fot. Zdzisław Siwik

“Czarny krokodyl” w lasach Wielkopolski

O radości ze wspólnego muzykowania, o tym, jak doświadczają muzyki osoby niesłyszące, o leśnych warsztatach, koncertach i o realizowaniu życiowej pasji, którą można zarażać innych – mówi Joanna Gogulska, stypendystka Marszałka Województwa Wielkopolskiego.

BARBARA KOWALEWSKA: Jak zaczęła się pani przygoda z muzyką? Jacy ludzie, czy wydarzenia wpłynęły na to, kim pani jest dzisiaj?

JOANNA GOGULSKA: Kiedy byłam małą dziewczynką, tato często zabierał mnie na próby lokalnego zespołu działającego przy zakładowym Klubie Miranda w moim rodzinnym Turku, w którym grał na gitarze basowej. Pamiętam dokładnie, jak stawałam blisko fortepianu, na którym pięknie grywał pan Janusz Kaźmierczak.

 

W przerwach zespół prowadził żywe dyskusje w oparach dymu i przy czarnej kawie w szklankach z metalowymi koszyczkami, a ja wtedy mogłam zanurzyć się w świat czarno-białych klawiszy. Już wtedy czułam, że ten „czarny krokodyl” zostanie na zawsze moim przyjacielem.

Później, już w szkole podstawowej, równolegle uczęszczałam do szkoły muzycznej do klasy skrzypiec i fortepianu, ale najbardziej lubiłam zajęcia z panem Janem Urbanem, który prowadził szkolny chór. Był niezwykle wymagający, wszyscy się go baliśmy, jednak dla mnie był wzorem. Nie mogłam oderwać wzroku od jego dyrygenckich gestów, które były bardzo plastyczne, zamaszyste i emocjonalne. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że wiele lat później ukończę Akademię Muzyczną na wydziale dyrygentury chóralnej.

 

B.K.: Z kim pani pracuje w ramach swojej Akademii Wokalno-Scenicznej?

J.G.: Akademia działa od pięciu lat. W okresie jesienno-zimowym pracuję indywidualnie z dziećmi i nastolatkami w domowym Studiu 13 nad emisją głosu, oddechem, dykcją oraz interpretacją.

 

Natomiast w okresie wiosenno-letnim przenosimy się na Stację KulTura w Lasach Tura, gdzie na łonie przyrody łatwiej się relaksujemy, a wówczas puszczają wszelkie blokady, gdyż takie otoczenie zbawiennie wpływa na stan ducha i edukacyjny rozwój.

Wiosną, na zamknięcie naszej rocznej pracy, staram się zorganizować we własnym zakresie leśny koncert plenerowy dla rodzin i przyjaciół moich uczniów. Jeśli chodzi o grupy, to obecnie pracuję z zespołem TuliBabki z Tuliszkowa oraz Grupą GołBREAK z Gołuchowa, z którymi również koncertuję, by skonfrontować rezultaty naszej pracy ze słuchaczami.

 

B.K.: Czym jest dla pani uczenie innych? Co jest ważne w takiej pracy?

Joanna Gogulska, fot. Marika Sypniewska

Joanna Gogulska, fot. Marika Sypniewska

J.G.: Przede wszystkim trzeba kochać swoją pracę. Uwielbiam pracować z ludźmi niezależnie od wieku. Jestem osobą spontaniczną, z poczuciem humoru, staram się nie zabić w sobie dziecka, chociaż wymagam też od swoich uczniów dużego zaangażowania. Poważnie traktuję swoją misję kulturotwórczą, bo najważniejsza jest chęć zarażania pasją do muzyki, która zawsze powinna iść w parze z wrażliwością.

 

B.K.: Czy celem warsztatów wokalnych jest kształcenie przyszłych śpiewaków, rozrywka czy jeszcze coś innego?

J.G.: Celem moich warsztatów jest przede wszystkim integracja lokalnego środowiska, któremu bliska jest muzyka i śpiew. Najważniejsze, by pokazać im, że ograniczenia wiekowe nie muszą stanowić przeszkody w realizowaniu życiowej pasji. Rozwój umiejętności wokalnych to jedno, ale najważniejsze to być razem w radości ze wspólnego tworzenia. I razem w kojących dźwiękach, które leczą nasze dusze w tym pędzącym świecie.

 

B.K.: Skąd pomysł wykorzystania języka migowego w muzykowaniu?

J.G.: W 2004 roku moja muzyczna bratnia dusza, Justyna Majkowska, namówiła mnie na wspólne integracyjne wakacje na Bornholmie z grupą osób niesłyszących. To było niesamowite doświadczenie. Miałam wówczas z sobą skrzypce, wieczorami zbieraliśmy się przy ognisku, by muzykować z grupą osób niesłyszących. Jedna z dziewcząt podeszła blisko mnie i w trakcie gry dotykała instrumentu, a później poprosiła, czy sama może spróbować zagrać. Dostrzegłam na jej twarzy niesamowitą radość, a na rękach pojawiła się gęsia skórka. Zrozumiałam wtedy, że osoby niesłyszące są zdolne do doświadczania muzyki i zdałam sobie sprawę, że ciało człowieka niesłyszącego przewodzi fale wibracyjno-akustyczne.

 

Ten moment był dla mnie inspiracją do zrobienia czegoś wyjątkowego na rzecz tych ludzi. W ten sposób zrodził się projekt „Śpiewające Dłonie”, z myślą o widzu i – nie boję się tego określenia – o głuchoniemym słuchaczu.

Pracowałam wówczas w Liceum Ogólnokształcącym w Turku, gdzie od 2001 roku prowadziłam młodzieżowy chór Viribus Unitis i właśnie z nimi rozpoczęłam pracę nad tym projektem. Poprosiłam dwóch tłumaczy języka migowego, aby pomogli młodzieży nauczyć się tłumaczyć słowa utworów na język gestów. Nie było to łatwe – śpiewać wielogłosowo przy jednoczesnym miganiu. Projekt ten rozpoczął się od gościnnego wykonania przez chór jednego z utworów Renaty Przemyk pt. „Kochana” podczas koncertu artystki w Turku.

 

B.K.: Jak to się dalej rozwijało?

Później była przygoda z Kasią Nosowską na Festiwalu w Jarocinie i z Marysią Sadowską podczas konińskich Jazzonalii. Chór Viribus Unitis to piękny rozdział w moim życiu. Po odejściu z liceum rozpoczęłam niezależną współpracę z młodymi, uzdolnionymi wokalistami z regionu w ramach projektu Viribus Organum stworzonego również z myślą o osobach niesłyszących.

Bazowaliśmy na niezwykle wartościowych tekstach Grzegorza Ciechowskiego z muzyką zespołu Republika w moich szalonych aranżacjach. Przy tym projekcie niezwykle cenię sobie współpracę ze Sławomirem Ciesielskim, perkusistą legendarnego zespołu Republika. Dziś wiem, że projekt dla osób niesłyszących był wartościowym doświadczeniem, bardzo chciałabym dać mu drugie życie i wznowić pracę nad nim.

B.K.: Najnowsze pani propozycje warsztatowe wiążą się z muzykoterapią. Pracuje pani w jakimś określonym nurcie czy to autorska metoda?

J.G.: Nie jestem dyplomowanym muzykoterapeutą, prowadzę warsztaty muzyczne z elementami muzykoterapii i relaksacją. Ten pomysł pracy z niepełnosprawnymi przyszedł bardzo naturalnie, być może dlatego, że wychowywałam się z niepełnosprawną siostrą, która miała rozszczep kręgosłupa, i los tych ludzi nigdy nie był mi obojętny.

Kilka lat temu prowadziłam warsztaty bębniarskie z osobami niesłyszącymi przy udziale chóru. W tym samym czasie realizowałam wspomniany wcześniej projekt „Śpiewające Dłonie”. Powstał o tych działaniach film dokumentalny „Skoro serce słyszy” zrealizowany przez studentów łódzkiej filmówki.

<

W moim regionie, w powiecie tureckim, istnieją ośrodki dla osób niepełnosprawnych, chociażby Środowiskowy Dom Samopomocy w Żeronicach oraz w Młodzianowie, do których uwielbiamy jeździć z mężem. Bierzemy sprzęt: instrument klawiszowy, mikrofony i tam wspólnie śpiewamy, tańczymy.

 

Nigdy wcześniej nie odczuwałam takiej radości z muzykowania. Jeśli nawet „nie stroi”, a słowa wyśpiewywane przez mieszkańców ośrodka są nie do końca zrozumiałe, zupełnie mi to nie przeszkadza, ponieważ energia podczas tych warsztatów jest nie do opisania, wibracja tych ludzi, empatia, wzruszenie…

To dla mnie samej terapia, czuję się wtedy wolna, czuję, że żyję. Jest w tym magia i moc, spotkania z nimi są dla mnie jak Boże Narodzenie.

 

B.K.: Liczba podejmowanych przez panią inicjatyw jest imponująca. Co panią motywuje?

J.G.: Co mnie napędza? To, że czuję się potrzebna, że mogę działać z innymi i dla innych, że mogę tworzyć, śpiewać, dzielić się sobą i swoją wiedzą.

Trzeba iść do przodu, nie oglądając się za siebie. Kiedyś usłyszałam takie piękne stwierdzenie: „nie chodzi o to, co daje ci świat, lecz o to, co ty wnosisz do świata”. Warto się tego w życiu trzymać.

 

B.K.: Jakie działania podjęła pani w ramach stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego?

Joanna Gogulska, fot. Aneta Wawrzoła

Joanna Gogulska, fot. Aneta Wawrzoła

J.G.: Stypendium pozwoliło na zakup pianina cyfrowego dla zespołu, z którym pracuję warsztatowo i koncertowo – Grupy GołBREAK z Gołuchowa, która może rozwijać swój warsztat wokalny również dzięki wsparciu Gminy Gołuchów oraz Gołuchowskiego Centrum Kultury „Zamek”.

Pięć lat temu spotykaliśmy się na warsztatach w kilkuosobowej grupie, dziś rozrosła się ona do 25 osób. Warsztaty odbywają się cyklicznie, raz w miesiącu, w weekend.

 

Uwielbiam te spotkania, czuję w tej grupie ogromny potencjał. Jak pracujemy, to pracujemy – wszyscy są skupieni, łakną muzy, to ich rozwija i nakręca do działania.

Zresztą, w tym miejscu nadal odczuwa się energię Izabeli Czartoryskiej, być może dlatego, że ta niezwykle światła kobieta ceniła kulturę i sztukę na najwyższym poziomie.

Jest jeszcze w moim sercu miejsce na pracę, jak ja to nazywam „szczypacjelną”, a zarazem polską prostotę, która ma znamiona ludowizny. Mam tu na myśli zespół TuliBabki z Tuliszkowa, który założyłam i prowadzę od 10 lat. Sześć kobiet – sześć silnych osobowości, ja jako siódma – i tak „rżniemy z przytupem”.

 

B.K.: Najbliższe pomysły, plany, projekty?

J.G.: Obecnie pracuję nad własnymi kompozycjami z bardzo utalentowaną aktorką i wokalistką – Ewą Łukasiewicz z Teatru Szwalnia w Łodzi. Ten obszar moich działań potrzebuje czasu, ponieważ sztuka nie lubi pośpiechu. Rozdział kompozytorski jest dla mnie chyba najbardziej wymagającą dziedziną.

Miałam w swoim życiu kilka romansów z muzyką do spektakli. Były to „Dziady” Mickiewicza (2004) w reżyserii Sebastiana Grześkiewicza, plenerowe „Balladyna” Słowackiego i „Lilije” Mickiewicza (2014), oba spektakle w reżyserii Marcina Trzęsowskiego i Małgorzaty Kałędkiewicz, oraz dwa spektakle z 2017 roku: „5 × 5 Co to jest dom” według koncepcji Ewy Łukasiewicz, Katarzyny Skręt i Patrycji Terciak dla Teatru Szwalnia w Łodzi oraz „Głosy Szkła” w wykonaniu Teatru Brzozaki i w reżyserii Ewy Łukasiewicz.

A jeśli chodzi o moje najgłębsze marzenie, to chciałabym w przyszłości stworzyć Chór Polskiego Rocka z miłośnikami tego gatunku muzyki.

 

JOANNA GOGULSKA – absolwentka Akademii Muzycznej w Poznaniu na wydziale dyrygentury chóralnej, pedagog, kompozytor, aranżer. Od 2006 r. wraz z chórem Viribus Unitis oraz Viribus Organum  realizowała autorski projekt „Śpiewające Dłonie” z elementami języka migowego. Prowadzi  warsztaty i podejmuje przedsięwzięcia kulturalne dla różnych środowisk. Laureatka wielu nagród, m.in.: I Nagroda w Konkursie Kompozytorskim Instytutu Pedagogiczno-Artystycznego w Kaliszu przy UAM w Poznaniu, II Nagroda podczas II Ogólnopolskich Prezentacji Muzycznych ze Stanisławem Soyką w Stargardzie Szczecińskim w 2002 roku, Nagroda Centrum Kultury i Sztuki w Koninie „KARIATYDA NOVA 2006”, „Srebrny Mikrofon”, nagroda Radia „Merkury” w Poznaniu w 2007 roku, I Nagroda dla duetu „Panny z Turku” podczas 44 Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie w 2009 roku, Grand Prix w V Ogólnopolskim Konkursie Piosenek Grzegorza Ciechowskiego In Memoriam w Tczewie w 2010 roku.

 

Albumy w aranżacjach Joanny Gogulskiej: „Beretka dla Bejdaka” (Pomaton EMI 2004) – płyta zespołu Stare Dobre Małżeństwo; „Ocieramy się o siebie” (Biodro Records 2008) – płyta alternatywnego zespołu Von Zeit; „Blues nocy bieszczadzkiej” (EMI Music Poland 2010) – płyta zespołu Stare Dobre Małżeństwo.