fot. Olga Urban

List do świętego Mikołaja

Kochany święty Mikołaju, wiem, że o tej porze roku wszyscy piszą do Ciebie listy i na pewno jesteś bardzo zajęty. Może jednak rzucisz przychylnym okiem i na tę prośbę, bo o prezent nie proszę dla siebie, tylko dla polskiego teatru.

Tak, wiem, kiedy jeszcze byłeś biskupem, nie byłeś zwolennikiem rozrywek. Myślę jednak, że uległeś błędowi interpretacyjnemu Ojców kościoła, którzy traktowali teatr jako zagrożenie dla moralności (chrześcijańskiej oczywiście) i podłą rozrywkę.

 

Znany jesteś jednak z tego, że pomagałeś biednym i potrzebującym, więc może pochylisz się z troską nad polskim teatrem?

Biedny był niemal od zawsze, więc do tego zdążył się już chyba przyzwyczaić. Choć jak można usłyszeć, w przyszłym roku ma być jeszcze biedniejszy, bo kryzys, inflacja i cięcia budżetowe. Tego nie da się już chyba przerobić na jakieś pozytywne kryterium, choć – jak być może wiesz – dwóch polskich wielkich twórców teatralnych próbowało „biedność” lub „ubogość” teatru zamienić w jego cnotę i oderwać oba te słowa od jakiegokolwiek kontekstu ekonomicznego.

Tak więc, gdybyś zechciał tradycyjnie podrzucić jakieś trzy sakiewki do każdego polskiego teatru, na pewno bardzo by się w nim cieszono. Zdaję sobie sprawę, że trudno byłoby Ci podrzucić je przez komin, bo takich kominów już nie ma. Zawsze jednak możesz anonimowo pozostawić te sakiewki w portierniach teatrów, tam zawsze ktoś jest i to z reguły bardzo mili ludzie (specjalne życzenia świąteczne możesz przekazać pani z Teatru Polskiego w Poznaniu).

 

Ale ja nie o tym. Bardziej mnie martwi to, że teatr w Polsce jest teraz w potrzebie, więc może przełamiesz swoje wczesnochrześcijańskie uprzedzenia i pomożesz?

W końcu z pomagania jesteś znany. Tym bardziej, że to przecież chrześcijaństwo, jak mówią, przyniosło etykę miłości i miłosierdzia. A teatr w Polsce, jakby to powiedzieć, ostatnio bardziej zrobił się teatrem walczącym. I to takim walczącym ogniem, kolbą i bagnetem.

Wiem, że może Ci to przypominać teatr z Twoich czasów, który utożsamiano głównie z areną i cyrkiem, ale proszę, uwierz mi, że od tamtych czasów udało się teatrowi bardzo zmienić. Ba, powiem więcej, uwierzył, że może być „laboratorium społecznej zmiany”, która przemieni świat w lepszy. No wiesz…, w lepszy, to znaczy taki, w którym relacje ludzkie nie będą oparte na przemocy i nienawiści, który będzie przypominał o słabszych (to przecież całkiem jak Ty!), sprzeciwiał się niesprawiedliwości. Może przez jakiś czas mu się nawet udawało, ale coś się ostatnio zmieniło.

Może to przez klimat? Nie, nie chodzi mi o „ocieplenie klimatu”, choć to przecież bardzo istotna kwestia, która także poruszana jest w teatrach. Raczej chodzi o coś przeciwnego – gwałtowny chłód, jaki nadciągnął.

 

Tak przy okazji, czy nie wydaje Ci się, że twórcy czasem trochę się gubią, traktując rzeczywistość na scenie jako nierzeczywistość, która wyjęta jest spod zwykłych reguł? Na przykład w spektaklach o zmianach klimatu przelewają hektolitry wody, o której oszczędzanie apelują? Albo – choć są wegetarianami – używają w przedstawieniach ciał martwych zwierząt jako rekwizytów. Albo też, walcząc z konsupcjonizmem, niszczą na scenie masę przedmiotów, albo co gorsza jedzenia?

Choć ja w sumie nie o tym, tak mi w dygresję poszło. Może jednak coś byś mi wyjaśnił w podpowiedzi. Tyle lat już jeździsz saniami po całym świecie, ludzi spotykasz, to pewnie musiałeś stać się mądry.

Do rzeczy jednak. W sprawie tego klimatu, to bardziej chodzi mi o coś nieuchwytnego, co wisi w powietrzu i nie jest pyłem węglowym. A jednak wywołuje w ludziach jakieś szaleństwo, potrzebę tworzenia frontów (czasem wspólnych, ale zawsze w bitwie przeciw komuś) i walki na śmierć i życie (to znaczy na śmierć tego, kto po drugiej stronie frontu).

Wiem, że taki klimat panuje już od kilku lat, ale żeby teatr tak łatwo mu się poddał? Podobno w teatrze (jak mówią starsi twórcy) nawet w czasie komuny oddychało się innym powietrzem. Co się stało, jakie filtry nie zadziałały, że teraz – jeśli patrzeć i czytać – teatr polski też jakiś nienawiścią zaczadzony? Może dałbyś w prezencie jakieś lepsze systemy wentylacyjne? Może to pomoże?

 

Skoro jednak skręciło mi się w stronę prezentów, to może byś kilku osobom pewną książkę podrzucił? Jeśli wyrazisz zgodę, to chętnie podeślę Ci imienną listę, tu nie mogę, bo wiesz: RODO.

Przypomniała mi się taka książka, wydana już kilka lat temu, ale jak jej na rynku brakuje, to elfy na pewno mogą zrobić reprint. W tytule jest takie fajne słowo, o bardzo teatralnej proweniencji: agonistyka. Napisała ją filozofka Chantal Mouffe, która zajmuje się politycznością i demokracją.

Przedstawia w niej bardzo trzeźwe stanowisko, że konflikty są naturalnym i nieuniknionym elementem ludzkiego życia. Co więcej, twierdzi, że dobrze rozegrany konflikt jest lepszy niż wymuszona zgoda, utożsamiana z konsensusem.

 

Tu wchodzi ten śmieszny termin: agonizm.

W teatrze starożytnej Grecji używano słowa agon, które oznaczało współzawodnictwo, konkurs w podwójnym znaczeniu. Raz było częścią struktury dramatu, w której przedstawiano spór między postaciami. Agonem były także same zawody między twórcami dramatów prezentowanych w ramach jednego święta teatralnego.

Mouffe wybiera właśnie ten termin, by określić konstruktywny konflikt. W agonizmie, inaczej niż w antagonizmie, jesteśmy bardziej współzawodnikami, niż wrogami. Mamy różne punkty widzenia, spieramy się, ale nie dajemy się porwać nienawiści. 

 

Wiem, że to trudne, ale kto nam pomoże jeśli nie Ty?

Czy teatr stać ma się terenem nieustannej wojny o stolik, kamerę, źle zinterpretowane słowo? Podobno – tak twierdzili niegdyś teoretycy – jego głównym celem jest „komunikacja o komunikacji”, czyli pokazywanie, jak ludzie się ze sobą do/gadują. Jak myślisz Mikołaju, da się jeszcze teatr w Polsce uczynić przestrzenią agonistycznego konfliktu a nie antagonizującej napierdalanki na oślep?

Może jeszcze stanowić miejsce, gdzie pokazuje się ludziom, iż to, że są między nami różnice w postrzeganiu tych samych sytuacji, nie znaczy automatycznie, że trzeba przejąć środki zarządzania konfliktem od tych, którzy nami rządzą?

 

Tak przy okazji, ale to tylko z troski o Ciebie: zaszczepiłeś się już trzecią dawką? Nosisz maseczkę? Bo wiesz, odwiedzasz tyle domów, a ludzie są różni… No więc, jakby udało Ci się jeszcze coś zrobić z tą pandemią, to też byłoby fajnie.

Twoja wielbicielka

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
4
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0