fot. Mariusz Forecki

Chopin. Pytania i emocje

Chopin i dwójka znakomitych pianistów. Dojrzały, spokojny, ale też żarliwy, Charles Richard Hamelin oraz Georgij Osokins – fascynujący, trudny, powikłany i tajemniczy, który o zawał serca przyprawia purystów muzycznych. Koncert orkiestry Amadeus z laureatami Konkursu Chopinowskiego należał do tych, które pamięta się do końca życia.

Poniedziałkowy koncert Orkiestry Kameralnej Polskiego Radia Amadeus nosił miano nadzwyczajnego. I taki rzeczywiście był, z kilku przynajmniej powodów. Nadzwyczajność polegała na występie – u boku poznańskich kameralistów – laureatów Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina: Charlesa Richarda Hamelina oraz Georgija Osokinsa. Na tym jednak nie koniec nadzwyczajności.

Tak szczelnie wypełnionej po brzegi auli UAM, z pełnymi balkonami oraz słuchaczami siedzącymi na estradzie, dawno już nie widziałem. Publiczności, która tak gorąco, wprost frenetycznie oklaskuje artystów, też dawno nie spotkałem. Chopinowski duch i emocje udzielały się w ostatnim czasie każdemu melomanowi, a poniedziałkowy wieczór spędzony z Amadeusem był jednym z tych, które zapadają w pamięć do końca życia.

Koncert rozpoczął się występem Georgija Osokinsa, który w Konkursie Chopinowskim został zaledwie wyróżniony. Łotewski pianista wykonał Koncert e-moll Fryderyka Chopina. Kto miał do tej pory wątpliwości, mógł się ich definitywnie pozbyć – Osokins nie wychodzi na estradę, aby zachwycić publiczność piękną grą, przynajmniej w powszechnym tego słowa znaczeniu. Ponad walory estetyczne, pianista stawia względy intelektualne, przejawiające się w zupełnie rewolucyjnym podejściu do Chopinowskiego tekstu. Stawia tym samym pytania nie tylko sobie, ale i słuchaczom. Czym jest interpretacja? Czy przestrzeganie jej kanonu jest czymś wystarczającym do stworzenia najwyższych przeżyć artystycznych? Wreszcie – czy muzyka ma pieścić zmysły, czy też skłaniać do intelektualnej szermierki? Kim jest artysta? Maskotką, słuchającej go publiczności, czy też stymulatorem i kreatorem myśli?

 

Osokins zaprasza publiczność do niełatwej podróży wyboistą i trudną drogą w głąb swojej duszy.

Co ciekawe, jeśli przyjmiemy to zaproszenie, nikt nie gwarantuje, że podróż przyniesie nam poznawczy pożytek. Aby uchwycić istotę gry Łotysza, należy w sposób szczególnie czuły nastawić swój radar. Jest to bowiem osobowość z jednej strony ogromnie ciekawa, z drugiej trudna, powikłana i tajemnicza. Podstawowe problemy ze zrozumieniem koncepcji gry i budowanej przez Osokinsa dramaturgii polegają na jego niejednoznaczności, a może i po części na przewrotnej naturze. Wszelkie opinie, że pianista nie rozumie zamysłów muzyki Chopina, należy włożyć między bajki. Rzecz się ma wręcz odwrotnie.

Osokins wyraźnie wyczuwa to, co większość z nas nazwałaby tradycją chopinowskich wykonań, udowodnił to nie raz. Na przykład podczas poniedziałkowego wykonania Koncertu e-moll –  zwłaszcza w jego drugą część włożył wiele uczucia. Piękne legato i cantabile, zrównoważone i czytelne prowadzenie frazy, szlachetna perlistość – świadczą o znakomitym wyczuciu stylu Chopina. Dlaczego jednak Osokins nie idzie drogą, którą podąża większość pianistów? Dlaczego tak często wprowadza zaburzenia rytmu i metrum? Dlaczego stosuje nieoczekiwane zawieszenia dźwięku, dlaczego jego pedalizacja jest niemalże perkusyjna i agresywna?

Dyrygująca Anna Duczmal-Mróz, fot. Mariusz Forecki

Nie ma prostych odpowiedzi na te pytania. Sądzę, że Georgij Osokins widzi w Chopinie znacznie więcej i usiłuje to wydobyć. Być może robi to niezgrabnie, wpada w spiralę własnych pomysłów i pytań, na które sam nie znajduje odpowiedzi. Jedno jest pewne, nie jest to kuglarz, który tanim dowcipem pragnie zaskoczyć publiczność. To artysta wysokiej próby, który staje przed publicznością z całą paletą pytań, a, jak powiadał Dariusz Czaja, wybitny polski badacz współczesnej kultury:

 

„Kto przychodzi bez własnych pytań, recytuje jedynie po raz kolejny interpretowany tekst, kto zadaje własne pytania i umie słuchać, nie ma co prawda nadziei na poznawczą pewność, ale może być przynajmniej pewnym, że nie obcuje z trupem”.

Jak się okazało, wszystkie moje podejrzenia okazały się słuszne. Prawdziwa scena miłosna pianisty z fortepianem, rozegrała się w czasie bisów, do których zachęciła artystę oklaskująca go na stojąco publiczność. Najpierw zabrzmiał Polonez As-dur op. 53, jeden z najtrudniejszych i najbardziej wymagających polonezów, napisanych przez Chopina. Dla purystów muzycznych, była to pewnie interpretacja nie do przyjęcia! Ale to właśnie w tym utworze Osokins pokazał swoje wnętrze, dramatyczne, pełne sprzecznych nastrojów na granicy operowej histerii.

Georgij Osokins, fot. Mariusz Forecki

Osokins bowiem nie gra, on opowiada, być może krzyczy. Jego interpretacja nie była spontaniczna, tylko zaplanowana w najdrobniejszych szczegółach. Można tego rodzaju ekspresji nie akceptować, ale nie można przejść obok niej obojętnie.
Jedna tylko rzecz wydaje mi się trudna do przełknięcia. O ile rozumiem, że artysta pragnie jak najwięcej opowiedzieć o sobie, o tyle musi pamiętać, że jeżeli gra z orkiestrą, powinien jej także dać szansę wypowiedzi. Tymczasem Osokins nie jest czujnym partnerem, co może obracać się przeciwko niemu. Z ogromnym szacunkiem myślę o orkiestrze Amadeus i dyrygującej Agnieszce Duczmal, którym w wielu momentach nie było łatwo.

Po przerwie batutę dyrygencką przejęła Anna Duczmal-Mróz, a przy fortepianie zasiadł laureat drugiej nagrody, Charles Richard Hamelin. To artysta o zupełnie odmiennej wrażliwości, dlatego też wszelkie porównania byłby śmieszne i nie na miejscu.

 

Hamelin ujmuje swoją dojrzałością i spokojem, choć nie brak mu wigoru i iskier pod palcami.

Charles Richard Hamelin, fot. Mariusz Forecki

W interpretacji Koncertu f-moll pianista połączył dwa żywioły, namiętność wirtuoza o fenomenalnej technice, co objawiło się z wielką mocą w przetworzeniu allegra sonatowego. Drugim komponentem tej fascynującej, pełnej romantycznego nastroju interpretacji, była żarliwość i pełen szlachetnej krągłości dźwięk, którym Kanadyjczyk zaczarował publiczność w zmysłowym Larghetto, przywołując pełne erotycznego uniesienia nastroje. Podobnie jak pierwszy z solistów wieczoru, Hamelin został nagrodzony owacjami na stojąco, za co odwdzięczył się dwoma bisami mazurków z opusu 30.

Oddzielne słowa uznania należą się dyrygentce Annie Duczmal-Mróz, która stworzyła wyrazisty i pełen żywych kolorów obraz orkiestry.

 

CZYTAJ TAKŻE: Akademia Gitary 2018: Wsłuchać się w siebie

CZYTAJ TAKŻE: Dobre powroty i nowe wyzwania. Festiwal „Pamiętajmy o Osieckiej”

CZYTAJ TAKŻE: Nie interesuje mnie narracja mistrzowska, lecz ludzka. Rozmowa z Mithu Sen