fot. Wydawnictwo WBPiCAK

Gra w wiersz, gra w społeczeństwo

Najnowsza książka poetycka Domarusa podejmuje z czytelnikiem i czytelniczką literacką grę (i to niejedną). Niby to tylko „Szybka książka o niczym takim”, a jednak o czymś. I to czymś poważnym.

Poezja Domarusa nie zakłada pełnej czytelności i prostej komunikacji z czytelnikami. Nie znaczy to jednak, że to tom zupełnie mętny czy niezrozumiały. Każdy utwór jest zaproszeniem do podjęcia dialogu, negocjowania i wyszukiwania znaczeń. To od nas zależy, czy takie zaproszenie przyjmiemy.

 

Śledzenie tropów oraz podążenie za rytmem tekstów w „Szybkiej książce o niczym takim” może być naprawdę zaskakującym doświadczeniem. Dlaczego?

Wiersz po wierszu, wers po wersie (ach, te przerzutnie), Domarus dociera do naszych trzewi. Warstwa po warstwie. A zaczyna się niewinnie, często od spotkania z codziennym przedmiotem. No bo czego można spodziewać się po konfrontacji z tubką pasty do zębów? Spójrzmy:

 

Napis

pokrywał tubkę pasty do zębów zostawioną obok umywalki w biurowej

toalecie

 

tej z przyczepionym do płytek ceramicznych detektorem owadów

firmy copesto

 

napis wykonany pewnie przy pomoc markera w kolorze niebieskim

dlatego wyraźnie się odcinał

 

na tle bieli opakowania od czerwieni nazwy firmowej kiedy wróciłem

przed wyjściem z pracy

 

tubki już nie było i nie wiem ktoś usunął ją z widoku może znalazł się

właściciel

 

więc wyciśnięta do połowy też przedstawiała wartość mimo napisu

zobaczycie zabiorą wam całą resztę

 

Przeciw przyzwyczajeniu

Domarus wyrywa nas z automatyzmu. Zahacza jeden obraz o drugi, łamiąc wers w takim miejscu, które nadaje mu dodatkowej warstwy znaczeń. „Szybka książka o niczym takim” przypomina kolekcję przypadkowych myśli albo zeszyt z powtykanymi między kartki świstkami.

 

Cezary Domarus "Szybka książka o niczym takim", Wydawnictwo WBPiCAK

Cezary Domarus „Szybka książka o niczym takim”, Wydawnictwo WBPiCAK

Utwory zaczynają się od właśnie tak nieważnych czy tymczasowych obrazów. Lektura Domarusa przypomina jednak wędrówkę, wertykalne zstępowanie gdzieś na dno. Krok po kroku docieramy do głębi tekstu: czy to wywracającej sensy puenty, czy rozdzierającej frazy, która obdziera ze złudzeń.

I poecie nie potrzeba do tego zabiegu narracyjności poematu. Jedno jest pewne: po przeczytaniu wiersza nie jest się już tą samą postacią.

 

Za mostem

luki w zabudowie zbędne zwierzęta

ścinki

 

wykonywanie codziennych zachowań

trwa

 

rzeka wychodzi z miasta ale z brzegu tym bardziej widać że oni go

nigdy nie opuszczą

 

Dwa dni przed proroctwem

słuchałeś tak długo ale nie wystarczyło słuchałeś uważnie

nie poszło dalej

 

słuchałeś mając wszystko co jest potrzebne do zrozumienia lecz to i tak

stało się przeszkodą

 

tam jest most z którego wszyscy patrzą na centrum nawet ci z których centrum

zrobiło obrzeża

 

patrzą jak rozgrywa się w oddali jak nadal nawadnia się toń

nie postępują

 

Wiersze z najnowszej książki Domarusa to jednak nie tylko zdawanie relacji z nadchodzącego kresu, który bynajmniej nie jest zaskakujący. Odrębnym tematem tomu pozostaje pamięć i rządzące nią mechanizmy. A ta jest dziurawa, z dnia na dzień coraz bardziej wybiórcza. W jaki sposób dokonujemy więc selekcji tego, co warte zapisania, przemyślenia i w ogóle, oglądania? Refleksja o pamięci poszerza swoje pole i zamienia się w dyskusję o postrzeganiu: o tym, jak widzimy świat i na czym warto koncentrować uwagę.

 

Źródła na amnezji

jak nie być puchnącą rybą w bezlitosnych sercach

jak wchodzić w sen i błagać o noszenie tam ciała

 

niewiarygodne jak mogło do tego dojść

 

fabryczki zdumienia pracują w ruchu ciągłym

nawet gdy śpiewasz tommorow never knows

piosenkę z każdym dniem coraz bardziej odległą

 

której tytuł kołysze się jak uszkodzony szyld

 

 

Osłuchiwanie języka

W „Szybkiej książce o niczym takim” znajdują się też eksperymenty językowe. Mowa tu przede wszystkim o neologizmach: naginaniu języka, upartym wykuwaniu nowych terminów, które najbardziej dopasują się do tekstu.

 

Cezary Domarus "Szybka książka o niczym takim", Wydawnictwo WBPiCAK

Cezary Domarus „Szybka książka o niczym takim”, Wydawnictwo WBPiCAK

Są więc wdzięczni „mieszkanicznicy” (bo kamienicznicy to przecież relikt pewnej epoki), jest odczasownikowa „poszłość” (wrzucająca nas w nieco melancholijny porządek czegoś minionego). Wspomniana „poszłość”, semantycznie bliska przeszłości, jest jednym z biegunów książki Domarusa.

Na jej antypodach znajduje się przyszłość, a nieco dokładniej rzeczywistość po końcu, lub mniej apokaliptycznie: bynajmniej nienapawające optymizmem scenariusze dla świata. Nie ma tu też widocznej linii zmiany, wielkich narracji rodem z SF. Jest za to beznamiętność, doliny oportunizmu i zobojętnienia. Dotyk i bliskość przechodzą do lamusa, teorie spiskowe są już na równi z faktami.

 

Poszłość II

kiedy dotyk nie jest już nowością zmieszany z powietrzem ginie w oddechu

spojrzenie nie jest już spojrzeniem

 

bliźnich lecz zwierząt środkowych

trapi

 

nerw oka dochodzi do trzewi i tam znajduje gniazdo

nie żeby coś ekstra

 

po prostu zasiedzenie w którym przestajemy dowiadywać się co w kraju czy w nas

jest brakiem lub nadmierną emisją

 

albo jak układają się włosy niedoszłej miłości albo jak trudny wskaźnik rozpruwa

trawniki parcele

 

uwalnia z nich odmowy omyłki

pył gwiazd 

 

 

Kosmogonia

jak możesz rozmawiać ze mną o swojej przyszłości kiedy mam na sobie

wczorajszą sukienkę?

 

w pewnym momencie można było mówić różnie na przykład

lekceważenie zostawmy światu niech wypatruje

 

w nas gwiazd czy komet niech bada

nasze krwinki tektoniczne niech go boli głowa bo mamy kryzys

 

na rynku podskórnych walut

w końcu świat był na początku a my zdarzyliśmy się tak późno

 

z umysłami jak dym więznącymi w sierści zwierząt

ale mówić można różnie

 

krój słów dziedzin

fason dobór —

 

a teraz wyglądasz dziwnie w świetle smartfonu jakbyś filtrował

przyszłe dni

 

Fantasmagorie i społeczeństwo

Domarus nie zatrzymuje się na wieszczeniu końca, naginaniu języka czy konstruowaniu chwytliwych puent. Sporo też w najnowszej książce pracy z wyobraźnią, która niekiedy przynosi surrealistyczne efekty.

 

Cezary Domarus "Zwrotki", Wydawnictwo WBPiCAK

Cezary Domarus „Zwrotki”, Wydawnictwo WBPiCAK

Obok tekstów bliskich poetyce snu pojawiają się również wiersze o maszynerii społecznej: o inercji tego wielkiego organizmu, o kołach zamachowych, które wprawiają ten mechanizm w ruch. To w końcu również wiersze o tym, jak w zębatkach takiej maszyny gubi się pojedynczość.

Cezary Domarus proponuje więc narrację sabotującą ustalone porządki.

 

Formularz

jak na to reagujesz:

 

niezadowolenie z siebie

przyroda

wielkie maszyny w folii na paletach zanim zaczną działać

 

jak reagujesz z tym spojrzeniem odświeżającym gps?

gdzie siada orientacja?

 

a słyszałeś słowa podmienione tak samo jak moje słowa

są?

 

czy podmiany to dawne przemiany kto wie aż tak

byśmy ruszyli z miejsca?

 

ruszanie z miejsca razem czy osobno?

halsowanie wspólnot

 

produkt wspólnota jego idealne cechy obowiązkowe

cechy wabiące cechy obojętne

 

zadowolenie z wymiany

przyrodzenie

wielkie maszyny w sążnistym działaniu

 

I również w tym tonie Domarus domyka swoją najnowszą książkę. Nie chodzi już tylko o zauważenie mechanizmów władzy redukowalnych do zagadnień ekonomicznych, ale o dociekania z pogranicza biopolityki, gdzie społeczeństwo jest organizmem żywym i sterowanym, a stawką są nasze ciała (i tożsamości, bo w grę wchodzą przecież samobójstwa osób należących do mniejszości). Ta gra toczy się na naszych oczach, zaznacza Domarus.

 

Plantkon

słychać twój przyspieszony oddech

ekonomia osiada ci na ustach które wcześniej ze smakiem wyjadły jej oczy

 

jesteś daleko stąd

i jesteś w zasięgu każdego ze zniszczeń

 

droga do apteki mrowie uciekających źrenic ciekawe spojrzenie

czarnego psa srebrząca się cząstka

 

srebrząca się w zmysłach cząstka tego co

miało być cały czas

 

w tle pytanie z kampanii:

kim mógłbyś być jeśli odważysz się przekroczyć istotę którą jesteś?

 

w kącie oka chłodny dymek z komiksu:

pozbawiony perspektyw genom

 

tak żmudnie zapisany

że mógłby zostać porą świata a kończy jako waluta

 

ale to

na marginesie

 

widać jeszcze różne odmiany światła

bo każdą część twojego ciała opromienia inne słońce

 

właśnie czekam na zenit

drugiego

 

 

Riffy do requiem dla Milo Mazurkiewicz

słowo ciałem nawet walutą bank centralny rozród zegnij kark

nadzór sakralny

 

a płeć ryba w saku

wieczny połów raczył im dać pan mieszka wyżej ptaków

 

a na filarach dwójkowych systemów wznosi się mit

nie może być tak że oni są inni niż my

 

na dniach społeczeństw hidźry, xanith, i muxe – wśród białych

zaludniają kąty psychuszki

 

i kto wie co by się stało gdyby naszemu słowu przykazano

słowo od ciała raz na zawsze wara wara

Podziel się kulturą!