fot. Janusz Jurek, na zdjęciu Witold Banach

Goście Radziwiłłów. Witold Banach

Latem ubiegłego roku, w ramach programu pt. "Goście Radziwiłłów", odbyła się sześciotygodniowa rezydencja literacka. W jej trakcie, pięć osób związanych z Wielkopolską i aktywnych w dziedzinie literatury, pracowało nad swoimi autorskimi utworami.

Program "Goście Radziwiłłów" został zainicjowany przez Samorząd Województwa Wielkopolskiego. W roku 2020 odbyła się jego pilotażowa edycja.

Rezydentów zaprosił Pałac Myśliwski Książąt Radziwiłłów w Antoninie - Dom Pracy Twórczej.

 

Jednym z gości pałacu był pisarz Witold Banach. Prezentujemy fragment powieści historycznej pt. "Sonata pruska", nad którą autor pracował w trakcie swojej antonińskiej rezydencji.

I


„Sojusznik”

 

Historycy później wielokrotnie spierali się o dalszy los Polski, gdybyż epoka napoleońska trwała dalej i nie zakończył jej ów pechowy incydent… Większość uważała, że Bonaparte wyrwał Polaków z zaborczego letargu.

Mogło się już wydawać, że sytuacja w Prusach Południowych, czyli na obszarach, które jeszcze nieco ponad dekadę wcześniej były województwami: poznańskim, kaliskim, sieradzkim, gnieźnieńskim i mazowieckim, została utrwalona na wieki i tutejszy lud w pełni uszczęśliwiony jest panowaniem Hohenzollerna. A przecież po drodze był zdradziecki sojusz, inspirowanie pierwszego rozbioru, cios w rewolucję generała Kościuszki i zagarnięcia kolejnych dzielnic Rzeczypospolitej z jej stolicą włącznie.

Maciejowice i Praga zakończyły zbyt jaskrawo i tragicznie dramat dawnej Polski, Jena rozpoczęła świetną epopeję nowej Polski, kładąc cień na umyślne zapomnienie i letarg, w jaki zapadł naród Rzeczypospolitej – pisano.

Ale zacznijmy po kolei.

Był rok 1787. Król Poniatowski, przewidując kolejną wojnę Rosji z Turcją, chciał Katarzynie zaproponować sojusz. Wysłał do carycy dokument zwany Życzenia króla, w którym między innymi prosił o powstrzymanie poparcia dla opozycyjnych magnatów, udogodnienia dla polskiego handlu na Morzu Czarnym, korekty w regulaminie sejmowym ułatwiającym przyjmowanie ustaw i przede wszystkim zgodę na skonfederowanie sejmu, czyli podejmowanie ustaw bez obawy Liberum Veto. W zamian król oferował: „Bliskie i trwałe przymierze z Rosją, która dzięki temu uzyskałaby, jeśli można się tak wyrazić, o jedno królestwo więcej". Sojusz dawał szansę na powiększenie armii Rzeczypospolitej. Do upragnionego – przez króla – spotkania z carycą doszło 6 maja 1787 roku pod Kaniowem na Dnieprze, gdzie cumowała rosyjska flotylla. Między innymi pływający apartament Katarzyny. Po wspólnym obiedzie kilkudziesięciu osób doszło w końcu do poufnej rozmowy, ale nawet wtedy Poniatowskiemu i Katarzynie towarzyszył jej aktualny faworyt feldmarszałek Grigorij Potiomkin. Monarcha Polski nie usłyszał niczego konkretnego, stąd później słynne powiedzenie dyplomaty austriackiego Karola Józefa de Ligne: Król wydał trzy miliony, czekał trzy miesiące, by widzieć Katarzynę przez trzy godziny. Dalszy ciąg wypadków sprawił, że ten błyskotliwy bon mot nie do końca odpowiadał prawdzie. W trzy miesiące po spotkaniu wybuchła wojna z Turcją i ambasador rosyjski otrzymał pełnomocnictwo do rokowań z królem w sprawie warunków sojuszu, a w październiku strona polska przygotowała projekt przymierza. Zbliżał się termin zwołania sejmu zwanego później Wielkim.

Katarzyna nie informowała wcześniej Berlina o pozytywnej odpowiedzi na ofertę Poniatowskiego, gdy jednak wiadomość dotarła do Fryderyka Wilhelma II, natychmiast nastąpiła ostra reakcja Prus. W wyniku interwencji dworu berlińskiego, niemal w przededniu otwarcia sejmu, Stackelberg otrzymał z Petersburga decyzję nakazującą tymczasowe odstąpienie od projektu przymierza Rzeczypospolitej z Rosją. Jednak machina przedsejmowa była już rozpędzona i na cofnięcie zgody na skonfederowanie sejmu było już za późno. Tym samym wszystko stało się możliwe.

Z dniem 6 października 1788 roku izby zaczęły obradować, a już trzynastego tegoż miesiąca na sejmie odczytano notę pruskiego dworu, w której wyrażono zaniepokojenie projektem aliansu polsko-rosyjskiego. Zaczęła się pruska gra o wytrącenie z wpływów rosyjskich kosztem własnych knowań. Prusy w „naszym imieniu” oświadczyły, że skoro nikt nie ma nieprzyjaznych zamiarów wobec Rzeczypospolitej, sojusz jest niepotrzebny. Gdyby zaś doń doszło, dwór pruski zastrzegł sobie podjęcie środków „zapewniających własne bezpieczeństwo”. Jednocześnie nie zgłoszono zastrzeżeń do powiększenia armii Rzeczypospolitej. Co za czasy! Prusy zgodziły się na powiększenie polskiej armii! Nota była wprost wymierzona w Rosję. Fryderyk Wilhelm II zachęcał sejm do przeprowadzenia reform ustrojowych i wzmocnienia władzy wykonawczej w państwie, czyli de facto zrzucenia rosyjskiego protektoratu, jakim Rzeczypospolita stała się po „sejmie repninowskim” To zachwyciło „stronników potężnej rodziny Czartoryskich, na której czele stoi kobieta przedsiębiorcza”, jak raportował pruski dyplomata Girolamo Lucchesini. Warszawa miała dla niego być przystankiem w drodze do Petersburga, ale na razie bardziej przydatny okazał się nad Wisłą. Przebiegły Włoch świetnie nadawał się do roli wyznaczonej przez arcycynicznego króla Prus. Pasowali do siebie znakomicie, już pierwsze ich spotkanie zapowiadało owocną współpracę. Lucchesini nie speszył się powitaniem starego Fryca, gdy Włoch przybył na jego dwór.

– Panie margrabio, dopókiż to margrabiowie włoscy będą tak podli, by się sprzedawać niemieckim monarchom?

W odpowiedzi król usłyszał.

  –  Dopóty, najjaśniejszy Panie, monarchowie niemieccy będą tak głupi, aby ich kupować.

 

Witold Banach – historyk, pisarz, działacz kulturalny, organizator Muzeum Miasta Ostrowa Wielkopolskiego, którym kieruje od jego założenia, w roku 1988. Autor kilkuset publikacji, artykułów, opowiadań i słuchowisk. Założyciel serii wydawniczej „Biblioteka Ostrowska”, w której ukazują się opracowania naukowe, albumy, literatura piękna i prace z zakresu nauk humanistycznych.