fot. redakcja

Ludzie kochali ją na pstryk

W połowie sierpnia pisaliśmy o książce Marcina Wilka „Tyle słońca. Anna Jantar – biografia”. Dziś rozmawiamy z autorem o fenomenie piosenkarki, która stała się ikoną polskiej piosenki. Pamięć o artystce jest ciągle żywa, choć od jej tragicznej śmierci minęło już 35 lat.

KUBA WOJTASZCZYK: Dlaczego Anna Jantar?

MARCIN WILK: To był pomysł Znaku. Pewnego majowego dnia znakomita redaktorka z wydawnictwa napisała do mnie i spytała, czy nie mam trochę wolnego czasu i nie chciałbym zabrać się za pisanie biografii o tragicznie zmarłej piosenkarce, która zawładnęła sercami publiczności takimi hitami jak „Tyle słońca w całym mieście” oraz „Nic nie może wiecznie trwać”. A ponieważ rzeczona redaktorka, Karolina Macios, opiekuje się w Znaku między innymi Zadie Smith i Markiem Krajewskim – nie było się nad czym zastanawiać.

Byłeś fanem Jantar?

Nie. Znałem tylko te podstawowe fakty – czyli, że zginęła w katastrofie lotniczej i że była gwiazdą. Wiedziałem też, że jej córką jest Natalia Kukulska. Tyle. Pociągało mnie, że będę mógł poznać jej życie bez uprzedzeń. Od początku wiedziałem też, że bardzo zależy mi nie tylko na odtworzeniu tamtych czasów, poznaniu jej kariery, ale również pokazaniu Anny Jantar jako człowieka.

Jak wchodziłeś w życie piosenkarki?

Najpierw ściągnąłem z iTunes jej piosenki i zacząłem namiętnie słuchać w aucie. Dlatego wszyscy, którzy w drugiej połowie roku wsiadali ze mną do auta, wiedzieli, czym to grozi [śmiech. Swoją drogą, niniejszym, przepraszam ich za to. Oglądałem też w sieci teledyski, przeglądałem różne strony. Było tego sporo, bo Anna Jantar ma grono naprawdę zagorzałych wielbicieli. I wiedzą oni chyba wszystko. Stresowało mnie to przez chwilę, bo przecież każdemu autorowi zależy, by znaleźć coś nowego.

Przeszukiwałem więc różne archiwa, do których jako dziennikarz miałem możliwość wejścia. W Instytucie Pamięci Narodowej leżała teczka dotycząca Józefa Szmeterlinga, ojca Jantar. Między innymi dzięki tym dokumentom udało się pełniej pokazać jego postać. W Muzeum Polskiej Piosenki w Opolu znalazłem także wykazy honorariów za koncerty, co daje pewne wyobrażenie o tym, jak zarabiały gwiazdy w tamtej epoce. To tylko dwa przykłady z brzegu. Poza tym dużo jeździłem, szperałem w dokumentach i gazetach z lat 70., no i rozmawiałem z ludźmi.

Najmocniej, jak mówisz, „wszedłem” w to życie, kiedy zetknąłem się z Haliną Szmeterling, mamą Anny Jantar. Panią Halinę, bardzo ważną bohaterkę mojej książki, wiozłem autem w dość daleką podróż. Mieliśmy dużo czasu na rozmowę. Było bardzo emocjonalnie. Bywały nawet chwile, że siedzieliśmy w milczeniu. Nie umiałem wydobyć z siebie słowa, zwłaszcza gdy mowa była o tragicznej śmierci.

Czy można nazwać Jantar ikoną polskiej piosenki?

Marcin Wilk, „Tyle słońca. Anna Jantar. Biografia”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2015

Z całą pewnością. Po sukcesie „Tyle słońca w całym mieście” była jedną z gwiazd, choć sama nie lubiła tak siebie nazywać. Miała bowiem styl i klasę, a jednocześnie promienny i naturalny uśmiech, który sprawiał, że ludzie kochali ją na pstryk. Miała też szczęście do przebojów. Kogo nie pytam, zna jej największe hity: „Dyskotekowy bal”, „Wielka dama tańczy sama”, „Najtrudniejszy pierwszy krok”, „Za każdy uśmiech”, „Staruszek świat”.

W ogóle jej dorobek jest niesamowity. To ledwie dekada, a znajdziesz w jej artystycznym portfolio przeróżne dokonania – nie tylko, zresztą słodziutkie, piosenki pop, od których pod koniec swojego krótkiego życia Jantar się dystansowała. Piosenkarka była wtedy bardzo niespokojna, eksperymentowała, poszukiwała nowych brzmień. Bardzo ciągnęło ją w stronę rocka. Nagrywała też w różnych językach. Współpracowała z plejadą tekściarzy i kompozytorów. Wśród autorów jej piosenek są uznane nazwiska – oczywiście z Jarosławem Kukulskim, jej mężem, na czele.

Dlaczego pamięć o niej, jej muzyce, jest ciągle żywa? Czy to przez to, że umarła młodo?

Jantar zginęła ledwie kilkaset metrów przed miejscem docelowym swojej podróży. Leciała samolotem ze Stanów i udało się jej przebyć tę długą, wyczerpującą i męczącą podróż, ale pech chciał – a konkretnie: awaria silników – że samolot spadł. Zginęli wszyscy, w tym ledwie 29-letnia dziewczyna, która miała w tamtym czasie niezły mętlik w głowie. W jej prywatnym życiu nie wszystko układało się tak, jak należy.

Oczywiście, wielbiciele tego nie wiedzieli. Bez tego byli w rozpaczy. Przecież ktoś zabrał im wokalistkę, która w ciężkich chwilach przynosiła „Tyle słońca”. Śmierć uwielbianej przez miliony gwiazdy zawsze pobudza wyobraźnię. Działa jak wstrząs. Gdy ktoś odchodzi, najczęściej wtedy dopiero zaczynamy doceniać to, czego nie umieliśmy docenić wcześniej. I zaczynamy zadawać pytania: także o to, co by było gdyby ona dalej żyła i była tutaj z nami.

W szczegółowy sposób przedstawiasz scenę muzyczną PRL. Czy od samego początku chciałeś też skupić się na innych artystach, czy pojawiło się to w czasie pracy?

To było nieuniknione. Weźmy chociażby koncert w Opolu z roku 1974. Ten, na którym Anna Jantar zaprezentowała „Tyle słońca w całym mieście”. Wystąpiła jako pierwsza, ale przecież za kulisami mogła się spotkać z innymi artystami, biorącymi wtedy udział w imprezie: Haliną Kunicką, Krystyną Prońko, Marylą Rodowicz, Ireną Santor czy Danutą Rinn. A to tylko jeden z przykładów.

Jantar występowała na wielu festiwalach, była zresztą bardzo lubiana na tego typu imprezach, więc siłą rzeczy te różne nazwiska się przewijają. Z niektórymi spotykała się nie tylko w pracy. Z Haliną Frąckowiak potrafiła przegadać długie godziny. Z Anną German spotykała się na spacerach z dziećmi. Obie Anny były przez pewien czas w Warszawie sąsiadkami.

 

Z twojej książki wyłania się obraz Jarosława Kukulskiego jako kontrolera kariery Jantar. Czy myślisz, że ją ograniczał, nie zawsze pozwalając śpiewać ambitniejsze utwory? Czy faktycznie artystka potrzebowała mężczyzny, by zostać zauważoną?

Mam nadzieję, że wyłania się trochę bogatszy obraz niż kontrolera, bo on naprawdę bardzo dużo Annie Jantar dał. Połączyła ich miłość wzajemna i miłość do muzyki. Potem się trochę knociło, jak w wielu związkach. Pod koniec przechodzili poważny kryzys. Anna Jantar nawet znalazła sobie kogoś, ale jednak nie odeszła od Kukulskiego. Wiele z konfliktów miało podłoże prywatno-zawodowe, ale to dlatego, że Kukulscy razem pracowali.

Ona pod koniec lat 70. była trochę znudzona popowymi melodiami. Chciała czegoś nowego. Poszukiwała dla siebie stylistyki innej niż ta, którą preferował jej mąż. Czy Kukulski ograniczał Jantar? On się martwił o to, jak jego żona sprawdzi się w nowym repertuarze, zastanawiał się, czy to faktycznie do niej pasuje. Trudno powiedzieć, na ile to było powodowane poczuciem utraty kontroli przez dumnego mężczyznę, a na ile miłością zakochanego faceta, który czuł, że jego żona się oddala. Tego się nie dowiesz nigdy do końca, chociaż do książki trafił bardzo intymny list, w którym on bardzo się odsłania.

Co do Jantar, postrzegam ją jako czasem niezdecydowaną, ale jednak niezależną kobietę. Fakt, że nie zawsze robiła tylko to, na co miała ochotę, wynikał z różnych rzeczy – także z tego, że mimo spontaniczności czy skłonności do flirtów albo zabawy była niezwykle obowiązkowa.

Wspominasz w książce film „Milion za Laurę”, dający złudzenie, że PRL był radosny i kolorowy. Ja tak odbieram piosenki Jantar, przez całe dzieciństwo barwiły mi komunę. Teraz, mimo że wiem, jak PRL wyglądał, dalej lubię wyobrażać sobie ten wymyślony koloryt. Czy myślisz, że te dwie narracje, prawdziwa i w pewien sposób propagandowa, „vintage”, mogą ze sobą współgrać?

I bardzo dobrze, że żyjesz tym kolorytem. Ja myślę, że nie ma co za bardzo tego odczarowywać. Robią zresztą to regularnie różni tropiciele podłych prawd o tamtej epoce. A przecież w tamtym czasie żyli ludzie, którzy bawili się w bardzo podobny sposób jak my teraz! Chociaż oczywiście – kto wie, co napiszą o czasach, w jakich obecnie żyjemy? Może, że panowała homofobia i rozpasany konsumpcjonizm? A może właśnie przeciwnie: że społeczeństwo było biedne i dominowała rozwiązłość? Kto wie, jak nasze czasy będą wyglądać z perspektywy przyszłości?

W swojej książce starałem się unikać ocen. Chętnie posługiwałem się natomiast wycinkami z „Przekroju” czy „Kobiety i Życia”, przewodnikami po ówczesnym Poznaniu dla młodej Jantar, wtedy jeszcze Szmeterling. Sprawdzałem nawet trasy komunikacji miejskiej w Warszawie, by się dowiedzieć, którymi tramwajami można było dojechać na cmentarz wawrzyszewski, gdzie odbył się pogrzeb Jantar. Wydawnictwo uznało zresztą, że te tramwaje to już lekka przesada, więc z tego zrezygnowaliśmy, ale wiele elementów odtwarzających koloryt tamtych czasów zostało.

Poza tym naprawdę mnie wzruszało, gdy Bogdan Zep, obecnie menedżer Maryli Rodowicz, kiedyś – Anny Jantar, opowiadał, że aby załatwić jakąś sprawę zawodową, trzeba było pojawić się w Hotelu Europejskim w okolicach godzin południowych, gdzie wszyscy z branży dyżurowali przy kawie. Nie było przecież maili czy Whatsappa, a o Facebooku nikomu się nie śniło.

 

Ciągle niemijający trend na PRL dotyka w końcu muzyki (np. świetna współpraca Wodeckiego i Mitch&Mitch). Czy powstanie Twojej książki się w niego wpisuje? Wydawnictwo Znak chce na powrót wypromować Jantar? Jej piosenki swobodnie odnalazłyby się w nowych aranżacjach. Tylko ktoś musiałby je zaśpiewać…

Ależ Natalia Kukulska już to zrobiła! Jest remiks „Tyle słońca w całym mieście”, w którym Natalia śpiewa wraz ze swoją mamą. Piosenka spotkała się z ciepłym przyjęciem, ale to ciągle ciekawostka, podobnie jak wiele innych przedsięwzięć odświeżających stare hity Jantar. Po chwili euforii wszyscy wracają do oryginałów, które jeszcze chwila i będą mieć pół wieku!

Moda na gwiazdy PRL-u wciąż gdzieś krąży. Znajdziesz na to wiele przykładów. Maryla Rodowicz śpiewa z Donatanem. Ba, wystąpiła nawet w jego teledysku. Nową płytę szykuje Zdzisława Sośnicka. W sieci są wypowiedzi przedpremierowe z jej udziałem, a jej facebookowy wall zapełniony jest teaserami na temat krążka. Poza tym przypominam ci, że niedawno Joanna Moro ożywiła na ekranach Annę German. Serial o jej życiu okazał się prawdziwym hitem. Obecnie trwają prace nad obrazem o kolejnej gwieździe, Violetcie Villas. Chodzą słuchy, że w wokalistkę ma się wcielić Katarzyna Figura. Była German, będzie Villas, ciekawe, czy ktoś nie pokusi się o sfilmowanie biografii Jantar.

MARCIN WILK – dziennikarz, publicysta, krytyk, tłumacz, redaktor, konsultant programów literackich. Publikował na łamach m.in. „Polityki”, „Tygodnika Powszechnego”, „Przekroju”, „art.papieru”, „Czasu Kultury”, „Dekady Literackiej”, „Ha!artu”, „Krakowa”, onet.pl, „Pograniczy”, „Prime’u”, „Radaru”, „Zadry”, „Przeglądu Polskiego”, „Lampy”. Współpracuje z Radiem Kraków. Autor m.in. książki „Tyle słońca. Anna Jantar. Biografia” (Wydawnictwo Znak, 2015).

 

CZYTAJ TAKŻE: Anna Jantar. Od końca do początku

CZYTAJ TAKŻE: Chelsea Wolfe: Królowa tonie w mroku

CZYTAJ TAKŻE: Amator to brzmi dumnie: Twórczość artystyczna ziemian

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0