fot. Mariusz Forecki

Książki nie znają granic administra cyjnych

– Poza pasją, która jest niezbędna do podejmowania dobrych decyzji wydawniczych, o wielu aspektach działalności firmy decydują dość przyziemne kwestie. Nie zawsze możemy wydawać to, co chcielibyśmy – mówi Jakub Kozłowski, sekretarz redakcji oraz rights manager Wydawnictwa In Rock/Vesper.

KUBA WOJTASZCZYK: In Rock jest wydawnictwem z długoletnią tradycją. Pierwsze książki sygnowane jego logo pojawiły się na rynku wydawniczym już w 1991 roku. Pamięta pan tytuł, którym zadebiutowaliście?

JAKUB KOZŁOWSKI: Nie pracowałem wówczas w firmie, ale o ile wiem, była to biografia niezwykle wówczas popularnego zespołu Hey. Niedługo później pojawiły się kolejne tytuły, w tym świetna, chociaż kontrowersyjna biografia Jima Morrisona pod tytułem „Nikt nie wyjdzie stąd żywy” Danny’ego Sugermana, którą zresztą sprzedajemy do dzisiaj. Był to początek lat 90., a popyt na tego typu publikacje na młodym, rozwijającym się i pustym rynku był ogromny. Inne czasy, inne zasady działania i nieporównywalne nakłady… 

 

Wydawnictwa tak ściśle sprofilowane to dzisiaj raczej rzadkość… A jak wyglądało to na początku polskiego kapitalizmu?

W tamtych czasach ludzie byli tak bardzo spragnieni wszystkiego, co dotyczyło ich ukochanych zespołów, że właściwie każda publikacja, jaka trafiała do czytelników, sprzedawała się na pniu.

 

Tak jak mówiłem, rynek był chłonny i niewybredny. Audycje Tomka Beksińskiego i Piotra Kaczkowskiego wychowały całe pokolenia oddanych miłośników dobrej muzyki.

Ludzie ci nie ograniczali swojej pasji wyłącznie do słuchania płyt, które (o ile udało się je kupić bądź przegrać) znali na pamięć. Chcieli poznać bliżej swoich idoli: życie, twórczość i historie związane z ich karierą. In Rock został założony przez takiego właśnie pasjonata. Stąd mocno sprofilowany charakter wydawnictwa. Zresztą przez te wszystkie lata In Rock wyrobił sobie naprawdę mocną markę, którą staramy się pielęgnować.

 

Proszę opowiedzieć, jak ewoluowaliście?

Jakub Kozłowski z Wydawnictwa In Rock

Jest to pytanie, na które trudno odpowiedzieć. Jeżeli chodzi o ewolucję In Rocka, to niewątpliwie do najważniejszych wydarzeń związanych z rozwojem naszej firmy należy powołanie imprintu Vesper. W jego ramach skupiliśmy się na zupełnie odmiennym rodzaju publikacji od tych, jakie ukazują się w macierzystym wydawnictwie. Vesper pozwolił nam otworzyć się na dział fiction oraz publikacje historyczne, dzięki czemu zwiększyliśmy nasz zasięg oddziaływania na rynku. To również pomogło nam utrzymać skonkretyzowany charakter wydawniczy samego In Rocka. Obecnie Vesper przerósł In Rocka pod względem sprzedaży oraz liczby wydawanych tytułów. Gdyby jednak odnieść się do samego katalogu macierzystego wydawnictwa oraz zakresu tematycznego, jaki obecnie preferujemy, to nadal mówimy tu wyłącznie o biografiach muzycznych. Różnica polega na tym, że otworzyliśmy się również na muzyczne nisze, wcześniej w większym czy mniejszym stopniu ignorowane przez wydawców.

 

Poza muzyką rockową sensu stricto zaczęliśmy również interesować się twórczością formacji z obrębu cięższych stylistyk. Nie unikamy gothic doom, death czy thrash metalu.

Wydaliśmy kilka pozycji dotyczących szeroko pojętego punk rocka. W naszym katalogu pojawi się również pozycja omawiająca podziemny rock przełomu lat 60. i 70. (wyczekiwana „W bocznej ulicy. Historia muzyki niegranej”). Problem z niszami polega jednak na tym, że nie tylko należy wiedzieć, co wydać, ale również – kto powinien daną biografię napisać. Nie każdy autor będzie wiarygodny dla miłośników danej stylistyki.

 

Nie ograniczacie się jedynie do historii rocka, wręcz przeciwnie – kształtujecie kolejne pokolenia fanów tego gatunku. Czy można powiedzieć, że to misja Wydawnictwa?

W zasadzie każdy, kto pracuje w In Rock, poza twardymi umiejętnościami organizacyjno-technicznymi, musi wykazywać się również szeroką znajomością muzyki. Nieważne jakiej. Wiedza ta nie może jednak ograniczać się jedynie do aktualnej listy przebojów – cenimy pasję i chętnie korzystamy z pomysłów naszych pracowników.

 

Jako że nie ma wśród nas osoby, która nie byłaby związana ze światem muzyki, jesteśmy w stanie śledzić trendy i dokonania formacji tworzących warte uwagi albumy.

Wiedząc, które zespoły prezentują wysoki poziom, znając ich losy oraz historię, możemy zaproponować czytelnikom biografie artystów, którzy naprawdę na to zasługują. Można więc powiedzieć, że w tym właśnie uwidacznia się nasza misja, chociaż nie lubię tego sformułowania. Pamiętajmy, że poza pasją, która jest niezbędna do podejmowania dobrych decyzji wydawniczych, o wielu aspektach działalności firmy decydują dość przyziemne kwestie – wśród nich zapotrzebowanie rynku oraz jego chłonność. Mówiąc wprost: rachunek ekonomiczny. Nie zawsze możemy wydawać to, co chcielibyśmy wydać.

 

Czy fakt, że Wydawnictwo znajduje się w Wielkopolsce ma znaczenie? Co oznacza lokalność dla In Rock?

Szczerze mówiąc, fakt, że Wydawnictwo ma swoją siedzibę w Wielkopolsce, nie przekłada się w żaden realny sposób na nasze funkcjonowanie. Książki nie znają granic administracyjnych. Oczywiście korzystamy z pomocy autorów, korektorów i redaktorów na stałe mieszkających w Wielkopolsce. Nie znaczy to jednak, że nie współpracujemy z dobrymi specjalistami z pozostałych części kraju.

 

Jak poszukuje pan nowych tytułów?

Wyszukiwanie nowych tytułów jest procesem wieloetapowym. Wynika pośrednio z moich rozmów z wydawcami zagranicznymi, dyskusji targowych, naszych osobistych preferencji oraz możliwości dotarcia do właścicieli praw. W przypadku starszych pozycji nie jest to zawsze sprawa oczywista. Kontakt z Davidem Seltzerem, autorem nigdy wcześniej niepublikowanego w Polsce „Omena”, udało mi się uzyskać po półrocznych poszukiwaniach. Kontaktowałem się z amerykańskimi kancelariami prawnymi reprezentującymi w przeszłości interesy autora oraz środowiskiem agentów literackich z Los Angeles, z którymi Seltzer pozostawał w relacjach biznesowych w latach 80.

Bardzo często sięgamy również po autorów polskich, którzy dysponując świetnym warsztatem, są w stanie opracować tematykę na najwyższym światowym poziomie. Wystarczy wspomnieć biografię Genesis pióra Łukasza Hernika, książki Macieja Krzywińskiego (biografie zespołu Faith No More, i Type O Negative) czy Tomasza Szmajtera i Rolanda Burego o Deep Purple.

Jeżeli chodzi o literaturę piękną, to oczywiście zapoznajemy się również z kierowanymi do nas maszynopisami. W ten sposób udało nam się podpisać umowy z naprawdę genialnymi, chociaż mało jeszcze znanymi, pisarzami pokroju Jakuba Bielawskiego czy Artura Urbanowicza. Każdy tytuł wymaga jednak indywidualnego podejścia.

 

Pomimo kilku ugruntowanych i powtarzalnych kroków, które należy podjąć w celu zakupu licencji, wielokrotnie jest to praca niemal detektywistyczna.

Droga od ustalenia, kto wydał daną książkę na Zachodzie, do dotarcia do właścicieli praw mogących udzielić licencji jest bardzo długa i często żmudna.

 

Czyją biografię chciałby pan najbardziej wydać? Jakiej biografii najbardziej brakuje na rynku wydawniczym?

Nie powiedziałbym, aby na rynku polskim brakowało jednej, konkretnej biografii. Trudno uogólniać, ponieważ wybór książki, którą chcemy kupić, podobnie jak w przypadku muzyki, jest sprawą indywidualną. Mogę jedynie powiedzieć, że w niedalekiej przyszłości nakładem In Rock Music Press i Vesper pojawi się kilka książek, które powinny przypaść do gustu wymagającym czytelnikom. Osobiście chętnie przeczytałbym biografię zespołu Fields of the Nephilim oraz My Dying Bride. Są to jednak grupy zbyt niszowe, aby mogły zainteresować szerszego odbiorcę.

 

Co czeka In Rock w przyszłości?

W niedalekiej przyszłości czeka nas premiera wspomnianej już, fantastycznej książki „W bocznej ulicy. Historia muzyki niegranej” opowiadającej o stu formacjach z przełomu lat 60. i 70., które, pomimo świetnego repertuaru i doskonałych umiejętności, nie zdołały przebić się do świadomości słuchaczy. Mogę również zdradzić, że ukaże się legendarna biografia Franka Zappy w nowym tłumaczeniu.

 

Z katalogu Vesper warto czekać na debiutancką powieść Jakuba Bielawskiego, zatytułowaną „Ćma”, nową książkę Artura Urbanowicza oraz klasyczne dzieło Andrew Neidermana „Adwokat Diabła”.

Mamy również dla czytelników kilka niespodzianek, nad którymi wciąż pracujemy.

 

Na koniec proszę zdradzić, co pan teraz czyta i kogo słucha?

Słucham tyle rzeczy, że zabrakłoby miejsca na wymienienie wszystkich zespołów. Zawsze jednak wracam z dużą regularnością do dorobku Zappy. Ostatnio kupiłem również nową płytę formacji Unleashed, ale mocno mnie zawiodła. Ponadto odświeżam albumy Steely Dan i Return To Forever. Jeżeli chodzi o obecne lektury, to aktualnie kończę książkę „The Life and Times of Constantine The Great” D.G. Kousoulasa. Większość wolnego czasu spędzam jednak z moją dwumiesięczną córeczką Felicją.

 

JAKUB KOZŁOWSKI – doktor nauk historycznych, dziennikarz muzyczny współpracujący z Radiem Poznań oraz „Lizard Magazyn”, tłumacz. Redaktor naczelny serwisu Muzyka z bocznej ulicy. Sekretarz redakcji oraz rights manager Wydawnictwa In Rock/Vesper.

CZYTAJ TAKŻE: Poznańscy do szpiku kości. Rozmowa z Joanną Nowakowską

CZYTAJ TAKŻE: Zakamarki: nieco inne spojrzenie na dziecko. Rozmowa z Katarzyną Skalską

CZYTAJ TAKŻE: Wydawanie książek to adrenalina. Rozmowa z Anną Sójką-Leszczyńską