fot. Wojciech Hildebrandt

Licheń, skarby w kościele

Sławy Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Licheńskiej nic nie przebije. Niezwykła budowla, niczym gigantyczny statek kosmiczny, wylądowała na podkonińskich piaskach i zmieniła okolicę na zawsze. Każdy powinien odwiedzić to miejsce.

Wszyscy słyszeli o cudownym wizerunku Matki Boskiej. A kto wie o prawdziwych skarbach sztuki i pamiątkach polskiej historii, które kryją się w jej sanktuarium?

Już z daleka widać majestatyczną kopułę i wieżę licheńskiej świątyni. Największej w Polsce, jednej z największych na świecie. 141,5 metra wysokości to dwa razy więcej niż mierzy wieża poznańskiego ratusza. Nawa główna sięga 44 metrów, co oznacza, że zmieściłby się w jej wnętrzu szesnastopiętrowy wieżowiec.

 

W dziesięć lat, na stu hektarach, stanął w biednej wsi kolos o powierzchni wnętrz liczącej 230 tys. m2, o kubaturze 300 tys. m3.

Wszystko miało tu być naj. Powstało kilka wstępnych koncepcji, narysowanych przez świetnych projektantów. Nie zadowoliły jednak wymagającego inwestora. Architekci pod koniec XX wieku  nie potrafili stworzyć dzieła wystarczająco barokowego, ponad gabaryty Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze i Bazyliki św. Piotra na Watykanie. Zwyciężyła zadziwiająca wszystkich estetyka falujących kłosów zbóż, odlanych z anodowanego aluminium, prawie ze złota, dzieło życia architektki Barbary Bieleckiej. Marzenie księdza Eugeniusza Makowskiego wzniesiono z datków setek tysięcy wiernych.

MUZEUM

Zimna i błyszcząca świątynia kryje w swoich niezmierzonych i pustych na co dzień wnętrzach wyjątkową kolekcję dzieł sztuki. Muzeum im. ks. Józefa Jarzębowskiego mieści się w osobnym miejscu, za ołtarzem, na dwóch piętrach, na tyłach bazyliki. Skromne wejście przypomina bardziej drzwi do sklepu z pamiątkami niż do przybytku sztuki. Pozory mylą.

 

Muzeum ma długą, bo prawie stuletnią historię, związaną ze stanowiącą jego podstawę kolekcją księdza Józefa Jarzębowskiego.

Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Licheńskiej

Muzeum im. ks. Józefa Jarzębowskiego w Licheniu, fot. Wojciech Hildebrandt

Ten niesamowity, dwumetrowego wzrostu duchowny, historyk amator i nauczyciel, wychowawca młodzieży i wielki polski patriota, potrafił przeprowadzić swoje zbiory przez zawieruchę wojenną – skutecznie i szczęśliwie, niemal jak w hollywoodzkim filmie przygodowym: z Polski przez Litwę, Rosję, Japonię, Stany Zjednoczone, Meksyk, Włochy aż do Anglii. Tam mieściła się pierwsza siedziba Muzeum, w odrestaurowanym przez Zgromadzenie Księży Marianów podlondyńskim pałacu w Fawley Court. Tam przez dziesiątki lat zbiory towarzyszyły polskiemu gimnazjum i związanemu z nim polskiemu centrum kultury środowiska emigracyjnego.

Kilkanaście lat temu bezcennej kolekcji groziło rozproszenie i smutny koniec. W 2006 roku angielska siedziba została sprzedana, a obszerne zbiory artystyczne ostatecznie sprowadzono do bazyliki w Licheniu, której budowała właśnie dobiegała końca. Od 2 lipca 2010 roku, na blisko 1000 m2 starannie zaprojektowanej przestrzeni wystawienniczej, zostały udostępnione dla wszystkich.

ZBIORY

Eklektyczna w swoim kształcie kolekcja Muzeum jest wynikiem wszechstronnych zainteresowań księdza Jarzębowskiego i różnorodności polonijnych darów. Dominuje w niej sztuka religijna i polskie pamiątki patriotyczne, ale nie brakuje obiektów egzotycznych i ciekawostek oraz kuriozów.

Bardzo ciekawy jest zbiór rękopisów, starodruków, historycznych dokumentów z autografami polskich królów. Zobaczyć można najstarsze polskie wydania tłumaczeń Pisma Świętego. Zestawione obok siebie „Biblia Leopolity” z 1561 roku, kalwińska „Biblia Brzeska” z 1563 roku i „Biblia Jakuba Wujka” z 1599 roku robią niesamowite wrażenie. Zwłaszcza że można wirtualnie przewracać ich karty i zaglądać do środka. Zbiory obejmują dawne mapy i rękopisy największych polskich pisarzy, a także kolekcje znaczków pocztowych.

Bezcenny jest zbiór zabytków z czasów sarmackich dawnej Rzeczypospolitej – z licznymi przykładami dawnych tkanin, z wyjątkową kolekcją polskich pasów kontuszowych z czołowych magnackich wytwórni oraz okazami dawnej sztuki hafciarskiej czy szat liturgicznych. Na ekspozycji znajdują się wspaniałe przykłady rzędów końskich i zbroi husarskich. Każde muzeum byłoby dumne z tutejszego zestawu broni białej, polskiej i europejskiej proweniencji.

 

Wyróżnia się też zbiór pamiątek z powstania styczniowego i innych zrywów niepodległościowych. Często są one związane z bohaterami narodowymi, z Romualdem Trauguttem i generałem Hallerem. Są liczne pamiątki po żołnierzach Armii Andersa, więźniach sowieckich łagrów i obozów koncentracyjnych. Jest też osobna kolekcja dawnego malarstwa z XVII i XVIII wieku, dawnej rzeźby religijnej, w tym wiele unikalnych obiektów z kręgu sztuki meksykańskiej.

Na koniec zostawiłem sobie omówienie fantastycznego zbioru grafik i rysunków, liczącego ponad 2 tys. dzieł. Czego tu nie ma! Są rysunki Jana Matejki, Józefa Brandta i Henryka Siemiradzkiego, akwarele Juliusza Kossaka. Wśród grafików są w Licheniu reprezentowani Giovanni Vitalba, Stefano della Bella, Jan Norblin, Daniel Chodowiecki i Władysław Skoczylas.

NIC DODAĆ, NIC UJĄĆ

Kończy się właśnie świetna wystawa grafik Rembrandta i Rubensa, pokazująca wyłącznie prace z własnych zbiorów Muzeum. Pokaz zatytułowano „Nic dodać, nic ująć”. Szkoda, że ogólnopolskie media nie doceniły tej wyjątkowej wystawy. Dialog dwóch holenderskich mistrzów sztuki, rozpisany na kilkadziesiąt niewielkich grafik, skłania do głębokiej refleksji.

Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Licheńskiej

Peter Paul Rubens, portret królewicza Władysława Wazy, fot. Wojciech Hildebrandt

 

Starszy Peter Paul Rubens był właściwie malarzem i rysownikiem. W swojej fabryce obrazów zatrudniał najlepszych rytowników, odwzorowujących jego rysunki i obrazy.

Miedzioryty, rzadziej drzeworyty, dawały się powielać w dużych nakładach i przynosiły znaczny dochód. Barokowa, rozpasana forma obrazów Rubensa znalazła w grafice swój odpowiednik. Tysiące precyzyjnych do bólu kreseczek budzą pokorę wobec mistrzostwa dawnych grawerów. Na wystawie dominują tematy religijne, ale nie zabrakło też polskiego akcentu w postaci kreślonego z wielką swobodą portretu polskiego królewicza Władysława Wazy.

 

O pokolenie młodszy Rembrandt van Rijn zostawił po sobie blisko 2000 rysunków i 290 grafik. Dał swoim akwafortom wymiar bardzo osobisty, wręcz intymny.

Jego kreska była przedmiotem podziwu i naśladowania. Na wystawie mamy do czynienia głównie z anonimowymi kopiami prac Rembrandta z epoki. Czasem pochodzą z warsztatu mistrza. Jedna grafika jest oryginalna – to „Triumf Mardocheusza”, niewielka akwaforta wykończona suchą igłą.

Ciekawa jest złożona scena figuralna ujęta w ciemne, architektoniczne ramy. Główni bohaterowie zostali teatralnie upozowani i noszą wspaniałe kostiumy. Najbardziej ujmują portrety gapiów. Zwykłe twarze ludzi z ludu i sportretowane skrótowo dzieci. Ujadające kundle wyglądają jak żywe. Jak to u Rembrandta. I tylko u niego, bo tak naprawdę nie da się go skopiować.

Kameralne, niewielkie Muzeum w Licheniu Starym robi wielkie wrażenie. To ważne miejsce na kulturalnej mapie Wielkopolski. Stanowczo za mało znane. Musicie je zobaczyć. Koniecznie powiedzcie o nim znajomym.