fot. Marta Baszewska (fotoedycja)

Feldfebel ratuje polskie relikwie

Największą świętość Polaków – szczątki św. Wojciecha z katedry w Gnieźnie – pomógł ocalić w 1941 roku niemiecki podoficer. Wystarczyło, że pozostał wierny zasadom swojej wiary.

We wrześniu 2004 roku w Gnieźnie doszło do niezwykłej uroczystości. 89-letni wówczas Niemiec Urban Thelen otrzymał z rąk arcybiskupa Henryka Muszyńskiego, metropolity gnieźnieńskiego, medal „Zasłużony dla Archidiecezji Gnieźnieńskiej”. Latem 1941 roku uchronił bowiem relikwie św. Wojciecha przed profanacją przez gestapo, które zajęło gnieźnieńską katedrę (Niemcy urządzili później w świątyni salę koncertową).

Dlaczego niemiecki żołnierz ocalił polskie świętości? „Zrobiłem tak, bo w pierwszej kolejności byłem katolikiem, a dopiero w drugiej – żołnierzem” – tłumaczył w Gnieźnie wzruszony Thelen.

KATOLIK NA WOJNIE

Urban Thelen urodził się 22 kwietnia 1915 roku w katolickiej rodzinie w Winden, niedaleko Düren (Nadrenia) jako piąte dziecko Arnolda i Margarety Thelen. Przed wojną był wcielony do Arbeitsdienst (Służby Pracy – paramilitarnej organizacji młodzieżowej), następnie dostał powołanie do Wehrmachtu. Przeszedł przeszkolenie do pracy w wojskowych komisjach i urzędach poborowych.

Gdy wybuchła wojna, Thelen miał 24 lata. Dowództwo niemieckie skierowało go do Inowrocławia – do tamtejszej Wojskowej Komendy Urzędu Meldunkowego. Tam poznał niemieckiego kapłana, księdza Paula Mattauscha, który opiekował się niemieckimi katolikami przesiedlonymi na te tereny.

 

Thelen i Mattausch szybko się zaprzyjaźnili. Na prośbę księdza Urban, wówczas feldfebel (sierżant) – nie wzbudzając podejrzeń – wielokrotnie przewoził tajne listy i dokumenty do i z kurii w Gnieźnie.

Dostarczył m.in. tajną pocztę metropolity wrocławskiego kardynała Adolfa Bertrama do wikariusza generalnego archidiecezji gnieźnieńskie ks. kanonika Edwarda van Blericqa.

Razem z księdzem Mattauschem pomagał też polskim rodzinom, zaopatrując je w żywność i artykuły pierwszej potrzeby. Wykorzystywał do tego swoje znajomości wśród wpływowych niemieckich urzędników państwowych, dzięki którym mógł poruszać się po okupowanym terenie. Kilka razy pomógł też wyrobić fałszywe dokumenty polskim katolikom, które uniemożliwiły wywiezienie ich do Generalnego Gubernatorstwa.

Urban Thelen, Święty Wojciech

Arno Giese, „Kurier Kardynała”, Wydawnictwo Bernardinum, Gniezno 2004

Podczas okupacji z ponad 300 polskich kapłanów archidiecezji gnieźnieńskiej na swoich placówkach pozostało zaledwie 36. Wielu straciło życie w obozach koncentracyjnych, a ograbione kościoły zamykano. Polacy mogli uczestniczyć w mszach świętych tylko w określone dni.

Urban Thelen otrzymał od kardynała Bertrama specjalne pełnomocnictwo, dzięki któremu mógł zabierać z zamkniętych kościołów Najświętszy Sakrament. W ten sposób ocalił wiele rzeczy bezcennych dla wierzących. 

W OBRONIE RELIKWII

Wszystko zaczęło się od telefonu od księdza Mattauscha do biura Urbana w Inowrocławiu.

„Urban! Błagam cię, wpadnij do mnie jak najszybciej!” – prosił zdenerwowany duchowny.

 

W lipcu 1941 roku w niebezpieczeństwie znalazły się relikwie Świętego Wojciecha z katedry w Gnieźnie. Okupanci postanowili bowiem zlikwidować ten obiekt sakralny. W katedrze gnieźnieńskiej, pozbawionej cennego wyposażenia, hitlerowcy okupanci urządzili salę koncertową, ogłoszoną w dodatku „zabytkiem architektury germańskiej”.

Urban Thelen, Święty Wojciech

Relikwiarz św. Wojciecha w katedrze gnieźnieńskiej, źródło: Wikipedia

 

Srebrna trumienka z relikwiami Świętego Wojciecha trafiła do skarbca Banku Polskiego. Relikwie ukrył ksiądz Edward van Blericq.

Kapłan był już od dawna na celowniku gestapo. Funkcjonariusze tajnej policji postawili mu ultimatum: albo opuści Gniezno i wyjedzie do Inowrocławia, albo trafi do obozu koncentracyjnego. Oczywiście zdecydował się na Inowrocław, ale zanim wyjechał, zadbał o los relikwii świętego. Za pośrednictwem księdza Mattauscha sprawą zajął się Urban Thelen. Niewiele się zastanawiając, pojechał do Gniezna. Pociągiem.

„Tego dnia nie miałem do dyspozycji samochodu służbowego. Wpadłem tylko na chwilę do biura, by w Raporcie wyjazdów odnotować, że jadę do Gniezna w celu przeprowadzenia kontroli uzupełnienia wojskowego. Byłem na służbie. Nie mogłem ot tak opuścić Inowrocławia” – wspominał wiele lat po wojnie w wywiadzie dla „Przewodnika Katolickiego”.

„Gdy dotarłem na miejsce, od razu udałem się do ks. kan. van Blericqa. Czekał na mnie. Był bardzo zdenerwowany. Drżącymi dłońmi podał mi niewielką opieczętowaną skrzyneczkę z drewna, w której znajdowały się relikwie św. Wojciecha. «Ratuj je!» – powtarzał. Nie bardzo wiedziałem jak. W końcu włożyliśmy skrzyneczkę do drewnianego pudła, zawinęliśmy je w szary papier i całość obwiązaliśmy sznurkiem. Z takim pakunkiem ruszyłem na dworzec. Pociąg był strasznie zatłoczony. Trudno uwierzyć, ale znalazłem pusty przedział – tak jakby na mnie czekał. Nikt nie próbował nawet do niego wejść. Pamiętam, że pomyślałem wówczas: oto Święty Wojciech jedzie w żołniersko-niemieckim konwoju koleją”.

 

Thelen przywiózł relikwie księdzu Mattauschowi, który ukrył je w swoim mieszkaniu za arrasem. W ostatniej chwili! Tuż po wyjściu feldfebla do mieszkania wpadli tajniacy gestapo. Choć przeszukali cały dom, za arras nie zajrzeli.

Zagrożone świętości przetrwały wojnę – ukryte pod posadzką zakrystii w kościele św. Mikołaja w Inowrocławiu. Historię bohaterskiego czynu niemieckiego podoficera opisał wiele lat później polonijny dziennikarz Arno Giese w książce „Kurier kardynała”. 

„SZLACHETNY CZŁOWIEK W NIEMIECKIM MUNDURZE”

Po wojnie Thelen wrócił do rodzinnego Winden. Ukończył Wyższą Szkołę Muzyczną i pracował jako organista oraz kierownik chóru kościelnego.

Urban Thelen, Święty Wojciech

Urban Thelen, materiał archiwalny

Pamiętam jego skromność, gdy w 2004 roku przyjechał znowu do Gniezna. Otrzymał wtedy od abp. Henryka Muszyńskiego medal „Zasłużonego dla Archidiecezji Gnieźnieńskiej”.

„Bał się pan?” – dopytywali go wtedy polscy dziennikarze.

„Nie. Byłem podoficerem, przy zachowaniu ostrożności gestapo niewiele mogło mi zrobić” – odpowiadał skromnie.

„A dlaczego tak długo pan milczał?”

„Bo nikt by mi nie uwierzył. Zresztą, nie uważam, że zrobiłem coś wyjątkowego”.

„W okrutnym czasie narodowego socjalizmu przybył pan tutaj w mundurze niemieckiego żołnierza. Jednakże pod tym mundurem krył się szlachetny człowiek i prawdziwy chrześcijanin. Pańskie czyny dokonane w ponurych czasach hitlerowskiego nazizmu i niemieckiej okupacji pozostaną dla nas na zawsze świetlanym znakiem nadziei” – mówił w laudacji wygłoszonej po niemiecku arcybiskup Henryk Muszyński.

 

Były żołnierz Wehrmachtu został zaproszony do Gniezna już w 1997 roku – na uroczystości milenium śmierci św. Wojciecha. Dużym przeżyciem było dla niego osobiste spotkanie z papieżem Janem Pawłem II. Od głowy Kościoła usłyszał wtedy, że swoim wyczynem wyświadczył Kościołowi w Polsce wielką przysługę.

Urban Thelen zmarł 15 lipca 2008 roku. Jego czyn wart jest przypominania nie tylko w Gnieźnie.

 

Wykorzystałem m.in. artykuł Bernadety Kruszyk, opublikowany w „Przewodniku Katolickim”.

 

PIOTR BOJARSKI – pisarz i publicysta, autor m.in. powieści „Cwaniaki”, „Szmery” i „Juni”, a także zbioru reportaży „Poznaniacy przeciwko swastyce”.