fot. Dawid Tatarkiewicz

Dziobak nad Rusałką

Niezwykle trudno jest pisać o przyrodzie, kiedy w kraju sąsiednim toczy się wojna. Przyroda - jest to temat dobry, gdy wszystko dobrze się układa.

Gdy zapewnione są wszystkie atrybuty wolności i dobrobytu, do których tak łatwo i szybko przywykliśmy. Tak łatwo, że w końcu zaczęliśmy popadać w rutynę, mało tego: wewnętrzne spory zajmowały nam sporo uwagi, czasu i energii.

Ukojenie

Z drugiej strony, to właśnie przyroda przychodzi nam z pomocą i otuchą w każdym trudnym czasie. Pamiętają Państwo swoiste apogeum lockdown’u, kiedy – przecież w dobrej wierze – zamknięto parki i lasy? Te dni były dla niektórych trudne do zniesienia. Możliwość swobodnego przejścia się w terenie zielonym, popatrzenia na drzewa, las, zwierzęta, to wszystko było nam bardzo potrzebne.

 

Tym bardziej, że owo apogeum przypadło na kwiecień, gdy wszystko budziło się do życia.

Obserwacje natury wlewają otuchę w roztrzęsione serca. Harmonia świata przyrody może wpłynąć na harmonię wnętrza. Powinna wpłynąć. Są na ten temat poważne interdyscyplinarne badania naukowe, które potwierdzają opisany tu dość naturalny stan rzeczy. Mimo więc tego, co dzieje się w świecie, a może raczej wbrew temu, chcę przyjrzeć się przyrodzie.

Obserwacje natury ogólnej

Tak więc wiatr w ostatnim czasie nas nie oszczędzał. Rwał wykroty, czynił kłopoty. W przyrodzie pozornie było więc również niespokojnie. Jednak, jeśli spojrzymy na to holistycznie, wówczas dostrzeżemy w naturze siłę, która reguluje procesy w niej przebiegające, a która działa czy tego chcemy, czy nie. Uzyskujemy wówczas rodzaj spokoju: przyroda sobie z tym wszystkim poradzi. Sama.

To trochę jak z uszkodzonym naskórkiem: boli, piecze, ale procesy naprawcze ruszają od razu po uszkodzeniu, z miejsca, z kopyta, czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy też nie. Tak to jest pomyślane, że regeneracja przebiega zasadniczo bez naszej woli. I całe szczęście! Co by to było, gdyby na przykład ktoś zapracowany zapomniał na kilka godzin o regeneracji swojego naskórka?!

 

Siedlisko, w którym trwa życie, fot. Dawid Tatarkiewicz

Siedlisko, w którym trwa życie, fot. Dawid Tatarkiewicz

Przyroda też rozpoczyna procesy naprawcze od razu, choć przecież w swoim tempie. Życie toczy się dalej, a wykroty, o czym pisałem ostatnio, są jego (życia) częścią.

W takim pokiereszowanym lesie życie trwa w najlepsze. Ono nie zostało unicestwione. Ono się tak łatwo nie poddaje. Ani przez moment. To właśnie ta wewnętrzna siła, ten naturalny motor, impuls, o którym pisali filozofowie i teologowie, sprawia, że widać już w runie leśnym listki ziarnopłonów. Wkrótce ich żółte kobierce wypełnią las dywanem, a błękitne niebo pozbawione chmur pozwoli słońcu operować w ściółce leśnej, powodując dalszy wzrost roślinności.

W miejscach wykrotów, a więc w miejscach, w których stały wcześniej dorodne, a obalone drzewa, tam właśnie rozpocznie się wyścig ku słońcu, wyścig życia. Powstałe luki zostaną szybko wypełnione przez młode rośliny, wzrastające teraz bez żadnych przeszkód i hamulców.

 

Park Sołacki na przedwiośniu, fot. Dawid Tatarkiewicz

Park Sołacki na przedwiośniu, fot. Dawid Tatarkiewicz

Jeśli nawet część ptaków i innych zwierząt potraciła swe domostwa albo raczej miejsca na nie, to samo siedlisko nie uległo zniszczeniu.

Dlatego tak ważne jest, aby ochrona przyrody dotyczyła całych siedlisk, a nie tylko ich fragmentów albo samych tylko zwierząt, bez siedlisk. Wtedy, gdy chronione są całe siedliska, wówczas lokalne zniszczenia nie są przyrodzie aż tak straszne, łatwiej się odbudowuje, regeneruje.

Obserwacje uszczegółowione, czyli co w lesie piszczy?

Podśpiewują więc już pełzacze, jeszcze bardziej nieśmiałe od nich są w tym względzie strzyżyki. Ale próbują, w odróżnieniu od zięb, które, będąc już na miejscu, wyraźnie czekają na dobry moment.

Tu i ówdzie przy starszych drzewostanach, dało się już słyszeć melodię dzięcioła zielonego. W lutym, ale bliżej stycznia, słyszałem dzięcioła czarnego. Nad samą Rusałką natomiast zajęczał na początku drugiej połowy lutego dzięcioł średni. Dzięcioły duże zaczęły bębnić. Co ciekawe, obserwowałem również samicę tego gatunku, która, choć cichutko, to jednak z zapałem również oddawała się bębnieniu.

Siedemnaście żurawi w kluczu, fot. Dawid Tatarkiewicz

Siedemnaście żurawi w kluczu, fot. Dawid Tatarkiewicz

 

Wreszcie, by dopełnić opis dzięciolego towarzystwa, należy wspomnieć o dzięciołku. To najmniejszy spośród występujących w Polsce dzięciołów pstrych.

Czasem człowiek ma pokusę, by nie podnosić lornetki do oczu, no bo cóż tam może pukać tak słabiutko? Pewnie kowalik. Ale kiedy już uda nam się przemóc stan porannego odrętwienia i zdecydujemy się wspomóc oczy stosownym przybliżeniem, może czekać nas niespodzianka. I tak było tym razem. Zamiast kowalika ujrzałem żerującego dzięciołka. Nie za wiele robił sobie z mojej obecności – kąski musiały być nader smakowite. W pewnym momencie zbliżył się do mnie na około sześć metrów i zajadał dalej.

Właściwie już na początku lutego dało się słyszeć pogwizdujące kosy. Dziesiątego dnia tego miesiąca zauważyłem przelatujące wysoko, tym razem chyba rzeczywiście już wędrowne, a nie tylko koczujące gęsi. Piętnastego dnia miał miejsce przelot siedemnastu żurawi w kluczu, a szesnastego, zaraz po wizycie w dziupli w nadrusałkowym drzewie, rozśpiewał się na całego szpak – pierwszy obserwowany przeze mnie tego przedwiośnia osobnik.

 

Tego dnia dały też o sobie znać dzwońce, odzywając się donośnie, a na niebie pojawiły się pierwsze skowronki, radośnie oznajmiając nadchodzącą wiosnę.

 

Również wiewiórki nie kryły swego entuzjazmu, goniąc się po drzewach. Spotkałem dwie pary tych przeuroczych istot. Wracając do ptaków, miałem okazję przyjrzeć się z bliska parze sikor ubogich, które z kolei uważnie przyjrzały się mnie. Choć mniej bogate w kolory, są piękne jak bogatki. Miałem okazję przekonać się, że to ich „ubóstwo” jest absolutnie pozorne.

Lokalnie, ale egzotycznie

Wreszcie, na sam koniec, dwie ciekawe obserwacje znad Rusałki. Niespodziewanie minąłem parę młodych ludzi, którzy na szyjach mieli pozawieszane lornetki. Obserwatorów przybywa! Druga obserwacja była jeszcze bardziej egzotyczna.

 

Tytułowy dziobak, fot. Dawid Tatarkiewicz

Tytułowy dziobak, fot. Dawid Tatarkiewicz

 

Blisko brzegu jeziora leżał na ziemi… dziobak. Pluszak co prawda, ale bardzo pocieszny, nadzwyczaj kolorowy.

No tak, kolorów w przyrodzie będzie teraz przybywać. Przed nami piękny czas wiosny. Obyśmy mieli nieskrępowane możliwości i chęci, aby go podziwiać. Korzystajmy z tego, szukając ukojenia. Spokój oraz szacunek wobec przyrody i życia będzie takiej postawy naturalnym owocem.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
2
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0