fot. materiały prasowe

Alternatywne modele zarządzania

„Cały ten proces opiera się na spięciu naszych oczekiwań i ich potrzeb – tego, że oni chcą się bawić, a my próbujemy z tego zrobić teatr” – o powstawaniu spektaklu „Władca much” w Scenie Roboczej z Mateuszem Atmanem, Anetą Groszyńską i Agnieszką Jakimiak rozmawia Agata Wittchen-Barełkowska.

AGATA WITTCHEN-BAREŁKOWSKA: Skąd wziął się pomysł, żeby przenieść na scenę „Władcę much”?

MATEUSZ ATMAN: „Władca much” jest parabolą upadającej demokracji i narodzin władzy autorytarnej, wodzowskiej, opartej na hierarchii i przemocy. W teatrze interesuje mnie napięcie pomiędzy współautorskim, zespołowym charakterem pracy nad spektaklem przy jednoczesnym hierarchicznym modelu teatru skoncentrowanego wokół figury reżysera.

W powieści Williama Goldinga bezludna wyspa wypełniona jest potencjałem budowania, wyobrażania sobie rzeczywistości od nowa i ten potencjał, który zderza się z ludzką materią, wydał mi się podobny do świata teatru.

Interesują mnie różne modele i sposoby tworzenia tego świata. W 2016, wraz z Agnieszką Jakimiak, Danielem Malone i Agatą Siniarską przygotowaliśmy na Kultursymposium w Weimarze performance pt. „Usland”. Potem, pracując w Scenie Roboczej, też w 2016 roku przygotowaliśmy z Agnieszką Jakimiak, Krzyśkiem Kaliskim, Czarkiem Kołodziejem i Jaśminą Polak „Różę” – spektakl muzyczny o Róży Luksemburg. To były dwa pierwsze projekty, przy których pracowaliśmy na alternatywnych modelach zarządzania – praca miała charakter zespołowy i równościowy.

Przy „Władcy much” wpadłem na pomysł, żeby nie pracować całkowicie horyzontalnie. Do pracy zaprosiłem Agnieszkę Jakimiak i Anetę Groszyńską. Pomyślałem, że perspektywy reżyserskie trójki dorosłych będą ciekawsze niż jedna, przy jednoczesnym pozbawieniu projektu jednego reżysera-wodza-lidera. Chciałem też, żeby to zaproszeni chłopacy byli bohaterami naszego spektaklu i w trakcie prób mieli szansę współtworzenia świata scenicznego i mogli wpłynąć na efekt końcowy pracy. „Władca much” Goldinga dostarczył wiele motywów i inspiracji do takiej pracy.

 

Czy te trzy perspektywy, spojrzenia widoczne będą również na scenie? Pracujecie nad tryptykiem?

AGNIESZKA JAKIMIAK: Taki był wyjściowy pomysł i mimo wielu wahań udało się nam wytrwać w tym zamiarze. Każde z nas wybrało trochę inną metodę pracy, trochę inną formę narracyjną. Jednocześnie wszystkim nam przyświeca idea, żeby chłopaków traktować podmiotowo, żeby opowieść należała do nich. Każde z nas dysponuje odrębnym stylem i charakteryzują nas różne podejścia, lecz to nie one miały stać się tematem spektaklu – wątki wynajdywaliśmy wspólnie, razem z chłopakami. Ale nie ma się co oszukiwać: dziewięcioro chłopaków na scenie to żywioł niełatwy do okiełznania. Planujemy trzy dwudziestominutowe części, z których każda ma inną stylistykę, ale opowiada o różnych obliczach tego samego żywiołu.

W spektaklu wystąpią: Piotrek Araszkiewicz, Julian Baranowski, Jasiek Bartosiak, Franek Brojek, Franek Gajtkowski, Kuba Grabowski, Tymek Kamiński, Nikodem Korzyniewski i Bartek Werla

MA: Faktycznie było tak, że koncept trzech części, z którym przyszedłem, stanął w pewnym momencie pod znakiem zapytania. Ograniczony czas pracy, jej warsztatowy charakter i poziom zainteresowania zabawą i generowaniem chaosu wśród chłopaków był tak duży, że pole naszych możliwości wydawało się ograniczone. Ostatecznie jednak udało nam się znaleźć trzy różne języki, trzy jakości artystyczne, które przywróciły sens pracy nad tryptykiem.

 

Lubię obserwować cały proces, w którym troje reżyserów pracuje z jedną grupą – nasze opowieści są różne, ale wzajemnie się dopełniają i rozwijają. Każde z nas interesuje coś trochę innego.

ANETA GROSZYŃSKA: To będzie pewnego rodzaju eksperyment – sprawdzian dla przestrzeni teatru, która dopomina się o strukturę, skupienie i porządek, a tu w jakiejś części oddana zostanie dzieciom. Jaką wyporność ma teatr i widz na chaos?

 

Czytaliście z chłopakami powieść Goldinga?

Aneta Groszyńska: „Ironia tego wydarzenia polega na tym, że chcieliśmy zrobić spektakl z dziećmi i o dzieciach, a tak naprawdę, żeby zrobić z nimi spektakl, musimy jakoś ich zdyscyplinować”.

AJ: Podjęliśmy taką próbę. Część z nich widziała film – mamy fragment w spektaklu, gdzie Franek i Franek opowiadają fabułę krok po kroku. Staraliśmy się czytać z nimi na głos „Władcę much”, ale okazało się, że ten język nie jest tak przystępny, jak nam się wydaje.

MA: Od początku nie chcieliśmy inscenizować „Władcy much”. Pomysł był taki, żeby pracować na motywach powieści. Wykonywaliśmy różne ćwiczenia ruchowe, tekstowe – rozmawialiśmy o strachu, demokracji, o tym, czym jest dla nich polityka, obowiązki, wkraczanie w dorosłość, odpowiedzialność. To była w sumie dziennikarska robota: przygotowywaliśmy pytania, siadaliśmy i zaczynaliśmy dzień od rozmowy. Chłopacy są bardzo otwarci. Bez żadnego obciachu odpowiadają na pytania o sens życia, o to, czym jest zło albo czy człowiek ma duszę. Z naszych rozmów powstało dużo fajnych materiałów, które następnie poddaliśmy teatralnemu opracowaniu.

 

W jaki sposób stworzyliście zespół? Jak spotkaliście chłopaków?

MA: To był open call, każdy mógł się zgłosić, wysyłając krótkie filmiki wideo. Przygotowaliśmy listę ogólnych pytań o szkołę, zainteresowania itp., tak by każdy mógł się zaprezentować, a my sprawdzić, kto jak czuje się, występując przed kamerą. Nie chcieliśmy nikogo odrzucać i robić castingu, ale też nie spodziewaliśmy się tak dużego zainteresowania. Okazało się, że zgłoszenia przesłało ponad 20 osób i ze względów budżetowych, organizacyjnych i czasowych musieliśmy dokonać wyboru uczestników. Ostatecznie są z nami: Piotrek Araszkiewicz, Julian Baranowski, Jasiek Bartosiak, Franek Brojek, Franek Gajtkowski, Kuba Grabowski, Tymek Kamiński, Nikodem Korzyniewski i Bartek Werla.

 

Jak się pracuje z żywiołem dziewięciu nastolatków?

AG: Golding był nauczycielem w szkole i dużą część powieści pisał w oparciu o swoje obserwacje uczniów. W pewnym sensie chłopcy w trakcie naszej pracy powtórzyli schemat z „Władcy much”. Wiązało się to z eskalacją przemocy – oczywiście na mikroskalę – dzieleniem się na grupy, znajdowaniem lidera, szukaniem słabszych, ale też potrzebą nieskrępowanej ekspresji i zabawy.

MA: Chłopaki dużo jedzą i dużo się ruszają, a skupić potrafią się tylko na telefonie) [śmiech]. Poza tym z żywiołem nastolatków pracuje się jak z każdym innym żywiołem. Czasami ta praca przypomina walkę o przetrwanie [śmiech].

 

W książce Goldinga przemoc jest narzędziem budowania wpływów i zdobywania władzy. Pracowaliście z tym tematem?

Mateusz Atman: „Z żywiołem nastolatków pracuje się jak z każdym innym żywiołem. Czasami ta praca przypomina walkę o przetrwanie [śmiech]”

AG: Pytania, które sobie zadawaliśmy na początku – np. jak rozmawiać z nimi o przemocy – zniknęły po pięciu minutach spotkania. Nie oszukujmy się: większość z nich nieustannie korzysta z internetu, gra w gry, które nawet dla mnie są ciężkie do strawienia. Teraz bardzo popularna jest gra, która przewija się też przez nas spektakl, polegająca na tym, że ma się swojego awatara, ląduje się na wyspie i trzeba po prostu zabijać. Oni wszyscy w to grają, wszyscy znają tę grę, rozmawiają o niej cały czas. Można powiedzieć, że szybko straciliśmy złudzenia.

AJ: Ja nie miałam złudzeń. Zawsze uważałam, że książka Goldinga to nie jest fikcja ani parabola, tylko literatura faktu. Czasy podstawówki wspominam jako najmroczniejszy okres mojego życia. Pamiętam, że dzieciaki były brutalne, zawsze polowały na słabszych, wyśmiewały się z biedniejszych, były pozbawione pewnych hamulców. Nikt się nie zastanawiał nad tym, czy kogoś wyzywać, tylko po prostu wyzywał. Nie pamiętam zresztą, żebym w wieku dziesięciu lat poświęcała wiele uwagi moim działaniom i reakcjom – raczej kibicowałam najsilniejszym, strzelałam z liścia bez namysłu i chciałam mieć wszystko natychmiast.

Oczywiście w naszej pracy nie dochodzi do krwawych rękoczynów, ale widzimy, że chłopaki rzadziej ze sobą rozmawiają, niż się przepychają. Z jednej strony dajemy im dużo wolności, i to jest swobodna praca, staramy się przede wszystkim zbierać materiały. Z drugiej strony nie wyobrażam jej sobie bez naszej kontroli, nie wiem, co by się stało, gdyby chłopacy byli pozostawieni sami sobie.

 

Sam tryb rozmowy w grupie często przypomina współczesne programy publicystyczne: każdy każdemu wchodzi w słowo, każdy stara się przekrzyczeć drugiego, nikt nie jest nastawiony na słuchanie innych.

Żeby przejść przez jakiś proces i wykonać z nimi pracę, często dzielę chłopaków na grupy wbrew ich towarzyskim upodobaniom, żeby otworzyli się na komunikację z kimś innym poza najlepszym kumplem.

MA: Przemoc chłopaków nie jest kwestią dobra czy zła. To jest sposób ekspresji, coś bardzo naturalnego i zwykle nie wynika ze złych intencji. Czasem mam wrażenie, że to są młodzi ludzie, którzy jeszcze uczą się mówić, porozumiewać. Mają w sobie bardzo dużo energii, a kłamstwa i przemoc (werbalna i fizyczna) to jedne z niewielu sposobów komunikacji i ekspresji, którymi dysponują – szczególnie w większej grupie, gdy się poznają, badają swoje granice i budują pozycję w grupie.

 

Premiera spektaklu odbędzie się 14 grudnia. Kolejne spektakle będzie można zobaczyć w Scenie Roboczej 15 i 16 grudnia. Jak młodzi twórcy reagują na zbliżającą się konfrontację z publicznością?

AG: Staramy się znaleźć odpowiedź na pytanie: jak opowiedzieć o dzieciach z dziećmi, uwzględniając to, że jednak będzie publiczność. Cudowne w pracy z nimi, ale jednocześnie przerażające jest to, że potrafią sobie wyobrazić, że przyjdą widzowie, a oni powiedzą „nic nie mamy” i będą się świetnie bawić. Nie mają jeszcze poczucia celu, odpowiedzialności. Musimy im to trochę narzucić, bo gdyby mogli, świetnie by się czuli z tym, że przed publicznością mogą robić, co chcą.

 

Ironia tego wydarzenia polega na tym, że chcieliśmy zrobić spektakl z dziećmi i o dzieciach, a tak naprawdę, żeby zrobić z nimi spektakl, musimy jakoś ich zdyscyplinować.

Myślę, że każda z naszych prac w jakiś sposób będzie oparta na napięciu pomiędzy naszą perspektywą a spojrzeniem dziecka. Cały ten proces opiera się na spięciu naszych oczekiwań i ich potrzeb – tego, że oni chcą się bawić, a my próbujemy z tego zrobić teatr.

MATEUSZ ATMAN– reżyser, scenograf, autor video, a także dramaturg, autor tekstów i scenariuszy do wydarzeń teatralnych, choreograficznych, koncertów i sztuk z pogranicza instalacji i performensu. Pracował m.in. z takimi reżyserami jak: Wiktor Rubin, Oliver Frljić, Agnieszka Jakimiak. Jego prace pokazywane były na międzynarodowych festiwalach w Polsce, Chorwacji, Bułgarii i Niemczech.   

AGNIESZKA JAKIMIAK– reżyserka, dramaturg i krytyczka filmowa. Pracuje w teatrach instytucjonalnych i niezależnych ośrodkach. W Scenie Roboczej współtworzyła spektakl „Róża”, ostatnio wyreżyserowała spektakle „Strach zżerać duszę” w Teatrze Powszechnym w Warszawie i „Gala ’68. Wolność to luksus” w Teatrze Nowym w Łodzi. Publikowała w „Didaskaliach”, „Dwutygodniku”, „Res Publice Nowej” i „Kinie”. Jako dramaturg współpracowała m.in. z Weroniką Szczawińską i Oliverem Frljiciem.

ANETA GROSZYŃSKA– absolwentka Wydziału Reżyserii oraz Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie i Akademii Praktyk Teatralnych „Gardzienice”. Reżyserowała m.in. w Teatrze Słowackiego w Krakowie, Teatrze Nowym w Łodzi, Teatrze Powszechnym w Warszawie, Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu i Teatrze Starym w Krakowie. Współpracuje z warszawskim Klubem Komediowym. W 2018 roku wyreżyserowała spektakl „Mesjasze”, który miał premierę podczas Malta Festival Poznań.

 

CZYTAJ TAKŻE: Dobry teatr dla dzieci jest teatrem dla wszystkich. Rozmowa z Izabellą Nowacką
CZYTAJ TAKŻE: Rozgryźć operę. Rozmowa z Danielem Stachułą
CZYTAJ TAKŻE: KONFLIKT POLSKI – część druga („Pan Tadeusz”)