fot. ze zbiorów Biblioteki Uniweryteckiej w Poznaniu

Jak Foch poplątał języki

Przed wojną marszałek Foch był patronem kilkudziesięciu ulic w całej Polsce – i doktorem honoris causa czterech polskich uczelni. Kiedy przyjechał do Poznania, z ust miejscowych włodarzy usłyszał osobliwe teksty.

Siódmego i ósmego maja 1923 roku w stolicy Wielkopolski gościł marszałek Ferdynand Foch. Bezsprzeczny bohater Wielkiej Wojny, który we wrześniu 1918 roku dowodził zwycięską kontrofensywą nad Sommą, był uważany za wielkiego przyjaciela Polski i Wielkopolski.

 

To on w lutym 1919 roku zmusił Niemców do powstrzymania ofensywy przeciw powstańcom wielkopolskim, a rozejm w Trewirze ocalił powstanie przed klęską. Foch był zresztą zwolennikiem sojuszu z Polską, wymierzonego przeciwko Niemcom.

Przejęty Ratajski i lapsus

W zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej zachowało się zdjęcie z powitania 72-letniego Francuza na dworcu głównym w Poznaniu. Umundurowanemu marszałkowi towarzyszy na nim przejęty wojewoda Adolf hrabia Bniński. Wizyta Focha w stolicy Wielkopolski obrosła przed wojną w legendy. To wtedy prezydentowi Poznania Cyrylowi Ratajskiemu miał się przytrafić słynny lapsus.

 

Gdy marszałek Foch zauważył, że na ulicach Poznania widać sporo witających go dzieci, Ratajski miał odpowiedzieć: „Staram się, jak mogę”.

Ferdinand Foch - fotografia portretowa, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Foch odwiedził Poznań, bo wiosną 1923 roku przyjechał do sojuszniczej Polski po odbiór licznych zaszczytów. Już wcześniej, 15 kwietnia 1923 roku, prezydent RP Stanisław Wojciechowski specjalnym dekretem nominował Focha na marszałka Polski i odznaczył go Krzyżem Wielkim Orderu Wojennego Virtuti Militari i Orderem Orła Białego. Francuz został również doktorem honoris causa uniwersytetów: Jagiellońskiego, Warszawskiego i Poznańskiego, a także Politechniki Lwowskiej.

„Dziennik Poznański” i „Kurier Poznański” opublikowały dziesięć dni później patetyczną odezwę wojewody Adolfa Bnińskiego:

 

„Wielki bohater nowożytnego świata, genialny oswobodziciel własnej Ojczyzny Francji, poskromca potęgi, zdawało się niepokonanej, wskrzesiciel Polski i innych wiekową niewolą gnębionych narodów, przybywa do udręczonej ziemi wielkopolskiej, aby oglądać błogie skutki swego wielkiego dzieła wskrzeszenia narodu polskiego i radować się owocami swego wiekopomnego wyzwoleńczego czynu, dokonanego wśród strasznych gigantycznych zmagań największej armii świata na krwią przesiąkniętych i gruzami pokrytych polach Francji, dla dobra uciemiężonej przez wrogie moce ludzkości (...)”.

 

Bniński zaapelował do Wielkopolan o „spontaniczny odruch wdzięczności”. „W dowód tych uczuć wzywam ludność naszego miasta Poznania do najżywszego udziału w uroczystościach, jakie na cześć wielkiego marszałka Francji Focha, odznaczonego przez nasz rząd najwyższą godnością marszałka Polski, odbywać się będą według programu, którego szczegóły dokładnie ogłoszone zostaną przez magistrat naszej stolicy” – informował wojewoda. A prezydent Cyryl Ratajski zwrócił się do obywateli miasta z prośbą, aby w dniach 7 i 8 maja 1923 roku wywiesili chorągwie.

Pokaz w Biedrusku

Drobiazgowa, po niemiecku dokładna poznańska prasa doniosła, że pociąg z marszałkiem spóźnił się o 9 minut. Powitany przez kompanię honorową i miejscowe władze cywilne i wojskowe, otwartym powozem Foch pojechał do zamku. Jak donosił „Dziennik Poznański”, na powóz posypał się „deszcz kwiatów i gałązek bzu”. Po uroczystym śniadaniu na zamku marszałek pojechał do Biedruska na „ćwiczenia wojskowe połączone z ostrym strzelaniem”. Były one centralnym wydarzeniem związanym z pobytem marszałka Focha w Poznaniu.

 

Ferdinand Foch, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Ferdinand Foch, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Ćwiczenia na poligonie – mimo deszczowej aury – były śledzone przez publiczność, rozprowadzono bowiem niemal 40 tysięcy biletów. Jadąc do Biedruska, Foch widział specjalnie dla niego zbudowane bramy triumfalne. Jak donosiła francuska prasa, imię marszałka Focha otrzymała pamiątkowa lipa, posadzona na jednym ze wzgórz. A podczas ćwiczeń doszło do ciekawej wymiany wspomnień – okazało się, że Foch i generał Kazimierz Raszewski – w 1923 roku dowódca VII Okręgu Korpusu w Poznaniu – podczas Wielkiej Wojny walczyli po przeciwnych stronach frontu.

Drugi dzień wizyty w Poznaniu – wtorek 8 maja – marszałek Foch rozpoczął o godzinie dziesiątej nabożeństwem w katedrze, celebrowanym przez kardynała Dalbora. Po mszy pojechał na Uniwersytet Poznański, gdzie odebrał dyplom doktora honorowego, przyznany mu przez senat uczelni.

Fatalne przejęzyczenie

Prof. Tomasz Schramm, autor tekstu opisującego kulisy wizyty Focha w Poznaniu, opublikowanego w „Kronice Miasta Poznania”, wspomina o innym niecodziennym przejęzyczeniu, które wyniknęło w trakcie spotkania z francuskim marszałkiem.

 

Przemawiający do niego rektor uczelni Heliodor Święcicki miał ponoć kiepski francuski akcent, który spowodował, że jego słowa, skierowane do Focha: „Jest pan największym bohaterem ludzkości, pobił pan Niemcy”, zabrzmiały bardziej osobliwie: „Jest pan największym zerem ludzkości, zbudował pan Niemcy”.

Złe wrażenie zatarła z pewnością żywiołowa reakcja studentów.

 

Ulica marszałka Focha w Poznaniu, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Ulica marszałka Focha w Poznaniu, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

„(…) Na schodach młodzież uniwersytecka podniosła Marszałka w górę i zaniosła do automobilu wśród niesłychanych po prostu objawów radości tego kulturalnego tłumu, który asystował całej uroczystości z głębokim przejęciem” – relacjonował wypadki „Kurier Poznański”.

 

Marszałek odebrał następnie „hołd miasta Poznania” – stojąc na balkonie ratusza, obserwował pochód poznaniaków i sztandarów ich organizacji. Obywatele miasta szli w strugach deszczu. Potem został podjęty przez prezydenta Ratajskiego „śniadaniem” o godz. 13.30 w ratuszu. Po południu Foch obejrzał Okręgowe Zakłady Mundurowe i Centralną Wojskową Szkołę Gimnastyki i Sportu. Po „Konradzie Wallenrodzie” w Teatrze Wielkim marszałek Francji pojechał jeszcze na przyjęcie, wydane przez prezesa Ziemstwa Kredytowego Józefa Żychlińskiego. Tuż przez północą odjechał pociągiem do Torunia.

Poznańska prasa była zgodna w ocenie wizyty: gość został przyjęty w Poznaniu gorąco, nawet cieplej niż w Warszawie („Kurier Poznański”). Francuz zapadł we wdzięczną pamięć poznaniaków, skoro po jego śmierci w 1929 roku ulicę Głogowską przemianowano na ulicę Marszałka Focha. Dziesięć lat później z nazwy ulicy wyrzucili go niemieccy okupanci.

 

Piotr Bojarski – pisarz i publicysta, autor biografii „Fiedler. Głód świata” i powieści historycznej „Na całego”.