fot. Karol Szymkowiak, na zdjęciu Biblioteka Raczyńskich w Poznaniu

Jak hrabia Raczyński Prusaków okpił

„Niżej podpisany, przeięty chęcią ułatwienia każdemu środków nabywania nauki i wiadomości, zakłada w Poznaniu, w mieyscu swego urodzenia Bibliotekę Publiczną, którą wraz z domem w tym celu przy pl. Wilhelma pod numerem 134, wystawionym, ze wszystkiemi znayduiącemi się obecnie książkami oraz funduszami na wyposażenie iey przeznaczonemi, temuż miastu tytułem własności w wieczne nadaje posiadanie”.

Kiedy w 1793 r. Prusacy zajęli Poznań, po zburzeniu dawnych murów obronnych zdecydowali, że miasto rozwijać się będzie w kierunku zachodnim. Początkiem nowej, niemieckiej rozbudowy miało być wytyczenie i budowa placu Wilhelmowskiego (dzisiejszego pl. Wolności). W 1804 r. władze pruskie zakupiły dużą działkę ziemi przy skrzyżowaniu placu z ówczesną aleją Wilhelmowską (dzisiejszymi Alejami Marcinkowskiego). Zaborcy chcieli postawić w tym miejscu gmach Ziemstwa Kredytowego.

 

Ich plany spaliły jednak na panewce w momencie sukcesów Napoleona i powstania Księstwa Warszawskiego, w którego granicach znalazł się także Poznań.

Biblioteka Raczyńskich, fot. Karol Szymkowiak, wykorzystano fragment obrazu: Carl Adolph Henning “Raczyński Family” – CC BY Wikipedia Free Commons

Plac pozostał niezabudowany aż do czasu, kiedy to uwagę na niego zwrócił Edward hrabia Raczyński, pan na Rogalinie. Raczyński szukał w Poznaniu miejsca na pałac. W grudniu 1816 r. po raz pierwszy złożył pruskim władzom ofertę kupna działki na rogu placu. A że był nadzwyczaj cierpliwy, osiągnął w końcu sukces: po pięcioletnich negocjacjach, 10 grudnia 1821 r. podpisał kontrakt kupna-sprzedaży. Na nabytej za 1200 talarów parceli o powierzchni ponad 2300 metrów miał postawić okazały pałac. Przynajmniej oficjalnie.

 

Czy już wtedy hrabia myślał o stworzeniu w tym miejscu biblioteki publicznej?

Wiadomo, że pomysł dojrzewał w nim przez kilka następnych lat pod wpływem wyjazdów do Warszawy – i kontaktów z uczonymi i literatami należącymi do tamtejszego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. To oni zainspirowali go do postawienia w Poznaniu książnicy z prawdziwego zdarzenia. Wzorem architektonicznym stał się tzw. pałac Staszica – gmach warszawskiego TPN.

Na kształt Luwru

W trakcie negocjacji z Prusakami hrabia Raczyński przedłożył prezesowi rejencji poznańskiej projekt i rysunki rzekomego pałacu przy placu Wilhelmowskim. Projekt powstał w latach 1819–1820 w Rzymie. Najprawdopodobniej budynek zaprojektowała para słynnych wówczas architektów francuskich: Charles Percier i Pierre-François-Léonard Fontaine. Za wzór głównej elewacji posłużyła autorom wschodnia fasada Luwru.

 

Biblioteka Raczyńskich, fot. Karol Szymkowiak

Budowa gmachu biblioteki ruszyła wiosną 1822 r.

Żeliwne kolumny z kapitelami korynckimi, zdobiące fasadę, odlano w Gliwicach. Prace ukończono w marcu 1829 r., a nowy budynek z miejsca zdominował zabudowę placu.

22 lutego 1829 r. hrabia podpisał statut fundacyjny biblioteki.

 

„Niżej podpisany, przeięty chęcią ułatwienia każdemu środków nabywania nauki i wiadomości, zakłada w Poznaniu, w mieyscu swego urodzenia Bibliotekę Publiczną, którą wraz z domem w tym celu przy pl. Wilhelma pod numerem 134, wystawionym, ze wszystkiemi znayduiącemi się obecnie książkami oraz funduszami na wyposażenie iey przeznaczonemi, temuż miastu tytułem własności w wieczne nadaje posiadanie” – zaznaczył Raczyński.

 

24 lutego przesłał statut wraz z listem królowi Fryderykowi Wilhelmowi III do akceptacji. I sprytnie poprosił przy tym pruskiego monarchę o opiekę nad poznańską książnicą. Dokumentem z 24 stycznia 1830 r. władca wyraził zgodę, uwalniając w dodatku bibliotekę od podatków i opłat stemplowych oraz przyznając jej prawo do obowiązkowego egzemplarza wszelkich wydawnictw, ukazujących się w Wielkim Księstwie Poznańskim.

Fundator i sponsor

O finansową stabilizację placówki zadbał sam hrabia. Zapisał jej fundusz w wysokości 20 tysięcy talarów (zabezpieczony na hipotece dóbr pleszewskich) oraz 2 tysiące talarów kapitału ruchomego. Odsetki z funduszu pleszewskiego i czynsze z lokali dzierżawionych w budynku biblioteki dawały środki na bieżącą działalność.

 

Biblioteka Raczyńskich, fot. Karol Szymkowiak

Założyciel biblioteki dzierżawił też od niej jeden z trzech apartamentów mieszkalnych (na parterze, w zachodniej części gmachu), płacąc za to wysoki czynsz.

Działalnością instytucji początkowo kierowało kuratorium w składzie: Edward Raczyński, jego syn Roger, namiestnik książę Antoni Radziwiłł, prezes rejencji, nadburmistrz Poznania i właściciel majoratu obrzyckiego. Kuratorium zebrało się za życia hrabiego tylko trzykrotnie, hrabia rządził więc de facto biblioteką sam. Jednak po śmierci jego syna Rogera w 1864 r. w skład kuratorium nie mógł już wejść nikt z rodziny Raczyńskich. Do 1918 r. kuratorium biblioteki składało się wyłącznie z Niemców. Choć starali się oni, by biblioteka nabrała niemieckiego charakteru, nie zdążyli jej zniemczyć z prostego powodu: personel biblioteki pozostał w większości polski.

Polak i Niemiec na straży

Biblioteka przy placu Wilhelmowskim miała 27 izb, 17 piwnic, 5 sieni, 3 kuchnie i alkowę.

 

„Ulokowanie mieszkania fundatora blisko wnętrz publicznej książnicy było interesującym przykładem nowoczesnej wersji pałacu-biblioteki (…) Funkcje reprezentacyjne (posiadanie wygodnego mieszkania w centrum Poznania) odgrywały w zamierzeniach Raczyńskiego drugorzędną rolę. Chciał on sobie przede wszystkim zapewnić swobodny dostęp do książek oraz utrzymanie kontaktu z samą instytucją i z mającymi tu pracować ludźmi nauki” – zauważył prof. Witold Molik, autor biografii Raczyńskiego.

 

Biblioteka Raczyńskich, fot. Karol Szymkowiak

Hrabia przydzielił bibliotece cztery sale na parterze, we wschodniej części gmachu. Znalazły się tu: czytelnia, katalog oraz trzy sale z księgozbiorem. Książki przechowywano w pomalowanych na biało, klasycystycznych szafach ze złotymi ornamentami. Zajmowały one całe przestrzenie ścian. Raczyński ofiarował placówce zbiory rodzinne, wzbogacone przez niego rękopisami i starodrukami, które nabył poprzez pośredników lub podczas swoich licznych podróży po Europie. Wiele cennych dzieł zyskał dzięki przejęciu zbiorów kasowanych przez władze pruskie klasztorów.

Żona hrabiego ofiarowała bibliotece 1680 tomów rękopisów, które w 1835 r. nabyła od Juliana Ursyna Niemcewicza, wśród nich m.in. Radziwilliana z biblioteki w Nieświeżu (m.in. diariusze sejmowe, a także listy królewskie z XVI–XVIII w.).

 

W chwili śmierci fundatora zbiory biblioteki szacowano na ponad 20 tysięcy woluminów.

Pierwszym bibliotekarzem hrabia mianował Józefa Łukaszewicza, który od kilku lat wyszukiwał dla niego cenne rękopisy i starodruki w bibliotekach klasztornych i innych zbiorach krajowych oraz zagranicznych. Gmachem biblioteki administrował murgrabia, którym Raczyński ustanowił Maximiliana Kurzhalsa – Niemca, urzędnika kas sądowych w Poznaniu. W ten sposób dał sygnał, że ufundowana przez niego biblioteka jest otwarta dla przedstawicieli obu narodowości: polskiej i niemieckiej.

W połowie XIX wieku instytucja była czynna przez trzy godziny dziennie (od 17 do 20). Specjalnie dla uczniów gimnazjów w pierwszym miesiącu działania biblioteki jej zbiory udostępniono również w godzinach 12–13. Stała się ona dużą atrakcją wśród gimnazjalistów. Tak wielką, że władze pruskie

 

Biblioteka Raczyńskich, fot. Karol Szymkowiak

„doszły (…) do wniosku, że korzystanie z zasobów otwartej niedawno książnicy wywiera szkodliwy wpływ na uczniów klas wyższych, gdyż czytają oni tutaj romanse i przepisują z przekładów dzieł autorów starożytnych i nowożytnych całe fragmenty, zamiast samodzielnie tłumaczyć zadane teksty, przez co ich prace stają się plagiatami” – napisał Witold Molik w biografii Edwarda Raczyńskiego.

 

Naczelny prezes prowincji Eduard Flottwell wydał w 1832 r. zarządzenie zabraniające gimnazjalistom uczęszczania do biblioteki bez pisemnego zezwolenia radcy szkolnego Friedricha Wendta.

Zasłużony i zaszczuty

Przechodząca właśnie remont i przebudowę biblioteka na placu Wolności to do dzisiaj najbardziej widomy znak zasług Edwarda Raczyńskiego w Poznaniu. Warto dodać, że hrabia był w pierwszej połowie XIX w. jednym z liderów polskiego życia publicznego w Poznaniu i Wielkopolsce. Społecznik, tłumacz, badacz, a także prekursor badań nad dziejami Wielkopolski, pozostawił po sobie drugie dzieło życia – Kaplicę Królewską w poznańskiej katedrze. Zamiast podziękowania spotkał się jednak z krytyką. Pretekstem do ataku stała się sprawa inskrypcji: „Ofiarował do tej Kaplicy Edward Nałęcz Raczyński”.

 

Biblioteka Raczyńskich, fot. Karol Szymkowiak

Hrabia nakazał wyryć ją na gzymsie pod posągami Mieszka i Bolesława w kaplicy, co dało krytykom asumpt do twierdzeń, że Raczyński przywłaszczył sobie pomysł i zasługę.

Wytknięto mu też, że pieniądze ze zbiórki miały być wydane na pomnik władców, a dopiero w dalszej kolejności na renowację kaplicy. Zniechęcony i rozgoryczony „polskim piekiełkiem”, schorowany hrabia, po próbach wyjaśnienia swoich racji popadł w depresję.

17 stycznia 1845 r. przybył w towarzystwie rzemieślników do Kaplicy Królewskiej i nakazał skuć z marmurów swoje nazwisko. Dwa dni później po lodzie jeziora zaniemyskiego przedostał się na Wyspę Edwarda, na której wyprawiał niegdyś huczne zabawy i inscenizacje „bitew morskich”. Na progu domku szwajcarskiego ustawił nabitą armatkę, ukląkł przed nią i przyłożył twarz do wylotu lufy. Kiedy świecą przywiązaną do kija zapalił proch, wystrzelona kula rozerwała głowę hrabiego, rozrzucając po wyspie cząstki jego czaszki i mózgu.

Niewdzięczni rodacy dopiero wtedy zrozumieli, kogo stracili.

 

* Piotr Bojarski – pisarz i publicysta, w lipcu ukazała się jego najnowsza powieść „Coraz ciemniej w Wartheland”.