fot. D. Tatarkiewicz

Kto się zmieści pod tym niebem?

W audycjach z cyklu „Pod wielkim dachem nieba” jego gośćmi byli i są muzycy o ugruntowanej sławie, ale także mało znani artyści niekomercyjni, których od lat promuje. „Staram się propagować to, co dobre, niezależnie od stylu muzycznego. Ważne jest, aby teksty były wartościowe” – mówi Piotr Spottek.

Barbara Kowalewska: Przez wiele lat był pan menedżerem artystów. Zorganizował pan sam lub we współpracy z innymi ponad 3 tysiące wydarzeń kulturalnych. To był sposób na życie? Kwestia temperamentu? W 2020 roku zakończył pan tę działalność. Dlaczego?

Piotr Spottek: Po studiach na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie zamieszkałem we Wronkach. Chciałem się przysłużyć lokalnej społeczności i związałem się z Kołem Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym. Postanowiłem zrobić charytatywną imprezę z Bohdanem Smoleniem i Kabaretem Pod Spodem. Potem zacząłem sprowadzać do Wronek również innych artystów, między innymi zespół Stare Dobre Małżeństwo, Annę Chodakowską, Pawła Orkisza. W 1993 roku przeprowadziłem się do Jarocina. Jako nauczyciel zapraszałem wielu artystów także do szkoły. Czasem po drodze na koncerty w Poznaniu wpadali na spotkania z młodzieżą. Było tych wydarzeń bardzo dużo. Wystąpili m.in.: Jan Kondrak i Zakon Muzyczno-Literacki, Pod Budą, Jacek Kaczmarski, Agnieszka Fatyga, Jerzy Mamcarz, Edyta Geppert, Jacek Wójcicki. Od 2000 roku zająłem się tym zawodowo. To były różne przedsięwzięcia, miały formę spotkań autorskich albo koncertów sakralnych, na przykład po śmierci papieża Jana Pawła II.

 

fot. D. Tatarkiewicz

fot. D. Tatarkiewicz

Organizowałem je w całej Polsce – uczestniczyli w nich m.in. Jerzy Zelnik, Krzysztof Kolberger, Anna Seniuk, Olgierd Łukaszewicz. Do komercji mnie nie ciągnęło, nie chciałem także związać się umową tylko z jednym artystą, mimo że miałem kilka takich propozycji. Wolałem pozostać niezależny i mieć wybór. Udawało mi się namawiać ludzi na różne projekty i powstało ich mnóstwo. Dopiero pandemia sprawiła, że musiałem zamknąć działalność i pójść do etatowej pracy. Ale gdy ktoś zadzwoni, to nadal podejmuję się organizacji imprezy, już na innych zasadach.

Zawsze jednak jest to kultura wyższa.

BK: Zdarzały się trudne chwile?

PS: Zdecydowanie mam więcej dobrych wspomnień. Ale czasami zdarzało się „zmęczenie materiału”, gdy z pewną artystką objechałem 50 miast w trzy miesiące, bo częściej widziałem ją niż własną rodzinę. Nie wspominam jednak tego czasu źle. Koncerty Pendereckiego i Chóru Polskiego Radia z Krakowa to było prawdziwe logistyczne wyzwanie. Jednocześnie jednak wiązało się ono z prestiżem; nazwisko Pendereckiego sprawiało, że z innej perspektywy rozmawiało się z władzami miast.

BK: A najpiękniejsze wspomnienie, największa satysfakcja?

PS: Do najpiękniejszych przeżyć zaliczam koncert Grechuty z zespołem Anawa. Zorganizowałem go w Gnieźnie. Z Markiem znałem się długo.

 

fot. D. Tatarkiewicz

fot. D. Tatarkiewicz

W pewnym momencie zaczął podupadać na zdrowiu. Czekałem na informację z Krakowa i kiedy powiedziano mi, że jest w dobrej kondycji, zaprosiłem go, poprowadziłem ten koncert i przeprowadziłem wywiad z Markiem i Haliną Jarczyk. Dobrze wspominam też występy Stanisława Sojki w teatrze w Gnieźnie, serie spotkań z programem „Jan od Biedronki” prezentowanym przez Krzysztofa Kolbergera i Annę Seniuk.

Zresztą trudno mi wskazać te najważniejsze wydarzenia. Każde spotkanie było i jest ważne. Smutno tylko, że wielu spośród tych artystów już nie ma.

BK: Co jest potrzebne, żeby być dobrym menedżerem? Nie pytam o logistykę, ale o kontakt z bardzo różnymi osobowościami. Trzeba być dobrym psychologiem? Co panu w tym pomagało?

PS: Zawsze starałem się słuchać, co do mnie mówią i mieć świadomość, z kim jadę na występy. Próbowałem rozmawiać o tym, co nas łączy, a nie co dzieli. Często ze świadomością, że te różnice są. Czasami wolę zamilknąć, żeby nie psuć kontaktów mimo różnic światopoglądowych. Chociaż nie za wszelką cenę. Ludzie chyba mnie lubią i cenią. Staram się być z nimi w dobrym kontakcie. Zawsze gdy artysta wyjeżdżał, prosiłem, żeby napisał, czy szczęśliwie dojechał. Każdy człowiek jest dla mnie ważny, niezależnie od wykształcenia i osiągnięć. Każdego traktuję tak samo.

BK: Projekt w ramach stypendium Marszałka dotyczy kolejnych audycji z cyklu „Pod wielkim dachem nieba”, które prowadzi pan już od wielu lat. Nazwa wzięła się od albumu Starego Dobrego Małżeństwa? Jak to się zaczęło?

PS: Prowadzę tę audycję z przerwami od 30 lat. Nazwę zaczerpnąłem z utworu Edwarda Stachury „Missa Pagana”, z pieśni na wejście, czyli „Introit”. Zbiegło się to również w czasie z wydaniem płyty Starego Dobrego Małżeństwa zatytułowanej właśnie „Pod wielkim dachem nieba”.

BK: Jakie osoby / zespoły zaprosił pan do tych kolejnych 15 audycji realizowanych w ramach projektu stypendialnego?

PS: Pan Marszałek nie narzucał przy projekcie wyborów personalnych. Zaprosiłem bardzo różnych ludzi, trudno ich ze sobą porównywać, bo reprezentują różne style i środowiska.

 

fot. D. Tatarkiewicz

fot. D. Tatarkiewicz

Są to: Krzesimir Dębski, Paulina Maciejewicz, Kalina Izabela Zioła, Grzegorz Kopala i Julia Rosińska-Kopala, Wiesław Wolnik, Grzegorz Tomczak, Tomek Bateńczuk, Agata Widzowska, Wojciech i Alina Winiarscy, Aleksandra Kiełb-Szawuła, Krzysztof Galas z małżonką Aliną, Remigiusz Szuman, Jacek Kowalski i Andrzej Ciborski.

Będę jeszcze rozmawiał z Włodzimierzem Pankiewiczem, wszechstronnym artystą z Zakrzewa i obecnym stypendystą Marszałka Województwa Wielkopolskiego, ale to już poza projektem.

BK: Oprócz gwiazd piosenki autorskiej, poetyckiej czy aktorskiej promuje pan także twórców nieznanych lub mało znanych. Jest pan „akuszerem” artystów, których nie widać?

PS: Zapewne, staram się być trochę takim Oskarem Kolbergiem poezji śpiewanej. Wyszukuję ludzi, którzy być może nigdy nie byliby zauważeni w mediach. Czasami to artyści piszą do mnie maile, podsyłają nowe piosenki, chociaż nie wszystko, co przysyłają, gram. W mojej audycji zaskakuję. Jestem otwarty na różne gatunki. U mnie można posłuchać poezji śpiewanej, bluesa, rocka, punka, jazzu, a nawet rapu. Staram się propagować to, co dobre, niezależnie od stylu muzycznego. Ważne jest, aby teksty były wartościowe. Wciąż mnie gna do nowych ludzi. Do moich audycji szukam tych, którzy mogą być ciekawi, a niekoniecznie znani. Staram się pokazywać to, co dobre w ludziach, nie szukać skandali, afer, chociaż wiem, że to się słabo sprzedaje. Michała Wiśniewskiego pokazałem nie od strony czerwonych włosów albo licznych rozwodów, ale jako wrażliwego człowieka.

 

fot. D. Tatarkiewicz

fot. D. Tatarkiewicz

Chcę mówić o tym, co dobre i ważne, bo zło samo krzyczy, jest napastliwe. Dobro jest mało widoczne. Staram się wyciągać ludzi na zwierzenia, pytać, co jest dla nich istotne, co ich denerwuje, czym się otaczają, co czytają. Każdy z moich rozmówców jest inny. Jedni są bardziej wylewni, inni mniej, ale próbuję ich zachęcać do opowiedzenia o sobie. I staram się to robić ze smakiem.

Jestem zaskoczony liczbą płyt, jaką ludzie mi przysyłają. Na wielu z nich od jakiegoś czasu są już logotypy audycji lub radia, w którym mam audycje. Chociaż nie identyfikuję się z żadną rozgłośnią, tylko z szyldem „Pod wielkim dachem nieba”. Przeszedłem z tym tytułem i z tym samym dżinglem od Ja-Radia przez Radio św. Wojciecha, Radio Plus, Radio Zachód. Obecnie audycja jest emitowana w polonijnym Radiu Islanders w Wielkiej Brytanii, Radiu Muzyczna Cyganeria i Radiu KSON. Nie muszę oddawać tytułu, jak to się zdarza wielu innym prowadzącym, którzy rozstają się z rozgłośnią, bo nagle radio mówi im, że to ich patent.

BK: Jak się w panu zrodziła fascynacja piosenką niekomercyjną? Wychował się pan na spotkaniach w Piwnicy pod Baranami. Jakie osoby miały szczególny wpływ na to, kim pan jest i co pan robi?

PS: Jestem „składanką” ludzi, których spotkałem. W wieku 15 lat zostałem uczniem szkoły średniej w Wieliczce. Stamtąd miałem niedaleko do Krakowa. Byłem nastoletnim smarkaczem, gdy po raz pierwszy trafiłem do Piwnicy pod Baranami. Wprowadził mnie tam sam Leszek Długosz. Plątałem się pomiędzy wybitnymi artystami – od Marka Grechuty, Andrzeja Sikorowskiego, Grzegorza Turnaua, Anny Szałapak, Jacka Wójcickiego, Leszka Wójtowicza po Krzysztofa Litwina i wielu innych. Kraków odcisnął na mnie swoje piętno. Byłem też zafascynowany piosenkami Wolnej Grupy Bukowina, Starego Dobrego Małżeństwa, Pod Budą. Potem moje pole widzenia się poszerzyło, okazało się, że w samej Wielkopolsce jest mnóstwo artystów godnych uwagi, chociaż niektórzy byli mało znani.

BK: Uzupełnia pan ważną lukę w mocno skomercjalizowanym świecie. Dla reprezentantów tzw. muzyki niszowej pana audycje są kołem ratunkowym.

PS: Często słyszę o dobrej piosence, czy to jazz, czy piosenka poetycka, że to „nisza”. To nie jest dobre określenie. Będzie tak, dopóki artyści sami będą się w tej niszy lokować. Ja bym tu użył określenia „elita” albo „salon”. Jest jednak także inny powód, że coś pozostaje poza głównym nurtem. Pewien artysta wysłał płytę do swojego kolegi radiowca, żeby się z nią zapoznał. Potem się okazało, że ów redaktor odtwarzał płytę tylko w samochodzie, a nie na antenie radia. I mówił, że jest świetna. Co z tego, skoro nikt jej nie słyszy w radiu? Albo artysta jedzie z Warszawy do Opola, żeby pogadać przez 15 minut w lokalnej rozgłośni i… w tej audycji ani jedna jego piosenka nie zostaje nadana. Dla mnie to oczywiste, że podczas audycji z danym artystą prezentujemy jego piosenki. Ale dzisiaj to nie jest norma.

BK: Dariusz Rączka, komentując pańskie audycje, napisał: „Muzyka i teksty serwowane przez prowadzącego nie są zbyt nachalnie popularyzowane przez polskie mass media”.

PS: Moim celem jest promowanie wyższej kultury, bo ta niższa sama się broni. Jest też propagowana przez media głównego nurtu. Bywało, że chodziłem do mediów lokalnych, mówiłem o jakimś koncercie, który organizowałem, a wykonawca, o którym mówiłem, wybrzmiał… 17 sekund. A przecież w mediach lokalnych powinno się robić wszystko, żeby promować dobrą sztukę, po to są patronaty. Media nie spełniają swojej funkcji.

 

fot. D. Tatarkiewicz

fot. D. Tatarkiewicz

Chociaż pod pewnymi względami mamy lepiej niż w latach 80. i 90. Pozwalają na to media internetowe. Możemy słuchać, szperać. Jak sprawdzam, czy moja audycja się pojawiła, to wyświetlają mi się utwory artystów o podobnej wrażliwości. W ten sposób poznałem między innymi Limboskiego i Korteza.

Wracając do mediów… Był też pomysł na Polskie Radio Literatura. Miałem nadzieję, że to nie będzie takie radio zagadane przez pisarzy, ale że będzie też jakaś muzyka, bo inaczej słuchacze się zanudzą. Ale ten pomysł nie został zrealizowany. I jeszcze jeden problem: te audycje z piosenką literacką, nawet jeśli są, to emituje się je o nieciekawej porze – po godzinie 23.00. Dla kogo?

BK: Audycje w polonijnym Radiu Islanders to efekt poszukiwań kontaktu z zagranicznymi rozgłośniami?

PS: Od 2017 roku w mojej audycji Maria Duszka prezentuje poezję w cyklu zatytułowanym „Cztery ściany wiersza”. To ona w 2020 roku nawiązała kontakt z Arkiem Tylzą, szefem Radia Islanders nadającego z Colchester w Wielkiej Brytanii. Arek chętnie się zgodził na propozycję współpracy.

BK: Ludzie piszą o pana audycjach jako o bezpiecznej przystani, czują się przy panu dobrze – zarówno rozmówcy, jak i słuchacze. Jak pan to robi?

PS: Prawdopodobnie czują się swojsko. Mówią, że jestem spokojny, mam ciepły głos i nigdzie się nie spieszę.

 

fot. D. Tatarkiewicz

fot. D. Tatarkiewicz

Ryszard Rembiszewski twierdzi, że kiedy mnie słucha, to przypominają mu się stare dobre czasy polskiego radia. Podobno jest jakaś magia w tych audycjach. Maria Duszka uzupełnia je wierszami – w każdym odcinku ma swoje 5 minut, dosłownie. Ja dostaję mnóstwo płyt, ona dużo tomików wierszy. Poświęcamy sporo czasu, aby wybrać to, co najbardziej wartościowe. Od 2016 roku wyemitowane zostały już 352 odcinki. Powstały nawet piosenki na temat audycji.

Autorami tekstów byli: Sławomira Sobkowska-Marczyńska, Agnieszka Kuchnia-Wołosiewicz, Wojciech Majkowski i Kazimierz Kochański, a wykonawcami: Krzysztof Respondek, Leszek Zduń, Darek Siniarski, Remi Juśkiewicz, Iza Conar. Własne piosenki o audycji zaśpiewali: Trzeci Oddech Kaczuchy, Jarosław Jaros i Wojtek Gęsicki.

Jestem bardzo wdzięczny, że pan Marek Woźniak, Marszałek Województwa Wielkopolskiego zechciał docenić to, co robię. Ja się rewanżuję, promując Wielkopolskę w świecie dzięki temu, że audycja jest nadawana nie tylko w Polsce, ale także w polonijnym Radiu Islanders.

 

 

Piotr Spottek magister teologii, absolwent Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Pedagog, animator kultury, wielokrotny kandydat na Człowieka Roku we Wronkach i Jarocinie. Zdobył I miejsce w powiecie wolsztyńskim i VII w województwie wielkopolskim w plebiscycie „Głosu Wielkopolskiego” „Osobowość roku 2018 w kategorii KULTURA”. Otrzymał stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego („Kultura w sieci”) oraz nagrodę za całokształt działalności. Dwukrotny stypendysta ZAiKS-u. Tegoroczny stypendysta Marszałka Województwa Wielkopolskiego. Organizator i współorganizator około 3000 wydarzeń kulturalnych, m.in. koncertów Krzysztofa Pendereckiego, Marka Grechuty, zespołu Stare Dobre Małżeństwo oraz spotkań autorskich, m.in.: Anny Seniuk, Jerzego Zelnika, Jarosława Gugały, Jarosława Kreta, Bogdana Rymanowskiego i Lecha Makowieckiego. Od 1993 r. (z przerwami) promuje polską piosenkę w autorskim cyklu pt. „Pod wielkim dachem nieba”. Realizuje audycje we wrocławskim Radiu Muzyczna Cyganeria (od 2016 r.), w polonijnym Radiu Islanders nadającym z Colchester w Wielkiej Brytanii (od 2020 r.) oraz w Radiu KSON (od 2022 r.). Na co dzień pracuje w szpitalu, marzy o zatrudnieniu w placówce kultury.

Podziel się kulturą!
What’s your Reaction?
Ciekawe
Ciekawe
7
Świetne
Świetne
2
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
1
Dziwne
Dziwne
1