

Przez jesień i zimę w lesie bywa w weekendy, bo po pracy jest już ciemno. Wiosną i latem nie ma dnia, żeby nie wybrała się na grzyby. Mówi, że najbardziej lubi las bukowy. Zdecydowanie jest najciekawszy jeśli chodzi o gatunki grzybów, które można w nim znaleźć, choć, jak zastrzega:

 

"Nie ma lasu, do którego nie chodzę." 


Nauka uważności

Zdecydowanie przy grzybobraniu przydaje się telefon z dobrym aparatem fotograficznym. Zwykły aparat jest zazwyczaj ciężki i nieporęczny Po kilku godzinach chodzenia po lesie z koszykiem w ręku, ten ciężar daje się we znaki. Szczególnie, gdy grzybów jest dużo i ciężar do dźwigania wzrasta z każdym krokiem.

 

Aparat w telefonie pozwala na powiększenie obrazu i przyjrzenie się małym grzybom od razu w lesie. Daje też szansę na zrobienie świetnych zdjęć bez konieczności dźwigania dodatkowego sprzętu. Skazą naszych czasów jest słabość widzenia. Mamy popsute oczy przez pracę w zamkniętych pomieszczeniach i przy komputerach.

 

Wodnicha późna, fot. Agnieszka Krawczyk

Wodnicha późna, fot. Agnieszka Krawczyk

Mamy też popsutą uważność patrzenia na świat. Brakuje nam umiejętności bycia tu i teraz. Chodzenie za grzybami tej uważności uczy.

Szczególnie wtedy, gdy człowiek zaczyna się rozglądać za gatunkami, których wcześniej nawet nie zauważał.

 


"Uwielbiam jeść grzyby – mówi Agnieszka - a to wcale nie jest takie oczywiste bo część grzybowych pasjonatów lubi je zbierać, ale już konsumować niekoniecznie."

 

Zbiera przedstawicieli około pięćdziesięciu gatunków – borowika ceglastoporego, wodnichę późną, kępkowca jasnobrązowego, gąsówkę fioletowawą, lakówkę ametystową, pieprznika trąbkowego, lejkowce dęte, kolczaki rudawe. Nazwy urzekają i poruszają wyobraźnię. 

 

Gładysz kruchy - śluzowiec,  fot. Agnieszka Krawczyk

Gładysz kruchy - śluzowiec, fot. Agnieszka Krawczyk

"Jemy także sromotnika smrodliwego czyli czarcie jaja, który na etapie kulistego owocnika jest jadalny, a później, kiedy wyrasta i kształtem zaczyna przypominać męskiego członka, straszliwie śmierdzi. Mimo fatalnej nazwy grzyb ten jest określany jako najbardziej leczniczy w Europie."

 

Tej wiedzy o właściwościach grzybów nabywa się z czasem.

 

"W dawnych czasach to by dziewczyny spalili na stosie za tą wiedzę, którą posiadają." – żartuje Marek Zaleski, grzybowy pasjonat i artysta zajmujący się rzeźbieniem


Grupa na Facebooku

Agnieszka dołączyła do facebookowej grupy „Grzyby, grzybiarze, grzybobranie” założonej przez Beatę Bilską-Zaleską ze Szczecinka.

 

Grupa liczy sobie obecnie 64 tysiące członków.

 

Po jakimś czasie znajomość internetowa przeniosła się do świata realnego i dziewczyny zaczęły razem wyprawiać się na grzyby. Zresztą nie tylko one. Beata organizuje zloty grupowiczów, w których bierze udział po sto i więcej osób. Mają też grupę przyjaciół, z którymi regularnie spotykają się w różnych częściach Polski. Wyprawiają się razem w Bory Tucholskie, nad morze na borowiki wysmukłe nazywane złotakami.

 

Każda okazja do spotkań jest dobra – Dzień Kobiet, Sylwester, urodziny kogoś z członków grzybowej brygady. Pasja pozwoliła im poznać świetnych ludzi. Ba, mówią nawet, że pasja stoi za niektórymi małżeństwami.

Boczniak różowy, fot. Agnieszka Krawczyk

Boczniak różowy, fot. Agnieszka Krawczyk

Beata opowiada, że ma ksywę „Bagienka” po pamiętnej przygodzie w lesie, kiedy to przeskakując przez strumień zapadła się w muł. Najadła się wtedy strachu, bo oczywiście sama wędrowała po lesie i sama musiała się z tego bagienka wygrzebać, ale to nie zniechęciło jej do kolejnych wypraw. Ani to, ani kontuzja kolana. Grzyby się po prostu kocha i już. Uzależniają. I naprawdę są niezwykle piękne.

 

Wszystkie grzyby są jadalne, ale niektóre tylko raz


"Gdyby nasi małżonkowie zeszli z tego świata przez zatrucie grzybami, byłybyśmy głównymi podejrzanymi." – śmieją się podczas dyskusji o grzybach jadalnych tylko raz

 

Trujących grzybów w Polsce naprawdę nie ma dużo. Najgroźniejszy jest muchomor zielonawy, o którym w atlasach piszą, że łatwo jest go pomylić z kanią. Zdaniem dziewczyn łatwiej jest pomylić go z gołąbkami, ale co by nie mówić, co roku ten właśnie muchomor pociąga kilka ofiar śmiertelnych.

 


Płomiennicę zimową można pomylić z maślanką wiązkową, łuskwiaka zmiennego z hełmówką jadowitą, pieprznika jadalnego z lisówką pomarańczową.

 

Dlatego ciągle trzeba się dokształcać, sprawdzać, a w razie wątpliwości pytać tych, którzy o grzybach wiedzą prawie wszystko.

To zastrzeżenie „prawie” jest konieczne, bo jak tłumaczą dziewczyny, oznaczanie grzybów nie jest łatwe, bo niektóre szczegóły z ich budowy można zobaczyć jedynie przez mikroskop. A właśnie te szczegóły decydują o tym, czy grzyb zostanie przypisany do tego, czy innego typu.

Boczniak ostrygowaty, fot. Agnieszka Krawczyk

Boczniak ostrygowaty, fot. Agnieszka Krawczyk

Grzybowa poezja

 

"Moim ulubionym grzybem jest muchomor czerwieniejący. Ma pyszny smak, intensywny, nieporównywalny z żadnym innym grzybowym smakiem." – mówi Agnieszka

 

Zachwyca się śluzowcami, one są po prostu jak z innego świata. Fascynują ją monetki bukowe i ogromne czasznice. Cieszy się jak dziecko, gdy znajdzie piaskowce modrzaki, szyszkówki świerkowe, rozszczepki pospolite, pochwiaki jedwabnikowe.

 

Te nazwy to sama poezja po prostu, a na dodatek w jakich cudownych okolicznościach przyrody!

 

Podczas naszego spaceru w okolicach Górznej, Agnieszka bez trudu znajduje tak zwaną trójcę zimową, czyli płomiennice, uszaki bzowe i boczniaki ostrygowate. Dziewczyny pokazują mi chrząstkoskórnika purpurowego, boczniaka łyżkowatego, gwiazdosza, żylaka promienistego, łycznika ochrowego, drobnoporka modrego, łycznika późnego, trzęsaka pomarańczowożółtego.

 

Czuję, jak otwiera się przede mną świat, o którym nie miałam pojęcia.

fot. Agnieszka Krawczyk

fot. Agnieszka Krawczyk

Słucham z zapartym tchem opowieści o żółciaku siarkowym, który niszczy drzewa, na których rośnie. Słucham o mleczaju chrząstce, który w zasadzie jest niejadalny, szczególnie dla osób o wrażliwych żołądkach, ale można go przecież zakisić.

Słucham o nalewkach z grzybów, o grzybowych rzeźbach których autorem jest Marek, oglądam koszulki z grzybowymi motywami, setki zdjęć grzybów w telefonach.

Jednak przede wszystkim słyszę pasję, która łączy tych troje. Rzucają jakąś nazwę, oczy się rozjaśniają, na twarzach pojawiają uśmiechy. 

 

"A pamiętasz jak tam przy tamtym drzewie… A jak to było jak znalazłaś… A tam się udało to świetne zdjęcie zrobić…" - wymieniają się wspomnieniami

 

Słońce jest coraz niżej, a oni ciągle idą, zaglądają pod kolejne leżące na ziemi gałęzie, bo przecież i tam można różne cuda znaleźć.

Las szumi, słońce prześwieca przez sosnowe gałęzie. Dobrze jest. Pięknie jest.