fot. Tomasz Koryl

„Kapitulacja” w Mrowinie

Za otwarcie bram więzienia przed demonstrantami i wypuszczenie kilkunastu więźniów kierownicy kolonii rolnej w Mrowinie zapłacili karierami.

Lato 1956 roku było gorące nie tylko z racji krwawo stłumionej rewolucji w Poznaniu. Po „odrąbaniu ręki” protestującym władza ludowa czyściła także własne szeregi z „tchórzy” i „kapitulantów”. Za szczególnie nielojalnych uznano szefów zakładu karnego w podpoznańskim Mrowinie.

 

 

 

W lipcu 1956 roku za „przejaw tchórzostwa” i „polityczną kapitulację” zawieszono naczelnika zakładu Kazimierza Kędzierskiego. 31 sierpnia Kędzierski został wydalony  dyscyplinarnie ze służby. Pracę stracili też podinspektor Andrzej Sieradzki oraz Jan Lesiński, kierownik działu ochrony więzienia w Mrowinie.

Czym właściwie cała trójka naraziła się władzy w czerwcu 1956 roku?

„Stan wzmożonej czujności”

Zakład Karny w Mrowinie, w 2020 roku, fot. T. Koryl

Zakład Karny w Mrowinie, w 2020 roku, fot. T. Koryl

W latach 50. w Mrowinie, niewielkiej wsi pod Szamotułami, znajdowała się kolonia rolna, posiadająca status zakładu karnego. Do budynków kolonii prowadziła zbita z desek brama, a teren był ogrodzony drucianą siatką i dozorowany przez strażników. Wyroki odsiadywało tu prawie dwustu więźniów, kobiet i mężczyzn. Oprócz odsiadki ciężko pracowali – pod eskortą strażników chodzili do pracy na pola otaczające więzienie, hodowali świnie, jeździli do Zakładów Spirytusowych na Komandorii albo do rzeźni na poznańskich Garbarach. W Mrowinie siedzieli złodzieje i alimenciarze, a więc drobni przestępcy. Politycznych trzymano gdzie indziej.

28 czerwca 1956 roku od wczesnego ranka skazańcy pracowali na okolicznych polach, pilnowani przez 30 uzbrojonych strażników. Na terenie zakładu karnego przebywało raptem sześciu funkcjonariuszy służby więziennej i kilku więźniów, zatrudnionych w administracji i aprowizacji. Kazimierz Kędzierski, naczelnik więzienia w Mrowinie, miał urlop.

Wiadomość o buncie robotników Poznania dotarła do kolonii rolnej w Mrowinie o godz. 9 rano.

 

Zadzwonił Marian Lewandowski, naczelnik Centralnego Więzienia przy ul. Młyńskiej w Poznaniu. Powiedział Janowi Lesińskiemu, kierownikowi działu ochrony, że ulice Poznania są opanowane przez demonstrantów. I rozkazał wprowadzić w więzieniu w Mrowinie „stan wzmożonej czujności”.

Podinspektor Andrzej Sieradzki, który zastępował nieobecnego naczelnika, pofatygował się do swoich podwładnych pilnujących więźniów na polach, by przekazać im wieści o sytuacji w Poznaniu. Zrobił to w tajemnicy przed skazańcami i zabronił informować ich o wypadkach w mieście. Nakazał przy tym zachowanie czujności.

W cywilnym ubraniu

Zakład Karny w Mrowinie, w 2020 roku, fot. T. Koryl

Zakład Karny w Mrowinie, w 2020 roku, fot. T. Koryl

W kolonii rolnej spokojnie było do godz. 16. Do Mrowina wrócił wtedy jeden z czterech więźniów, którzy rano wyjechali na badania lekarskie do Poznania. Wrócił na piechotę i przyniósł informację, że tłum poznaniaków zdobył więzienie przy Młyńskiej i uwolnił osadzonych więźniów. A kierownictwu więzienia powiedział, że na ulicach miasta toczą się walki i w Poznaniu „nie ma już władzy”.

 

Nie wiedział, że w czasie gdy szedł do Mrowina, na ulice Poznania wyjechały czołgi, a władza ludowa przystąpiła do przywracania „porządku”.

Łączność telefoniczna kolonii rolnej z Centralnym Więzieniem na Młyńskiej była przerwana, więc jej kierownicy nie mogli sprawdzić informacji przyniesionych przez więźnia. Ściągnięty z urlopu naczelnik Kędzierski wraz z podinspektorem Sieradzkim udali się więc na dworzec PKP; chcieli  linią kolejową skontaktować się z szefami z Centralnego Zarządu Więziennictwa. Nie zdążyli jednak porozmawiać z przełożonymi w Warszawie, bo na dworzec kolejowy w Mrowinie wpadł więzienny goniec z wiadomością, że uzbrojona grupa z Poznania rozbiła komisariat MO w Rokietnicy i jedzie do Mrowina.

Szefowie więzienia pobiegli z powrotem do zakładu karnego. Tam natknęli się na dwóch kolejnych więźniów, którzy wrócili właśnie z Poznania. Kiedy opowiedzieli oni, że w więzieniu na Młyńskiej tłum „szarpał” klawiszy, podinspektor Sieradzki uznał, że bezpieczniej będzie przebrać się w cywilne ubranie.

 

Jeśli ktoś chce wyjść…

 

Zakład Karny w Mrowinie, w 2020 roku, fot. T. Koryl

Zakład Karny w Mrowinie, w 2020 roku, fot. T. Koryl

Wieczorem pod bramą więzienia w Mrowinie zjawiło się siedem młodych osób, z robotnikiem Stanisławem Gorzelańczykiem na czele. Przyjechali z Poznania ciężarówką, prowadzoną przez kierowcę poznańskiej Goplany. Wymachując bronią, demonstranci nakazali bramowemu otworzyć drzwi więzienia.

 

Funkcjonariusze więzienni uciekli w zboże i tam przeczekali najazd intruzów.


Do robotników wyszedł naczelnik Kędzierski. Demonstranci chcieli broni i amunicji. Kiedy naczelnik się zawahał, weszli do zbrojowni i zabrali pięć sztuk broni, amunicję i granaty. Gorzelańczyk namawiał Kędzierskiego, by wypuścił więźniów, bo więzienie na Młyńskiej zostało rozbite. Po zabraniu broni odjechał ze swoją grupą w kierunku Buku (po stłumieniu buntu władza posadziła go w więzieniu za rozbrajanie komisariatów i wydarzenia w Mrowinie; na wolność wyszedł dopiero w październiku 1956 r.).

Po odjeździe „powstańców” naczelnik Kędzierski nakazał sprowadzić więźniów na plac więzienny. Tam poinformował ich o „rozbiciu” poznańskiego więzienia przy Młyńskiej i wizycie demonstrantów w Mrowinie. Prosił osadzonych, by do czasu nadejścia „pewnych informacji z Poznania”  nie opuszczali zakładu. Ale zaznaczył: – Jeśli ktoś postanowi wyjść, strażnicy nie będą mu w tym przeszkadzać. Brama więzienia została otwarta, a większość funkcjonariuszy zdała broń i poszła do domów.

 

 

Z wolności skorzystało zaledwie 17 osób. Opuścili więzienie w cywilnych ubraniach.

Większość osadzonych siedziała nadal na dziedzińcu więzienia, oczekując na nowe wieści z Poznania. Kiedy wieczorem więzienne radio podało komunikat o opanowaniu przez władze sytuacji w Poznaniu, podnieśli się i posłusznie wrócili do cel.

 

Bramę więzienną zamknięto.

Tych, którzy wybrali wolność, nie trzeba było ścigać. Po informacji, że bunt w Poznaniu został spacyfikowany, wrócili w ciągu 2–3 dni do więzienia w Mrowinie.

 

Wydaleni ze służby

Zakład Karny w Mrowinie, w 2020 roku, fot. T. Koryl

Zakład Karny w Mrowinie, w 2020 roku, fot. T. Koryl

 

„(…) Nie może być żadnej pobłażliwości w ocenie zachowania się tam, gdzie członek partii, poważny funkcjonariusz aparatu, wykazuje pełną demoralizację, brak jakichkolwiek przejawów czujności i niewiarę w siłę naszego ustroju” – zapisali partyjni.

 

Latem 1956 roku zawiesili, a następnie wydalili ze służby naczelnika mrowińskiej kolonii. Na fali odwilży Sąd Powiatowy w Poznaniu umorzył  20 listopada tego samego roku postępowanie karne wobec Kędzierskiego z uwagi na znikome niebezpieczeństwo społeczne czynu.

 


Podinspektor Sieradzki od lipca 1956 roku przebywał w areszcie. Zarzucono mu „brak ideowego hartu”, czyli niezabezpieczenie więzienia przed „napadem” oraz dopuszczenie do rozbrojenia strażników i przejęcia broni przez demonstrantów z Poznania.

Także w jego przypadku sąd umorzył postępowanie karne. Jednak z końcem roku Sieradzki został wydalony z pracy.  Za „nieprzydatnego” w służbie więziennej uznano też Jana Lesińskiego, kierownika działu ochrony więzienia w Mrowinie. Uznano go winnym tego, że nie zapobiegł opanowaniu więzienia przez zbuntowanych poznaniaków.

 

 

 

Piotr Bojarski – pisarz i publicysta, autor m.in. książek non fiction „1956. Przebudzeni” oraz „Fiedler. Głód świata”. Epizod mrowiński opisał w powieści „Juni”.