fot. Wojciech Hildebrandt

Dobry Niemiec z Jeziorek (Heinrich von Tiedemann)

Z daleka od głównych szlaków, półtora kilometra na południe od drogi ze Stęszewa do Buku, leży nieduża wieś Jeziorki. Mało kto o niej słyszał, choć do centrum Poznania jest stąd w prostej linii zaledwie 20 kilometrów. A to właśnie tam, w Jeziorkach, odbył się wielki zjazd Hakaty.

Ot, typowa wieś popegeerowska z zachowaną starą zabudową, wzniesioną dla pracowników folwarcznych po jednej stronie i dawnym, bogatym majątkiem po drugiej. Miejsce to, ciche i spokojne, zachowało wiele śladów swojej fascynującej historii.

Pierwsze zapiski o miejscowości sięgają XIV wieku – z niej wywodzi się znany do dzisiaj ród Jeziorkowskich. Przez kilka stuleci były to dobra duchowne, posiadłość jezuitów. Aż do kasacji zakonu pod koniec XVIII wieku, po której zaczęły przechodzić często z rąk do rąk kolejnych właścicieli. Mimo sporego potencjału liczącego prawie 1500 hektarów, co jak na Wielkopolskę było naprawdę dużą liczbą, majątek zaniedbano. W drugiej połowie XIX wieku przeszedł on w niemieckie ręce niejakiego pana Dutschke. W roku 1881 posiadłość Jeziorki wraz z folwarkami Trzcielin i Piekary nabył Heinrich von Tiedemann.

POLAKOŻERCA I ŚWIETNY GOSPODARZ

Tiedemann był wybitnym przedstawicielem starego, arystokratycznego pruskiego rodu wywodzącego się ze średniowiecznej, saksońskiej szlachty, od trzystu lat osiadłej na Pomorzu Gdańskim. Ożeniwszy się z córką jednego z najbogatszych berlińskich kupców, Dorą von Hardt, wszedł do niemieckiej elity finansowej. Będąc w świetnych relacjach z kanclerzem Rzeszy, Bismarckiem, zainicjował założenie w 1894 roku Związku Popierania Niemczyzny na Kresach Wschodnich, zwanego, od pierwszych liter nazwisk założycieli, Hakatą – został przewodniczącym jej zarządu głównego, czyli szefem jej władz wykonawczych.

Przez ponad ćwierćwiecze Tiedemann był liderem tej antypolskiej organizacji, „stał naprzeciwko najgroźniejszego, najbardziej fanatycznego wroga dla niemieckiej egzystencji, niemieckiego honoru oraz niemieckiej reputacji na całym świecie: wobec Polaków” – jak głosiło przesłanie ideowe tej organizacji.

Tiedemann przewodził wpływowemu antypolskiemu lobby, które z pełnym poparciem niemieckich władz zaboru pruskiego działało na rzecz ostatecznej i bezwzględnej germanizacji ziem Wielkopolski, Pomorza i Śląska.

Dla realizacji tego celu wykupywano z rąk polskich majątki ziemskie i przedsiębiorstwa. Na ziemie polskie sprowadzano osadników niemieckich, likwidowano przejawy polskiej kultury i rozwijano szkolnictwo, wyłącznie w języku niemieckim. Tworzono na tych terenach germańskie organizacje patriotyczne, blokując jednocześnie możliwości robienia kariery przez Polaków w pruskim aparacie państwowym.

 

Heinrich Tiedemann zasłużył swoją działalnością na nienawiść Polaków, mając swój wybitny udział w niszczeniu polskości.

pałac Tiedemanna w Jeziorkach

Przekaz, że Hakata to uosobienie zła, trafił na zawsze do podręczników historii, niezależnie od tego, czy był to PRL czy wolna Polska – i ta narracja trwa do dzisiaj.

W ramach pośmiertnej zemsty na Tiedemannie Marcin Libicki, historyk i prawicowy polityk ostatnich czasów, wymazał jego nazwisko ze swojej pomnikowej publikacji „Dwory i pałace wiejskie w Wielkopolsce”. Opisując Jeziorki i chwaląc architekturę tamtejszego pałacu, po prostu „zapomniał” wymienić, kto go zbudował. Ot, taka prywatna zemsta – dalej niż po grób.

Warto na tę wielką i małą historię tego niewielkiego kawałka Wielkopolski spojrzeć też w szerszej perspektywie.

 

W rodzinnych przekazach mieszkańców Jeziorek Tiedemann był przede wszystkim świetnym gospodarzem i solidnym, sprawiedliwym pracodawcą.

kościół w Jeziorkach     

Postawił majątek na nogi i wspaniale go rozwinął. Owszem, zbudował w starym parku pałac, ale obok wyrosły nowoczesne budynki folwarku i gorzelni. Powstały tam wtedy także murowane domy dla pracowników rolnych, kościół, dwie szkoły oraz łaźnia dla mieszkańców wsi – dla podniesienia higieny miejscowej społeczności. We wzniesionym w tamtym czasie domu ludowym wystawiano nawet sztuki teatralne.

Współżycie mieszkańców narodowości polskiej i niemieckiej układało się dobrze. Właściciel majątku fanatycznie walczył z polskością, ale o „swoich Polaków” dbał dużo lepiej niż poprzedni, polscy właściciele. Pamięć o tym przekazywana jest w Jeziorkach z pokolenia na pokolenie, a herby niemieckich dziedziców lśnią do dzisiaj w miejscowym kościele, w głównym witrażu za ołtarzem.

WIELKA HISTORIA W JEZIORKACH

1 lipca 1900 roku odbył się w Jeziorkach wielki zjazd Hakaty. Przybyło tu z całych Niemiec blisko 1500 gości. Przyjeżdżali specjalnymi pociągami na udekorowany dworzec kolejowy w Buku. Witała ich wojskowa orkiestra, a liczne powozy dowoziły towarzystwo do samych Jeziorek. Na ich przybycie w pobliskim lasku ustawiono olbrzymi namiot. Heinrich Tiedemann powitał wszystkich z wysokości specjalnie na tę okoliczność zbudowanego podium.

 

„Poprosiłem Was, abyście odwiedzili mnie tu, w cichym, położonym z dala od głównych dróg Seeheim (Jeziorki). Jako potomek starego rodu, który od wieków zamieszkiwał we wschodnich częściach tego kraju, zróżnicowanych językowo i który w czasach burz i kryzysów nigdy nie zapomniał o swoim niemieckim powołaniu, założyłem tu przed 19 laty, mój nowy dom. Pracowało się tu z iście niemiecką pilnością i sumiennością; polski chaos, który tu przejąłem, stał się miejscem niemieckiej kultury. Widzicie tu szanowni goście, na najmniejszym i najskromniejszym przykładzie, czego zdołała dokonać najprostszymi środkami niemiecka praca.Dawne Jeziorki przejęły wraz z niemiecką nazwą Seeheim, wewnątrzniemiecki charakter. W okręgu majątku Seeheim żyją razem dwie narodowości, obie pokojowo do siebie nastawione. Ujrzycie tu miniaturowy obraz praktycznej niemieckiej pracy kulturowej. Owa niemiecka praca kulturowa oddziaływała przez wieki zbawiennie na dawne, kiedyś polskie części kraju. Wszystko to, co dobrego, na wszystkich obszarach i we wszystkich dziedzinach ludzkiej działalności w tym kraju zrobiono, ma swoje zaczątki i pochodzenie bezsprzecznie niemieckie. Od czasów wędrówki narodów, poprzez średniowiecze aż do najnowszych czasów, Niemiec był życzliwym nauczycielem dla Polaka. Gdybyśmy my, Niemcy nie mieli mieć prawa do tych terenów dzięki pracy, to zostało to prawo zapewnione nam dzięki ostrości niemieckiego miecza. Zdobyliśmy te polskie ziemie dzięki zrządzeniu Boskiej Opatrzności. W prawie narodu, właśnie broń decyduje o tworzeniu legalnego prawa. Nierozerwalnie już przykute są do Niemiec owe dawne polskie tereny, fakt ten muszą przyjąć jako nieodwracalny nasi współobywatele polskojęzyczni. Prusy i Niemcy mają potężną siłę, aby te niestety wielokrotnie broniące się tereny, utrzymać w żelaznym uścisku. Zrozumieją one jednak też, że Bóg tego chce”.

CZASY DĄBROWSKICH

Wystarczyło tylko 18 lat, by katastrofa I wojny światowej i powstanie wielkopolskie pokazały pysznym Niemcom, że niekoniecznie Bóg jest z nimi w tej kwestii.

głównym witraż za ołtarzem przedstawiający herby niemieckich dziedziców

Heinrich Tiedemann zwiał z podkulonym ogonem z Jeziorek w 1919 roku, zostawiając Polakom dorobek swojego życia. Obawiając się, że jego majątek zostanie skonfiskowany, sprzedał go za bezcen i wyjechał z liczną rodziną do Berlina. Nowym właścicielem Jeziorek został doktor prawa z Małopolski, Stefan Dąbrowski. Jego rodzina przez cały okres międzywojenny odcinała kupony z dorobku swoich niemieckich poprzedników. Wojaże po całym świecie zajmowały nowego właściciela bardziej niż administrowanie gospodarstwem. A wspomnienia smagającego po twarzy pańskiego bata i gwałtownego charakteru nowego dziedzica są żywe we wsi do dzisiaj.

 

Dąbrowscy przebudowali pałac, a krótko przed wojną wznieśli nowoczesny młyn wyposażony w szwajcarskie maszyny. Przed samym wybuchem wojny opuścili Jeziorki, by nigdy tu już nie wrócić.

gospodarstwo w Jeziorkach

Potem wieś i majątek miały niespotykane w okolicy szczęście. Najpierw pod niemieckim zarządem gospodarstwo działało w miarę normalnie, a zaraz po wyzwoleniu sowieckie wojska opróżniły zbiorniki miejscowej gorzelni tylko do dna i wyruszyły na Berlin. Majątek oczywiście upaństwowiono i włączono w strukturę kombinatu Państwowych Gospodarstw Rolnych w Konarzewie. PGR-y w Wielkopolsce nie były wcale najgorszym gospodarzem. Folwark pod nowym zarządem działał jak przed wojną, a pałac nie został zdewastowany.

Okoliczne siedem folwarków dawnego kombinatu w nowej rzeczywistości dawno już popadło w kompletną ruinę. A ten w Jeziorkach został przejęty przez dobrego gospodarza, który prowadzi tu hodowlę bydła na dużą skalę. Odrestaurował też kilka zabytkowych budynków, z dawną kuźnią na czele.

Cudownym zrządzeniem losu wnętrza pałacu też przetrwały. Zachowała się oryginalna stolarka, boazerie, balustrady, wewnętrzne okiennice, nawet szafy wbudowane w ściany w dawnej kancelarii. Są kryształowe, mieniące się światłem szybki w pałacowej oranżerii i kominki, wiszą jeszcze oryginalne lampy w stylu art déco. Monumentalny hall z przeszklonym dachem budzi podziw jak przed stu laty. Najpierw w tym budynku mieściły się biura PGR-u, później szkoła podstawowa i małe przedszkole. I wszyscy z troską i szacunkiem dla historii utrzymywali obiekty w dobrym stanie. Złe czasy wojny i powojnia nie odcisnęły swojego piętna na Jeziorkach.

I takim happy endem można by zakończyć ten tekst. Niestety, muszę tu dopisać ciąg dalszy. Nie ma już szkoły w starym pałacu. Właśnie przeniosła się do świeżo postawionego, nowoczesnego budynku. Nowa szkoła o wielkomiejskiej, agresywnej formie wyrosła jak na drożdżach na pobliskim polu. A pałac stoi pusty i bezbronny. Gdy podjechałem tam ostatnio, dwie miłe panie pakowały do auta kartony, wynoszone z pałacu w pośpiechu. W hallu, na podłodze walały się pomoce naukowe i książki. – Muszę tu jeszcze wrócić i wymontować sobie klamkę – usłyszałem od jednej z pań na odchodnym.

 

CZYTAJ TAKŻE: Okruchy międzywojennego Poznania (wystawa „Narodziny nowoczesnego miasta”)

CZYTAJ TAKŻE: Polemixa sztyki (38. edycja konkursu im. Marii Dokowicz)

CZYTAJ TAKŻE: Porcelanki, portrety z zaświatów