fot. Mariusz Forecki

Dobrze mieć wroga

Teatr Usta Usta postanowił zmierzyć się z tematem wojny. Bohaterowie „Batalionu” żyją w oparach absurdu i dobrze im z tym, chcą walki jakiejkolwiek i przeciw komukolwiek. W ich świecie nie ma miejsca dla odmienności.

Wojna, niekoniecznie w wydaniu militarnym, jest stale obecna w publicznym dyskursie i głowach Polaków. O tym jest też najnowszy spektakl teatru Usta Usta. Ważne jest mieć wroga i ideę, skupiającą grupę zwolenników, gotowych do walki. Mniejsza o to, czy wróg jest rzeczywisty, czy tylko wyobrażony. Im bardziej niezdefiniowany, tym lepiej, dzięki temu można widzieć go wszędzie. Okazuje się, że do walki może zagrzać także poezja, która jest równie nośna, co teksty w tabloidach. Z całkiem zwyczajnych ludzi, przyodzianych w dziurawe skarpetki, zaczynają wyzierać mentalne monstra, które pod wpływem zręcznej propagandy, są w stanie dokonać najbardziej okrutnych rzeczy.

 

Bohaterowie „Batalionu” żyją w oparach absurdu i dobrze im z tym, chcą walki jakiejkolwiek i przeciw komukolwiek.

W ich świecie nie ma miejsca dla odmienności. Spektakl zaproponowany przez Wojciecha Wińskiego, to doskonałe studium społecznych zachowań wielu Polaków, skupionych głównie wokół prawicowych polityków. To spektakl jak najbardziej na czasie, prowokujący do przemyśleń i pytań o kształt życia społecznego, które kreują nie tylko politycy, ale przede wszystkim ci, którzy ich wybierają.

ADAM OLAF GIBOWSKI: W jednej z recenzji przeczytałem, że w waszym spektaklu świat rzeczywisty ściera się z światem symbolicznym. Ja widzę to zupełnie inaczej - mimo pewnej aluzyjności i zawoalowanych symboli, sama historia przedstawiona w „Batalionie” w treści jest tak naprawdę bardzo realistyczna. Jak Pan widzi ten problem?

Wojciech Wiński – reżyser, fot. Mariusz Forecki

WOJCIECH WIŃSKI: Bardzo możliwe, że w dużej mierze tak właśnie jest. Spektakl „Batalion” powstał bardzo szybko, jako forma reakcji na otaczającą nas rzeczywistość m.in. polityczną. Dlatego też w wielu punktach łatwo zidentyfikować odniesienia do rzeczywistości, faktów, mechanizmów i zdarzeń. Ten spektakl jest dla nas wciąż bardzo świeży, wiele razy poddawaliśmy go modyfikacjom, jeszcze nas do końca nie satysfakcjonuje, być może z tych powodów, o których pan mówi.

 

W spektaklu silnie eksponowany jest wątek poezji Czesława Miłosza – matka Bolka z wielką pasją recytuje wiersz „Który skrzywdziłeś”. Poezja Miłosza w jej ustach brzmi patetycznie, jest wygłaszana z heroicznym wręcz zaangażowaniem. Czy to próba zwrócenia uwagi na to, że w Polsce wciąż potrzebujemy poetyckiego sumienia?

Miłosz jest jednym z wielu, których nasza bohaterka wykorzystuje jako oręż walki z „wrogiem”. Chcieliśmy przez to pokazać, jak łatwo można wypaczyć sens pewnych idei, zawartych np. w literaturze, manipulować nimi i dostosowywać do własnych potrzeb. Każda rzecz może mieć dwa oblicza – pozytywne i negatywne, w zależności od tego jak zaakcentujemy odpowiednie treści. Mówiąc konkretnie, słowa „Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta” można wykorzystać na różne sposoby.

 

Bohaterowie spektaklu – Bolek i jego matka – to ludzie prości i zagubieni. Bolek to nieudacznik, który mimo dojrzałego wieku tkwi przy starej matce, jest od niej całkowicie uzależniony. Matka to stereotypowa polonistka, która wpisuje się w mit Matki-Polki, realizuje romantyczny portret kobiety walczącej o idee (nieważne czy słuszne), za cenę poświęcenia życia ukochanego dziecka. Z owej prostolinijności i zagubienia nic nie zostaje, kiedy bohaterowie przechodzą metamorfozę- Bolek zamienia się w człowieka gotowego zabijać, a matka – w żądnego krwi prokuratora. Skąd bierze się nagła demoniczność bohaterów?

W moim przekonaniu, każdy z nas, każdy na swój sposób jest prosty i zagubiony. W naszym zamyśle, cała tematyka „Batalionu” była związana z taką sytuacją. Chcieliśmy uchwycić pewną rzecz, mianowicie pokazać, że wszyscy o coś walczymy bazując na fragmentarycznej wiedzy, życiowych doświadczeniach, odnosząc się do własnego sumienia i wiary – że walczymy o lepsze jutro, dla siebie i świata, oraz że nietrudno w tej walce zbłądzić i niechcący stanąć po stronie wroga. Boluś i jego matka są tego dobrym przykładem. Z ludzi wycofanych, rzuconych w wir wydarzeń, przeradzają się w kogoś zupełnie innego, w „bojowników”. Budzą się w nich demony, pozbawione klatek, zwabione sytuacją, uruchomione chociażby poezją Miłosza.

 

W „Batalionie” pojawia się także spora dawka gorzkiej ironii, w opowieści o strywializowanym widzeniu świata przez media. Czy życie i śmierć, zaczynają być sprowadzane do wymiaru newsa telewizyjnego?

Taki był nasz zamiar. Chcieliśmy, w sposób nieco przerysowany, ale też wyrazisty, pokazać absurdy z tym związane, jak mówienie o tragedii w sposób trywialny i tabloidowy. W natłoku informacji, doniesienia o kolejnych ofiarach działań wojennych, przestają się wyróżniać na tle innych wiadomości. W istocie rzeczy informacja o śmierci poległych żołnierzy i cywilów w różnych konfliktach, nie budzi już emocji, staje się informacją, jak każda inna.

 

Pozostawmy teraz „Batalion” i przejdźmy do rzeczy bardziej ogólnych. Co znaczy dziś teatr offowy?

To pytanie, które przewija się od wielu lat. Znalazłem kiedyś odpowiedź, której na to samo pytanie udzielił Zdzisław Górski szef Teatru Snów z Gdańska, a brzmi ona – teatr offowy to taki teatr, w którym chodzi o coś więcej, niż o samą sztukę. Myślę, że jest to bardzo celna definicja, która jest bliska także mojemu sposobowi widzenia rzeczy, o którą pan pyta.

 

Czy „offowość” nie jest po prostu awangardą, która w kulturze jest stale obecna, choć w zależności od czasów – zmienia się jej wizerunek?

Myślę, że tak. Teatrem offowym był teatr Kantora, czy Grotowskiego. Dziś te nazwiska należą do panteonu twórców teatru drugiej połowy XX wieku, ale w swoich czasach niewątpliwie tworzyli oni awangardę. Do tego nurtu zaliczają się także amatorskie teatry, które poszukują własnych środków wyrazu, chcą odkrywać lub tworzyć teatr wciąż na nowo, według własnych intuicji i przekonań. Uważam, że trudno postrzegać teatr offowy w kategoriach jednego, wyrazistego nurtu, ponieważ jest to zjawisko niezwykle różnorodne i złożone.

W jaki sposób Teatr Usta Usta, realizuje swoją offowość?

Odpowiadając na to pytanie, chciałbym zaznaczyć, że w tym roku obchodzimy swoje piętnastolecie, co nie jest bez znaczenia. Naszą grupę tworzą ludzie o różnych doświadczeniach, dlatego też Usta Usta, to pochodna wszystkich naszych doświadczeń. Często podążamy w kierunku eksperymentu, którego ostateczny wynik czasami jest nie do przewidzenia, mimo naszych założeń, dotyczących ostatecznego kształtu spektaklu. Poprzez to eksplorujemy tematy i formy, które dają nam nowe i oryginalne widzenie teatru i sztuki w ogóle.

WOJCIECH WIŃŚKI – aktor i reżyser, współautor scenariusza „Batalion”

Poniżej galeria zdjęć ze spektaklu „Batalion”, Teatr Usta Usta.