fot. Karol Szymkowiak

Kto buchnął gwiazdę?

Późną jesienią 1989 roku z obelisku na poznańskiej Cytadeli zniknęła wielka gwiazda z rubinowego szkła, symbol Armii Czerwonej i ZSRR. I choć dziś jest eksponatem muzealnym – ci, którzy ją zdjęli i ukryli, nadal chcą pozostać anonimowi.   

Skandal wybuchł w maju 1990 roku, w przeddzień obchodów Dnia Zwycięstwa. Konsul generalny ZSRR w Poznaniu Antanas Jurszenas z przerażeniem stwierdził, że na 23-metrowym obelisku, pod którym – jak zawsze – ma złożyć wieńce – brakuje wielkiej gwiazdy z rubinowego szkła. Dyplomata zawiadomił więc natychmiast polską policję, żądając śledztwa i ukarania winnych.

 

Policja zabrała się za poszukiwania symbolu Armii Czerwonej i upadającego mocarstwa atomowego. Choć tajemnicą poliszynela było, że nie rzuciła się do nowego zadania szczególnie gorliwie.

Rosyjskie podejrzenia

Gwiazda miała ponad metr średnicy, wisiała nad poznańską Cytadelą od listopada 1945 roku. Stała się szybko centralnym punktem parku Braterstwa Broni i Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, cmentarza ponad 5 tysięcy żołnierzy, którzy zginęli zimą 1945 roku w walkach o Poznań. Była podświetlana, ciężka i przytwierdzona do betonowej czapy wieńczącej obelisk – trudno było buchnąć ją ot, tak. W dodatku z wysokości ponad 20 metrów. A jednak komuś się udało. Komu?

Przez następne 20 lat nie wiadomo było, kto to zrobił. Mnożyły się plotki, ale nikt nie wiedział nic konkretnego. Sami Rosjanie podejrzewali, że „kradzież” gwiazdy musiała mieć zorganizowany charakter. – Do jej usunięcia użyto zapewne podnośnika albo wozu z drabiną. Zwykły złodziejaszek nie dysponuje takim sprzętem – snuł domysły Siergiej Siemionow, ówczesny sekretarz Konsulatu Generalnego ZSRR w Poznaniu.

Fotokolaż autorstwa Karola Szymkowiaka

Fotokolaż autorstwa Karola Szymkowiaka

 

W 1997 roku w wyniku wspólnych ustaleń strony polskiej z władzami Federacji Rosyjskiej (bo ZSRR rozpadł się w 1991 roku) nowa gwiazda, już nie czerwona, a odlana z brązu, wróciła bez rozgłosu na obelisk, tyle że znacznie niżej.

W międzyczasie policja umorzyła bezowocne dochodzenie. A w 2005 roku „znieważenie pomnika” (według kodeksu karnego tym było potajemne zdjęcie z niego gwiazdy) przedawniło się jako czyn karalny. Właśnie wtedy jako dziennikarz „Gazety Wyborczej”, zaintrygowany tajemnicą zniknięcia gwiazdy, podjąłem pierwszą próbę dotarcia do uczestników „największego skoku” w Poznaniu.

Wyczyn strażaków

Tropy od początku wiodły do poznańskich strażaków. Jeden z nich wyznał mi bowiem w zaufaniu, że w 1989 roku to właśnie straż wyjechała na Cytadelę, by zdjąć gwiazdę. Brakowało jednak szczegółów. Po kilku próbach udało mi się w końcu zrekonstruować dalsze losy gwiazdy.

Fotokolaż autorstwa Karola Szymkowiaka

Fotokolaż autorstwa Karola Szymkowiaka

 

Kiedy wiosną 1990 roku „intensywnie” szukała jej poznańska policja, zguba leżała kilometr od Cytadeli, w magazynie komendy rejonowej Państwowej Straży Pożarnej – zwykłej szopie przy ulicy Masztalarskiej. Emerytowany oficer straży pożarnej wyznał mi, że policja doskonale wiedziała, kto to zrobił. Nie chciała jednak znaleźć gwiazdy.

W 2000 roku strażakom groziła wpadka – szopa została bowiem rozebrana w ramach budowy nowej komendy przy Masztalarskiej. Wywieźli ją więc w tajemnicy z Poznania. Trafiła w tak zwane „bezpieczne miejsce”.

Bohater anonimowy

Do owianej mgłą tajemnicy akcji doszło w listopadzie 1989 roku, ponoć z inicjatywy ówczesnego zastępcy komendanta wojewódzkiego straży pożarnej.  Wykorzystano wyjątkowo wietrzny dzień, kiedy na Cytadeli padło oświetlenie i wszystkie latarnie zgasły. Do akcji w ciemnościach użyto drabiny mechanicznej z koszem i sprzętem specjalistycznym. Strażaków było co najmniej trzech, z jednostki na Masztalarskiej. Gwiazdę przycięli pilarką mechaniczną. Akcja nie została odnotowana w dokumentacji komendy.

Inicjator akcji chciał pozostać anonimowy (muszę więc uszanować to również dziś). To wysoki oficer straży, obecnie na emeryturze. Po dłuższej korespondencji mailowej i po kilku telefonach przysłał mi – formalnie anonimowy – list. Z propozycją, by gwiazdy poszukać w…  magazynie jednej z komend powiatowych straży pożarnej, oddalonej około 50 km od Poznania (zgodnie z dżentelmeńską umową nie mogę podać, w której).

Fotokolaż autorstwa Karola Szymkowiaka

Fotokolaż autorstwa Karola Szymkowiaka

 

Dlaczego tam? Bo kiedy w 2000 roku w Poznaniu likwidowano magazyn mundurowy strażaków, akurat w tej miejscowości oddano do użytku nową komendę powiatową Państwowej Straży Pożarnej z dużymi magazynami obrony cywilnej. Dostęp do nich mieli wyłącznie strażacy z Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu.

Aby sprawdzić tę informację, musiałem zdobyć zgodę Lecha Janiaka, wówczas wicekomendanta wojewódzkiego straży. Do magazynów w komendzie powiatowej, która mnie interesowała, można było wejść tylko z tzw. klauzulą bezpieczeństwa. Ponieważ jej nie miałem, komendant wysłał tam „zaufanego człowieka". A ten po przeszukaniu magazynów zameldował: – Jest!

Gwiazda została odnaleziona między materacami przechowywanymi w magazynie. Miała wybite szkło na dwóch ramionach, ale dla muzealników to żaden problem. W grudniu 2010 roku na zaśnieżony Stary Rynek wjechała ciężarówka strażaków. W ten sposób, aby uniknąć międzynarodowych perturbacji, przekazaliśmy gwiazdę do Muzeum Historii Miasta Poznania, mieszczącego się w Ratuszu. Dziś jest jednym z ciekawszych eksponatów.

„I gwiazdeczka na dole”

Tajemnica zniknięcia symbolu Armii Czerwonej została więc wyjaśniona. Ale bohaterowie tamtej akcji nawet dziś, mimo upływu 31 lat, chcą pozostać w cieniu.

 

 „Z mojej strony temat jest zakończony” – odpisał mi niedawno główny pomysłodawca akcji.

 

Fotokolaż autorstwa Karola Szymkowiaka

Fotokolaż autorstwa Karola Szymkowiaka

Kiedy mimo wszystko próbowałem nakłonić go do wyjścia z cienia, powołując się m.in. na przedawnienie sprawy, odpisał:

 

„Sprawa przedawniona, ale decydenci żyją!”.

 

I dodał:

 

„Pan zapewne myśli, że temat gwiazdy to była wielka operacja. Była decyzja odpowiednich władz, a potem dwie godziny rutynowej pracy na wysokości (co dla straży nie było czymś nadzwyczajnym). I gwiazdeczka na dole. Problem powstał rano, że nikt jej nie chciał. Zatem przez wiele lat poniewierała się w różnych magazynach. Resztę pan wie!”.

 

Piotr Bojarski – pisarz i publicysta, autor „Biegacza”, „Cwaniaków” i „Na całego”, a także biografii „Fiedler. Głód świata”.