fot. redakcja

Biało-czerwony Król Wichrów

Koncerty Marszałkowskie dla uczczenia odzyskania przez Polskę niepodległości, są okazją do spotkań z muzyką polską. W ubiegłych latach w Operze wykonane były dzieła m.in. Wajnberga i Pendereckiego. W tym roku wysłuchaliśmy baletu F. Nowowiejskiego „Król Wichrów” op. 37, w wersji koncertowej, choć nie zabrakło elementów choreograficznych.

Balet Nowowiejskiego jest dziełem bardzo ciekawym, odznacza się szeroką paletą zastosowanych środków techniki kompozytorskiej i monumentalną formą, całość trwa blisko 100 minut. To muzyka o bardzo gęstej i intensywnej fakturze, wzbogacona oryginalną harmonią, pełna pracy przetworzeniowej, zaskakująco ciekawej instrumentacji, pełna wyzwań technicznych.

Nowowiejski postawił przed wykonawcami bardzo trudne zadanie, aby mu sprostać, należało posiadać dwie zasadnicze cechy – znakomity warsztat instrumentalny oraz czujność i wyobraźnię muzyczną. Zacznijmy od warsztatu. Kompozytor utkał swoje dzieło z mnogości melodycznych motywów, imitacji krążących po wielu głosach orkiestry, trudnych pasaży i pochodów gamowych, które najczęściej grane są w szybkim tempie. Wystarczy jeden dźwięk zagrany nierówno, a cała fraza rozsypie się w drobny mak. Dlatego z zapartym tchem słuchałem kolejnych fioritur i rozmaitych figuracji, które rozbrzmiewały w czasie piątkowego wieczoru.

Muzycy wykonali wspaniałą pracę na bardzo wysokim poziomie. Trzeba być niezwykle uważnym i skupionym, aby się nie potknąć przy tej skali trudności. Głośne brawa należą się całej orkiestrze, natomiast kilka osób bezwzględnie trzeba wymienić z imienia i nazwiska. Świetnie spisała się koncertmistrzyni Sandra Haniszewska, która bardzo czujnie prowadziła grę kwintetu, a oprócz tego sama dała popis wspaniałej techniki skrzypcowej. W jej grze uderzała artykulacyjna precyzja, sposób różnicowania wibrato, a także nienaganna intonacja.

Równie ważni bohaterowie tego wieczoru to flecista Sebastian Łukaszewski i klarnecista Sławomir Heinrychowski, znakomity słuch, wysokiej próby warsztat i złote palce! Należy także wspomnieć o pierwszym oboiście Mariuszu Dziedziniewiczu, który wraz z Sebastianem Łukaszewskim zagrał niewielki, ale jakże urzekający duet z drugiego obrazu, rozbrzmiewający na tle pizzicato kwintetu.

Na oddzielne słowa uznania zasługuje Sebastian Perłowski, nowy dyrygent w Teatrze Wielkim. Artysta wykazał się dużą dbałością o precyzyjne ukazanie najdrobniejszych szczegółów partytury Nowowiejskiego. Niełatwe dzieło pod batutą Perłowskiego miało dużą siłą perswazji i sugestywności.

Muzyka została wzbogacona o wstawki baletowe Karoliny i Mateusza Sierantów, minimalistyczne obrazki taneczne umiejętnie wkomponowano w całość. Najmniej udane były wizualizacje, które miały opowiadać historię baletowego libretta. Problem w tym, że wykorzystywały nieco anachroniczne metody techniki komputerowej, co nie sprawiało dobrego wrażenia I nie wywoływało zamierzonego efektu. Realizacja zdjęć filmowych metodą blue boxu zawsze wywołuje wrażenie sztuczności, tak też było tym razem. Zdecydowanie lepiej scena wyglądała w skromnych biało-czerwonych barwach.

CZYTAJ TAKŻE: Wampir i psuja w teatrze. Rozmowa z Janem Czaplińskim

CZYTAJ TAKŻE: Chopin znów w Antoninie

CZYTAJ TAKŻE: Paul Esswood, „Giulio Cesare in Egitto” i wielka lekcja baroku