fot. K. Szymkowiak

EXPO-nować polską muzykę

Na tegorocznej wystawie EXPO reprezentanci poznańskiej Akademii Muzycznej dali koncerty muzyki klasycznej i jazzowej, a w ramach Tygodnia Nauki Polskiej przedstawili samą uczelnię. O pobycie w Dubaju i wyzwaniach stojących przed edukacją muzyczną mówi dr hab. Mikołaj Rykowski, prorektor uczelni.

Barbara Kowalewska: Jak Akademia Muzyczna znalazła się na EXPO?

Mikołaj Rykowski: Dowiedzieliśmy się, że delegowane są uczelnie z Poznania, i zgłosiliśmy się w odpowiednim momencie. Potrzebna była też oprawa muzyczna dla polskiego pawilonu. Z jednej strony więc zaprezentowaliśmy naszą uczelnię, a z drugiej mieliśmy uatrakcyjnić muzycznie wystawę. No cóż, myślę, że wykorzystaliśmy szansę.

 

Duża w tym zasługa szefowej rektoratu, pani Katarzyny Liszkowskiej, która nawiązała kontakt z Narodową Agencją Wymiany Akademickiej (NAWA).

Prawdopodobnie inne uczelnie muzyczne się nie zgłosiły bądź spóźniły się ze zgłoszeniem swojej kandydatury. Trzeba też powiedzieć, że NAWA obdarzyła nas sporym zaufaniem, za co naturalnie jesteśmy bardzo wdzięczni.

 

Mikołaj Rykowski, fot. Karol Szymkowiak

BK: Kto wziął w tym udział i jakie projekty przygotowaliście do prezentacji?

MR: Pojechało dwóch prorektorów: Szymon Musioł, prorektor do spraw studenckich, a jednocześnie świetny pianista, który dał tam recital chopinowski, ja zaś (drugi prorektor ds. projektów badawczych, promocji i ewaluacji uczelni) poprzedziłem ten występ tzw. słowem o muzyce. W programie było „Scherzo h-moll”, „Krakowiak fantastyczny” Paderewskiego, patrona naszej uczelni, oraz „Sonata księżycowa” Beethovena, co było swobodnym nawiązaniem do osiągnięć Mikołaja Kopernika prezentowanych w pawilonie. Skomentowałem to w słowie wstępnym, że patrzenie na księżyc może skutkować postępami w nauce, ale też skomponowaniem pięknej muzyki.

 

W składzie grupy byli też muzycy jazzowi: Wojciech Olszewski, Maciej Kociński, Maciej Łakomy oraz Patryk Piłasiewicz, którzy dali autorski koncert muzyki Krzysztofa Komedy, ja z kolei do tego koncertu przygotowałem wizualizacje.

Zainteresowanie Komedą zainicjował w Akademii Patryk. Badał jego życiorys, dotarł do rodziny, napisał o nim sporo artykułów. Niestety tuż przed wylotem Patryk dostał pozytywny  test covidowy i zespół pojechał bez niego. Na szczęście powtórny test wykazał, że może jechać. W rezultacie jednak pierwszego dnia zespół wystąpił w okrojonym składzie – klawisz, saksofon, puzon.

 

Panowie zaprezentowali repertuar komedowski, który stał się oczywiście kanwą do obszernych improwizacji.

Na ekranie zaś wyświetliliśmy kadry z filmów  „Nóż w wodzie”, „Dwóch ludzi z szafą” i „Dziecko Rosemary”. Występ starałem się wzbogacić komentarzem ukazującym kontekst owej muzyki filmowej. Tworzyło to synkretyczną całość, dawało pojęcie nie tylko o muzyce, ale też o naszej kinematografii.

Dalsze nasze występy stanęły pod znakiem zapytania z uwagi na bardzo restrykcyjne przepisy covidowe, panujące na terenie EXPO. Każdego dnia wymagano od uczestników aktualnego zaświadczenia o negatywnym wyniku testu na obecność koronawirusa. Po pierwszym dniu, kiedy odbył się koncert, okazało się, że jeden z naszych muzyków ma wynik pozytywny, co spowodowało, że dwaj pozostali zostali skierowani na kwarantannę (której ja cudem uniknąłem, bo nie uznano mnie za członka zespołu).

 

Mikołaj Rykowski, fot. Karol Szymkowiak

Z opóźnieniem dotarł do Dubaju Patryk Piłasiewicz, jednak spowodowane covidem, wspomniane zmiany w zespole, a także zmiany w programie sprawiły, że nie udało się pokazać jego projektu interdyscyplinarnego związanego z Enigmą.

Patryk bada naukowo związki słynnej maszyny szyfrującej i dźwięków, które teoretycznie są efektem ubocznym działania maszyny, ale też stanowią o muzyczności jej działania. Nabyliśmy dla Akademii syntezator modularny, co pomaga w eksploracji tego tematu. Patryk spiął to w prezentacji multimedialnej. Nieprzypadkowo więc chcieliśmy zaprezentować ten projekt na EXPO w ramach Tygodnia Nauki Polskiej. To nie jedyny zresztą projekt prowadzony w naszej Akademii, w którym pojawiają się związki muzyki i matematyki. Jeden z takich projektów prowadzą Monika Kędziora i Piotr Niewiedział. Matematyka jest obecna w muzyce na wiele sposobów – dziecko poznaje ułamki już w szkole muzycznej (nuty, półnuty, ćwierćnuty, ósemki itd.), zanim pozna je na lekcji matematyki.

 

U młodego muzyka myślenie matematyczne rozwija się wcześnie.

Potem mamy bardziej skomplikowane zależności:  w tworzeniu interwałów, następstw harmonicznych, strukturze fugi, w lutnictwie, gdzie trzeba dokonywać  badań akustycznych. Analogii jest sporo…

 

BK: Z racji Tygodnia Nauki Polskiej prezentował pan także waszą uczelnię.

fot. K. Szymkowiak

MR: Udało mi się ją przedstawić dwukrotnie – raz przed agentami zbierającymi informacje o uczelniach, by potencjalnie nawiązać z nimi kontakty, a drugi raz dla prorektora United Arab Emirates University, profesora Ahmeda Ali Murada. Nie wiązałem z tym wielkich nadziei, bo Arabowie są głównie zainteresowani medycyną, a jednak prorektor wyraził zainteresowanie Akademią. Wspomniał o tym, że założyli na swojej uczelni orkiestrę i być może moglibyśmy współpracować. Napisałem do nich po powrocie i teraz czekamy na odpowiedź. Może to potrwać, ponieważ – jak mi powiedziano – w świecie arabskim na maile odpowiada się z dużym opóźnieniem.

 

BK: Różnice kulturowe są odczuwalne jeszcze w inny sposób?

MR: O tych różnicach przekonaliśmy się, gdy zaprezentowałem fragmenty filmów z muzyką Komedy. Wśród nich były kadry z filmu „Nóż w wodzie” – gdzie przez jakieś 6 sekund na żaglówce widać panią w bikini. Stało się to przyczyną zamieszania – organizatorzy usłyszeli nazajutrz od gospodarzy uwagę, że coś takiego nie powinno mieć miejsca.

 

To zaskakujące, że mamy EXPO, wystawę, na której teoretycznie prezentuje się cały świat, a jednak podlega ona lokalnej cenzurze obyczajowej.

W takich sytuacjach silniej zdajemy sobie sprawę z tych różnic kulturowych. Emiraty są pełne sprzeczności – z jednej strony to kraj bardzo nowoczesny, wysoko rozwinięty cywilizacyjnie, a z drugiej – nadal jest tam utrzymana kara chłosty…

 

BK: Jakie znaczenie ma dla was pobyt na EXPO? Na co możecie liczyć w przyszłości?

Mikołaj Rykowski, fot. Karol Szymkowiak

MR: To była dla nas możliwość skonfrontowania się i poznania innej kultury. Uważamy, że impulsem do rozwoju jest konfrontacja z tym, co inne. Dzięki temu możemy być lepszymi muzykami. W świecie arabskim muzyka nie ma wysokiej pozycji w kulturze, ponieważ radykalny islam odrzuca jej funkcję rozrywkową. Dozwolona jest tylko o tyle, o ile służy  modlitwie.

 

Ale dowiedziałem się nieoficjalnie, że na arabskim uniwersytecie rozpoczęto nauczanie muzyki zachodniej, ponieważ intencją władz jest, żeby studenci mieli szerokie humanistyczne wykształcenie.

Na ile nawiążemy kontakt z Emiratami, to zależy teraz w dużej mierze od ich ruchu. Dowiedzieliśmy się, że nie cenią specjalnie kontaktu mailowego, więc być może trzeba będzie tam polecieć. Podobno czasem leci się do Dubaju dziewięć godzin po to, aby odbyć piętnastominutowe spotkanie, i to dopiero owo spotkanie może zadecydować o podjęciu współpracy.

 

BK: Przygotowuje pan słowo wstępne do wydarzeń muzycznych. Jakie znaczenie ma dobre poprowadzenie koncertu?

MR: Niektórzy uważają, że na koncercie powinniśmy po prostu słuchać muzyki. Moim zdaniem koncert powinien mieć gospodarza. Konferansjer winien zauważać kontekst czasu i miejsca – obecnie  wykorzystuję tę szansę, aby powiedzieć coś o sytuacji na Ukrainie.

 

fot. K. Szymkowiak

fot. K. Szymkowiak

Niedawno pewien koncert rozpocząłem od łacińskiego przysłowia „Inter arma silent Musae” („W czasie wojny milczą muzy”). Teoretycznie tak, ale czy powinniśmy na to pozwolić? Nie grać koncertów? A może właśnie teraz, bardziej niż kiedykolwiek, winniśmy kontynuować naszą misję, kultywować to, co – w pewnym sensie – zostało zaatakowane? A zatem moją intencją jest nawiązanie kontaktu z publicznością. Dzięki temu pojawia się szansa, że publiczność mi zaufa i posłucha, co mam do powiedzenia o utworach i kompozytorach.

Jeśli chodzi o kwestie czysto muzyczne, przekazując wiedzę, pilnuję się, żeby nie popaść w ton wykładowy. Koncert nie jest przecież lekcją. Chcę jednak czasem przemycić coś o charakterze analityczno-muzycznym.

Kiedyś po koncercie, który prowadziłem w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy, mój ojciec stwierdził:

 

„Dobrze, że to powiedziałeś, bo inaczej bym nie zrozumiał, dlaczego ta muzyka jest taka, a nie inna” (chodziło o utwory Panufnika i zmianę stylu jego muzyki po ucieczce na Zachód).

 

Słowo wstępne jest potrzebne, ale nie można tego przegadać. Kiedy prowadzę w filharmonii koncerty – a robię to już od dziesięciu lat – mam swoje pięć minut, żeby nie zanudzić publiczności. Czasem te pięć minut przygotowuję cały dzień, nawet dwa, żeby uzyskać tekst syntetyczny, z jakimś żartem, refleksją, puentą.

Pamięta pani serial „Wojna domowa”? Był taki odcinek, w którym młodzież przygotowywała występ w domu kultury. I tam się pojawia postać prowadzącego, na którego widok ktoś z publiczności reaguje: „Będzie truć”. I ja jestem w podobnej sytuacji. Jak wychodzę, to muszę przekonać tego kogoś z widowni, że nie będę truć, ale powiem coś ciekawego. Staram się zawsze wprowadzić jakiś mały żart. Oczywiście z wyjątkiem koncertów związanych z poważną sytuacją (jak teraz, dla Ukrainy).

 

BK: Jak powinna wyglądać edukacja muzyczna? Jakie wyzwania stoją przed uczelniami muzycznymi?

MR: Podstawowy problem,  z którym się borykamy, to napięcie między koniecznością rozwoju technicznych umiejętności muzyka – trochę jak w szkole zawodowej – a potrzebą edukowania w szerszym kontekście humanistycznym. Trudno jest tu zachować równowagę, ponieważ młodzież w sposób naturalny chce się skupić na rzemiośle. Musimy jednak pokazywać rolę muzyki w kulturze, bo żeby lepiej grać na instrumencie, trzeba pójść do teatru, opery czy na wystawę – trzeba poznać szersze konteksty sztuki. Nie ma innej drogi, to jest uczelnia humanistyczna, a nie zawodowa. Poszukujemy zatem rozmaitych sposobów, aby zachęcać młodzież do równomiernego rozwoju.

 

fot. K. Szymkowiak

fot. K. Szymkowiak

Innym problemem, który obserwuję w ostatnich latach, jest zmiana wśród młodzieży, jeśli chodzi o podejście do wykładowcy. Kiedyś przychodziliśmy na wykłady sławnych osobistości i cokolwiek robili, braliśmy to w ciemno – bo to był autorytet. Od paru lat to się zmienia, dla młodzieży ważne jest przede wszystkim to, co wykładowca prezentuje tu i teraz. Jeśli pójdzie fama, że na jego wykładzie jest ciekawie, to młodzież będzie na zajęcia uczęszczać.

Wyzwaniem przyszłości jest też tzw. coaching artystyczny, który miałby pomóc w obraniu specjalizacji. Na pewnym etapie uczenie się wszystkiego nie ma sensu.  Student winien zatem wybrać, w jakim kierunku chce się rozwijać; my zaś musimy przyglądać się jego predyspozycjom, by mu pomóc odnaleźć własną drogę. Widzę w tym przyszłość. Nie chciałbym bowiem sytuacji, w której absolwent kończy uczelnię z dobrymi notami, ma piątkę na dyplomie, ale telefon milczy. Coś się musi zadziać już podczas studiów, żeby nasz absolwent mógł znaleźć po ich ukończeniu pracę.

Podstawa programowa nie jest łatwa do zmiany, ale musimy jakoś reagować na to, w czym nasi uczniowie lepiej się czują: w kameralistyce, dyrygenturze, jazzie czy musicalu. Chopin miał to szczęście, że spotkał na swojej drodze Elsnera, który – gdy się zorientował, że centralnym punktem procesu tworzenia Chopina jest fortepian – nie wymagał od niego pisania np. oratoriów, mimo że to było elementem programu nauczania. Być może dzięki tej swobodzie talent kompozytora się rozwijał.

 

I ostatnia kwestia – dla umuzykalnienia pomocne byłoby stworzenie w szkołach zajęć przybliżających folklor muzyczny.

Na wschodzie, na przykład w Ukrainie czy Mołdawii, dobrze to funkcjonuje. Młodzi ludzie z tych terenów są bardzo muzykalni, bo folklor wpuszczono tam do szkół. Na lekcjach muzyki gra się i śpiewa melodie ludowe. A zatem ich muzykalność ma swoje źródło w muzyce tradycyjnej, przekazywanej drogą ustną, ale i kultywowanej w szkole. Zadaniem nauczycieli jest tylko nie zepsuć owej naturalnej muzykalności. No cóż, myślę, że od naszych sąsiadów, np. z Ukrainy, możemy się w tej kwestii sporo nauczyć.

 

Mikołaj Rykowski – dr hab., muzykolog (UAM, 2003) i klarnecista (AM Poznań, 2000). Autor książek i artykułów z zakresu historii muzyki XVIII i XIX wieku. Obecnie jest prorektorem ds. projektów badawczych, promocji i ewaluacji oraz kierownikiem Katedry Teorii Muzyki Akademii Muzycznej I.J. Paderewskiego w Poznaniu. Zajmuje się działalnością wykładową i popularyzatorską; m.in. prowadzi koncerty filharmoniczne oraz jest współautorem scenariuszy do koncertów z cyklu Speaking Concerts.

 

Prezentacja artystów reprezentujących Wielkopolskę i Akademię Muzyczną im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu, w ramach Tygodnia Nauki Polskiej podczas EXPO 2020 w Dubaju, odbyły się z udziałem środków budżetowych Samorządu Województwa Wielkopolskiego.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
1
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0