fot. Maciej Sypniewski, na zdjęciu Ksawery Wójciński

Język wyznań najbardziej osobistych

„Mój dom rodzinny to miejsce, które w jakiś sposób mnie definiuje. Jest dla mnie wielką, piękną i tajemną twierdzą, w której mogłem zawsze ukryć się przed światem. Miejscem, które zawsze mnie inspirowało” – opowiada o swoich nowych, „domowych” kompozycjach znany kontrabasista Ksawery Wójciński, jeden z tegorocznych stypendystów Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury.

Sebastian Gabryel: Na początku chciałem ci serdecznie pogratulować otrzymania stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury! Co pomyślałeś na wieść o jego przyznaniu?

 

Ksawery Wójciński: Ucieszyłem się niezwykle, dzięki temu mogę zrealizować pewne swoje skryte marzenia związane z komponowaniem muzyki… No i pomyślałem też, jaka to wielka odpowiedzialność!

 

SG: W ramach swojego stypendialnego projektu planujesz stworzyć sześć wyjątkowych utworów. Wyjątkowych z wielu powodów. Zacznijmy od miejsca, w jakim powstaną. Czym tak naprawdę ono dla ciebie jest?

 

KW: Mój dom rodzinny to miejsce, które w jakiś sposób mnie definiuje. Jest dla mnie wielką, piękną i tajemną twierdzą, w której mogłem zawsze ukryć się przed światem. Miejscem, które zawsze mnie inspirowało.

 

Ksawery Wójciński fot. Krzysztof Machowina

SG: Wspomniałeś niegdyś, że każde z pomieszczeń posiada nie tylko odmienną akustykę, ale i historię. Nie chcę wchodzić z butami do twojego domu, ale nie ukrywam, że ciekawi mnie o jakich dokładnie mowa…

 

KW: Mój rodzinny dom powstał najprawdopodobniej na przełomie XIX i XX wieku. Przez wiele lat ulegał architektonicznym zmianom i modyfikacjom. Kiedy moja prababcia kupiła ten budynek, był tam browar i odbywała się produkcja alkoholu. W jego przepastnych piwnicach znajdowała się cała potrzebna do tego maszyneria. I to właśnie piwnice tego domu są miejscem, które wywiera na mnie największe wrażenie. Choć oczywiście i pomieszczenia mieszkalne przepełnione są niezwykłymi historiami wielu pokoleń… Z punktu widzenia muzyka zawsze byłem zafascynowany możliwością realizacji w nich działań muzycznych i dźwiękowych. W pomieszczeniach gospodarczych akustyka porównywalna jest do tej w kameralnych salach koncertowych, zaś te mieszkalne przywołują na myśl salonowe, bardziej intymne brzmienia. Teraz swoją muzyką chciałbym przedstawić pewien przekrój najciekawszych miejsc w tym wyjątkowym domu i zadedykować mu swoje kompozycje.

 

SG: Wykorzystujesz w nich znajdujące się w domu przedmioty i instrumenty. O jakich dokładnie mowa?

 

KW: Jako że moja rodzina jest rodziną muzyczną już w trzech pokoleniach, to siłą rzeczy udało nam się zgromadzić wiele instrumentów, które przez lata „mieszkały” w różnych pomieszczeniach. To choćby fortepian, pianino, kontrabas, akordeon, gitary, cytra, skrzypce, trąbka, instrumenty perkusyjne, keyboardy, ale też… ludzkie głosy. Mój dom to ich naturalne otoczenie, dlatego pomysł ich wykorzystania wydawał się zupełnie oczywisty.

 

SG: Jak ważna w muzyce jest dla ciebie znajomość swoich korzeni? Czy można powiedzieć, że przeszłość jest determinantą, ale i dominantą twojej muzycznej działalności?

 

KW: Znajomość korzeni jest dla mnie niezwykle ważna. I właśnie ich poszukiwanie jest pretekstem do tych działań, o których tu mówimy. Jestem zafascynowany postacią mojej wspomnianej już wcześniej prababci Lucyny. Jej osobie, jej życiu, można byłoby poświęcić osobny rozdział naszej rozmowy, a może nawet książkę czy album muzyczny. Czuję, że moje korzenie są tym, co mnie buduje, kształtuje, a ich odkrywanie pozwala mi na lepsze rozumienie siebie samego i świata, który mnie dziś otacza.

 

SG: Zauważyłem, że kiedy się o tobie pisze, to bardzo często – i moim zdaniem jak najbardziej słusznie – podkreśla się lekkość, swobodę i muzyczną erudycję, dzięki której odnajdujesz się w tak wielu gatunkach. Jesteś niespokojnym muzycznie duchem, ale skąd właściwie w tobie pociąg do tak dużego eklektyzmu?

 

Ksawery Wójciński fot. Maciej Sypniewski

KW: Myślę, że powodem tego jest nieodparta chęć ucieczki przed nudą i rutyną. Ja nie znoszę nudzić się w muzyce. Nie umiem tkwić w jednym miejscu. Stąd też moja fascynacja tak wieloma gatunkami. Choć tak naprawdę uważam, że muzyka jest jednym – nie jestem zwolennikiem dzielenia jej na gatunki. Zwyczajnie, albo jest dobra, albo kiepska.

 

SG: W opisie twojej płyty „The Soul” z 2004 roku znalazłem takie piękne zdanie, że „muzyka może być językiem wyznań najbardziej osobistych”. Czym dla ciebie jest intymność w muzyce?

 

KW: „Muzyka może być językiem wyznań najbardziej osobistych” to słowa Przemysława Rotengrubera, mojego mentora, przyjaciela i nauczyciela kontrabasu z lat młodości. Myślę, że w tej swojej krótkiej notce do mojej pierwszej solowej płyty w niezwykle trafny sposób ujął słowami to, co ja byłem w stanie wypowiedzieć tylko dźwiękami. Tak, muzyka jest dla mnie czymś bardzo intymnym, osobistym, zwłaszcza proces jej tworzenia. Ponieważ wywodzę się z tradycji muzyki improwizowanej, to lwia część moich działań polega na komponowaniu muzyki w czasie rzeczywistym. A to proces szczególnie intymny, wymagający otwarcia się i odsłonięcia swojej duszy i wrażliwości przed słuchaczem. I to na pewno nie jest to łatwe, to bardzo delikatna materia. To rodzaj zawiązywania relacji między twórcą a słuchaczem, wymagający otwartości i gotowości z obu stron. Dlatego uważam, że odbiór muzyki jest równie intymnym procesem, co jej tworzenie.

 

Ksawery Wójciński – jeden z najbardziej rozchwytywanych kontrabasistów jazzowych na polskiej scenie. Prezentuje się słuchaczom w najróżniejszych odsłonach i stylistykach – od przystępnego jazzu, poprzez awangardę, aż po polską muzykę ludową. Miał okazję współpracować z wieloma wybitnymi muzykami, takimi jak amerykański pianista Uri Caine czy saksofonista Charles Gayle. Koncertował w takich krajach jak Niemcy, USA, Kanada, Anglia, Hiszpania, Ukraina, Białoruś, Dania, Holandia, Norwegia, Węgry, Austria czy Serbia.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0