fot. Medyk Konin

Kultura fizyczna. KKPK Medyk.

Wkład piłkarek nożnych z drużyny Medyka Konin w rozwój i postrzeganie kobiecego futbolu jest nieoceniony. Do niewielkiego miasta, odsuniętego od centrum wydarzeń kulturalnych czy sportowych, wniosły one smak zwycięstwa na poziomie europejskim. Zespół w tym roku obchodzi 35-lecie swego istnienia.

W jaki sposób z dziewczyn chaotycznie kopiących piłkę na boisku stały się czterokrotnymi mistrzyniami Polski i dziewięciokrotnymi zdobywczyniami Pucharu Polski oraz jedną z najbardziej liczących się w kraju drużyn sportowych?

 

Wychowanki Medyka to odnoszące sukcesy, profesjonalne piłkarki, grające w największych europejskich klubach, takich jak: Paris Saint-Germain Paryż, VfL Wolfsburg czy Juventus Turyn.

Historia

Historia klubu rozpoczyna się rok przed oficjalnym jego założeniem, czyli w 1984 roku. Wtedy młody nauczyciel wychowania fizycznego w żeńskiej szkole średniej kształcącej pielęgniarki, Roman Jaszczak, postanawia utworzyć żeński zespół piłkarski. Z wszystkich możliwych dyscyplin największym zainteresowaniem wśród uczennic cieszy się futbol. I tak w kolejnym roku dziewczyny wyjeżdżają na pierwszy turniej halowy w pobliskim Kleczewie, w którym zwycięstwo popycha je do regularnych treningów, a ich trenera do utworzenia Szkolnego Klubu Sportowego.

 

Ale, co dosyć przewrotne, dopiero kolejny, nieudany mecz rozegrany z drużyną Towarzystwa Krzewienia Kultury Fizycznej „Teofilów” Łódź, w którym koninianki przegrały 0:4, zmotywował je do wzięcia udziału w rozgrywkach ligowych.

Z trenerem Romanem Jaszczakiem, fot. Medyk Konin

Z trenerem Romanem Jaszczakiem, fot. Medyk Konin

Klub rozwijał się cały czas pod okiem założyciela Romana Jaszczaka, który chętnie wspomina jego początki:

 

Po skończeniu studiów teściowa namówiła mnie, żebym poszedł pracować do Zespołu Szkół Medycznych. Kiedy pojawiłem się po raz pierwszy na radzie pedagogicznej, okazało się, że tam jest czterysta uczennic, sto nauczycielek, dyrektor szkoły i ja. Byłem wtedy czynnym zawodnikiem piłki nożnej, a do założenia drużyny trochę zmobilizował mnie Czesław Jakowicz, który był trenerem łucznictwa. Poprosił mnie na bok i powiedział, że w tej szkole dyscypliną wiodącą jest łucznictwo. Byłem zawsze przekorny, więc odpowiedziałem, że od dziś dyscypliną wiodącą są Wojewódzkie Igrzyska Młodzieży Szkolnej. No i zgodnie z tym, co powiedziałem, zacząłem sondować szkołę. Najpierw zorganizowałem ligę piłki siatkowej. Na piętnaście klas zgłosiły się cztery. Potem skupiłem się na koszykówce –  zgłosiło się pięć klas. Później był turniej piłki siatkowej – chętne były trzy klasy. Dopiero w grudniu postanowiłem zorganizować turniej piłki nożnej i wtedy wystartowały wszystkie klasy.

 

Mimo że początki były trudne, a dziewczyny, jak same wspominają, grały wówczas fatalnie, to już po dwóch latach piłkarka Marzena Maciąg została powołana do reprezentacji Polski jako jedyna zawodniczka grająca w II lidze. 

 

Po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że żeby robić coś dobrze, po pierwsze trzeba to kochać, a po drugie się na tym znać. Wygrywaliśmy na przykład turniej piłki ręcznej, a ja nie znałem do końca przepisów i dochodziło do różnych nieporozumień z sędziami – opowiada Roman Jaszczak, który własną karierę piłkarską zakończył dopiero w 1989 roku.

 

Jak mówi, praca trenera w męskiej i żeńskiej drużynie jest zupełnie inna. W męskim sporcie obowiązują odmienne zasady komunikacji: 

 

Chodzi o to, że nie mam prawa oczekiwać wdzięczności. Wytłumaczył mi tę kwestię psycholog, z którym miałem okazję współpracować, gdy byłem selekcjonerem reprezentacji Polski. Angażuję się w różne aspekty życia zawodniczek, pomagam im znaleźć pracę, zapewniam mieszkania, często wspieram w rozwiązywaniu poważnych problemów rodzinnych. Psycholog przekonał mnie, że popełniam błąd, spodziewając się wdzięczności po tym, jak zawodniczki odchodzą do wielkich klubów europejskich. Nie powinienem mieć takich oczekiwań, bo to co robię, robię głównie dla siebie. Nie wchodzę z zawodniczkami w bliskie relacje przyjacielskie. Uważam, że między trenerem a zawodniczką musi być przestrzeń, która nazywa się dystansem i szacunkiem – konkluduje Roman Jaszczak.

 

Z trenerem Romanem Jaszczakiem, fot. Medyk Konin

Z trenerem Romanem Jaszczakiem, fot. Medyk Konin

W 1995 roku na jego wniosek klub otrzymał nazwę Koniński Klub Piłkarstwa Kobiecego (KKPK) Medyk. W latach dziewięćdziesiątych było to już środowisko liczące się w regionie, trenowało tu sto pięćdziesiąt zawodniczek we wszystkich kategoriach wiekowych. 

 

Dzisiaj piłka nożna kobiet bardzo się sprofesjonalizowała. Dziewczyny robią olbrzymie postępy, bo m.in. chcą zarabiać tyle samo co mężczyźni. Na początku Medyk był totalnym słabeuszem. Pierwszy sezon to były same porażki, ostatnie miejsce w tabeli. Teraz jest łatwiej. Zawodniczki trafiają w młodym wieku do drużyny. Już nawet dziesięciolatki uczą się od koleżanek, które potrafią grać. Zdobywają pierwsze szlify przez obserwację, naśladownictwo. Dawniej rysowałem na boisku linie, tak zwane strefy, brałem zawodniczkę za ręce i pokazywałem, w jakich strefach ma się poruszać na przykład skrajny obrońca. Efekty pracy przychodziły szybko i dawały sporo satysfakcji – wspomina Jaszczak.

 

Piłkarki jednak musiały nie tylko doskonalić się w technikach sportowych i budować kondycję, ale też walczyć ze stereotypami dotyczącymi żeńskiego futbolu.

 

Dzieje klubu mogą posłużyć jako mikrohistoria, w której odbijają się wydarzenia związane z rozwojem kobiecego futbolu na świecie.

Pierwsza żeńska drużyna, czyli Klub Futbolowy Brytyjskich Dam, założona została w Anglii w 1884 roku, czyli niemal trzydzieści lat po powstaniu pierwszej oficjalnej drużyny mężczyzn. Dopiero jedenaście lat później rozegrano pierwszy oficjalny mecz. Kobiety grały rzadko i raczej rekreacyjnie. Ich gra nie wzbudzała sprzeciwu męskich drużyn czy kibiców, jednak spotykała się z ostracyzmem i zgorszeniem w kręgach brytyjskich elit, gdzie panowało powszechne przekonanie, że piłkę nożną mogą uprawiać jedynie mężczyźni.

Już w 1917 roku drużyna kobieca Dick, Kerr Ladies, założona przez właścicieli fabryki amunicji i sprzętu wojskowego, rozegrała mecz, który oglądało aż dziesięć tysięcy kibiców. Trzy lata później starcie klubu z drużyną St. Helen’s Ladies obejrzało już pięćdziesiąt tysięcy kibiców. Co więc musiało się wydarzyć, że tak popularna wśród kibiców dyscyplina sportu nagle straciła zainteresowanie społeczne?

W 1921 roku Angielska Federacja Piłkarska, a w ślad za nią kolejne kraje, zakazały kobietom uprawiać piłkę nożną. Drużyny, które się wówczas nie rozpadły, grały dalej, ale już nieoficjalnie. Sytuacja ta utrzymywała się do końca lat sześćdziesiątych XX wieku.

 

Dopiero w 1971 roku, po pięćdziesięciu latach, zakaz gry w piłkę przez kobiety został zniesiony.

Jednak nieoficjalnie, w ramach tworzonych przez siebie federacji, przez cały ten czas drużyny kobiece powstawały w wielu krajach – już nie tylko w Europie, ale i na całym świecie.

Nie ma wielu informacji dotyczących rozwoju kobiecej piłki nożnej w naszym kraju. Wiadomo, że pierwsze oficjalne drużyny założono w Poznaniu po I wojnie światowej. Natomiast z powodu niewystarczającego zainteresowania tą dyscypliną, a co za tym idzie małą liczbą drużyn, zespoły się rozpadały. W 1925 za przykładem zagranicznych mediów w prasie polskiej również zaczęły pojawiać się opinie krytyczne, podające w wątpliwość zasadność uprawiania piłki nożnej przez kobiety, mówiące, iż:

 

Awans do I ligi, z trenerem Romanem Jaszczakiem, fot. Medyk Konin, fot. Medyk Konin

Awans do I ligi, z trenerem Romanem Jaszczakiem, fot. Medyk Konin, fot. Medyk Konin

„budowa ciała kobiecego pociąga za sobą konieczność szczególnie ostrożnego wyboru wśród dostępnych kategoryj sportu. Również w rachubę wejść muszą warunki psychiczne, (…) wrażliwość i (…) procesy uczuciowe. Wszystko to przemawia przeciw uprawianiu piłki nożnej przez kobiety”.

 

Warto wspomnieć, że wciąż pokutuje przekonanie tak ochoczo rozpowszechniane jeszcze dekadę temu, jakoby kobietom przez grę w futbol wykrzywiały się nogi.

Przez kolejne lata piłkarki miały dosyć negatywną prasę. Mecze były często wyśmiewane przez dziennikarzy sportowych, którzy nie zważali na gorsze warunki ekonomiczne drużyn żeńskich. Pomimo coraz większego zainteresowania, a nawet przechodzenia do futbolu innych uzdolnionych sportowo kobiet, takich jak Zdzisława Maciejewska czy Stefania Trybuch, co zresztą też zostało odebrane negatywnie, jako rezygnacja z ważnej dyscypliny na rzecz zabawy, w 1957 roku zaczęto domagać się likwidacji piłkarskich sekcji kobiecych.

Sytuacja uległa zmianie w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. W 1970 roku rozegrano pierwszy oficjalny halowy turniej piłki nożnej kobiet. Co ciekawe, w 1972 roku polska drużyna ze Szczecina zwyciężyła w międzynarodowym turnieju drużyn kobiecych w Neubrandenburgu, pokonując kluby z NRD, Bułgarii i Czechosłowacji. Maria Hupkiewicz, która została wybrana najlepszą bramkarką, w nagrodę otrzymała… dyplom i tort.

Stereotypy

Mimo dużych zmian w postrzeganiu kobiecego futbolu, profesjonalizacji drużyn, zainteresowania społecznego, drużyny kobiece nadal są dyskryminowane na poziomie ekonomicznym. 

 

Dopóki Polski Związek Piłki Nożnej będzie wyznaczał na przewodniczącego Komisji do spraw Piłkarstwa Kobiecego człowieka z męskiej piłki, lub też nie będzie to ktoś wysoko postawiony w zarządzie, zawsze będzie brakowało czasu i wielu innych rzeczy.

Dlaczego PZPN zmarnował szansę na promocję kobiecego futbolu, kiedy w 2013 roku nasza reprezentacja do lat siedemnastu zdobyła mistrzostwo Europy? Ewa Pajor (dziś zawodniczka VfL Wolfsburg – przyp. red.), która wtedy się przebiła, dzisiaj jest najdrożej wycenianą piłkarką na świecie. Paulina Dudek występuje w Paris Saint-Germain, a Sylwia Matysik w Bayerze Leverkusen. Część tamtej reprezentacji już nie gra albo gra w małych klubach. Założyciel klubu Medyk proponuje skorzystać z doświadczeń na Wyspach. 

Kiedy w Anglii zakazano gry w kobiecą piłkę nożną, działacze klubów założyli swój związek i prowadzili dalej rozgrywki. Kiedy zaczęli odnosić sukcesy na arenie międzynarodowej, angielska federacja sama zgłosiła się do kobiecej piłki, a ta mogła już dyktować swoje warunki.

Puchar Polski, Medyk Konin, fot. Medyk Konin

Puchar Polski, Medyk Konin, fot. Medyk Konin

W Polsce mamy szesnaście województw i w każdym Wojewódzki Związek Piłki Nożnej ze swoim prezesem, zarządem, wydziałem szkolenia i wydziałem sędziowskim. Postuluję, aby PZPN utworzył komisję do spraw kobiet, ale taką, która będzie samorządna. Czyli my wybieramy jej zarząd i prezesa, który automatycznie wchodzi w skład zarządu związku – mówi Roman Jaszczak.

 

Wśród stereotypów krążących wokół kobiecego futbolu, który przyczynia się do gorszego finansowania klubów, prym wiedzie ten, wedle którego kobiety są słabszymi piłkarkami od mężczyzn, gorszymi technicznie, a ich gra jest mniej dynamiczna. Obecnie komentatorzy sportowi mówią o tym, że męską i żeńską piłkę nożną należy traktować jako dwie różne dyscypliny sportowe. Kobiety mają odmienne możliwości fizyczne i kondycyjne, również te związane z budową ciała, a co za tym idzie, ich gra będzie się różnić od gry mężczyzn. 

 

Myślę, że to wynika ze zbyt częstego porównywania nas do mężczyzn. Kibice chcieliby, żeby ta gra była tak samo szybka jak piłka męska, żeby wszystko działo się na takich samych prędkościach i dynamice. Jednak fizjologii nie przeskoczymy, podobnie jest w siatkówce, koszykówce czy w innych dyscyplinach, nie tylko zespołowych. Obecnie na całym świecie kobiety są już tak wyszkolone technicznie, że wygląda to naprawdę atrakcyjnie i nie mamy się czego wstydzić. Sądzę, że zainteresowanie kobiecą piłką będzie coraz większe. Dowodem tego są ostatnie mistrzostwa świata. Ich oglądalność biła wszelkie dotychczasowe rekordy i nie ustępowała męskim mistrzostwom świata i męskim mistrzostwom Europy – mówi Anna Gawrońska, kapitan Medyka Konin. 

 

Na arenie międzynarodowej – zarówno jeśli chodzi o reprezentacje, jak i największe europejskie kluby – zawodniczki zaczynają zarabiać odpowiednie pieniądze. 

 

Sportowo nie ma już większych dysproporcji między klubami w zachodniej Europie i w Polsce. Wiadomo, że tam mają lepszą infrastrukturę, ale też nie we wszystkich klubach. My nie jesteśmy jednak jeszcze w pełni profesjonalne, ponieważ musimy grać w piłkę i pracować, bo nie jesteśmy w stanie utrzymać się jedynie z grania. Dlatego nie możemy poświęcać treningom aż tyle czasu. Myślę że to się zmieni. – Anna Gawrońska nie traci optymizmu.

 

Na pierwszym planie Anna Gawrońska, kapitan Medyka Konin, fot. Medyk Konin

Na pierwszym planie Anna Gawrońska, kapitan Medyka Konin, fot. Medyk Konin

Gawrońska pojawiła się w Medyku w 2004 roku już jako dorosła zawodniczka. Zaczęła zawodowo grać w piłkę dopiero po studiach licencjackich, czyli w wieku 22 lat, i jest w pewien sposób ucieleśnieniem piłkarskiej legendy o samorodnych talentach. 

 

Nigdy nie trenowałam ani nie grałam w żadnych młodzieżowych drużynach kobiecych. Jedynie z chłopakami, na podwórku. Od rana do wieczora trenowaliśmy, ale to była zabawa. Do piłki kobiecej, do Medyka, trafiłam przez przypadek. Grałam w Warcie Poznań i trener Jaszczak przyjechał do mnie do Poznania. W tamtym czasie sponsor w Warcie się wycofał i nie było to już tak profesjonalne, a ja chciałam grać na najwyższym poziomie – wspomina Anna Gawrońska.

 

Już po roku znalazła się w reprezentacji Polski i wtedy zaczęła się prawdziwa kariera. 

 

Zawsze chciałam zagrać w reprezentacji, nie tylko w piłkę nożną, bo uprawiałam różne sporty i to było moje marzenie, żeby założyć koszulkę z orzełkiem na piersi.

 

Od tamtej pory szła już w kierunku trenerskim na studiach oraz grała w profesjonalnym klubie. Wtedy dostała propozycję z dwóch najlepszych klubów, czyli z Wrocławia i z Konina. Wybrała Konin. 

 

Od zawsze kochałam grać w piłkę nożną. Miałam już jako dziecko trafić do Medyka, ale to były trochę inne czasy. Rodzice bali się mnie puścić, mieszkaliśmy w małej wiosce, gdzie są nieco inne schematy życia. Bałam się wyjechać poza dom, nawet na kolonie, a co dopiero zamieszkać w bursie – opowiada.

Zmiany

Zainteresowanie mediów kobiecymi drużynami systematycznie rośnie. Przez ostatnie pięć lat zmiany te zachodziły bardzo dynamicznie. Mecze są transmitowane w internecie i w telewizji. Jest więcej widzów.

 

Gra w piłkę to pewne poświęcenie. Jestem również trenerką i mój dzień to trening, przygotowanie treningu na następny dzień czy tydzień, rozplanowanie zajęć, realizacja tych zadań, przygotowania do meczu, weekendowe mecze. Jeśli w sobotę wypada mi mecz w roli zawodniczki, to w niedzielę mam mecz z juniorkami w roli trenerki. Czasu dla siebie i dla rodziny jest bardzo mało – zwierza się Anna Gawrońska.

 

Medyk czterokrotnie był mistrzem Polski.

 

Medyk Konin, fot. Medyk Konin

Medyk Konin, fot. Medyk Konin

Zdobyłam dziewięć razy Puchar Polski – mówi kapitan drużyny. – Wystąpiłyśmy kilka razy w Lidze Mistrzyń. Rozegrałyśmy w sumie cztery mecze z najlepszą drużyną na świecie, czyli Olympique Lyon. Zawsze stawiam sobie wysokie cele i chcę je osiągnąć.

 

Teraz dąży do tego, aby grać jak najdłużej w piłkę, utrzymać formę na optymalnym poziomie ekstraligi czy nawet reprezentacji. 
 
 
Wiadomo, że te uwarunkowania fizyczne z wiekiem są zatracane, ale u mnie jeszcze się to nie stało. Myślę, że to wynik mojego trybu życia i wytrenowania organizmu – dodaje Anna Gawrońska, która w ubiegłym roku świętowała swe czterdzieste urodziny.