fot. Wojciech Hildebrandt

Dawny Kalisz w przedmioty zaklęty (Muzeum G.J. Osiakowskich)

Sto metrów od kaliskiego rynku, naprzeciw katedry stoi niebieska kamienica. Zachwyca pięknie odnowiona elewacja długiego, dwupiętrowego budynku. Zza barykady parkujących gdzie popadnie aut otwiera się szeroko kolorowa brama zwieńczona napisem ułożonym ze starych sztućców: „Muzeum…”.

Obok, na kamiennym słupie milowym powoli obraca się plastikowa rzeźba dziewczynki. Wielki znak STOP każe się zatrzymać i zajrzeć w głąb zagraconego podwórka, w świat pięknych przedmiotów i codziennego życia miasta, którego dawno już nie ma.

MUZEUM OSIAKOWSKICH – PODRÓŻ W CZASIE

Oficjalna nazwa tego miejsca to Muzeum imienia G.J. Osiakowskich – dla upamiętnienia ostatnich przedwojennych właścicieli kamienicy, którzy zginęli w łódzkim getcie w czasie wojny. Powstało ponad sześć lat temu i zajmuje niewielki dziedziniec i rozległe podziemia kamienicy, w sumie jedenaście pomieszczeń dużych i małych, połączonych amfiladowo w jeden ciąg. Placówka prowadzona jest przez Fundację Króla Salomona i jest dziełem kolekcjonerskiej pasji jednego człowieka – Andrzeja Banerta, wieloletniego pastora kaliskiej parafii ewangelickiej.

 

Zejście stromymi schodami w czeluść piwnic jest jak podróż w czasie. Przenosimy się do bogatego, przemysłowego Kalisza, miasta wielu kultur, ponad sto lat temu tylko dwa razy mniejszego od Poznania.

Tysiące przedmiotów, czasem pięknych, a czasem zwyczajnych, opowiadają historie żyjących tu ludzi i miejsc. Nie są to skarby ze złota, a codzienne elementy zwyczajnego życia, zdałoby się niegodne muzealnych kolekcji. Bo kto widział, żeby zbierać stare papierki od cukierków, tyle że z wytwórni działających niegdyś w Kaliszu?

MIASTO

Dzisiaj Kalisz jest miastem średniej wielkości, z podupadłym Starym Miastem, żyjącym wspomnieniem swojej mitycznej wielkiej przeszłości. Niewiele już w nim śladów średniowiecznej świetności. Pierwotny plan wypełnia zabudowa prawie w całości z XIX i XX wieku. Od pierwszego bumu przemysłowego po roku 1815, kiedy to powstała tu pierwsza fabryka sukiennicza, niedługo potem napędzana maszyną parową zainstalowaną wcześniej, niż pojawiły się one w fabrykach łódzkich. Aż po odbudowę miasta po zagładzie na początku I wojny światowej.

Muzeum G.J. Osiakowskich w Kaliszu Placówka prowadzone jest przez Fundację Króla Salomona

Miasto podnosiło się z upadków jak Feniks z popiołów i rozwijało swoją potęgę gospodarczą. Czego w Kaliszu nie produkowano?

 

Były tu liczne fabryki włókiennicze, produkujące prócz sukna, bawełny i lnu – tasiemki, koronki i hafty. Były wytwórnie pluszu, rękawiczek i parasoli.

Samych wytwórców fortepianów można naliczyć dwudziestu. I browary, gorzelnie, młyny, fabryki cukiernicze i przetworów spożywczych, rzeźnia i przetwórstwo skór, a także producenci maszyn i silników. A do tego liczne i zróżnicowane warsztaty rzemieślnicze. Ich wyroby wypełniają od posadzki do sufitu sale muzeum.

EKSPONATY Z ŻYCIA WZIĘTE

Muzeum to efekt kolekcjonerskiej pasji Andrzeja Banerta, wieloletniego pastora kaliskiej parafii ewangelickiej.

W muzeum są osobne prezentacje przedmiotów z życia innych niż polskich mieszkańców Kalisza, zwłaszcza ze świata wielotysięcznej społeczności żydowskiej. A mieszkało tu zgodnie również po kilka tysięcy Niemców i Rosjan. Każda z tych społeczności wnosiła swój wkład do bogatego kolorytu miasta. Świadczą o tym też liczne dokumenty, dzieła rzemiosła artystycznego i przedmioty z codziennego życia.

Można tu obejrzeć i dotknąć elementy urządzenia mieszkania bogatego mieszczanina, biednego rzemieślnika i chłopa z wiejskiej chałupy.

Są setki kuchennych bibelotów. Można zobaczyć kompletny warsztat szewski i stolarski, wyposażenie sklepów. Od wielkich szaf wystawowych po pudełeczka pełne autentycznych, dawnych towarów, puszeczki, słoje i buteleczki. Cały sklep kolonialny, z pełnymi półkami, mydło i powidło. Są okolicznościowe wydawnictwa, świadectwa cechowe, szyldy i tabliczki informacyjne.

Osobne miejsce wyznaczono pamiątkom po hitlerowskiej okupacji Kalisza. Duże wrażenie robią niemieckie tablice z nazwami ulic. Emalia na tablicy Adolf Hitler Ring błyszczy jak nowa. Nawet kolekcja przedmiotów z PRL-u prezentuje przedmioty już zapomniane. Są przedmioty kultu religijnego, święte obrazy i figury z wiejskich kapliczek. A obok nich dawne trofea myśliwskie i pamiątki z egzotycznych podróży. Wielki wybór kufrów i waliz i przyrządy sportowe.

Eksponaty, nagromadzone w wielkiej ilości wypełniają całe ściany, nie brak ich też na suficie. Wędrujemy wąskimi przejściami między nimi. Wszystko można dotknąć i podziwiać z bliska.

NIE TYLKO LALKA SHIRLEY TEMPLE

Ulotka reklamowa lalki z zakładu Adama Szrajera ze zdjęciem Shirley Temple

Ostatnią część ekspozycji stanowi świat dziecięcych zabawek, z tłumem lalek z kaliskich wytwórni i zakładem Adama Szrajera na czele. To jego lalkę, zrobioną na podobieństwo przedwojennej dziecięcej gwiazdy Shirley Temple, możemy zobaczyć przed wejściem do muzeum. Jak głosi stosowna ulotka reklamowa ze zdjęciem tej amerykańskiej młodocianej aktorki, trzymającej w dłoniach kaliską lalę: „Moja najnowsza fotografja z lalką z fabryki Adam Szrajer w Kaliszu zupełnie do mnie podobną. Shirley Temple. Wyłączne prawo fabrykacji lalek «Shirley Temple» na zasadzie umowy z wytwórnią «20th Century-Fox»”.

Szrajer zatrudniał w najlepszym okresie 500 pracowników. A była jeszcze „Fabryka wyrobów drzewnych F. i M. Pinczewscy, jedyna w swoim rodzaju fabryka zabawek, gier, łamigłówek, budownictw, pianin, cymbałek, mebelków dla lalek i wielu innych”.

ATRAKCJA KALISZA

Muzeum G.J. Osiakowskich w Kaliszu

Andrzej Banert gromadził te okruchy historii Kalisza przez kilkadziesiąt lat. I robi to dalej, ma kontakty nawet ze zbieraczami śmieci, wciąż wzbogaca i zmienia ekspozycję swojego muzeum. Sam, własnym sumptem, bez dotacji i pomocy państwowych instytucji. To czego dokonał, dokumentując przeszłość miasta, jest godne najwyższego podziwu. Jego niesamowita kolekcja robi większe wrażenie niż to, co pokazuje Muzeum Ziemi Kaliskiej. Kilkadziesiąt etatów nie wystarcza do żywej prezentacji historii tego wspaniałego miasta.

Potwierdzeniem rangi Muzeum G.J. Osiakowskich jest jego najwyższa pozycja na liście atrakcji Kalisza, prowadzonej przez internetową stronę TripAdvisor. Recenzje w kilku językach są entuzjastyczne. Ale przychodzą tu też kaliszanie.

Można tu wracać wiele razy i za każdym powrotem odkrywać nowe historie. Dla starszych będzie to podróż sentymentalna, dla dzieci odkrywanie nieznanego i pięknego świata. Żeby westchnąć przed wyjściem – jak pewien czterolatek – chciałbym tu zostać na zawsze.

CZYTAJ TAKŻE: Wieża Górnośląska – niechciana ikona Poznania

CZYTAJ TAKŻE: Dobry Niemiec z Jeziorek (Heinrich von Tiedemann)

CZYTAJ TAKŻE: Okruchy międzywojennego Poznania (wystawa „Narodziny nowoczesnego miasta”)