fot. Zuzanna Kupczyk

Głos chama, głos Kordiana

Czytanie sceniczne „Kordiana i chama” w reżyserii Joanny Bednarczyk – teatralna miniatura z niemal nieistniejącą scenografią – stanowi sugestywną adaptację powieści Leona Kruczkowskiego. Twórcy wydobywają z niej takie fragmenty, które pozwalają na efektowne nawiązania do aktualnej sytuacji politycznej w Polsce, nadając metaforze podziału społeczeństwa na „chamów” i „Kordianów” nowe znaczenie.

Głosy

Bohaterowie-figury, w różnych scenach dynamicznie zmieniający swoje role, pozostają raczej w bezruchu – głos jest ich podstawowym środkiem wyrazu nie tylko ze względu na specyficzną formę czytania scenicznego, ale i kluczową rolę głosu jako metafory organizującej całość tego minispektaklu.

 

O głos bowiem tu chodzi: o oddanie głosu, o starcie racji, o bycie usłyszanym.

Dialogi bohaterów nie brzmią jak dysputy chłopów pańszczyźnianych z początku XIX wieku na temat marzeń o wyswobodzeniu się spod przemocowej władzy szlachty. Przypominają raczej czasem rozpaczliwe, a czasem skandaliczne głosy znane ze współczesnych programów informacyjnych. Przy dźwiękach rzewnej wiolonczeli, z wyświetlanymi w tle ilustracjami przedstawiającymi sielskie obrazki wsi, Bednarczyk wraz z zespołem Teatru Polskiego w Poznaniu pyta o współczesnych Kordianów, rewidując mit bohatera romantycznego i badając wpływ politycznej narracji na nastroje społeczne.

Narracja bohatera romantycznego

Na poziomie refleksji najbardziej ogólnej, skrót powieści dokonany przez Joannę Bednarczyk demaskuje i akcentuje sztuczność konstrukcji romantycznego mitu „narodu polskiego”, który jako jednolity i solidarny byt pragnął wyswobodzenia spod jarzma zaborców. W istocie jednak, jak przypominają nam postaci Bednarczyk, podczas gdy szlachta – pozująca na krystalicznie czystą i niewinną ofiarę historii – zaangażowana była w walkę z zaborcą (po ich stronie tylko symboliczną), chłopi toczyli codzienną walkę z źle traktującymi ich szlachcicami. W ich świadomości zatem nie istnieje podział na naród polski i zaborców. Jak mówi jedna z postaci:

 

„Nie ma w tym kraju narodu. Jest klasa szlachty polskiej, twardych dzierżycieli ziemi, wsteczników zaskorupionych w zeszłowiecznym czerepie pojęć i wyobrażeń, rozprawiająca gorliwie o wolności, ale wolności dla siebie, wolności panowania i przodowania we wszystkim, strzegąca monopolu tej wolności. I jest ciemna, upodlona w nędzy i niewoli odwiecznej masa chłopska, bezwładna i odrętwiała, na ogromnych obszarach tego kraju”.

 

Czytanie performatywne „Kordiana i chama” wysuwa na pierwszy plan istnienie tego dualizmu, ukrywanego przez warstwę uprzywilejowaną w celu ochrony jej interesów: dwóch historii romantycznych, dwojga ciemiężycieli, dwóch ojczyzn i dwóch wizji wolności. Ale narracja na jej temat może być tylko jedna.

Zawłaszczyła ją warstwa uprzywilejowana – frakcja „Kordianów” snująca zmanipulowaną historię niewoli i wolności, równości i niesprawiedliwości. Chowając się za pustym hasłem troski o naród, wymazuje swoje winy, a akcentuje bohaterstwo i męczeństwo, będąc przecież „najtwardszą despotyzmu opoką”.W oficjalnej narracji eksponuje silne związki z „ludem” (większością narodu, mieszkańcami małych miast i wsi) i stwarza pozór łączącej ich wspólnej sprawy, gdy w rzeczywistości to tylko slogan, dyskurs, narracja.

Czytanie sceniczne „Kordiana i chama” w Teatrze Polskim w Poznaniu, fot. Zuzanna Kupczyk

 

Narracja ta jest piętnująca i wykluczająca, prowadzona w celu ochrony własnych interesów za pomocą wyzysku i abstrakcyjnego pojęcia „narodu”, które „Kordian” sam wytwarza i obarcza konkretnym znaczeniem, opartym na zakreśleniu widocznej linii podziału między „my” i „oni”, gdzie naród należy wyłącznie do „my”.

Współcześni Kordianowie

Na poziomie odniesień konkretnych kompilacja fragmentów powieści pozwala widzieć w „Kordianie” rządzący Polską obóz Prawa i Sprawiedliwości, a w sytuacji odciętych od rzeczywistości panów, zawłaszczających narrację historyczną dla ochrony i legitymizowania swojej pozycji – metaforę życia w Polsce rozbitej prawicowymi rządami. Można by uznać, że refleksja ta dotyczy podziału na polityków i społeczeństwo w ogóle, gdyby nie seria aluzji, które bardzo nie chcą być czytane uniwersalnie.

 

Z prozy Kruczkowskiego zostały wydobyte fragmenty, które wydają się pochodzić z tekstów publicystycznych z ostatnich miesięcy: mamy tu nie tylko poparcie Kościoła (przekonującego, że wszystko, co trudne jest najwyraźniej zasłużoną karą od Boga i że „ręce są, aby pracowały, a dusza chrześcijańska – aby praw słuchała od zwierzchności ustanowionych”) czy próby dotarcia do osób niewykształconych jako – z perspektywy rządzących – łatwiejszych do sterowania („Nie jestem zachwycony tym oświecaniem chłopskich dzieci.

Zrządzić to może w kraju niepomyślne skutki, zwrócić ludzi dotąd spokojnych ku niebezpiecznej chęci”). Przemycone w tekście zostają także aluzje do wątków takich jak lekceważenie apeli potrzebujących („Pojąłem, iż próżno się pospolitemu człowiekowi u rządu opieki dopraszać”), ignorowanie zapisów konstytucyjnych, gdy nie zgadzają się z politycznymi planami rządzących, pośpieszne przepychanie ustaw w niepełnym składzie parlamentu („dekret aktem rządowej samowoli, wydany z pominięciem sejmu”), lęk przed europejskimi ekspertami zabierającymi głos w polskiej sprawie („najważniejsze jest odrzucenie wszelkich doktryn cudzoziemskich”), odsuwanie ze stanowisk za sprzeciw wobec władzy i/lub obsadzanie ich swoimi zwolennikami, także w sądach, doprowadzając do niesprawiedliwych procesów.  

Analogia między zdarzeniami z powieści Kruczkowskiego a obecną sytuacją polityczną w Polsce została przeprowadzona dzięki napięciu między rozumieniem i używaniem pojęć „lud” i „elita”. Konflikt interesów chłopów i szlachty, odmienne pojmowanie wroga oraz zmanipulowaną i formułowaną z perspektywy uprzywilejowanych narrację martyrologiczną Joanna Bednarczyk odnosi do narracji polskich elit politycznych – nie tylko w wymiarze eksploatowania niepodległościowego wątku, służącego za wiecznie żywą metaforę rzekomej potrzeby uniezależnienia się Polski od zewnętrznych wpływów.

Czytanie sceniczne „Kordiana i chama” w Teatrze Polskim w Poznaniu, fot. Zuzanna Kupczyk Kupczyk

Głos chama

Kluczowe dla tej adaptacji „Kordiana i chama” wydaje się skompromitowanie podziału na „chamów” i „szlachtę” oraz dyskurs polityczny dotyczący wymiany starych elit na nowe. Okazuje  się, że deklarująca walkę w imieniu wszystkich Polaków z (wyimaginowanym) wrogiem władza realizuje własne interesy, nieprzystające do oczekiwań narodu. A programowa „ludowość” i bliskość zwykłego człowieka – to kontynuacja uprzywilejowywania wciąż nowych elit.

 

W efekcie, tak jak chłopom Kruczkowskiego problem skali makro wydawał się nierealny z perspektywy codziennych zmartwień, tak i współcześni Polacy odpowiedzialnością za złą sytuację kraju obarczają raczej polityków, a nie fantazmatyczne obce siły – podobnie jak buntujący się chłopi nie wierzą, że za ich „niedolą, cierpieniem i wyzyskiem stoi obcy jakiś wróg, car, najeźdźca, przybysz, a podłość i bezwzględność właściciela to tylko spór drobny, domowy”.

Cham to zatem oszukany i wykorzystany wyborca, który uwierzył, że nowo wybrani politycy się o niego zatroszczą, a Kordian – przemocowa władza osłaniająca się romantycznymi mitami i autorytetem Kościoła katolickiego. Takie odczytanie wydaje się oczywiste, zarazem jednak budzi wiele wątpliwości. Jakkolwiek kompilacja scen z powieści Kruczkowskiego jest efektowna i łatwo wejść w atrakcyjną analogię proponowaną przez zespół Teatru Polskiego, to nakładanie dzisiejszej, bardzo konkretnej perspektywy na utwór z lat 30. XX wieku grozi pułapką anachronizmu. Ciężko też wskazać uniwersalną diagnozę, która miałaby wypływać z tego zestawienia. Czy chodzi o wskazaną w wykładzie Andrzeja Ledera (towarzyszącym czytaniu scenicznemu) władzę religii katolickiej, utrwalającej taki rodzaj  mentalności, który zniechęca do krytycznej refleksji i buntu? Czy raczej o wieczną klątwę rewolucji pożerającej własne dzieci? To wszystko za mało na spójne uzasadnienie i jeszcze za mało na pełen spektakl. Stanowi jednak na pewno ciekawe przypomnienie przykładu takiej rewizji romantyzmu, która rzadko pojawia nawet w dekonstrukcjach mitu romantycznego – upomina się o głos niesłyszany.

 

„Kordian i cham”
Czytanie performatywne
Teatr Polski w Poznaniu
4–5 marca 2020
Reżyseria: Joanna Bednarczyk


obsada: Mariusz Adamski, Konrad Cichoń, Piotr B. Dąbrowski, Michał Kaleta, Wojciech Kalwat, Michał Sikorski, Paweł Siwiak, Andrzej Szubski, Wiesław Zanowicz

projekcje/przestrzeń: Karina Gorzkowska, Maja Szerel
muzyka: Paweł Malinowski
wiolonczela: Estera Wityńska

 

Wszystkie cytaty pochodzą z wersji „Kordiana i chama”, zaprezentowanej w czytaniu performatywnym 4 marca 2020.