fot. Wojciech Hildebrandt

Amator to brzmi dumnie: Twórczość artystyczna ziemian

Uprawianie rysunku i malarstwa było obowiązkowym elementem edukacji osób szlachetnie urodzonych i zajęciem kultywowanym na co dzień. Z jakim skutkiem – o tym możemy się przekonać na trwającej do końca września wystawie „Twórczość artystyczna ziemian” w pałacu w Dobrzycy.

Pamiętacie jak Hrabia w „Panu Tadeuszu”

 

„Dobył z kieszeni papier i ołówek, sprzęty,

Które zawsze miał z sobą, i na pień wygięty,

Rozpiąwszy kartkę, widać, że obraz malował”?

 

Podśmiewał się Mickiewicz z arystokraty, nierozstającego się ze szkicownikiem, chociaż sam poeta rysował przy każdej okazji.

INTELEKT I WYOBRAŹNIA

Już Arystoteles, wymieniając przedmioty, które powinien opanować idealny obywatel greckiego polis, wskazał na gramatykę, gimnastykę, muzykę i na koniec rysunki. Nie dla pożytku z tego ostatniego zajęcia, nie dla pieniędzy, ale dla kształtowania poczucia piękna („dla siebie, dla przyjaciół, dla piękna”). Stosując te właśnie zasady starożytnego filozofa, pisał Kazimierz Raczyński do wnuka: „Dopóki mam przekonanie, że nie chcesz być malarzem ani handlarzem sztychów i z tego czerpać środków do życia, a chcesz tylko, mój drogi Atanazy, zaspokoić swój kaprys i iść za upodobaniem, nie oponuję wobec tego studium”. I Atanazy studiował rysowanie na całego.

 

Szlachcic miał gospodarować na rodzinnym majątku, służyć ojczyźnie albo robić karierę na dworze lub w wojsku, a sztukę uprawiać dla przyjemności.

Szlachectwo i działalność artystyczna powiązane były od zawsze. Przykład zresztą szedł z góry. Parali się sztuką Medyceusze, niemieccy cesarze i królowie Francji. Oczywiście jako dyletanci, miłośnicy i amatorzy. Tylko że w tamtych czasach dyletant nie był określeniem pejoratywnym, a „amator sztuki” brzmiał dumnie. Byli to amatorzy przez bardzo duże A.

Owo artystyczne doskonalenie talentów dotyczyło i mężczyzn, i kobiet. Rozwijało intelekt i kształciło wyobraźnię. Wyrabiało zmysł obserwacji i syntetycznego myślenia. W przypadku kobiet umiejętność tę wiązano z kształtowaniem poczucia piękna, potrzebnego w urządzaniu i prowadzeniu domu. W życiu dorosłym uprawianie sztuki oznaczało czynność elitarną, wynikającą z posiadania czasu wolnego. Tym jeszcze do niedawna dysponowała tylko szlachta. Inni musieli pracować na okrągło. Nie dla nich były artystyczne fanaberie.

CO SIĘ TYCZY MALARSTWA…

Uprawianie rysunku nie było zajęciem specjalnie kosztownym, choć papier nie był tak tani jak dzisiaj. Jeszcze przed grafitowymi ołówkami w drewnianych obsadkach do rysowania powszechnie używano miękkich metalowych sztyftów. Polskie słowo „ołówek” to pamiątka po pręciku ołowianym, który zostawiał ślad podobny do dzisiejszego ołówka 5B. Nie było też problemu z wymazywaniem. Do tego służył ugnieciony chlebowy miąższ.

W XIX wieku pojawiły się masowo fabrycznie produkowane materiały do rysowania. Upowszechniły się szkicowniki i pierwsze ołówki automatyczne z wysuwanym grafitem. Trochę gorzej było z malowaniem. Do końca XVIII wieku malarze sami ucierali farby. Problematyczne było też ich przechowywanie. Dopiero upowszechnienie się farb akwarelowych (a nieco później wynalazek tubki) pozwoliło malować prawie każdemu. Zwłaszcza że odpowiednie poradniki i historie sztuki miały dziesiątki wydań. Pierwszy taki podręcznik w języku polskim autorstwa Gundysława Eymontta ukazał się w 1802 roku i nosił dumną nazwę „Nauka początkowa reguł proporcyi znacznieyszych z rozmaitemi sposobami rysunek ułatwiaiącemi”. Oczywiście, „ku pożytkowi młodzi narodowey”.

Arystokracja łączyła swoją działalność artystyczną z zamiłowaniem do podróżowania. Nie na próżno wyżej wymieniony Hrabia z „Pana Tadeusza” wyliczał:

 

„Co się tyczy malarstwa: do obrazu trzeba

Punktów widzenia, grupy, ansamblu i nieba,

Nieba włoskiego! Stąd też w kunszcie pejzażów,

Włochy były, są, będą, ojczyzną malarzów”

 

Jeździła polska szlachta po Europie i rysowała, i malowała pamiątki z podróży. Tak jak dzisiaj cyka się fotki smartfonami, tyle że z większym nakładem czasu i intelektu.

Nieprzypadkowo takie rysunkowe notatki zachowały się po Norwidzie i po Kraszewskim. Szlachetnie urodzoni kawaler i panna wracali z „grand tours” z grubymi albumami swoich prac. Kopiowano też z upodobaniem grafiki i obrazy dawnych mistrzów. Z wielką przyjemnością rysowano też i malowano portrety czy karykatury.

Rezultaty tych amatorskich działań były bardzo różne. Czasem kończyło się na małych rysuneczkach, umieszczanych w listach i pamiętnikach. Bywało, że ziemianie urządzali w swoich dworach i pałacach profesjonalne pracownie artystyczne i spędzali tam każdą wolną chwilę. Tworzyli głównie dla siebie, obdarowywali rodzinę, z rzadka dawali się namówić na urządzenie wystawy, w celu charytatywnym na przykład. Tylko w wyjątkowych wypadkach ich dzieła przekraczały granicę amatorstwa. Ale zdarzały się takie cuda jak sztuka Piotra Michałowskiego, odkryta i zaliczona w poczet arcydzieł wiele lat po śmierci autora. Nie można wykluczyć takich niespodzianek, kryjących się gdzieś w rodzinnych archiwach i muzealnych magazynach.

TWÓRCZOŚĆ ARTYSTYCZNA ZIEMIAN. MALARSTWO I GRAFIKA

Zjawisku amatorskiego uprawiania sztuki przez ziemian poświęcona jest wystawa w pałacu w Dobrzycy. W niewielkiej, raptem 3-salowej, przestrzeni zaprezentowano przykłady zabawy w sztukę autorstwa przedstawicieli czołowych wielkopolskich rodzin arystokratycznych.

Już sam kontekst wystawy – wśród wspaniałych pałacowych polichromii na ścianach – jest niesamowity. W przyciemnionych wnętrzach można obejrzeć prace rysunkowe, graficzne i malarskie, wykonane w różnych technikach i konwencjach. W większości tradycyjne, ale nie brakuje też dzieł bliskich awangardzie. Znajdziemy tam również dziełka związane z samą Dobrzycą. Obrazom, grafikom i rysunkom towarzyszą książki o sztuce i rysunku z dworskich bibliotek. Są ilustrowane listy i sztambuchy, dziecięce wprawki i metalowe matryce graficzne.

Na wystawie obejrzeć można liczne prace z całej Polski, które po raz pierwszy opuściły muzealne i biblioteczne magazyny (w wyniku żmudnych poszukiwań: w Muzeum Narodowym w Poznaniu, Krakowie i Warszawie, pozyskanych ze zbiorów poznańskiego PTPN i Muzeum Regionalnego w Lesznie, bibliotek z Zielonej Góry i Zakładu Ossolińskich z Wrocławia), a także prace pochodzące ze zbiorów prywatnych.

Zwracają uwagę znane nazwiska autorów. Raczyńscy, Mielżyński, Mycielscy – to ważne postacie wielkopolskiej historii. Obok nich Szembek, Turno, Potocka, Radziwiłłówna i wielu innych.

 

Niewątpliwą gwiazdą wystawy jest obraz Piotra Michałowskiego.

Swoją wysoką jakością przyciągają uwagę grafiki Jana Kazimierza Mycielskiego i jeden z jego olejnych pejzaży. Podobnie jak dzieła przedstawiciela polskiej awangardy artystycznej, Jerzego Hulewicza. Wyróżniłbym też świetny rysunek z widokiem dobrzyckiego parku, autorstwa Marii Czarneckiej.

Mimo swej skromności to wyjątkowej rangi wystawa. Pokazuje zapoznany fragment kultury polskich elit, doceniających wartość sztuki – zarówno jako niezbędnego elementu edukacji człowieka oświeconego, jak i towarzyszki dnia codziennego. To dzisiaj, w kraju, w którym usunięto lekcje sztuki ze szkół, zupełna abstrakcja. I właśnie dlatego warto zobaczyć tę wystawę. By wyciągnąć z niej wnioski na przyszłość i poszukać w naszej historii dobrych wzorów. By wyjść poza pstrykanie mało wartościowych selfie i rysowanie ciastek na talerzyku – przez ostatnich, pozostałych jeszcze rysowników.

Tekst opracowano na podstawie katalogu towarzyszącemu wystawie.

Ekspozycję „Twórczość artystyczna ziemian. Malarstwo i grafika” można oglądać do 30 września 2018 roku w Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy.

 

 

CZYTAJ TAKŻE: Kalisz zasługuje na więcej
CZYTAJ TAKŻE: Wybuduję sobie zamek

CZYTAJ TAKŻE: Ratusz bez orła