fot. Grażyna Wyszomirska, archiwum Teatru Animacji w Poznaniu

Leokadia Serafinowicz – zapomniana królowa

Wymieniano ją wśród najważniejszych artystów polskiego teatru XX wieku. Współpracownicy nazywali ją damą, królową, a czasem ciocią Lilą.

W minionym roku świętowaliśmy stulecie nadania kobietom praw wyborczych. Z tej okazji we wszystkich miastach w Polsce starano się uczcić pamięć o wyjątkowych obywatelkach. Ich nazwiskami podpisano ulice, skwery i place, zorganizowano też wiele imprez, które miały na celu przypomnienie sylwetek zasłużonych Polek. W Poznaniu po raz pierwszy odbył się plebiscyt „Równe Babki”. Te oraz inne wydarzenia przypomniały o wielu wybitnych kobietach. W ich gronie co najmniej jednej zabrakło.

Leokadię Serafinowicz kiedyś wymieniano wśród najważniejszych artystów polskiego teatru XX wieku. Z owocami jej pracy zetknął się każdy poznaniak, który w latach 1960–1980 choć raz odwiedził Teatr Lalki i Aktora „Marcinek” lub współcześnie zwiedzał Galerię Lalek i Scenografii mieszczącą się w Teatrze Animacji.

 

Jako dyrektorka tej instytucji Serafinowicz sprawiła, że poznański teatr lalek stał się ważnym punktem na kulturalnej mapie miasta, a Poznań – ośrodkiem teatralnym liczącym się w Polsce i za granicą.

„TYGRYSEK”

Być może wśród czytelników tego artykułu znajdą się tacy, którzy pamiętają „Tygryska” Hanny Januszewskiej w reżyserii Wojciecha Wieczorkiewicza ze scenografią Leokadii Serafinowicz. Był to niewątpliwie jeden z ukochanych spektakli młodych poznaniaków – opowieść o małym tygrysie, który musiał dowieść swej odwagi. Grano go w sumie przez ponad dwadzieścia lat! W pierwszej wersji spektaklu (z 1961 roku) w tytułową postać wcieliła się Maria Korzeniowska. Jej Tygrysek udzielał wywiadów dla lokalnej prasy, pisał do widzów listy informujące o chorobie i konieczności odwołania przedstawień (dzieci odpowiadały życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia), a także ogłaszał różnego rodzaju konkursy, w których można było wygrać bilety do teatru.

Na specjalne zamówienie „Marcinka” w 1963 roku Januszewska napisała sequel przygód bohatera zatytułowany „Tygrysek i piraci”. W 1974 roku „Tygrysek” (tym razem w interpretacji Bożeny Tychanicz) wrócił w nowej oprawie plastycznej (również zaprojektowanej przez Leokadię Serafinowicz) i był grany przez blisko dekadę. Tę realizację pokochali mali widzowie mieszkający na trzech kontynentach: spektakl prezentowano na festiwalach w Chorwacji, RFN, USA, Kanadzie i Meksyku w czterech wersjach językowych.

TEATR ARTYSTYCZNY NIE TYLKO DLA DZIECI

Leokadia Serafinowicz, fot. Grażyna Wyszomirska, archiwum Teatru Animacji w Poznaniu

Leokadia Serafinowicz, fot. Grażyna Wyszomirska, archiwum Teatru Animacji w Poznaniu

Leokadia Serafinowicz była autorką scenografii oraz wyreżyserowała wiele tytułów, przynosząc poznańskiemu „Marcinkowi” krajową i międzynarodową sławę. W 1971 roku za lalki do opery Jerzego Kurczewskiego „Lajkonik” oraz do „Wandy” Kamila Cypriana Norwida otrzymała Złoty Medal na II Quadriennale Scenografii, które odbyło się w Pradze. Wśród 6 tys. projektów zaprezentowanych wówczas przez artystów z 25 krajów z całego świata tylko Polacy i Węgrzy uwzględnili lalki jako istotny element tradycji scenograficznej własnego kraju.

To, że w teatrze lalek jest miejsce nie tylko dla autorów dziecięcych takich jak Kownacka czy Januszewska – Serafinowicz udowodniła wielokrotnie.

 

Za jej dyrekcji „Marcinek” prezentował spektakle, dla których podstawą była twórczość Gałczyńskiego, Witkacego, Wyspiańskiego i innych klasyków. Dzięki temu dorośli poznaniacy mogli regularnie bywać na spektaklach lalkowych (co do dziś się nie zmieniło).

Jednocześnie Serafinowicz jako jedna z pierwszych artystek w kraju zwróciła uwagę na to, że publiczność dziecięca nie musi być skazana ani na infantylne bajeczki, ani na prymitywne „kukiełki”.

W programie do pierwszego zrealizowanego w „Marcinku” spektaklu napisała:

„Teatr dziecka ma zapoznać małego widza z językiem sztuki, ma go uczyć konwencji sztuki, ma obowiązek rozwijać w dziecku wrażliwość estetyczną, wzbogacić jego wyobraźnię. […] Chcemy prowokować dziecko do próby odczytywania treści i odbierania przeżyć nie przez wszystko wyjaśniające słowa, ale przez rozwiązywanie zagadki gestu czy sytuacji. Jest to próba atakowania wrażliwości, mówienia ruchem, gestem, dźwiękiem, rytmem, barwą, światłem”.

Te założenia konsekwentnie realizowała przez kolejne 20 lat. Najpierw jako dyrektorka artystyczna, potem jako konsultantka programowa dbała o to, by w „Marcinku” powstawały różnorodne spektakle reprezentujące wysoki poziom artystyczny. Bywało, że zachwycająca oprawa plastyczna stanowiła uzupełnienie dla muzyki, którą pisali wybitni współcześni kompozytorzy tacy jak Krzysztof Penderecki, Jerzy Milian czy Jerzy Kurczewski. Zdarzało się, że to aktorzy grający w żywym planie (czyli tak jak w teatrze dramatycznym) byli w danym widowisku najważniejsi – tutaj należy wspomnieć o spektaklach realizowanych na podstawie poetyckich sztuk Krystyny Miłobędzkiej.

DZIAŁALNOŚĆ ORGANIZACYJNA

Myślenie Leokadii Serafinowicz o sztuce dla dzieci nie ograniczało się do tworzenia teatru i promowania jego działalności. Artystka, wspólnie z Wojciechem Wieczorkiewiczem, realizowała filmy animowane oraz wspierała wiele (także dziś wyjątkowych) inicjatyw, np. zabiegając o utworzenie w Poznaniu Muzeum Lalki Teatralnej i Filmowej. Ponadto tandem wspierał organizację kilku pierwszych edycji Biennale Sztuki dla Dziecka (które w tym roku odbędzie się po raz 22.), a także już w latach 70. rozpoczął starania o powołanie Ośrodka Sztuki dla Dzieci im. Janusza Korczaka. Współczesnego Centrum Sztuki Dziecka (które powstało wiele lat później) dziś zazdrości Poznaniowi cała Polska.

Leokadię Serafinowicz współpracownicy nazywali damą, królową, a czasem… ciocią Lilą. W latach 60. i 70. ubiegłego stulecia była jedną z najważniejszych osób poznańskiego życia kulturalnego. Z owoców jej pracy mieszkańcy tego miasta korzystają do dzisiaj. Warto o tym pamiętać.

Tekst ukazał się w dodatku do „Głosu Wielkopolskiego”, Kultura u Podstaw, Teatr/Wielkopolska, 30–31 marca.

 

CZYTAJ TAKŻE: W świecie lalek, kostiumów i konstrukcji. Rozmowa z Grzegorzem Fijałkowskim

CZYTAJ TAKŻE: Naturalna teatralność („Miłość do trzech pomarańczy” – premiera w Teatrze Animacji)

CZYTAJ TAKŻE: Teatralne podróże. Rozmowa z Agatą Drwięgą z Teatru Animacji w Poznaniu