fot. M. Lapis

Jedyna taka kronika

Kwartalnik „Kronika Wielkopolski”, jedyna tego typu publikacja w Polsce, w przyszłym roku będzie obchodzić 50-lecie istnienia. O historii periodyku i jego znaczeniu dla regionu mówi pełniący obowiązki redaktora naczelnego Paweł Anders. 

 

 

Barbara Kowalewska: Jakie były początki kwartalnika „Kronika Wielkopolski”, kto był jej inicjatorem i w jakim celu powstała?

Paweł Anders: W latach dwudziestych XX wieku zapoczątkowano wydawanie „Kroniki Miasta Poznania”. Od 1957 roku oddzielnie funkcjonowały województwo poznańskie i województwo miejskie Poznań. W tym pierwszym rządziło Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej. W roku 1972 Prezydium WRN postanowiło uporządkować dotowanie publikacji i połączyć w jeden periodyk nieregularnie wychodzące, a finansowane z budżetu województwa „Zeszyty Wielkopolskie”, „Sprawy Oświaty i Kultury” oraz informacje Kuratorium Oświaty. „Kroniką Miasta Poznania” zajmowało się Wydawnictwo Poznańskie, numer był niezbyt gruby i kosztował 10 zł. Tu zdecydowano się na większą objętość i cenę 7 zł, „Kronikę Wielkopolski” realizował poznański oddział Państwowego Wydawnictwa Naukowego. Inauguracyjny numer wyszedł w grudniu 1973 roku, a pierwszym redaktorem naczelnym był pisarz Eugeniusz Paukszta. Od początku istnienia kwartalnik zawierał te działy, które zachowaliśmy do dzisiaj, tylko trochę zmodyfikowane.

 

BK: Jakie?

PA: „Artykuły i studia”, „Wspomnienia”, „Sylwetki Wielkopolan”, „Na mapie Wielkopolski”. Omawiamy też książki o Wielkopolsce, w tym nowości wydawnicze, i zamieszczamy recenzje. Wreszcie w działach „Wydarzenia – problemy – opinie” oraz „Wiadomości z miast i gmin” zajmujemy się współczesnością regionu.

 

BK: Do kogo jest skierowany periodyk i jaką ma pozycję na tle innych tego typu publikacji w Polsce?

PA: W Polsce nie ma podobnych czasopism. Wiem o „Kronice Warszawy”, ale w skromniejszej formie i o profilu raczej informacyjnym. „Kronika Wielkopolski” ma charakter popularnonaukowy, skierowana jest do wszystkich zainteresowanych regionem.

 

fot. M. Lapis

fot. M. Lapis

Do tej pory ukazało się 178 numerów, 179. jest w druku. Po 1999 roku zadbaliśmy o oto, by pismo trafiało do wszystkich urzędów administracji publicznej w województwie oraz do bibliotek miejskich i gminnych. „Kronika” wychodziła przez 48 lat w niezmienionym układzie graficznym, z winietą zaprojektowaną przez Wojciecha Korytowskiego. Od tego roku niestety kwartalnik będzie wydawany w zmniejszonym formacie i objętości. Pismo odnotowywane jest w bibliografii Biblioteki Narodowej, egzemplarze obowiązkowe wysyłane są do najważniejszych bibliotek w Polsce. Czterokrotnie ukazywała się bibliografia zawartości czasopisma.

Zadziwiająco szybko wiadomości z „Kroniki” wchodzą do obiegu naukowego. Ale zdarzają się też takie sytuacje, kiedy wykraczamy poza granice regionu – jak wtedy, gdy studentka UMCS w Lublinie znalazła informację o potrzebnym do pracy dyplomowej artykule dotyczącym dywersji pozafrontowej w 1939 roku (wysłaliśmy jej egzemplarz). Ja z kolei przez przypadek natrafiłem na dane dotyczące udziału w powstaniu styczniowym Wielkopolanina Ludwika Mycielskiego, który zginął koło Chełma na Lubelszczyźnie (powstał z tego artykuł).

 

BK: Kim są autorzy tekstów?

PA: Piszą dla nas pracownicy naukowi, regionaliści, znawcy Wielkopolski i jej części składowych. Naczelny zawsze pilnował, żeby nasze teksty były oryginalne, ale przez ten rygor paru tematów nie mogliśmy zamieścić. Na 1050. rocznicę Chrztu Polski zamówiliśmy specjalny artykuł u prof. Jerzego Strzelczyka. Ubolewam, że historycy sztuki czy przyrodnicy jakby mniej chętnie chcieli publikować u nas. Cieszę się, że udało nam się namówić panią Marię Strzałko na opisanie pałacu w Węgierskiem (gmina Kostrzyn) – ukaże się w numerze 180.

 

fot. M. Lapis

fot. M. Lapis

Autorem artykułu może być każdy. Przyjmujemy wszelkie interesujące teksty dotyczące Wielkopolski w granicach historycznych – przy czym o tym, co jest „interesujące”, decyduje Kolegium Redakcyjne. Na przykład ktoś z Kanady przesłał nam wspomnienia z czasów młodości spędzonej pod Ostrowem, poeta Jerzy Grupiński przyniósł pamiętnik swojej babci Joanny, którego fragmenty opublikowaliśmy (jest tam o tym, jak dawno temu wyglądało życie pod Czarnkowem, gdy po Noteci pływały parowce, a kobiety prały, używając kijanek).

Były też fragmenty z dziennika Lucjana Michałowskiego (projektanta poznańskiego pomnika Serca Jezusowego), opisujące emocje związane z odzyskaniem przez Polskę niepodległości w 1918 roku. Pani dr Sabina Haszyńska znalazła w Archiwum Państwowym w Poznaniu interesujące wspomnienia z Gostynia, o których nie wiedzieli tamtejsi regionaliści. Sebastian Mazurkiewicz, dyrektor muzeum we Wrześni, zamieścił u nas bardzo ciekawy artykuł o Pyzdrach po roku 1815 (początkowo granica między zaborami nie była ustalona i chociaż miasto to de facto leżało w zaborze rosyjskim, przez kilka lat było stolicą powiatu w zaborze pruskim). Zawsze mieliśmy współpracowników terenowych, chociaż z efektywnością ich pracy było różnie u różnych osób (początkowo byli oni wyznaczani przez miejscowych prominentów).

 

BK: Jak pan trafił do redakcji?

PA: Pamiętam, jak po studiach szedłem sobie przez plac Wiosny Ludów i patrzę – w kiosku „Ruchu” leży pierwszy numer „Kroniki Wielkopolski” (za 7 zł). Myślałem: kupić, nie kupić? i w końcu kupiłem. Gdy przychodziłem do pracy w Urzędzie Wojewódzkim, miałem wszystkie numery czasopisma w domu. Zacząłem działać w redakcji w czasie przemian gospodarczych. Pracowałem wówczas w firmie, której kończyły się zlecenia i gdy Tomasz Naganowski – dyrektor Wydziału Kultury i Sztuki – zaprosił mnie do siebie i pokazał nie tylko „wolny stołek”, ale nawet wolny pokój, to się zdecydowałem. Było to 13 czerwca 1991 roku i od 1 lipca już tam pracowałem, od 58. numeru „Kroniki”.

 

BK: Jak się zmieniało pismo?

PA: W 1975 roku była reforma administracyjna i powstały małe województwa. Podziwiam odwagę ówczesnych decydentów, którzy nie pozwolili ograniczyć zasięgu „Kroniki” i cały czas zajmowała się ona całym regionem. Za czasów wojewody Łęckiego przez pewien czas zamieszczaliśmy także artykuły i informacje z województwa sieradzkiego.

 

fot. M. Lapis

fot. M. Lapis

W latach dziewięćdziesiątych, dzięki rozwojowi techniki, zaszły spore zmiany. Zabraliśmy kwartalnik z PWN-u i coraz więcej prac wykonywaliśmy samodzielnie. Pamiętam, jak teczkę z maszynopisami zanosiłem do adiustacji, w przypadku fotografii z bieżących wydarzeń korzystaliśmy ze zbiorów Domu Prasy, i wszystko potem trafiało do drukarni. W miarę rozwoju komputeryzacji coraz więcej obowiązków spadało na redakcję, ale z drugiej strony stwierdziłem, że należy jak najpóźniej wypuszczać materiały z ręki – aby potem nie trzeba było poprawiać usterek.

Podczas pracy w Urzędzie Wojewódzkim miałem dobre relacje z wojewodami Łęckim i Musiałem, a także kolejnymi dyrektorami Wydziału Kultury: Frajtakiem, Stryjskim, Naganowskim, Leną Bednarską. W 1999 roku nastąpiła kolejna reforma i kulturę przekazano w gestię samorządu województwa. Wraz z całą „Kroniką” przeszedłem wówczas do pracy w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej.

 

BK: W przyszłym roku będziemy obchodzić 50-lecie istnienia „Kroniki Wielkopolski”. Jakie pomysły na obchody tego jubileuszu ma redakcja?

PA: Na to pytanie musiałaby odpowiedzieć dyrekcja Biblioteki. Kolegium Redakcyjne mocno się wykruszyło; liczy w tej chwili zaledwie cztery osoby: prof. Zbigniew Pilarczyk, Karol Francuzik, Mikołaj Pukianiec i ja, liczymy też na owocną współpracę z korespondentami terenowymi. Będę się skupiać raczej na tym, aby przygotować przyzwoitą zawartość najbliższych wydań. Chciałbym, żeby mi starczyło sił i chęci dotrwania z tym redagowaniem do jubileuszu. Mam już ponad 70 lat, wolałbym ograniczyć się do administrowania kwartalnikiem.

 

BK: Jak pan widzi przyszłość „Kroniki”?

PA: Odnoszę wrażenie, że nie wszyscy widzą potrzebę kontynuowania czasopisma w dotychczasowej formie. Owszem, mamy komputerowe wersje kolejnych numerów (to obowiązek gromadzenia tzw. repozytorium), ale co na papierze, to na papierze.

 

fot. M. Lapis

fot. M. Lapis

Z Internetem różnie bywa. Wybitne ogólnopolskie czasopismo „Twórczość” ostatnio ma ledwo 600 egz. nakładu. Przeżyłem upadek różnych czasopism, niektóre z nich istnieją już tylko w formie elektronicznej. A ja nadal korzystam z gazet codziennych i gromadzę wycinki – dla siebie i dla córek (zawsze to jakiś konkretny ślad).

Co do przyszłości „Kroniki” – wszystko zależy od wydawcy; kto ma pieniądze, ten decyduje. Jestem jednak optymistą, chociaż ubolewam, że niewiele osób podziela mój pogląd na wydawanie tego czasopisma.

 

 

Paweł Anders – ur. w 1948 roku. Autor kilkudziesięciu książek krajoznawczych o Wielkopolsce, wielu artykułów, treści turystycznej do map i planów miast. Redaktor publikacji zbiorowych i czasopism. Fotograf dokumentalista. Członek Honorowy PTTK, Zasłużony Instruktor Krajoznawstwa.

 

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
5
Świetne
Świetne
1
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0