fot. Maria Krześlak-Kandziora

Bytyńskie lipy

Szliśmy przez zmierzch, a las był pełen zwierząt. Pachniało łaniami, które przed momentem przeszły na druga stronę ścieżki, zostawiając odbite w miękkiej ziemi znaki racic.

Przy drodze stanął słupka zając. Sarny czujnie nadstawiały uszu i znikały, wtapiały się w mozaikę pni i zarośli. Przez powietrze wibrujące od śpiewu kosa i drozda wędrowaliśmy do matek, pszczelich opiekunek. Szukaliśmy lip.

Lipko, Lipko, daj mi łyko

Z lipy łapcie robił sobie Bartnik Ignat, komiksowy bohater stworzony przez Tomasza Samojlika. Jej łyko nadawało się do tego doskonale. Na ilustracjach dobrze widać, czym drzewo odróżnia się od pozostałych – ma bujne boczne odrosty, klony drzewa-matki. Stara lipa bywa pusta w środku, zapewnia sobie ciągłość trwania licznymi „dziczkami”.

 

Bartnik Ignat mieszkał w Puszczy Białowieskiej i tu zapalił mi się w głowie znak zapytania – lipa w środku lasu?

Wychowałam się w Wielkopolskim Parku Narodowym, na skrawku, gdzie sosna miesza się z dębem. Lipy rosły u sąsiadów, w ogrodach albo wzdłuż dróg. Nigdy nie spotkałam lip w środku lasów. Może źle patrzyłam?

Na ołtarz i stolnicę

Simona Kossak wspomina, że pod lipą Słowianie odbywali sądy i obrzędowe tańce. Biolożka wymienia szaloną liczbę zastosować wszystkiego, co mogła dać ludziom lipa.

 

fot. Maria Krześlak-Kandziora

fot. Maria Krześlak-Kandziora

Z jej drewna powstał ołtarz Wita Stwosza, ale i stolnice, kopyta szewskie, naczynia kuchenne, rodzaj beczek do przechowywania miodu i zboża. Z łyka robiono buty, koce, worki, liny, powrozy, sznury do wieszania bielizny. Kalecząc pień, pozyskiwało się słodkawy sok, łatwo fermentujący.

Lipiec – napój alkoholowy na bazie miodu lipowego, był podobno zdrowy, mocny i przewyższał smakiem wina, które wyparły go, przybywając z zagranicy. Lipowe były kołyski i trumny – wspomina Maria Ziółkowska w „Gawędach o drzewach”. Z łyka podobno robiono liny okrętowe.

Mroczniejsze fakty – powrozami z łyka wiązano chorych na padaczkę, wierząc, że lipa swym łagodnym, leczniczym charakterem pomoże znękanym ciałom i duszom.

Królowa

Anna Bolava, pisząc „W ciemność”, historię kobiety, która odsuwa się od ludzi, zamyka w świecie roślin, lipie daje szczególną moc. Skrzyp, babka, dziewanna, nagietek – wszystko przechodzi przez ręce zielarki, trafia na strych, gdzie schnie i szeleści. Gdy przychodzi czas, Anna rusza po lipę:

 

„Miejscowe lipy należą do mnie. Drzewa przy drodze niech stoją odłogiem, ale te są moje! Znamy się od zawsze, jesteśmy sobie pisane. Wiem, z których gałęzi mogę zrywać, a które lepiej zostawić. Od lat rozróżniam rodzaje kwiatów i już z daleka umiem odgadnąć, jak wyjdą wagowo. Te mniejsze nadają się na nalewki, większe trafiają do skupu.”

 

Najstarsza lipa ma mało kwiatów, ale są wyjątkowe, a samo drzewo, pochylające gałęzie nad strumieniem, Anna nazywa królową.

Bytyńskie brzęki

Prawie potykam się o smardza, trzy kroki dalej coś, co wygląda jak resztki ciekawych grzybków – czarek, może szkarłatnych. Mijamy ścieżkę zwierząt i wiekowego brzęka.

 

fot. Maria Krześlak-Kandziora

fot. Maria Krześlak-Kandziora

Jesteśmy w Bytyńskim Lesie gdzieś pomiędzy rezerwatem „Bytyńskie Brzęki” powstałym w 1959 r. – jego status potwierdzono w 2003 r. – a rezerwatem „Brzęki przy starej Gajówce”.

Brzęk to jarząb brekinia, którego można spotkać również na Kaukazie. Na południe od Bytynia rośnie ich podobno sto trzydzieści osiem. Mogą mieć do dwudziestu ośmiu metrów, kwitną pod koniec wiosny. Trafiamy tu, szukając miejsca na szwędanie się, oddalonego od Poznania nie więcej, niż godzinę drogi. Trochę z przypadku, trochę, bo przyciąga nas nazwa.

Las jest nieduży, ale otoczony polami, na których o zmierzchu spotykamy zające i sarny. Przez środek jeżdżą samochody drogą między Bytyniem a Kunowem. Przyjechaliśmy godzinę przed zachodem słońca, parkujemy na leśnym poboczu i idziemy w gęstniejący między drzewami zmierzch.

Nagle w głębi lasu

Truchleję na przejmujący, dobiegający gdzieś z bardzo bliska klangor żurawi. O tej godzinie i tu, między drzewami, brzmi jak zawodzenie.

Mijamy zawilce, pierwiosnki, zwierzęcą ścieżkę prowadzącą na łąkę i brzęka schowanego za płotem. Jeszcze ścieżka ozłocona podbiałem powoli przekształcającym kwiaty w puchate niełupki.

 

Dwa zakręty dalej stoją one – dwie lipy. Jedna ma potężne odrosty, u drugiej – prawdopodobnie zgryzione przez zwierzęta – tworzą szorstką czuprynę tuż przy ziemi.

Poczochrane znachorki, królowe po przejściach. Gdy wpadliśmy na nie pierwszy raz, spojrzeliśmy z niedowierzaniem na pnie, badaliśmy zawzięcie gołe gałązki, szukając potwierdzenia gatunku. Lipy w lesie nie wydają mi się oczywiste.

Znaleźć lipę

Odrosty wypuściły już pierwsze listki, wrócimy za miesiąc, zobaczyć, ile jest życia w koronach, poczekamy na pszczoły.

Simona Kossak w latach dziewięćdziesiątych w tekstach zebranych w książce „O ziołach i zwierzętach” i Maria Ziółkowska w „Gawędach o drzewach” z końcówki lat osiemdziesiątych wspominają, że lipy rosną w lasach liściastych.

 

Collins, przewodnik dendrologiczny z 2004 roku podaje słowami Owena Johnsona:

 

„Obecnie [lipa] nie występuje już w naturze w wielu krajach”.

 

Na researchgate.net znajduję artykuł Wojciecha Gila i Grzegorza Zajączkowskiego z 2014 r., analizujący obecność lipy w „drzewostanach” zarządzanych przez Lasy Państwowe. Słowu „drzewostan” należy się osobne zdanie. Stan drzew na metr kwadratowy? A może jednak drzewo-stan jak drzewny-kraj? Lipa w takich krajach występuje, choć rzadko jest drzewem dominującym. Kiedy ostatnio spotkaliście królową pszczół na waszych leśnych wyprawach?

Niewidzialne

Przez piaszczystą ścieżkę toczy się oleica fioletowa. Chrząszcz mieni się brokatowym granatem i ciągnie za sobą nieproporcjonalnie duży odwłok. To samiczka. Niebawem zniesie tysiące jajeczek, z których wylęgną się larwy.

 

Lubię mówić, że oleica to skomplikowana osobowość.

Przechodzi kilka stadiów rozwoju. Larwy wspinają się na kwiaty roślin zielnych i czekają na dzikie pszczoły. Z pszczołami lecą do gniazda, tam zjadają pszczele jaja i zajmują ich miejsce. Po kilku wylinkach opuszczają gniazdo, zagrzebują się w ziemi i stamtąd, znów po kilku transformacjach, w końcu wychodzą jako imago – dojrzały owad.

Nazwę zawdzięcza oleistej, żółtej mazi, którą wydziela, gdy poczuje się mocno zagrożona. Maź zawiera kantarydynę – w małej ilości dawny afrodyzjak, w dużej – trucizna. Oleica nie istniałaby bez dzikich pszczół. Wyobrażam sobie, że te same pszczoły zbierają nektar w koronach lip rosnących w środku lasu.

 

fot. Maria Krześlak-Kandziora

fot. Maria Krześlak-Kandziora

Lipy – pszczoły – chrząszcze – niedostrzegalny na pierwszy rzut oka łańcuch zależności. Tak łatwo go przerwać, myślę, gdy w drodze powrotnej mijamy stosy wyciętych, tuż obok rezerwatu, drzew.

 

Biblioteczka:
O oleicy fioletowej czytałam u prof. Stanisława Czachorowskiego na blogu profesorskiegadanie.blogspot.com

Artykuł o stanie lipowym: www.researchgate.net / Występowanie drzewostanów z udziałem lipy drobnolistnej (Tilia cordata Mill.) na terenie zarządzanym przez Lasy Państwowe / autorzy: Wojciech Gil, Grzegorz Zajączkowski

„O ziołach i zwierzętach” Simony Kossak wznowiły Marginesy w 2017 r.

„Gawędy o drzewach Marii Ziółkowskiej wyszły w 1988 r. w Ludowej Spółdzielni Wydawniczej.

„W ciemność” Anny Bolavy wydały Książkowe Klimaty, przetłumaczyła Agata Wróbel.