fot. Mariusz Forecki

Królowa Wielkopolski

„Drag daje mi poczucie, że mogę być taki, jaki jestem, bez ukrywania. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, przywdziewam maskę, żeby tak naprawdę pokazać siebie” – mówi drag queen Gelejza.

KUBA WOJTASZCZYK: Zacznijmy od początku. Kiedy narodziła się Gelejza?

DRAG QUEEN GELEJZA: Powstała, jak każda szanująca się drag queen, podczas halloween. Jest to idealny czas na przełamywanie barier i pokazywanie się bez zagrożenia ostracyzmem. Następnie brałem udział w dragowych imprezach w klubie Psychodela, w którym mogłem wyjść do ludzi. Było to bardzo komfortowe, ponieważ zabrakło widowni [śmiech]. Żartuję, przyszło kilka osób, które pozytywnie zareagowały na moją obecność. Stwierdziłem, że spróbuję swoich sił w XII edycji Drag Festiwalu Poznań w 2018 roku.

 

Czy już wtedy, w trakcie halloween, wiedziałeś, kim jest Gelejza?

Nie, poszukiwania trwały przez kolejny rok. Zastanawiałem, jak ona ma wyglądać, w jaki sposób ma się prezentować. Samo wymyślenie imienia było największą męką. Ostatecznie na pomysł całości wpadłem tuż przed wspomnianym festiwalem.

 

Skąd pochodzi to imię?

Pochodzi z gwary poznańskiej. Wiedziałeś?

 

Nie miałem pojęcia!

Gelejza oznacza osobę, która jest fajtłapą. Myślę, że idealnie odzwierciedla moją osobę. Tym bardziej że drag queen bardzo często postrzegane są jako monumentalne i niedostępne. Ja nawiązuję do bycia otwartym, chcę wyjść do ludzi, przełamać tę konwencję bycia piękną i utalentowaną, bo nie oszukujmy się – niewiele rzeczy mi wychodzi [śmiech]. Moje talenty są liczne, jednak głęboko ukryte.

 

Co jeszcze oznacza dla ciebie nawiązanie do poznańskości?

Od 10 lat tutaj mieszkam, działam i pracuję jako farmaceuta, więc Gelejza jest też nawiązaniem do mojego obecnego trybu życia. Moja postać narodziła się w Poznaniu, więc zapożyczenie imienia z lokalnej gwary było całkiem udanym posunięciem. Chociaż wciąż są osoby, które za bardzo nie wiedzą, co to słowo oznacza…

 

…jak ja [śmiech].

Jak ty, a przecież ty też długo mieszkasz w Poznaniu.

 

Wróćmy do pierwszego występu festiwalowego. Jak wyglądały przygotowania?

Ojej! Najpierw było bardzo dużo przemyśleń i sporo planowania. Wszyscy, którym się wydaje, że występ jest czymś banalnym, że wystarczy tylko skleić muzykę, mylą się bardzo. Każda drag queen miała przygotować dwa numery. Piosenka piosenką, numer numerem, ale do tego trzeba było jeszcze dobrać strój, a także umalować się, ponieważ makijaż również podlegał ocenie.

 

Wychodzisz na scenę i co czujesz?

Stres! Tuż przed wyjściem jestem prawdopodobnie zielony na twarzy i wyglądam, jakbym czymś się struł. Gdy rozpoczyna się występ, wszystko odpuszcza. Jest to dla mnie chwila wolności. Zaczynam dobrze się bawić. Wiem, że na próbach nigdy nie wychodzi mi to tak dobrze, jak już na występie, kiedy są adrenalina i emocje, a przede wszystkim widzowie. Nie ukrywam, że występuję również z pobudek egoistycznych.

 

Jak każdy artysta!

Właśnie, tym bardziej że mój znak zodiaku idealnie do tego wszystkiego pasuje. Lew musi przebywać w ciągłym blasku [śmiech].

 

Co stało się po twoim pierwszym występie?

Drag queen Gelejza

Gelejza, fot. Mariusz Forecki

Wygrałem! Zostałem utytułowany Królową Wielkopolski, więc nie dość, że imię miałem regionalne, to jeszcze tytuł. Bardzo fajnie, bo pochodzę ze Szczecina, więc podbijam inne województwo. Z tego względu, że tańczę voguing – „tańczę” to za duże słowo, raczej uczę się – podczas Marszu Równości we Wrocławiu brałem udział w Vogue Ballu w kategorii lip sync. Potem miałem długą przerwę, aż do kolejnego balu w poznańskim Pawilonie, po którym zlitował się nade mną Klub Punto i zorganizował mój wieczorek. Od tego momentu występy nabrały tempa.

 

Teraz właściwie jesteś hostessą comiesięcznych imprez „Twój drag brzmi znajomo” w Punto…

Tak, to jest bardzo miłe. Ale w pewnych kręgach uznawane jest to za nepotyzm, ponieważ organizatorką jest Twoja Stara, która identyfikuje się jako moja matka. Zostawiła mnie przy okienku życia i uciekła, a teraz, kiedy są sukcesy, ponownie się zjawiła. Jak każda toksyczna matka! [śmiech].

 

Sporo mówimy o twoich występach, więc powiedz, czym jest dla ciebie drag?

Wiem, że wiele osób uważa drag za wystąpienie performatywne, sam poniekąd podchodzę do niego tak samo.

 

Chciałbym pokazać ludziom, co siedzi mi w głowie, zaprezentować wizję mojego świata. Od zawsze miałem zapędy do grania w kółkach teatralnych i lubiłem być w centrum uwagi.

Marzyłem wtedy o rolach queerowych, ale niestety byłem jedynym chłopcem w grupie, więc przypadały mi postaci męskie. Niektórzy daliby się za nie pokroić, ale nie ja. Od zawsze miałem w sobie pasję do występów, nie wiedziałem tylko, w jaki sposób znaleźć ujście mojej wyobraźni. Wtedy poznałem, jak większość drag queens, program „RuPaul’s Drag Race”, który teraz wszedł już do mainstreamu.

 

Możemy się, tu w Polsce, porównywać ze sceną amerykańską?

Ciężko to robić, jakkolwiekby nasza scena nie była dobra. Prezentujemy różne wizje. W Ameryce wszystko jest wypolerowane i dopięte na ostatni guzik. W Polsce nie przykładamy chyba aż tak wielkiej wagi do wyglądu, tylko bardziej do występów i ich oryginalności.

Nasze drag queen niekoniecznie muszą przypominać kobiety pod względem wizualnym. Nie chcemy być królowymi passingu, których mężczyźni hetero nie rozróżnią od fizjonomicznych kobiet. U nas dużo jest dziwaczności, queeru, czyli – według mnie – przekraczania granic, łączenia i mieszania płci. W Polsce jest to po prostu inne.

 

Po występie pozostajesz Gelejzą czy jesteś już Pawłem?

Drag queen Gelejza

Gelejza, fot. Mariusz Forecki

W pewnym sensie drag daje mi poczucie, że mogę być taki, jaki jestem, bez ukrywania. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, przywdziewam maskę, żeby tak naprawdę pokazać siebie. Daje mi to wolność ekspresji.

Powiedzmy sobie szczerze: już gorzej nie będzie, więc, co mi szkodzi, żeby ta moja postać wypłynęła? Czasami, będąc Pawłem, brakuje mi tego, aby uwydatniły się cechy Gelejzy. Kiedyś miałem do załatwienia dość problematyczną dla mnie sprawę przez telefon. Mój przyjaciel polecił mi, abym do rozmowy umalował się i założył perukę, wtedy będzie mi łatwiej [śmiech].

 

Odpowiadając na twoje pytanie: po występie wciąż jestem Pawłem, ale podrasowanym. Gelezja nie różni się specjalnie ode mnie. Sam jestem fajtłapą i opowiadam niezręczne żarty.

 

Ty, Twoja Stara czy Lola Eyeonyou Potocki to tylko przykłady przedstawicieli dragowego środowiska w Polsce. Myślisz, że drag staje się popularny w naszym społeczeństwie?

Osoby drag pojawiają się jak grzyby po deszczu! Zarażamy „zdrową” tkankę społeczną, bo jest nas coraz więcej. Przesadziłbym, mówiąc, że drag jest u nas czymś akceptowalnym, ale myślę, że choćby w samym środowisku LGBT+ jest już dużo bardziej tolerowany. Jeszcze kilka lat temu obecność drag queens na marszach równości i w klubach nie była tak oczywista jak dzisiaj. Myślę, że część społeczności LGBT+ zwyczajnie się nas wstydziła.

 

Co przyczyniło się do tej zmiany?

Drag wszedł do mainstreamu, a wraz z tym pojawiły się oczekiwania, czy pewna wizja tego, jak występy powinny wyglądać. Osoby robiące drag też ustawiły sobie wyższą poprzeczkę, przez co ich pokazy zaczęły być bardziej interesujące.

 

Jak Poznań wypada na tle innych miast Polski? Organizując „Twój drag brzmi znajomo”, dostajecie zgłoszenia od nowych osób chcących spróbować swoich sił w dragu…

Drag queen Gelejza

Gelejza, fot. Mariusz Forecki

Nowe osoby mogą zgłosić się do części Lip Sync Battle. Jest to konwencja znana z programu RuPaula czy bali vogue’owych. To szansa dla niedoświadczonych drag queens, aby spróbowały swoich sił na scenie.

Oczywiście nie wszystkim ta konwencja odpowiada, bo nie ma się tutaj zupełnej wolności i kreatywności. Temat i piosenki są z góry nadane, a przecież nie każdemu muszą się podobać. Dlatego też postanowiłem zaproponować klubowi Punto imprezę „Bal Debiutantek”, na którą mogą zgłosić się performerzy, nie tylko drag queens, ale też np. drag kings. Nie narzucamy tematu, ograniczamy tylko czas wystąpienia.

 

Czy napłynęło wiele zgłoszeń?

Dwanaście. Częściowo są to nowe osoby, a częściowo też te, które występowały już podczas Lip Syncu czy na innych imprezach organizowanych w Punto.

 

Ludzie stają się bardziej odważni?

Drag queen Gelejza

Gelejza, fot. Mariusz Forecki

Myślę, że tak. Choć duża zasługa w tym wszystkim Punto, ponieważ stworzyła się tam przestrzeń do tego, by z jednej strony występować, a z drugiej, by te występy oglądać.

Najgorszy rodzaj przedstawienia to ten, który przerywa komuś imprezę taneczną i dezorientuje klubowiczów. Tak dzieje się, np. w miejscach, gdzie ludzie przychodzą się bawić, a niekoniecznie oglądać występ. Jednak dla osoby, która występuje, też nie jest miłe, kiedy nagle sala pustoszeje.

Kiedyś poszedłem na występ Twojej Starej w jednym z klubów tanecznych. Byłem sporo wcześniej, aby zająć miejsce w pierwszym rzędzie. Po występie obejrzałem się i zorientowałem się, że był tylko pierwszy rząd… Dlatego myślę, że nie tylko miejsce jest bardzo ważne, ale też to, jak organizatorzy podchodzą do konkretnej imprezy.

 

Do Punto przychodzą tłumy…

Tak, na „Twój drag…”. Jesteśmy pozytywnie zdziwieni i bardzo zadowoleni, że tak się to rozkręciło. Co ważne, „Bal Debiutantek” zebrał podobną widownię. Jestem dobrej myśli, bo drag ludzi bawi i chcą go oglądać. Ludzie mogą być zmęczeni nami, stałymi twarzami imprez w Punto, dlatego też postawiliśmy na nowicjuszy.

 

To chyba wielki sukces, że te nowe twarze pojawiają się – i to tak szybko.

Jest to budujące. Rodzajów dragu jest bardzo dużo i każdy może znaleźć coś dla siebie. Jedni skupiają się na występach, inni spełniają się w wymyślaniu kreatywnych stylizacji.

 

A czy Poznań staje się bardziej otwarty?

Drag queen Gelejza

Gelejza, fot. Mariusz Forecki

Wydaje mi się, że tak. Dużo zrobiło wsparcie prezydenta miasta. Ludzie mieli przykład idący z góry, że jeśli akceptujesz, to możesz maszerować, jeżeli nie – nie możesz zachowywać się agresywnie, bo to z kolei przestało być tolerowane. Jednak gdybym miał wyjść w dragu na ulicę – nie odważyłbym się. Trasę do klubu zawsze pokonuję, zamawiając Ubera albo taksówkę. Nie spotkałem się w nich z niemiłą reakcją, kierowcy najczęściej milczą i zachowują kamienną twarz. Mnie to odpowiada, bo nie muszę prowadzić small talków.

 

Wsiadłbyś do autobusu?

Nie [śmiech]. Nie czułbym się tam bezpiecznie. Mimo że uważam Poznań za miasto otwarte, to wciąż długa droga do tego, aby było ono takie faktycznie. Ale moi znajomi jeździli w dragu w autobusie. Prócz agresji słownej nie stało się im nic więcej. Najczęściej ludzie mają nas po prostu gdzieś…

 

Chociaż tyle…

Jak się komuś drag nie podoba, to po prostu niech ma nas w dupie. I niech ta agresja z niego czy niej nie wypływa. Wolę, aby szło to w tę stronę niż w stronę przemocy.

 

Nieodzowną stroną dragu są fenomenalne stroje, które tak przyciągają uwagę innych. Tworzenie strojów to chyba duża umiejętność.

Tak! Jest ona na liście umiejętności, których nie posiadam. Stroje najczęściej szyje mi mój kolega. Z kolei pomysły na nie powstają podczas moich bezsennych nocy. Wtedy miotam się od lewej do prawej strony łóżka i nagle na coś wpadam.

 

Czy masz przemyślane występy?

Nie!

 

Idziesz na żywioł?

Drag queen Gelejza

Gelejza, fot. Mariusz Forecki

Niektórzy planują np. numery polityczne, jak Lola, która ma absolutnie inteligentne występy, przemyślane od początku do końca. Ja tak nie umiem pracować. Stawiam na zabawę, na bycie śmiesznym. Fajtłapowatość staram się urozmaicić, np. mashupami, wprowadzam też kontrolowany chaos, dzięki czemu zmieniam dynamizm, z piosenek układam jakąś historię.

Staram się, aby moje występy miały jakieś znaczenie, ale – nie oszukujmy się – nie będzie ono specjalnie głębokie. W numerach najczęściej mówię o miłości, akceptacji siebie i swojego ciała, wyśmiewam własne wady fizjonomiczne i w ten sposób staram się z nimi pogodzić…

 

Przecież to są bardzo głębokie tematy!

Są one przede wszystkim popularne, bo wiele osób boryka się z takimi problemami. Wydaje mi się, że przez ten uniwersalizm udaje mi się dotrzeć do ludzi. Numery powstają w impulsie, czasami uda mi się nadać im znaczenie, czasami będą po prostu zabawne… Czy właśnie podważyłem wszystko, co przed chwilą powiedziałem? [śmiech].

GELEJZA — jest ofiarą wielu pasji. Chciałaby robić wszystko i wyglądać najpiękniej, ale wrodzona fajtłapowatość stoi jej na przeszkodzie. Bardzo subtelne piękno i wrodzony nietakt są jej znakiem rozpoznawczym. Rzekoma Królowa Wielkopolski 2018, współtwórczyni imprez „Twój drag brzmi znajomo” oraz „Bal Debiutantek”. Więcej informacji na jej Instagramie: @justgelejza.

 

ZOBACZ TAKŻE: Twój Drag Brzmi Znajomo

CZYTAJ TAKŻE: Faux queen? Nie, dziękuję! Rozmowa z Lolą Eyeonyou Potocki

CZYTAJ TAKŻE: Nie kolonizujemy Marsa. Rozmowa z Piotrem Buśko Twoją Starą