fot. J. Billert

Hybrydowe oczyszczenie przetworami z tradycji

Biorąc pod uwagę panujące warunki, nikogo nie zdziwiłoby, gdyby trzecia edycja Poznań Katharsis Festiwal odbyła się jedynie w internecie (albo nie odbyła się wcale). Na szczęście organizatorom udało się doprowadzić do zaistnienia wydarzenia w tzw. formie hybrydowej.

Nowe choć dawne

Znakiem rozpoznawczym festiwalu jest sięganie po muzykę dawną, by pokazać jej ponadczasowość, a w zasadzie aktualność. Dzieje się to przez nieszablonowe wybory i zestawienia repertuarowe, odważne koncepty wykonawcze, a także reinterpretacje.

 

 

Ze względu na panujące obostrzenia ta edycja musiała się ograniczyć jedynie do koncertów. Trzeba było zrezygnować z jakichkolwiek warsztatów czy wydarzeń włączających odbiorców, nie było mowy o zabawach tanecznych – a wszystko to stanowiło ważne elementy festiwalu w poprzednich latach.

 

Hybrydowo, ale nie ma tego złego...

Być może nie ma tego złego, z czego jakiegoś nowego dobra nie da się wyciągnąć. Bo forma przetrwalnikowa pociągnęła za sobą formę hybrydową. Koncerty były transmitowane na żywo w internecie i są nadal dostępne, co przełożyło się na nieosiągalne wcześniej liczby odbiorców.

 

Występ Orkiestry Czasów Zarazy ma, gdy piszę te słowa, prawie 9,5 tysięcy wyświetleń. Uprzedzając pochopne domysły – wyjaśniam, że zespół powstał w 2010 roku i specjalizuje się w muzyce przełomu XVII i XVIII wieku, nazwa odnosi się więc do dżumy i cholery (choć ja lubię myśleć, że jest też puszczeniem oka w kierunku napuszonej nomenklatury w rodzaju Orchestra of the Age of Enlightenment).

 

Orkiestra Czasów Zarazy podczas Poznań Katharsis Festiwal 2020, fot. J. Billert

Orkiestra Czasów Zarazy podczas Poznań Katharsis Festiwal 2020, fot. J. Billert

Grający na dudach założyciel ansamblu, Paweł Iwaszkiewicz, sięgnął do manuskryptów Georga Philippa Telemanna. Wiedząc, że kompozytor podróżował po Rzeczpospolitej, i znając jego zapiski, w których opisuje muzykowanie w karczmach jako źródło inspiracji, krótkie frazy potraktował jako punkt wyjścia. Niczym muzycy ludowi ogrywający motywy czy tematy, Orkiestra ze szkiców Telemanna wyczarowuje hipnotyzujące utwory.

Nie godząc się na sztuczne alternatywy w rodzaju improwizacja-kompozycja czy odgraniczanie twórczości ludowej od muzyki artystycznej, przerzucają pomosty i śmiało odczytują tradycję na nowo. Ceniony przez kompozytora styl polski jest tutaj przyjmowany jako wyjściowa postawa artystyczna, a nie zbiór sztywno określonych reguł. Oryginalności nadaje też wyjątkowy skład instrumentalny: skrzypce oraz tradycyjny szwedzki instrument smyczkowy nyckelharpa, na których gra Olena Yeremenko, skrzypce ludowe (Witek Broda), puzon z epoki (Przemysław Bychawski), wiolonczela (Tomasz Frycz) i klawesyn (Mirosław  Feldgebel).

Przeraźliwe echo Hałasa

 

Ożywianie przeszłości mogłoby służyć za wspólny mianownik chyba wszystkich działań Jacka Hałasa. Ten muzyk (śpiewak i multiinstrumentalista) i malarz, zaangażowany w Poznański Dom Tańca, kiedyś współtworzący zespół Andrzeja Karpińskiego Reportaż, a obecnie m.in. Lautari, ma spore doświadczenia teatralne (choćby Teatr Strefa Ciszy czy Schola Węgajty).

 

Black Noise - Hałas//Szwarc podczas Poznań Katharsis Festiwal 2020, fot. J. Billert

Black Noise - Hałas//Szwarc podczas Poznań Katharsis Festiwal 2020, fot. J. Billert

Na festiwalu zaprezentował „Przeraźliwe echo trąby ostateczney abo siedem obrazów spomiędzy światów”, czyli kolejne wcielenie współpracy z perkusistą Jakubem Szwarcem. Z muzykiem tym, znanym z takich składów jak Smutne Piosenki czy Plondra, po raz pierwszy działał w ramach Biennale Sztuki dla Dziecka w 2015 roku.

Wtedy do projektu „Muzykobranie” zaprosił zespół The Pineal, który Szwarc współtworzył. W duecie Black Noise, który odwołując się do nazwisk, dodaje sensy znalezione w tłumaczeniu, sięgają po utwory, które Hałas już wykonywał. Wierni słuchacze odnajdą tu choćby „Zegar bije”, pieśń znaną z nagrodzonego na Festiwalu Dwa Teatry słuchowiska w reżyserii Darka Błaszczyka. W odsłonie przedstawionej podczas Katharsis dźwięk ilustrują niebanalne abstrakcyjne wizualizacje autorstwa Julii Hałas.

 

Jacek Hałas to twórca nieustający w poszukiwaniach i niebywale aktywny. Jego plany na grudzień obejmują udział w przygotowanym przez Pawła Pieńkowskiego i Jakuba Kraszewskiego dla Filharmonii w Szczecinie koncercie z aranżacjami pieśni Wisława III z Rugii, warsztaty Domu Tańca o tym, jak twórczo traktować tradycję, jak ją przetwarzać i odwoływać się do niej w różnych dziedzinach sztuki, „Dziady polsko-japońskie” w Instytucie Teatralnym i koncert Lautari w Lublinie.