fot. Paweł Kosicki, na zdjęciu Renata Borowska-Juszczyńska

Łapiemy wiatr w żagle

Na sukces spektaklu i wizerunek instytucji pracują wszyscy w teatrze. Każdy dokłada swoją cegiełkę, by spektakl mógł się wydarzyć. Z pozoru brzmi to jak strategia działania dużej firmy. Tak, jesteśmy też dużą firmą, zatrudniającą prawie czterysta osób, ale mam poczucie, że jest w naszej pracy coś więcej – mówi Renata Borowska-Juszczyńska, dyrektorka Teatru Wielkiego w Poznaniu.

Sebastian Gabryel: Jak państwo zareagowali na informację o „operowym Oscarze” dla „Parii”? Byliście zaskoczeni, a może, w głębi serca, trochę spodziewaliście się tej nagrody?

Renata Borowska-Juszczyńska*: Życzymy jak najlepiej każdej naszej produkcji, zawsze trzymamy kciuki i ogromnie cieszymy się, kiedy ktoś doceni naszą pracę. Ale „Paria” jest produkcją wyjątkową pod wieloma względami. Wiedzieliśmy, że – dzięki streamingowi na platformie Opera Vision – spektakl zyskał międzynarodowe grono odbiorców, jednak nie spodziewaliśmy się, że dostaniemy International Opera Awards.

 

Już samo znalezienie się w gronie nominowanych było ogromnym prestiżem, a co dopiero zdobycie nagrody.

Renata Borowska-Juszczyńska fot. Bartek Barczyk

Myślę, że w czasie ogłaszania wyniku każda osoba zaangażowana w pracę nad tym spektaklem poczuła ogromną radość i satysfakcję. To uniesienie nadal nam towarzyszy, ale czujemy też, że taka nagroda zobowiązuje. Złapaliśmy wiatr w żagle – działamy, myślimy o kolejnych projektach, realizujemy następne premiery. Mam ogromną nadzieję, że ten „operowy Oscar” otworzy przed Teatrem Wielkim w Poznaniu nowe możliwości, z których postaramy się skorzystać. 

 

SG: „Paria” otrzymała nagrodę International Opera Awards w kategorii „dzieło odkryte na nowo”. Za co dokładnie został doceniony spektakl?

RBJ: Dokładnie za to – odkrycie na nowo (śmiech). Są dzieła operowe, które – z różnych względów – znalazły się poza kanonem. Niektóre są po prostu wtórne i nieciekawe. Inne zupełnie się zdezaktualizowały, a jeszcze inne po prostu nie miały szczęścia. I ta kategoria jest trochę dla tych ostatnich.

 

Jak jest w przypadku „Parii”? Moja opinia jest taka, że to dzieło wydawało się zbyt mało nasze, narodowe, jak na ojca polskiej opery, za którego uważany jest Stanisław Moniuszko i być może dlatego brakowało pomysłu na jego realizację.

Ten pomysł pojawił się razem z Grahamem Vickiem, którego zaprosiliśmy do wyreżyserowania spektaklu w Poznaniu. Graham spojrzał na „Parię” z dystansu i wydobył z niej istotę, rdzeń utworów Moniuszki. Wydobył wrażliwość na problemy społeczne, a dokładniej – uniwersalną prawdę o tym, że każdy z nas może stać się pariasem.

 

SG: Nie ma wątpliwości, że „Paria” to jeden z najważniejszych spektakli Teatru Wielkiego w Poznaniu. Co stanowi o jego wyjątkowości?

Renata Borowska-Juszczyńska, fot. Paweł Kosicki

RBJ: Tematyka, o której już wspomniałam, ale też sposób realizacji. To, że zrezygnowaliśmy z wystawienia spektaklu na scenie i przenieśliśmy działania w zupełnie inną rzeczywistość i estetykę – do hali widowiskowo-sportowej. Wszyscy musieliśmy zgodzić się na warunki odbiegające od tych panujących w teatrze, odnaleźć się w nowej sytuacji. Z widzem stojącym kilka kroków od solisty, bez wyraźnego podziału na scenę i widownię. Myślę, że to było bardzo intensywne doświadczenie zarówno dla artystów, jak i dla widzów.

 

SG: No właśnie, w mojej ocenie jednym z największych wyróżników „Parii” jest nie tylko niezaprzeczalna widowiskowość, ale swego rodzaju interaktywność – delikatne włączenie widzów w inscenizację. Jak reagują na to odbiorcy?

RBJ: Twórcy spektaklu zaplanowali działania sceniczne w taki sposób, że ten kontakt jest dla widza zupełnie naturalny, niewymuszony. Po prostu znajduje się w centrum wydarzeń, tworzy część społeczności, wśród której historia się rozgrywa. Zresztą wokół „Parii” taka społeczność rzeczywiście powstała – poza zespołami artystycznymi Teatru, w spektaklu udział wzięli aktorzy statyści, których zaangażowanie i wkład w spektakl jest bardzo ważny. Bez nich nie udałoby się tej historii opowiedzieć.

 

SG: Kierownictwo muzyczne nad spektaklem sprawował zmarły niedawno Gabriel Chmura – człowiek, bez którego historia Teatru Wielkiego w Poznaniu byłaby niewątpliwie zupełnie inna i niekompletna. W jaki sposób spróbują państwo zapełnić pustkę po dyrygencie, który legendą był już za swojego życia?

RBJ: Nie chcemy tego czynić, nie uważam też, że to co pozostało po Gabrielu Chmurze można nazwać pustką. Maestro był osobą pełną życia i pełną pasji. Nawet w świecie sztuki tak silne osobowości, tak bardzo skoncentrowane na działaniach artystycznych, których się podejmują, tak zanurzone w muzykę, spotyka się niezwykle rzadko. Jego trzeba było pilnować, żeby nie wpisał sobie w grafik dwóch koncertów jednego dnia – i to jest przesadą tylko odrobinę, co pewnie chętnie potwierdzi choćby krakowska filharmonia, z którą nie raz, z prawdziwym zdumieniem, wymienialiśmy informacje na temat planów dyrektora Chmury.

 

PARIA fot. Bartek Barczyk

Po kimś takim nie zostaje pustka, bo było go tak dużo, i był tak intensywnie, że w każdym, kto miał szansę go spotkać, zostawił trwały ślad.

Jednak jeśli chodzi o współpracę artystyczną z dyrygentami, to mamy wyjątkowe szczęście, ponieważ w realizację planów repertuarowych teatru zgodzili się zaangażować tak wspaniali artyści, jak choćby Jacek Kaspszyk, Marco Guidarini czy Justin Brown, z czego maestro z pewnością by się cieszył. Poza tym Gabriel Chmura współpracował też z młodymi dyrygentami, takimi jak Katarzyna Tomala-Jedynak czy Grzegorz Wierus, którzy już od kilku lat z powodzeniem realizują premiery w naszym teatrze.

 

SG: Jak często pani podkreśla, „siła opery, jak i każdego spektaklu, wynika z poczucia wspólnoty”. W tym miejscu pojawia się pytanie – jaką wspólnotą jest zespół poznańskiego Teatru Wielkiego? Na czym opiera się ta „wspólnota” z pani perspektywy?

RBJ: Na wspólnym dążeniu do wyznaczonego, umówionego celu. Tym celem jest dla nas z jednej strony – wysoka jakość artystyczna, a z drugiej – potrzeba kontaktu z widzem. Na sukces spektaklu i wizerunek instytucji pracują wszyscy w teatrze – zespoły artystyczne, zespoły techniczne i administracja.

 

Każdy dokłada swoją cegiełkę, by spektakl mógł się wydarzyć. Z pozoru brzmi to jak strategia działania dużej firmy.

Renata Borowska-Juszczyńska, fot. Paweł Kosicki

Tak, jesteśmy też dużą firmą, zatrudniającą prawie czterysta osób, ale mam poczucie, że jest w naszej pracy coś więcej. Coś, co pozwala nam nieustannie stawać na czubkach palców i sprawdzać, co jest dalej, gdzie jeszcze możemy sięgnąć. Jesteśmy różni, nie zawsze się zgadzamy, ale tym, co nas jednoczy, jest teatr, kolejna premiera, kolejne wspólne doświadczenie. Nie zawsze łatwe, ale zawsze wspólne.

 

SG: Kultura w Polsce odmraża się na dobre, dlatego nie mogę nie zapytać o najbliższe plany teatru. Co będzie można u was zobaczyć w najbliższych miesiącach?

RBJ: Koniec sezonu zapowiada się bardzo intensywnie. Tak bardzo cieszymy się z ponownego spotkania z publicznością, że postanowiliśmy zrealizować jeszcze trzy premiery! 5 czerwca kameralną wersję opery „Don Pasquale”, 12 czerwca spotkanie z historią poznańskiego baletu, czyli „Ślady”, a na sam koniec, dokładnie 9 lipca, kolejną odsłonę Moniuszki w Poznaniu, czyli „Straszny dwór” w realizacji zwycięskiego duetu European Opera-Directing Prize: Ilarii Lanzino (reżyseria) i Leifa-Erika Heine (scenografia) i z kierownictwem muzycznym Marco Guidariniego. Zapraszamy!

 

*Renata Borowska-Juszczyńska – od 2012 roku dyrektorka Teatru Wielkiego im. St. Moniuszki w Poznaniu, a poprzednio zastępca dyrektora ds. artystycznych tej instytucji. Od 2016 roku członek zarządu Stowarzyszenia Opera Europa, zrzeszającego ponad 180 teatrów operowych w Europie. Jako aktywny członek stowarzyszenia doprowadziła m.in. do udziału poznańskiej opery w projekcie Opera Vision i współpracy z najważniejszymi instytucjami w Europie, m.in. La Monnaie, Welsh National Opera czy Operą Narodową w Warszawie. Od 2017 roku jest tutorem w trakcie odbywających się corocznie prestiżowych kursów: Opera Management Course. Założyciel i wieloletni prezes zarządu Fundacji Nuova, która zajmowała się organizacją wydarzeń artystycznych, m.in. Festiwal Wiosny i Poznań Live Festival. W latach 1997–2003 związana z Towarzystwem Muzycznym im. H. Wieniawskiego w Poznaniu.