fot. Marta Buczkowska

CYRYL

O dokumentach i fotograficznych archiwach, świadczących o społecznym życiu miasta, z Danutą Książkiewicz-Bartkowiak, szefową Wirtualnego Muzeum Historii Poznania CYRYL – rozmawia Michał Sita.

Michał Sita: Pierwszy pomysł na stworzenie CYRYLA pojawił się 10 lat temu. Jak wyglądały początki?

Danuta Książkiewicz-Bartkowiak: W 2010 roku pojawił się w Wydawnictwie Miejskim fotograf Stanisław Wiktor z tekturową walizką pełną negatywów. Przekazał mi cały swój dorobek, zdjęcia z kilkudziesięciu lat pracy w prasie. Na początku nie miałam pojęcia, jak się do tego zabrać, co z tym zrobić. I to był pierwszy impuls do powstania CYRYLA. Zresztą do dzisiaj kolekcja tych fotografii pozostaje jedną z ważniejszych części cyrylowego archiwum. Każdy post ze zdjęciami Stanisława Wiktora na naszym profilu fejsbukowym staje się z miejsca hitem z 5 tysiącami wyświetleń.

 

Kolejnym impulsem była wizyta Marcina Kęszyckiego z kasetami VHS Teatru Ósmego Dnia. Trafiły do nas i należało zastanowić się nad ich digitalizacją i udostępnieniem. Wtedy na horyzoncie pojawił się program Kultura+ Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, dzięki któremu moglibyśmy zdigitalizować nie tylko fotografie Wiktora i archiwum Ósemek, ale i kolekcje innych poznańskich instytucji kultury. Stworzyliśmy konsorcjum tego typu podmiotów, złożyliśmy wniosek, dostaliśmy dofinansowanie, kupiliśmy sprzęt, zatrudniliśmy ludzi i zaczęliśmy skanować, a wkrótce uruchomiliśmy portal i rozpoczęliśmy publikację zdigitalizowanych zbiorów.

 

Działamy na zasadzie barteru. Digitalizujemy archiwa poznańskich instytucji za darmo, jednocześnie zyskując możliwość publikowania i szerokiego udostępniania ich treści. Dlatego szybko zyskaliśmy nowych partnerów. To np. szkoły, Targi Poznańskie, Izba Rzemieślnicza, PAN, PTPN, Społem, Spółdzielnia Mieszkaniowa Osiedle Młodych…

Zaczęły zgłaszać się stowarzyszenia, firmy, osoby prywatne. Współpracujemy z miejskim konserwatorem zabytków – tam interesuje nas niewielkie pomieszczenie z dziesiątkami szuflad pełnych kart inwentarzowych, tysiące obiektów. Zaczęliśmy digitalizację od dokumentacji Śródki, Chwaliszewa, Starego Rynku. Być może w marcu uda nam się udostępnić pierwsze fotografie Jeżyc. Dzięki nam dostęp do tych materiałów staje się nieporównywalnie łatwiejszy niż w ciasnym pomieszczeniu konserwatora, gdzie nie ma nawet warunków do prowadzenia kwerendy.

 

Druga ważna kolekcja to należące do Wydziału Urbanistyki i Architektury dokumenty związane z powojenną odbudową Poznania. To z pozoru nie są hity. Nudne pisma, wykresy, kalkulacje, szacunki szkód. Ale poukrywane są w nich często tragiczne ludzkie historie: proces powojennego wywłaszczania domów na Starym Rynku, dramaty ludzi niewpuszczanych do własnych mieszkań i rozpaczliwe listy, jakie pisali do władz miasta. Odpowiedzi oficjeli, suche stwierdzenia, że dzieje się to wszystko w imię wyższego dobra. Smutne efekty upaństwowienia właśnie w tych dokumentach odcisnęły swój ślad.

 

CYRYL, Maciej Męczyński w czasie opracowywania materiałów archiwalnych, fot. Marta Buczkowska

CYRYL, Maciej Męczyński w czasie opracowywania materiałów archiwalnych, fot. Marta Buczkowska

MS: Ale archiwa instytucji zamknięte w określonych ramach, uporządkowane wedle urzędniczego klucza – to nie wszystko. Ostatnie 10 lat to okres, w którym w powszechnej świadomości zaczęło funkcjonować coś takiego, jak archiwum społeczne, a definicja tego, co uważamy za wartościowy materiał historyczny, zaczęła się przesuwać. Opowieści rodzinne zdające relację z życia w mieście w określonym momencie, mniej oczywiste obiekty, zapisy historii prywatnych – dopiero niedawno zaczęliśmy metodycznie zachowywać. Co z tej sfery zaczęło przenikać do archiwum CYRYLA?

DKB: Masz rację, prywatne szuflady czy historie mówione jeszcze niedawno praktycznie nie istniały w świadomości archiwistów. Może tylko etnografowie nagrywali gwarę czy rejestrowali stroje gdzieś na prowincji, ale rozmowa ze zwykłym mieszkańcem miasta, który tyle tylko ma do powiedzenia, że pamięta II wojnę światową, nikogo w zasadzie nie interesowała.

 

Dopiero teraz, kiedy oddalamy się od tych przełomowych wydarzeń historycznych, nie tylko wojny, ale i zmian lat 80.,  zapisy życia codziennego zaczynają nabierać wagi. Obrazy, głosy, opowieści, relacje stają się wartościowe.

Nastąpił taki moment w historii CYRYLA, gdy publikując materiały instytucjonalne, zaczęliśmy być rozpoznawalni. Upublicznialiśmy duże kolekcje, odbijało się to w prasie, a portal stawał się popularny. Zaczęli się więc pojawiać u nas różni ludzie z pytaniem, czy ich własne zbiory są dla nas interesujące. A są interesujące. Archiwa społeczne – to co wydobywa się z tych szuflad – są rzeczywiście całkiem inne niż te oficjalne materiały Wydziału Architektury albo konserwatora zabytków. Tamte dotyczą raczej tła, miejskiej infrastruktury, a archiwalia społeczne opisują ludzi z prywatnej perspektywy.

Negatywy Stanisława Wiktora w zbiorach CYRYLA, fot. Marta Buczkowska.

Negatywy Stanisława Wiktora w zbiorach CYRYLA, fot. Marta Buczkowska.

Janisław Osięgłowski przekazał nam archiwum związane z wielkopolskimi sekcjami pływackimi, kapitalne zdjęcia z maratonu na Warcie, sportowcy zdobywający medale na mistrzostwach Polski. Relacja świadcząca o społecznym życiu miasta. Ostatnio pojawiło się u nas 10 albumów związanych z historią Klubu Łuczniczego Surma, fotografie fenomenalne, konsekwentnie opisujące poznańskie łucznictwo od 1945 roku. A to tylko dwa przykłady.

 

Publikujemy albumy ze zdjęciami ludzi całkiem nieznanych, występujących jednak w określonych okolicznościach, na konkretnym tle, w określonym kontekście. Pojawia się na nich np. fragment jakiegoś nieistniejącego już budynku albo wnętrze mieszkania z lat trzydziestych, które dla badacza życia codziennego tego okresu jest niebagatelną sprawą.

Makatka, serwetka, zegar zaczynają mieć swoją wartość. Każdy tego rodzaju nieznany wizerunek wnosi coś nowego, wypełniając białe plamy w historii miasta. A te białe plamy to cały obszar życia społecznego, który dla  instytucji archiwizujących dokumenty nie był interesujący.

 

MS: Codzienną historię miasta niełatwo zauważyć.

DKB: Jeszcze kilkadziesiąt lat temu, gdyby zapytać o miasto, to okazałoby się, że miasto to architektura, ulice, parki i… ludzie. Dziś odwracamy tę kolejność. Zyskujemy świadomość, że miasto to przede wszystkim ludzie. To oni budują ulice i domy, oni je zasiedlają.

Miasto spokojnie mogłoby funkcjonować bez części infrastruktury, ale bez ludzi jest to niemożliwe. W pewnym momencie stało się po prostu oczywiste, że historię miasta trzeba opowiadać poprzez toczące się w nim życie.

CYRYL, materiały archiwalne w siedzibie Cyfrowego Muzeum Miasta Poznania, fot. Marta Buczkowska.

CYRYL, materiały archiwalne w siedzibie Cyfrowego Muzeum Miasta Poznania, fot. Marta Buczkowska.

 

Poza archiwami instytucji i archiwami prywatnymi jest jeszcze trzeci rodzaj obiektów, dla którego nie mam jak dotąd dobrej nazwy. To relacje o takiej właśnie codziennej rzeczywistości określające jej szerszy kontekst. Dorobek fotografów – relacje o codzienności dokumentowanej na bieżąco, konsekwentnie, metodycznie.

Ten rodzaj materiałów to zdjęcia Stanisława Wiktora i jego spojrzenie na lata siedemdziesiąte z perspektywy fotoreportera gazety codziennej. To kilkaset negatywów z lat osiemdziesiątych Jerzego Miecznikowskiego. To Grażyna Wyszomirska, fotografka teatralna, i jej relacje z życia poznańskich scen. W tej kategorii znajdzie się wkrótce archiwum po zmarłym niedawno Andrzeju Szoździe zakupione przez Fundację Rozwoju Miasta Poznania. Pięć pudeł wielkości kartonów od średniego odkurzacza, w których kłębią się rolki negatywów. Opracowując takie materiały po latach, można w nich dostrzec coś więcej niż tylko reporterską fotografię codzienną.

 

MS: Takie fotograficzne archiwa wymagają interpretacji. By opowiedziały o swoich czasach coś więcej poza kontekstem, w jakim pierwotnie funkcjonowały, potrzebują zewnętrznej ingerencji. CYRYL stara się taką interpretację prowadzić?

DKB: To, o czym mówisz, wykracza poza nasze zadanie. Prezentujemy archiwalne materiały w możliwie szerokim spektrum. Zdobywamy je, digitalizujemy i publikujemy. Wyciągamy z czeluści ludzkich szaf, do których żaden kurator nie dotarłby samodzielnie. I zostawiamy pole do interpretacji, jakiej może dokonać użytkownik CYRYLA. Praca, jaką wykonujemy na tym polu jest skromniejsza. Ogranicza się raczej do

CYRYL_105_0_0_5_0012. Stefania Daniela Cholewczyńska-Derwich tańczy z grafikiem Aleksandrem Krakowskim w budynku Prasy przy ul. Grunwaldzkiej 19, fot. Grażyna Wyszomirska, z kolekcji „Bohema lat 50. XX wieku | Archiwum Stefanii Danieli Cholewczyńskiej-Derwich”.

CYRYL_105_0_0_5_0012. Stefania Daniela Cholewczyńska-Derwich tańczy z grafikiem Aleksandrem Krakowskim w budynku Prasy przy ul. Grunwaldzkiej 19, fot. Grażyna Wyszomirska, z kolekcji „Bohema lat 50. XX wieku | Archiwum Stefanii Danieli Cholewczyńskiej-Derwich”.

tworzenia kolekcji. Dokonujemy wstępnego podziału na dzielnice, epoki, wydarzenia, autorów. W ten sposób porządkujemy materiały. Dodajemy do takich kolekcji opisy, jak w muzeum, kontekstualizując nasze zbiory. „Imprezy dla dzieci 1970–1989 według PSS Społem”, „Warta 1955–2005”, „Park Sołacki 1913–1956” – to są niewielkie historyczne opracowania, rzeczowe i kompetentnie skomentowane.

 

Dalszą interpretację zostawiamy tym, którzy chcieliby we współpracy z nami pogłębić wybrane historie. Tak stało się ze zdjęciami Stanisława Wiktora, jakie w narracji Marty Buczkowskiej i Mateusza Kiszki stały się czymś więcej niż prasowym zapisem zdarzeń z lat 70. Wybór, decyzje, emocje tego opracowania podkreśliły nieoczywisty wymiar zdjęć, które stały się dzięki temu komentarzem do rzeczywistości, a nie tylko dokumentem swoich czasów.

Naszym zadaniem jest stworzyć warunki do tego, by dało się dostrzec tego rodzaju nieoczywiste znaczenia, by historyczne materiały funkcjonowały w publicznie dostępnej przestrzeni i dawały się interpretować. Mimo że narzędzia, jakimi dysponujemy, mają swoje ograniczenia. Po 7 latach obecności w sieci możliwości CYRYLA po prostu się zestarzały. I to jest poważny problem dla kogoś, kto chciałby uporządkować nasze materiały wedle własnego klucza, prowadząc na przykład badania. My z kolei chcielibyśmy jednocześnie prezentować obiekty i proponować równolegle nasze interpretacje, bardziej ogólne opowieści przecinające kilka zbiorów, łączące archiwalia z różnych zestawów. Takie połączenie funkcji narracyjnej z archiwalną jest możliwe, podobnie jak ulepszenie narzędzi wyszukiwania, ale wymaga przebudowania i odświeżenia całego CYRYLA. I to będzie, mam nadzieję, kolejnym dużym krokiem w jego rozwoju.

 

 

 

Danuta Książkiewicz-Bartkowiak – pomysłodawczyni i szefowa Wirtualnego Muzeum Historii Poznania CYRYL (cyryl.poznan.pl), polonistka, ukończyła podyplomowe studium zarządzania finansami na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Dziennikarka, redaktorka, współpracowała z „Gazetą Wyborczą”, od 1995 do 2015 roku sekretarz redakcji „Kroniki Miasta Poznania”. Autorka albumów o Poznaniu („Ortaliony, neony, syfony. Poznań w latach 60. XX wieku i Bony, dzwony, betony. Poznań w latach 70. XX wieku” (z M. Mrugalską-Banaszak, „Miasto z wizją. Poznań w dwudziestoleciu międzywojennym” (z J. Skuteckim), „Poznań. Widoki  i detale” (z P. Skórnickim), teki z planami Poznania, kilkudziesięciu artykułów zamieszczonych na łamach KMP, wywiadów i reportaży, m.in. w „Gazecie Wyborczej” i miesięczniku IKS, oraz reportażu multimedialnego „Czerwiec 56”. Kuratorka kilkunastu wystaw plenerowych. Żegluje, gra w brydża, kocha kino, teatr i podróże (źródło notki biograficznej: CYRYL).