fot. Oficyna 58

Jesteś lekiem na całe zło

Wielu czytelników uważało babę za porte-parole autorki. Niby wszystko się zgadza: baba pracuje w gazecie, ma męża naukowca i córkę. Nie oznacza to jednak, że wszystko co się babie przez 25 lat przytrafiło i zostało uwiecznione w felietonie, to jej przygody.

Napisane tak, jak mówi się na co dzień

Zawsze podziwiałem reżim, z jakim co tydzień na łamach „Gazety Poznańskiej” a potem „Głosu Wielkopolskiego” przez prawie 25 lat pojawiał się felieton Kamilli Placko-Wozińskiej „Tydzień Baby”. A wszystko zaczęło się niewinnie. Kamilla wróciła z Niemiec i opowiadała, jak to usiłowała kupić tam powypadkowy samochód. Opowieść spodobała się redaktorce Lidii Zakrzewskiej, która zamówiła tekst. I tak narodził się cykl „Tydzień baby”.

 

Baba wykreowana przez Kamillę w pierwszym felietonie jest kobietą dowcipną, trochę jakby oderwaną od rzeczywistości, można by powiedzieć, że patrzy na świat przez różowe okulary. Pisze tak, jak się mówi na co dzień, bez puszenia się, nadymania… (zawsze podziwiam jej konsekwencję w wykorzystywaniu szyku przestawnego). Potrafi w najtrudniejszych sytuacjach znaleźć promyczek nadziei lub humoru. Nie pozostawia bliskich, znajomych samym sobie.

Baba nie unika jednak problemów. Zabiera głos w sprawach ważnych i błahych, wypowiada się o polityce, wychowaniu dzieci, ekonomii, kłopotach sercowych koleżanek, relacjach damsko-męskich, rozwodach i nowych miłościach…

Chciałoby się powiedzieć „samo życie”. A jednak nie do końca. Chyba najlepiej charakter felietonów Kamilli oddaje tytuł piosenki Krystyny Prońko: „Jesteś lekiem na całe zło”.  

Jedna baba, wiele cudzych historii

Od 25 lat baba przygląda się światu: temu bliskiemu i temu odległemu, egzotycznemu (baba lubi wojaże do odległych krajów). Zawsze i wszędzie jednak skupia się na ludziach, na ich radościach i problemach. Baba nie jest zawistna, nigdy nikogo nie poucza, nie moralizuje. A kiedy w opowieść wkradają się tony mollowe, natychmiast uruchamia tony durowe. Jeśli próbuje czytelników w jakiś sposób wychowywać, robi to z wdziękiem i humorem, niepostrzeżenie. Wielu moich znajomych pyta, ile w babie autorki? Ona sama tak odpowiada:

 

Kamilla Placko-Wozińska, Tydzień Baby. Setka na jubileusz, rysunki Danka Paszkiewicz, Oficyna 58, Poznań 2021

Kamilla Placko-Wozińska, Tydzień Baby. Setka na jubileusz, rysunki Danka Paszkiewicz, Oficyna 58, Poznań 2021

„Może głupio to przyznać, ale dużo we mnie tej baby, zwłaszcza w relacjach z dziadem. Niektóre rozmowy, reakcje są w tekstach bardzo wiernie oddane. Ale oczywiście nie wszystko co w babie mnie się przytrafia. Najczęściej piszę, że to przyjaciółka czy przyjaciel, ale bywa, że słyszę historię z zastrzeżeniem «tylko tego nie dawaj do baby, bo mąż czy szef skojarzą, że to ja». Wtedy proponuję, że sytuację biorę na siebie. W rzeczywistości więc jestem trochę mniejszą gapą niż w felietonach”.

 

O tym, że baba „karmi się” cudzymi historiami, zorientowaliśmy się dość szybko. Sam kilka razy zauważyłem, że coś tam z moich opowieści w przetworzony sposób się do „Tygodnia baby” przedostało. Cóż, jak mawiała nieżyjąca profesor Maria Adamczykówna, „taniec z szabrami” albo „uważaj, co mówisz przy dziennikarzu lub dziennikarce, bo to staje się natychmiast publiczne”.

 

Ich portret

Autorka „Tygodnia baby” czerpiąc garściami z życia domowników, portretuje polską rodzinę dwa + jeden. Podążając za osobistym doświadczeniem, korzystając z cudzych historii, kreśli słowem poznaniaków a może nawet szerzej „Polaków portret własny”. Wielokrotnie przekonywała się, że czytelnicy odkrywali i odkrywają (aktualnie „Tydzień baby” można czytać w magazynie „Moja Harmonia Życia”) w bohaterach felietonu siebie.

 

„Mówią: jakbym o sobie czytała, jak w naszym domu… Takich «dziadów» dużo chodzi po świecie… Często słyszę, że «to zupełnie jak mój Tadziu», albo, że czyjś «Zbyszek to jeszcze gorzej»” – opowiada o felietonowej kuchni Kamilla.

 

Wiele razy zastanawiałem się, czy ktoś się obraził, że baba wykorzystała jego opowieść?

 

„Przeważnie uprzedzam, że «kupuję» – mówi Kamilla. – Przez te 25 lat tylko jedna z koleżanek zgłosiła pretensję. Historia była moja, ale ona w niej uczestniczyła. Była prokuratorką, pisałam o naszych porannych mordęgach na siłowni. Miała żal, że ktoś, na przykład przestępcy mogą się zorientować, że to ona”.

 

Baba bardzo szybko zaaklimatyzowała się wśród Czytelników „Gazety Poznańskiej” a potem „Głosu Wielkopolskiego”. Znam mnóstwo kobiet i mężczyzn, którzy kupowali te gazety dla baby lub rozpoczynali lekturę od „Tygodnia baby”. Moja koleżanka wręcz zazdrościła mi, że mogę się z babą spotykać i gadać na co dzień, nie chcąc przyjąć do wiadomości, że baba czasami przybierała inne oblicza, zwłaszcza, kiedy była wydawcą i pilnowała terminów. Ale taki to już kłopot z felietonem, którego autor wykreował bohatera, a ten w dużej mierze lub w całości przypomina autora.

 

Kamilla Placko-Wozińska, fot. Oficyna 58

Kamilla Placko-Wozińska, fot. Oficyna 58

Kamilla kryjąc się za babą może pozwolić sobie na coś więcej, może swoja bohaterkę wzbogacić o cechy, o jakich marzyłaby, czasami, jaka chciałaby być. Czytając wybór tych felietonów, widać, że zmieniają się okoliczności, ale priorytety (radość z codzienności, śmiech i humor) oraz pryncypia (przyjaźń, miłość, uważność na drugiego człowieka) pozostają u baby najważniejsze i niezmienne.

W trakcie lektury książki z felietonami baby zadzwoniłem i zapytałem:  co najbardziej kręci Cię w babie? Odpowiedziała:

 

„Lubię ją pisać. Czasami, gdy wciągnę się w robotę, nawet gdy mam kiepski dzień, humor mi się poprawia. No i dzięki niej słyszę wiele zabawnych historii. „Mam coś do baby” – często w ten sposób witają mnie koleżanki”.

 

Z babą z felietonów trudno się nudzić. I z autorka też.

 

 

Kamilla Placko-Wozińska – dziennikarka związana w przeszłości z „Expressem Poznańskim”, „Gazetą Poznańską” i „Głosem Wielkopolskim”. Uczyła warsztatu dziennikarskiego na poznańskich uczelniach. Kocha sporty wszelakie nie tylko jako kibic. Kocha i przyjaźni się z artystami. Prywatnie żona dziada i matka dziecka, które we wstępie do książki napisało: „…jestem obecnie o dwa lata starsza od baby z pierwszego felietonu”. A ten ukazał się 16 marca 1996 roku. W książce każdemu felietonowi towarzyszy rysunek, Danki Paszkowskiej, dzięki czemu, ktoś, kto nie znał baby i jej najbliższych, może sobie ich wyobrazić. W ciągu 25 lat powstało około 1200 felietonów.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
5
Świetne
Świetne
2
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0