fot. Wojciech Hildebrandt

Porcelanki, portrety z zaświatów

Pamięć ludzka jest ulotna. Wspomnienia o bliskich rozmywają się i bledną. Pozostają tylko wizerunki. Wypalone na porcelanie miały trwać wiecznie, przezwyciężyć śmierć portretowanej osoby.

Pamięć ludzka jest ulotna. Wspomnienia o bliskich rozmywają się i bledną. Pozostają tylko wizerunki. Te wypalone na porcelanie miały trwać wiecznie, przezwyciężyć śmierć portretowanej osoby i zachować jej spojrzenie na zawsze. Z naiwną wiarą, że można zapewnić bliskim chociaż odrobinę nieśmiertelności. Wszystko na nic, cmentarne porcelanki znikają i rozpadają się – jak wszystko.

 

W Polsce utrwalanie wizerunku osób zmarłych ma długą i piękną tradycję. Portret trumienny, malowany na blasze przez domorosłych artystów, był nieodłączną częścią kultury sarmackiej.

Malowany „jak żywy” reprezentował osobę zmarłą w czasie trwających wiele dni uroczystości pogrzebowych. I spoglądał potem setki lat na wiernych, powieszony na ścianie w miejscowym kościele. Te wyjątkowe w kulturze europejskiej obrazy wciąż przemawiają do nas przejmującym spojrzeniem portretowanych nieboszczyków. I to niezależnie od tego, czy wizerunek jest dziełem wytrawnego artysty, czy wędrownego pacykarza amatora.

SZALONY WYNALAZEK

Minęła epoka i świat zachwycił się nową technologią utrwalania wizerunku. Pojawiła się fotografia utrwalająca obraz na szklanych płytkach. W krótkim czasie wynalazcy przedstawili szerokie możliwości zastosowania tego odkrycia. W 1855 roku Pierre Michel Lafon de Camarsac opracował sposób, jak przenosić obraz fotograficzny na podłoże ceramiczne. W celu utrwalenia całość wkładano do pieca i wypalano w temperaturze sięgającej tysiąca stopni. Pomysł wykreował modę umieszczania wizerunków koronowanych głów i bohaterów narodowych na wyrobach ceramicznych. Fotograficzne wizerunki umieszczali zegarmistrze na cyferblatach zegarów. Pojawiły się masowo zestawy naczyń stołowych z porcelany, z fotografiami idoli tamtych czasów na talerzach i filiżankach. Fotka cesarza wyłaniająca się z zupy podczas obiadu to było coś!

Już w 1860 roku warszawska prasa reklamowała sztuczki wędrownego fotografa, który „z wielką zręcznością wszelkie fotografje z portretów i krajobrazów przenosi i wykańcza na porcelanie, emalji i szkle, kości słoniowej. Tym sposobem dziś już z łatwością na filiżankach itd. można mieć portret miłych nam osób”.

Polscy fotografowie też eksperymentowali z tą technologią, choć jeszcze przez długie lata wyspecjalizowani w malowaniu na porcelanie malarze byli lepsi. Chociażby dlatego, że używali kolorów.

Portret nagrobny utrwalony na ceramice

Właśnie znikają ostatnie zakłady fotograficzne, w których zdejmowano delikatną powłokę kolodionową z kliszy i nanoszono na owalny porcelanowy podkład. A potem dla utrwalenia wypalano zdjęcie w piecu w wysokiej temperaturze – minimum 850 stopni Celsjusza. Obraz wtapiał się w szkliwo i stawał się bardzo trwały. Dzisiaj używa się urządzeń cyfrowych, osiągających rozdzielczość przenoszonych zdjęć na poziomie 2400 × 2400 pikseli. Pozostał jednak końcowy etap wypalania porcelanowej płytki.

FOTOGRAFIA NAGROBNA

Już w pierwszych latach rozwoju fotografii używano jej do utrwalenia wizerunków osób zmarłych. Zwłaszcza w epoce wiktoriańskiej nastała przerażająca moda na tworzenie fotograficznych portretów tych swoistych zombie. Często wkomponowywano je w rodzinne grupy, tworząc złudzenie, że są to żywe osoby. Co najwyżej przysnęły tylko na chwilę. Dzisiaj czasem trudno domyślić się, że dwie urocze dziewczynki na zdjęciu to siostrzyczki, z których ta jakby nieobecna wzrokiem nie żyje już od wielu godzin. A matka trzymająca na kolanach wystrojone kilkuletnie dziecko – trzyma upudrowanego i podmalowanego trupka. Nawet patrzy, lekko zezując na nas, bo fotograf nie omieszkał dorysować otwarte oczy.

 

Nieboszczycy „potrafili” nawet pozować do zdjęcia na stojąco, przymocowani do specjalnych metalowych statywów i uchwytów. Bywało, że ktoś dyskretnie podtrzymywał zmarłego z tyłu, zza zasłony.

 

Portret nagrobny dziecka

Portrety zmarłych malowane na blasze, potem ręcznie na porcelanowych płytkach, najpierw trafiały na ściany kaplic. Z czasem – w pierwszej połowie XIX wieku, gdy upowszechniły się duże, położone za miastem cmentarze – zaczęto je umieszczać na poszczególnych grobach. Najpierw na tych najbogatszych, a później na płytach nagrobnych zwyczajnych obywateli. Co ciekawe, porcelanki w polskiej obyczajowości upowszechniły się dopiero w czasach Peerelu, gdzieś w latach sześćdziesiątych, razem z płytami nagrobnymi z lastrika. Na wcześniejszych mogiłach, zwieńczonych tylko krzyżem, po prostu brakowało na nie miejsca.

Najstarsze porcelanki niosą ze sobą urok dawnych czasów – te fryzury, stroje, biżuteria. Wbrew oczekiwaniom nie przetrwają jednak tysiąca lat. Z czasem robią się bledsze, powoli znikają. Obraz oczu rozmywa się ostatni. Czasem nie ma już zarysów twarzy, a one wciąż patrzą i patrzą. Niekiedy porcelanka pęka, złodziej ukruszył albo mróz rozsadził. Wtedy dramatyzm przedstawienia eksploduje niespodziewanie. Większość postaci z portretów spogląda obojętnie. „Tam” nie ma już uczuć ani emocji. Jednak zawsze wzruszają twarzyczki dzieci. Tych Jacynków, Józików i Petronelci, którym nigdy nie będzie dane wydorośleć…

 

Klasyczne porcelanki mają charakterystyczny kształt owalny albo eliptyczny, często z linearną, metaliczną obwódką.

Przedstawienia postaci zwykle są oficjalne, prawie legitymacyjne, w ujęciu bardzo statycznym. Czasem jakby wyjęte ze zdjęć ślubnych, komunijnych. Dają nieodparte wrażenie obecności osoby zmarłej, patrzącej na nas z zaświatów. Dotyczyło to też portretów wykonywanych już po śmierci. Odpowiedni retusz czynił cuda. Jak wspominał stary fotograf: „Jak nieboszczyk jest w trumnie, to biorę samą twarz nieboszczyka, dorabiam oczy, ubiór, tło, uszy. Wstawia się to wszystko tam, gdzie powinien ich mieć”. „Wzmacnia się co trzeba, najpierw usta. Przysłania się przy robieniu powiększenia, tak żeby tło było białe i człowiek wychodzi jak żywy. Najgorzej jest zrobić uszy. Ten, co się zna, może czasem poznać, że to zdjęcie tego, co już umarł, a nie żywego”.

Typowym kadrem jest popiersie, „na nagrobki to przeważnie biusty dają. Nikt nie uważa, żeby nogi były ważne. A poza tym to jest małe, pół pocztówki albo pocztówka i mrówka byłaby na nim”. I prawdziwe, zwłaszcza dla osób starszych, są tylko te czarno-białe, ewentualnie w „brązowej sepii”.

TRIUMF CYFROWEJ TECHNOLOGII

Ceramika na utrwalanie kolorowych wizerunków fotograficznych musiała poczekać ponad sto lat. Mimo braku niektórych odcieni w gamie pigmentów mineralnych, używanych do wypalania zdjęć, od kilku lat kolorowe twarze zaczęły trafiać na porcelanki. I to od razu w tonacji radosnej kolorowanki, jakże różnej od dawnego podkolorowywania przez retuszerów, z lekko zaróżowionymi policzkami i delikatnie niebieściutkim tłem. Czasy Photoshopa zmieniają upodobania na potęgę.

Dzisiaj zamówić można nie tylko owal czy prostokąt lub koło, ale także kształt otwartej księgi, zwoju pergaminu, młodsi klienci zamawiają też formę serca. Serce może być „lewoskrętne” lub „prawoskrętne”. Proszę się nie bać, te porcelanki nie kręcą się na grobie. Mają tylko czubki na dole wygięte w lewo lub w prawo. Do tego dochodzi duży wybór obwódek w różnych kolorach, najczęściej metalicznych. Format od malutkich 5 × 7 centymetrów aż do portretów osiągających wymiary A4. Usługi retuszerskie są na porządku dziennym.

 

Firmy proponują nieboszczykom na zdjęciu zmianę ubrania na eleganckie, usunięcie zmarszczek i blizn, zmianę profilu i tła. Pełen lifting estetyczny, oczywiście „z zachowaniem wrażliwości i głębokim szacunkiem”. Może być na szkle lub „w krysztale”. A co!

Proszę nie myśleć, że nagrobne zdjęcia to tylko pamiątka czasów minionych. W czasach komputerów i multimediów są też porcelanki interaktywne, z naniesionym fotokodem. Można go zeskanować komórką i posłuchać ulubionej muzyki zmarłego, przeczytać jego biogram, obejrzeć album ze zdjęciami z całego jego życia. Ceramiczny wizerunek może nawet do nas przemówić jego głosem. Wystarczy otworzyć w komórce plik z odpowiednim nagraniem. Wchodzimy w przerażające czasy internetowej nieśmiertelności.

Firmy podkreślają dużą wytrzymałość porcelanek na słońce i deszcz. O mrozie jakoś nikt nie wspomina, ale jeden w wykonawców daje pięćdziesięcioletnią gwarancję. Nic tylko korzystać. Zastanówcie się. Idzie moda na umieszczanie na nagrobkach swoich zdjęć już za życia. Ceny już od 19 złotych. W gratisie otrzymają Państwo klej!

Cytaty z opowieści starego fotografa pochodzą z artykułu Krzysztofa Kubiaka „Wokół fotografii nagrobnej”.

CZYTAJ TAKŻE: Stanisław Teisseyre... z niepamięci
CZYTAJ TAKŻE: Winna Góra – nowa wizytówka Wielkopolski
CZYTAJ TAKŻE: Obrazki ze średniowiecznego komiksu